REKLAMA

Układ odpornościowy a wirusy - jak to działa?

Dziś wszyscy jesteśmy epidemiologami. Dyskutujemy o umieralności, drogach zakażenia, skali wykładniczej i wirusach. I wszyscy czekamy na szczepionkę jak na zbawienie. Szczepionkę, czyli tak naprawdę co?

Układ odpornościowy
Maseczki, rękawiczki, płyny do dezynfekcji – to wszystko jest na pierwszej linii w walce z wirusem. Jednak pamiętaj, że masz też odwody – jeśli wróg przedrze się przez front, bronić Cię będzie Twój układ odporności. To on ostatecznie zabija wirusy. Musisz go tylko uzbroić.

Twój układ odporności jest jak prywatna armia. Po pierwsze, stoi na straży granic Twojego organizmu, żeby nie wpuścić wroga. Każdy niebezpieczny zarazek, który wyląduje na Twojej skórze, jest niemal natychmiast likwidowany. Słabymi punk-tam i tej obrony są jednak wszelkie otwory ciała, które są wyściełane  śluzówką, czyli w przypadku chorób przenoszonych drogą kropelkową głównie usta, nos i oczy.

ZOBACZ: Co podnosi, a co obniża odporność?

W przypadku innych chorób zakaźnych częściej wirusy i bakterie dostają się do wnętrza przez pozostałe otwory, ale o tym innym razem. Dziurą w obronie potrafi   być też każde naruszenie ciągłości tkanek – to dlatego każdą rankę trzeba odkażać i zaklejać plastrem. Ta pierwsza linia obrony to odporność nieswoista. Nieswoista, czyli Twoja armia strzela do wszystkiego, co się rusza – nie zastanawia się, atakując każdego intruza.

Mechanizmy tej obrony są skomplikowane: to nie tylko przeciwciała i limfocyty, ale również reakcje organizmu. Biegunka i wymioty to także sposób na usunięcie wroga z granic Twojego prywatnego państwa – ciała. Oprócz tej podstawowej linii obrony dysponujesz też bardziej wyspecjalizowanymi oddziałami. To tzw. odporność swoista, czy też precyzyjniej – swoista odpowiedź odpornościowa. Ta już nie strzela na ślepo.

Potrafi odróżnić nieszkodliwe zarazki od tych szkodliwych i dobiera broń w zależności od tego, kto atakuje. O ile odporność nieswoista działa trochę na ślepo, jak bombardowanie dywanowe, o tyle odporność swoista jest już bardziej precyzyjna – jak artyleria przeciwlotnicza.

Są dwa rodzaje odporności swoistej. Bierna to instrukcje zwalczania wirusów oraz amunicja, którą dostajesz od matki; przy odporności czynnej Twój organizm sam się uczy, jak reagować. Chociaż nie zawsze sam. Odporność swoistą czynną możesz zdobyć na dwa sposoby: naturalnie bądź sztucznie. Naturalnie – jeżeli jakąś chorobę „przechorujesz” lub Twój organizm sam sobie poradzi z zarazkiem, a Ty nawet tego nie zauważysz.

Drugim sposobem nabycia swoistej odporności czynnej są szczepienia ochronne, czyli nasza najlepsza broń w walce z chorobami zakaźnymi. Gdyby nie one, dzieci nadal masowo by umierały, epidemie, jak ta dzisiejsza, zdarzałyby się co kilka-kilkanaście lat, a na ulicach pełno byłoby oszpeconych przez ospę ludzi. Myślisz, że przesadzamy? Ani trochę. Przykład całkiem świeży, z Polski.

PRZECZYTAJ: Przetrenowanie a obniżenie odporności [Okiem eksperta]

Zanim w 2004 roku wprowadzono szczepionkę przeciwko różyczce, co roku chorowało na nią kilkaset tysięcy osób, głównie dzieci. Dziś odnotowuje się zaledwie nieco ponad tysiąc zakażeń. Wprawdzie różyczka nie wydaje się jakąś przesadnie ciężką chorobą (bardzo możliwe, że sam na nią chorowałeś i żyjesz), ale często zapomina się o tym, że o ile dzieci przechodzą ją stosunkowo łagodnie, to już dla kobiet w ciąży stanowi poważniejsze zagrożenie, bo u ponad połowy dzieci, których matki zaraziły się różyczką w pierwszych tygodniach ciąży, występują wady rozwojowe.

Dzięki szczepionce tysiące młodych mam nie muszą już drżeć o noszone w brzuchu dziecko. Inne przykłady? Świnka: przed wprowadzeniem szczepionek chorowało 200 000 osób rocznie, dziś niecałe 2000. WZW typu B: było 125 000 rocznie, jest kilkadziesiąt przypadków. Śmiertelnie niebezpieczna niegdyś błonica: kiedyś 40 000, dziś – 0. Zero.

REKLAMA

REKLAMA

Podaj dalej

Gdybyśmy dysponowali szczepionką na koronawirusa z Wuhan, nie mielibyśmy dziś globalnej katastrofy. Nawet gdyby nie wszyscy byli zaszczepieni, ryzyko wybuchu epidemii byłoby o wiele mniejsze, a bilans nie taki przerażający. Jak bowiem działają powszechne szczepienia? Pamiętasz ostatnią modę na FB z wrzucaniem zdjęć z dzieciństwa? To był właśnie klasyczny przykład przebiegu epidemii. Ktoś wrzucał swoje stare zdjęcie, a potem nominował, czyli namawiał do tego samego wszystkich, którzy polubili to zdjęcie. Po tygodniu swoje fotki wrzucali już prawie wszyscy.

A teraz wyobraź sobie, że jesteś tym, który wpadł na ten pomysł pierwszy. Wrzucasz zdjęcie, polubia je 25 osób, zapraszasz je do zabawy. I każda z nich robi dokładnie to samo. W drugim kroku zarażonych pomysłem jest już 625 osób. W trzecim już 15 625. W czwartym kroku aż trudno w to uwierzyć: prawie 400 000! Oczywiście w przypadku choroby tempo jest mniejsze, bo jeden zakażony średnio zakaża kilka, a nie 25 osób, ale rozumiesz już ideę. A teraz wyobraź sobie, że spośród 25 osób zaproszonych przez Ciebie reaguje tylko 10. Reszta jest odporna na tego typu zachęty. W drugim kroku jest już tylko 100 zakażonych, w trzecim tysiąc, a w czwartym 10 000. To o 390 000 mniej! Tak właśnie działają szczepienia.

Im więcej osób jest zaszczepionych, tym lepiej chronieni są wszyscy – nawet ci, którzy nie przyjęli szczepionki. Z tego mechanizmu korzystają antyszczepionkowcy: sami się nie szczepią, nie chcą też szczepić swoich dzieci, a mimo to są chronieni przez innych ludzi, którzy się zaszczepili. Tych, którzy zdecydowali się podjąć ryzyko działań niepożądanych. Bo szczepionki – jak każda, dosłownie każda procedura medyczna i każda substancja – są obarczone ryzykiem działań niepożądanych.

Bo nie ma co owijać w bawełnę: to ryzyko istnieje. Czy jest duże? Wyjaśniają to obrazowo lekarze z Harvard Medical School: „Prawie wszystko, co robisz, wiąże się z jakimś poziomem ryzyka. Ryzyko, że zginiesz w wypadku samochodowym, wynosi jak 1 do 6700. Ryzyko, że utopisz się w wannie, jest jak 1 do 840 000. Ryzyko poważnych kłopotów spowodowanych szczepionką jest mniejsze. W przypadku popularnej szczepionki DiTePe wynosi 1 do 1 000 000”. Skoro więc nie boisz się wejść do wanny ani jeździć samochodem, dlaczego miałbyś się nie szczepić?

System bezpieczeństwa

Owszem, czasami szczepionki powodu-ją problemy. Tak było np. w przypadku szczepionki przeciwko grypie H1N1, która – wykazały to badania – przyczyniła się do zwiększonej ilości przypadków narkolepsji w Skandynawii i Wielkiej Brytanii. Czasami bywa też tak, że jakaś partia szczepionek jest szkodliwa. Zdarzają się błędy przy podawaniu albo szczepionka jest źle przechowywana. To się zdarza.

Tak samo jak zdarza się zatruć w najlepszej restauracji, zareagować alergicznie na jakiś lek, zostać źle zdiagnozowanym lub źle zoperowanym. Jednak każdy przypadek niepożądanego odczynu poszczepiennego jest solidnie badany. Istnieją do tego mechanizmy, coś w rodzaju bezpieczników w systemie. Gdy pojawiły się podejrzenia, że szczepionki wywołują autyzm, uczeni w wielu ośrodkach rzucili się, żeby to sprawdzić. I sprawdzili.

Ustalili, że to nieprawda. Istnieje między-narodowy system rejestracji niepożądanych odczynów poszczepiennych. Jeśli więc jakaś konkretna szczepionka budzi wątpliwości, zaczyna być monitorowana. W zasadzie trudno sobie wyobrazić, jak jeszcze można by zabezpieczyć ludzi przed działaniami niepożądanymi. Stosunek zysków do potencjalnych strat nie budzi wątpliwości. Największym sukcesem wakcynologii jest eradykacja, czyli zlikwidowanie wszystkich przypadków ospy prawdziwej (tzw. czarnej ospy), która przez stulecia dziesiątkowała ludzkość na całym świecie.

REKLAMA

Skuteczność szczepień

Ocena skuteczności szczepień ochronnych nie jest taka prosta. Gdyby chodziło tylko o to, że bierze-my dwie grupy, jedną szczepimy,  a drugą nie, i po trzech latach sprawdzamy, kto zachorował, a kto nie, po czym porównamy wyniki – byłoby to jasne. Obarczone jakimś błędem, lecz czytelne. Ale szczepionki nie tylko chronią przed zachorowaniem, one również chronią przed powikłaniami zakażeń. Na przykład ludzie zaszczepieni przeciwko grypie, nawet jeśli zachorują, rzadziej lądują w szpitalu i umierają z powodu powikłań.

Jest też pewna trudna do oszacowania liczba uratowanych żyć, wynikająca z tego, że np. zaszczepiony wnuczek nie zarazi cierpiącej na (znasz już to określenie, prawda?) choroby współistniejące babci, która mogłaby umrzeć. Zaszczepiony lekarz nie zarazi grypą pacjentów onkologicznych. Zaszczepiona nauczycielka dzieci, a te rodziców. Im więcej zerwanych łańcuchów przenoszenia zakażeń, tym lepiej dla nas wszystkich. Również dla tych, którzy się nie zaszczepili.

Lekcja pokory

Dziś cały świat spogląda z na-dzieją na wirusologów, epidemiologów i lekarzy chorób zakaźnych, licząc, że uratują ludzkość. Zdaliśmy sobie sprawę, że od ich wiedzy i umiejętności zależą losy świata. Wierzymy, że „coś wymyślą”. Nawet antyszczepionkowcy na razie siedzą cicho. Gdy epidemia minie i dzisiejszy strach opadnie, nie zapomnijmy o tym zaufaniu, którym ich dziś obdarzamy. Uwierzmy im, że te szczepionki, które zalecają, są skuteczne, że jeśli mówią, że szczepionki nie powodują autyzmu, to wiedzą, co mówią.

Przyjmijmy z pokorą obecną lekcję i przestańmy się wymądrzać i udawać, że wiemy lepiej, gdyż nie wiemy. Bo znakomita większość z nas nie potrafiłaby  odróżnić pod mikroskopem bakterii od wirusa. Ba, większość nie potrafiłaby  takiego  mikroskopu w ogóle użyć. A oni, ci lekceważeni w spokojnych czasach uczeni, nie dość, że potrafi  ą rozpoznać wirusa, to jeszcze potrafią go dokładnie prześwietlić i wskazać jego najsłabsze punkty. To oni opracowali prototypy szczepionek i pracują nad lekami. A my możemy tylko modlić się, żeby im się udało. I wyciągać wnioski.

Co jesienią?

Wg raportu „Szczepienia przeciwko grypie w państwach europejskich” w Wielkiej Brytanii zaszczepiło się 62% populacji, w Holandii 53%, a w Polsce... 3,8%. I chociaż szczepienie przeciwko grypie nie chroni przed koronawirusem, to im mniej osób będzie hospitalizowanych ze względu na powikłania po grypie, tym więcej miejsc i respiratorów zostanie dla tych z COVID-19. Tak powinna wyglądać solidarność w walce z niewidzialnym, ale groźnym wrogiem – z potencjalnie śmiertelny m wirusem.

Słownik pandemiczny

Wirusy

Nie mają budowy komórkowej ani własnego metabolizmu. Jedyne, co posiadają, to materiał genetyczny w postaci kwasu nukleinowego (RNA lub DNA). Totalne pasożyty. Jedyne, co potrafią, to wtargnąć do komórki żywiciela i – korzystając z jej wewnętrznego wyposażenia – powielić się.

Antygen

Coś w rodzaju wizytówki drobnoustroju. To właśnie antygeny wywołują reakcję odpornościową organizmu.

Przeciwciała

Czyli immunoglobuliny (IgA, IgE, IgD itd). To one rozpoznają antygeny i wskazują układowi odpornościowemu, gdzie na-leży atakować.

Inkubacja

Okres między wniknięciem patogenu do organizmu a wystąpieniem pierwszych objawów choroby. Przy COVID-19 średni okres inkubacji wynosi 5,1 dnia.

Odporność stadna

Gdy w jakimś społeczeństwie większość osób jest odporna na daną chorobę zakaźną, pozostałe są chronione przez większość. Odporność może być naturalna (po przechorowaniu) lub sztuczna (po szcze-pieniach). Odsetek ludzi odpornych, by mówić o odporności zbiorowiskowej, bywa różny – od 75% do nawet 95%.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA