[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.6

Turbo sport: gwiazdy na dopingu

Talent, litry potu wylane na treningach, niezliczone wyrzeczenia - medale i rekordy wymagają pracy i poświęcenia. Nie wszyscy jednak grają fair. Gdy w grę wchodzą sława i pieniądze, liczy się często to, co brać, kiedy być czystym i jak wywieść w pole światową agencję antydopingową.

W kolarstwie zawodowym często zawodnicy pompują nie tylko koła. (fot. Wiesław Jurewicz)
Trudno dokładnie określić, kiedy po raz pierwszy w głowie sportowca zaświtała myśl o nielegalnym podniesieniu swoich umiejętności. Gdy na igrzyskach olimpijskich w 1904 roku Thomas Hicks zwyciężył w maratonie po tym, jak zmieszał brandy ze strychniną, otrzymując w ten sposób skuteczny stymulant, nie był to jeszcze problem na dużą skalę. Sport współczesny przestaje być jednak polem rywalizacji opartej na czystych regułach.

Grających fair trzeba specjalnie wyróżniać, bo walka według zasad przestaje być modna. Dzięki telewizji i internetowi sport stał się show-biznesem, którego prawa reguluje rynek. Wystarczy spojrzeć na roczne dochody gwiazd piłki nożnej czy koszykówki, żeby zrozumieć, jak kusząca może być droga na skróty, którą stanowi doping.

Rekordy ze strzykawki

Ogólnie przyjmuje się, że z dopingiem mamy do czynienia, gdy w sporcie wyczynowym stosowane są metody medyczne potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, które zostały oficjalnie zabronione. Zwalczaniem dopingu zajmują się krajowe oddziały Światowej Agencji Antydopingowej WADA. Jej działania to często jednak walka z wiatrakami.

W nieformalnych mistrzostwach świata w dopingowego berka, które rozgrywają się każdego dnia, chodzi z grubsza o to, by środek został wprowadzony do organizmu sportowca, zanim WADA umieści go na liście środków zakazanych.

W niektórych dochodowych dyscyplinach w ogóle nie ma kontroli lub odbywają się one sporadycznie (piłka nożna, zawodowy boks czy NBA). Presja rekordów, oglądalności i kasy sprawia, że dopingowicze w wyścigu o pierwsze miejsce ryzykują kariery i zdrowie. Znane są przypadki planowego zachodzenia w ciążę przez sportsmenki, które w ten sposób zyskiwały na wytrzymałości i sile.

W latach 70. i 80. w niektórych dyscyplinach stosowanie środków dopingujących spowodowało wywindowanie rekordów świata na niebotyczny poziom. Na przykład w lekkiej atletyce do dziś nieosiągalne dla kobiet są np. rekord świata na 400 m Marity Koch (47,60 s) z 1985 roku, najlepsze w historii 100 m w wykonaniu zmarłej w wieku 39 lat Florence Griffith-Joyner (10,49 s) czy rekordowe pchnięcie kulą Natalii Lisowskiej z ZSRR (22,63 m). Dziś tylko laicy traktują te rekordy na poważnie. To rezultaty, których nie powstydziłby się żaden mężczyzna, ale których nie da się wytłumaczyć talentem czy ciężką pracą.

Nieustanny wyścig

Chamski doping steroidowy sprzed 30 lat odszedł już do lamusa. Oczywiście ten, kto ma chudszy portfel, w dalszym ciągu wspomaga się sterydami, ale skutki uboczne ich stosowania powinny odstraszyć najbardziej zdesperowanych.

Na początku XXI wieku doping spowszedniał i przestał dotyczyć jedynie zawodowców. To, co znajduje się na liście środków zakazanych w sporcie, pomaga zaliczyć sesję na studiach albo zbudować rzeźbę w ciągu miesiąca.

"Wszystko można znaleźć w internecie. Oceniamy, że nawet 15-25% odżywek na rynku jest zanieczyszczonych nielegalnymi w sporcie kwalifikowanymi substancjami. I tylko niewielki odsetek (do 5%) wędruje do sportu kwalifikowanego. Cała reszta trafi a do sportowców amatorów i, niekiedy nieświadomie, jest przez nich aplikowana" - mówi Dariusz Błachnio, specjalista ds. Edukacji i Informacji Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

"Staramy się przestrzegać, jakie zagrożenia wiążą się z używaniem nielegalnego dopingu. Stworzyliśmy na naszej stronie antydoping.pl bazę niedozwolonych substancji jak i odżywek oraz preparatów, które je zawierają" - dodaje ekspert.

Dużo zależy od tego, jak organizacje antydopingowe będą potrafiły współpracować z samymi zawodnikami oraz federacjami sportu. Jedną z dróg jest permanentna inwigilacja. Od 2005 roku działa międzynarodowa baza ADAMS, która na bieżąco gromadzi informacje o miejscu przebywania czołowych sportowców. Dzięki niej praktycznie w dowolnej chwili na całym świecie może do nich zawitać kontrola antydopingowa, a dany kolarz czy lekkoatleta musi się jej bezwzględnie poddać.

REKLAMA

REKLAMA

Doszło do tego, że na tegorocznym Tour de France niektórzy zawodnicy sprawdzani byli nawet trzy razy dziennie. Dlaczego? Bo kolarstwo - jako dyscyplina najbardziej skażona skandalami dopingowymi - samo chce odzyskać dobre imię. Jednak takie poważane w środowisku nazwiska z ostatnich lat, jak Roberto Heras, Ivan Basso czy Floyd Landis świadczą o tym, że ewidentni dopingowicze nie tracą dobrego imienia, a ich wpadki traktowane są jak wypadki przy pracy i zostają na wstępie wkalkulowane w ryzyko.

Czasem wyścig z czasem udaje się wygrać dzięki pomocy samych zawodników, którzy obrażeni na swoje byłe zespoły zaczynają "sypać" i odsłaniać przed osłupiałą opinią publiczną skalę problemu. Nieoczekiwana pomoc nadchodzi też ze strony firm farmaceutycznych. Jedna z najpotężniejszych z nich - GlaxoSmithKline - współpracuje dziś ze Światową Agencją Antydopingową, by preparaty, które mają pojawić się na rynku, zostały wcześniej sprawdzone w laboratorium antydopingowym i aby opracowano metody ich wykrywania, zanim te specyfiki trafią do powszechnego użytku.

Faktem jest, że na dopingu genetycznym jeszcze nikogo oficjalnie nie przyłapano. Nie wiadomo jednak, czy nie stanowi on niewykrywalnej w praktyce formy wspomagania.

Oszustwo pod kontrolą

Ale kto łudzi się, że wzmożone kontrole i wizja kar zatrzymają strzykawkę przed żyłą, ten jest w błędzie. Bartek, były kolarz, który chce pozostać anonimowy, nie ma wątpliwości, że nielegalne wspomaganie jest standardowym elementem przygotowań profesjonalistów do wielkich tourów. Teraz nie chodzi już o to, żeby nie brać, tylko żeby być czystym w momencie kontroli.

"Wprowadzono powszechnie paszporty biologiczne dla każdego zawodnika startującego w wyścigach rangi Pro Tour. Parametry krwi kolarzy są monitorowane, na przykład pod kątem stosowania EPO - czyli obserwowany jest wzrost liczby czerwonych krwinek, hematokrytu, hemoglobiny. Tyle że to nie rozwiązuje w pełni jednego z najprostszych dopingów, jakim jest doping krwią. Po prostu swoją dobrą krew (z czasów gdy zawodnik był w wysokiej formie) odpowiednio przechowuje się, a jeśli jest potrzebna, na przykład przed kolejnym górskim etapem, zostaje przetaczana" - przyznaje Bartek.

W wielu dyscyplinach karierę na przełomie wieków zrobiły narkotyki, takie jak amfetamina, ecstasy czy THC. Stymulanty na krótki czas zwiększają wydolność lub zapobiegają uczuciu bólu. Są też środki, które na co dzień służą ratowaniu życia lub zdrowia.

Produkcja mistrzów

"Doping korzysta w dużej mierze z preparatów leczniczych. Są one coraz trudniejsze do wykrycia" - twierdzi Dariusz Błachnio. - Stosuje się bowiem nie tylko środki maskujące ich występowanie, ale też eksperymentuje się z dawkami podprogowymi, minimalnymi. Dochodzą do tego środki, których podanie nawet po przeprowadzeniu badań analitycznych jest trudne do udowodnienia - między innymi erytropoetyna czy hormon wzrostu. To w końcu substancje, które są wytwarzane przez ludzki organizm".

Już teraz prowadzone są badania nad takimi metodami, jak przeszczepy szpiku kostnego, mięśni albo podskórne zastrzyki z powietrza. Choć są one łatwe do wykrycia i z reguły stanowią ogromne zagrożenie dla zdrowia zawodników, kwestią czasu jest ich udoskonalenie.

Ziemią niczyją wydaje się doping genetyczny. Może on polegać na wszczepieniu zmodyfikowanych tkanek lub preparatów. Dostępna już jest specjalna terapia genowa o nazwie Repoxygen, która służy do stałego syntetyzowania przez komórki tkanki mięśniowej.

Dariusz Błachnio jest jednak pod tym względem optymistą: "Dotychczas nie odkryto jakiegoś cudownego genu sportu. Samo manipulowanie genami może co najwyżej w drobny sposób wpłynąć na zmianę budowy mięśni, polepszyć nieco obraz krwi - tak by na przykład organizm nie zaczynał pracy na dużym deficycie tlenowym".

Na siłowniach osiedlowych coraz częściej bez cienia zażenowania wymieniane są uwagi i praktyczne porady, "jak to i z czym to brać". Większość wyczynowców nadal wierzy w sens doskonalenia się treningiem ciała i psychiki, są też coraz bardziej świadomi zagrożeń związanych z dopingiem. Nadal znajdują się jednak tacy, którzy stawiają na szali swoje zdrowie i dobre imię, aby na skróty przejść do historii i w toku stosunkowo krótkiej kariery zgromadzić jak najwięcej środków na koncie. Współczesny doping pozwala im prowadzić wyścig z WADA.

Zastanawia tylko, po co udają, że interesuje ich wygrana, skoro złamali wszystkie reguły gry. Pędząc coraz szybciej, nie zauważają, że przegrali już na starcie.

Polityczna poprawność i etyka

Ryba psuje się od głowy. Czasem działacze bronią zaciekle wizerunku danej dyscypliny. Jak zeznał trener zdyskwalifikowanego za doping stumetrowca Bena Johnsona, w pamiętnym finale olimpijskim w 1988 roku aż 5 z 8 zawodników było na dopingu. Jednak międzynarodowa federacja lekkoatletyczna ukarała tylko jednego, by nie zdyskredytować całej idei igrzysk. W innym kuriozalnym przypadku z 1998 roku kolarze czołowych zawodowych ekip zagrozili bojkotem całego Tour de France, jeśli nie zostaną ograniczone kontrolne naloty policji na ich kwatery. Tour pojechał dalej...

Równe szanse? Współcześnie pojawiają się kwestie, których regulacja pośrednio zahacza o doping. Casusy lekkoatletów z RPA: niepełnosprawnego Oscara Pistoriusa czy biegaczki o trudnej do ustalenia płci - Caster Semenya - dowodzą, że w przyszłości możemy mieć do czynienia z inną skalą problemów. Zarówno biegający na ultranowoczesnych protezach Pistorius, jak i posądzana o męskie cechy Semenya wygrali w walce z oskarżeniami i mogą startować w tegorocznych mistrzostwach świata w lekkiej atletyce na równych prawach. Jednak co bardziej pesymistycznym wizjonerom nasuwa się pytanie, czy autorami przyszłych rekordów będą sportowcy podobni do nas.

REKLAMA

Najsłynniejsze wpadki dopingowe

Upadek Lance’a Armstronga to nie jedyna dopingowa afera, która wstrząsnęła światem sportu. Oto kilka innych przykładów wybitnych sportowców, którzy o sławę, medale i pieniądze postanowili walczyć, nie dbając o zasadę fair play.

Ulrike Richter (pływanie). Jedna z tysięcy dopingowiczów w historii NRD, którym nie udowodniono winy. Trzykrotna mistrzyni olimpijska z Montrealu (1976) nie została jednak pozbawiona złotych medali ani nawet zdyskwalifi kowana, gdyż w tamtych czasach kontroli po prostu nie było.

Doping fizjologiczny to transfuzje krwi, operacyjne usuwanie tkanki tłuszczowej, przeszczepy mięśni i ścięgien, przeszczepy szpiku kostnego.

Heidi Krieger (lekkoatletyka). Złota medalistka w pchnięciu kulą na mistrzostwach Europy z 1986 roku zażywała sterydy od 16. roku życia. Efektem była postępująca maskulinizacja atletki. W 1997 roku Heidi Krieger zmieniła imię na Andreas.

Ben Johnson (lekkoatletyka). Zaraz po finale igrzysk olimpijskich w Seulu (1988) kanadyjski sprinter został zdyskwalifikowany. Wykryto u niego sterydy anaboliczne, do których stosowania się ostatecznie przyznał. W 1993 roku, po kolejnej wpadce, został dożywotnio zdyskwalifikowany.

Harri Kirvesniemi (narciarstwo). 2001 rok, mistrzostwa świata w Lahti w narciarstwie klasycznym. W wieku 43 lat, po pełnej sukcesów karierze biegacza klasycznego, Fin został przyłapany wraz z kolegami z reprezentacji na stosowaniu zakazanego preparatu HES maskującego doping.

Roberto Heras (kolarstwo). To jeden z wielu przyłapanych na "koksie" kolarzy. Trzykrotny zwycięzca Vuelta a Espana został zdemaskowany tuż po swoim czwartym triumfie (2005 rok). Wykryto w jego organizmie obecność EPO. Zamiast przejść do historii, przeszedł na emeryturę.

Nizami Pahayev (ciężary). Dwukrotny mistrz świata w podnoszeniu ciężarów. W 2006 roku, po wygraniu z Szymonem Kołeckim, odebrał Polakowi złoty medal mistrzostw Europy. Zdyskwalifikowany niedługo potem, stracił tytuł oraz 2400 dolarów. Odwoływał się od tej decyzji.

Suplementy - co jest OK, a co nie?

Australijczycy podzielili suplementy na 4 grupy produktów.

Grupa A to odżywki i substancje szczególnie polecane sportowcom, gdyż podczas wysiłku wykazują działanie wspomagające. Do grupy tej należą napoje oraz żele i batony dla sportowców, posiłki w formie płynnej, preparaty mineralno-witaminowe, wit. antyoksydacyjne: E i C, wapń, żelazo, kofeina, kreatyna, dwuwęglan lub cytrynian oraz witamina D.

Grupa B to suplementy polecane sportowcom, choć wymagające dalszych badań, gdyż dotychczasowe wyniki nie dostarczają wystarczających dowodów na ich skuteczność. Do grupy tej należą: glutamina, glukozamina, HMB (ß-hydroksymaślan), ß-alanina, siara, probiotyki, ryboza, melatonina.

W grupie C znalazły się suplementy, co do których istnieją poważne przesłanki naukowe, że ich przyjmowanie nie przynosi korzyści. Do grupy tej należą: aminokwasy rozgałęzione, karnityna, pikolinian chromu, inozyna, koenzym Q10, tlenek azotu, cytochrom C, orizanol, kwas ferulowy, pirogronian, tlenek azotu, ZMA, różeniec górski, żeń-szeń, natlenowana woda.

Ostatnia grupa D to suplementy niewskazane lub wręcz zabronione. Do grupy tej zaliczono androstendion, 19-norandrostendion DHEA, 19-norandrostendiol, ephedra, strychninę, Tribulus terrestris (buzdyganek ziemny) i inne ziołowe suplementy mające wpływ na wzrost wolnego testosteronu we krwi, glicerol.

Wykaz odżywek w poszczególnych grupach nie jest stały i zmienia się wraz z postępem badań naukowych nad poszczególnymi odżywkami. Aktualny wykaz suplementów w poszczególnych grupach można znaleźć na stronie Australijskiego Instytutu Sportu - www.ausport.gov.au/ais.

Historia koksowicza - 6 kroków ku przepaści

Ginekomastia, maskulinizacja kobiet, zahamowanie wzrostu, nie wspominając o silnym uzależnieniu - taką cenę płaci się za cudowny przyrost mięśni.

1. Wziąłeś i zabrałeś się ostro za trening - czujesz się świetnie, odważyłeś się na coś nowego, a efekty będą błyskawiczne.

2. Masz wilczy apetyt i już po kilku tygodniach treningów widzisz wyraźny przyrost siły i masy mięśniowej.

3. Rozrastasz się w klacie, możesz ćwiczyć nie tylko z większymi ciężarami, ale i dłużej, bez większego zmęczenia. Wow, ale to łatwe!

4. Masa i siła idą w górę. Ale rosną Ci też piersi, zaczynasz mieć rozstępy, porastasz włosami na ciele jak goryl i masz trądzik jak nastolatek.

5. Nie masz ochoty na seks, za to wszystko zaczyna Cię wkurzać, a sterydy ze "sprawdzonego" źródła pochłaniają znaczną część wypłaty.

6. Masz nadciśnienie, boli Cię wątroba, puchną kolana. Po co Ci znajomi czy rodzina - najlepiej gdy jesteś tylko Ty i tabletki.

MH 09/2011

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij