REKLAMA

Szczepionka na COVID – czy jest skuteczna i bezpieczna?

Skuteczna szczepionka przeciw koronawirusowi to obietnica powrotu do tego, co jeszcze nie tak dawno było normalne. W świecie nauki od miesięcy trwa wyścig. Kto pierwszy zrobi działającą i bezpieczną szczepionkę? Pierwsze jaskółki już są, ale to jeszcze nie koniec. Pozo staje pytanie: czy na pewno wszyscy będą się chcieli zaszczepić? Po czym poznamy, że szczepionka działa i możemy wreszcie odetchnąć z ulgą?

Szczepionka na Covid Shutterstock.com
Ewan Birney przestał już zastanawiać się, czy nabył odporność na koronawirusa. „Na początku trochę się zastanawiałem” – wspomina moment, w którym dręczyło go pytanie, czy wstrzyknięto mu szczepionkę, czy placebo. Procedura jest identyczna w obu przypadkach, z tym że placebo nie zapewnia żadnej ochrony. Birney jest jednym z mniej więcej 10 000 ochotników, którzy zgłosili się do badań klinicznych prowadzonych przez Oxford University i firmę farmaceutyczną AstraZeneca, by pomóc ustalić, czy szczepionka jest skuteczna.

REKLAMA

Połowa ochotników dostała eksperymentalne szczepionki (kod AZD1222), połowa zaś standardowe szczepionki przeciwko zapaleniu opon mózgowych. To była podwójna, zaślepiona próba, co oznacza, że ani ochotnicy, ani prowadzący badania nie wiedzieli, kto dostał jaką szczepionkę. Ta informacja jest ukryta aż do zakończenia badania, kiedy sprawdza się, ile było zakażeń w każdej grupie i porównuje wyniki. Birney jest całkiem nieźle przygotowany do roli naukowego detektywa – jest profesorem i dyrektorem European Molecular Biology Laboratory koło Cambridge.

ZOBACZ TEŻ: Jak układ odpornościowy pokonuje wirusy.

Przyznaje, że zrobiło na nim wrażenie, jak sprytnie to wymyślili Ewan Birney przestał już zastanawiać się, czy nabył odporność na koronawirusa. ci, którzy projektowali badanie kliniczne, żeby ukryć również przed badaczami, kto dostał nową szczepionkę, a kto starą. Rolę placebo odegrała nie sól fizjologiczna, a inna, prawdziwa szczepionka, która w pierwszej dobie po wstrzyknieciu może powodować podobne przejściowe dolegliwości. Prace nad opracowaniem szczepionki przeciwko koronawirusowi to prawdopodobnie jeden z największych globalnych wyścigów naukowych naszych czasów.

Stawką jest zakończenie największej pandemii ostatniego stulecia. Uczeni z wielu krajów, m.in. z Wielkiej Brytanii, Chin, Indii, Rosji, Niemiec i USA, uniwersytety, firmy farmaceutyczne, a nawet laboratoria wojskowe połączyły wysiłki, żeby opracować broń przeciwko wspólnemu wrogowi – wirusowi. Wrogowi, który stanowi śmiertelne zagrożenie nie tylko dla zdrowia, ale też dla światowej ekonomii.

ZOBACZ TEŻ: Jak układ odpornościowy pokonuje wirusy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jak wzmocnić układ odporności.

REKLAMA

REKLAMA

Od początku

Od pierwszych doniesień o tajemniczym zapaleniu płuc, atakującym mieszkańców Wuhan w Chinach, mija właśnie rok. Od grudnia 2019 roku choroba wywołana przez wirus SARS-CoV-2 zdążyła zaatakować na wszystkich kontynentach. W połowie grudnia WHO odnotowała 66 mln zakażeń i ponad 1,5 mln zgonów spowodowanych zakażeniem tym wirusem. Na dodatek, ze względu na ograniczoną liczbę testów, obie te liczby są prawdopodobnie mocno zaniżone.

REKLAMA

Ludzie to istoty społeczne – najlepiej czujemy się w bliskim kontakcie z innymi ludźmi. Tak się jednak nieszczęśliwie składa, że ten bliski kontakt stał się dla nas niebezpieczny, bo ułatwia wirusom przeskakiwanie z jednej osoby na drugą. Zakażona osoba, nawet jeśli nie ma objawów choroby, zaraża przeciętnie dwie do trzech innych osób. Taka zakaźność sprawia, że liczba zakażonych przyrasta w tempie geometrycznym i małe ognisko zakażeń może szybko wymknąć się spod kontroli. Stąd właśnie wzięły się decyzje rządów większości państw o lockdownach.

Lockdown przerwał wprawdzie łańcuch zakażeń i spowolnił pandemię, ale przyszło nam zapłacić za to gigantyczną cenę. Ucierpiała gospodarka, relacje międzyludzkie i – paradoksalnie – nasze zdrowie. Ograniczenie dostępu do lekarzy, częściowy paraliż służby zdrowia, zapaść edukacji, wzrost bezrobocia i pogarszająca się kondycja psychiczna ludności są ceną, jaką płacimy za pandemię. Straty zaczynają być porównywalne z tymi wywołanymi przez pandemię grypy, tzw. hiszpanki, w 1918 roku, która pochłonęła 50 milionów ludzkich istnień.

REKLAMA

To nie grypa

Mimo bardzo częstych porównań do pandemii hiszpanki, COVID-19 to nie jest tylko „ciężka grypa”. Koronawirus atakuje różne organy, w tym mózg, niesie ryzyko powstania zakrzepów, co zwiększa ryzyko udaru mózgu i zawału serca. Najbardziej narażeni są ludzie w podeszłym wieku. Jak donosi „Nature”, na 1000 zakażonych osób przed pięćdziesiątką prawie nikt nie umiera. Jednak już w grupie seniorów po 70. roku życia spośród każdego tysiąca zakażonych umiera aż 116 osób.

REKLAMA

Słynne choroby współistniejące, np. cukrzyca czy choroby serca, jeszcze bardziej zwiększają ryzyko zgonu. I te różnice trzeba będzie wziąć pod uwagę, gdy już zaczniemy szczepić ludzi. Rządy pracują właśnie nad opracowaniem strategii szczepień. Najprawdopodobniej jako pierwsi szczepionkę dostaną ludzie najstarsi i pracownicy służby zdrowia oraz ci, którzy mają częsty kontakt z osobami starszymi, czyli np. opiekunowie w domach opieki.

Statystyki z Hiszpanii pokazują też, że zakażeni mężczyźni umierają znacznie częściej niż kobiety. Być może również to trzeba będzie wziąć pod uwagę, dzieląc szczepionki. Na szczęście COVID-19 jest relatywnie niegroźny dla dzieci, chociaż wciąż nie do końca wiadomo, jaka jest ich rola w transmisji zakażeń. O ile ryzyko zgonu bezpośrednio w wyniku zakażenia jest mniejsze niż baliśmy się na początku pandemii, gdy we Włoszech i Hiszpanii zapanowała prawdziwa panika, o tyle śmierć nie jest jedynym zagrożeniem ze strony tego drania

Przewlekły COVID

Setki tysięcy ludzi na całym świecie, również tych młodych, skarży się, że nawet po przejściu choroby, gdy testy potwierdzają ozdrowienie, wciąż czują dolegliwości – najczęściej zmęczenie i utrudnione oddychanie. Coraz częściej też mówi się o uszkodzeniach mózgu – osoby, które przeszły COVID-19, skarżą się na pogorszenie pamięci i kłopoty z koncentracją. Przedłużone objawy utrzymują się nawet kilka miesięcy po pokonaniu wirusa, a być może nawet dłużej – na razie nie mamy dłuższej perspektywy.

SPRAWDŹ: Jak pokonać strach? Rady wspinacza ekstremalnego.

REKLAMA

REKLAMA

Stare, dobre czasy 2.0

Żeby wrócić do starych, dobrych czasów, bez powszechnych obaw o zdrowie i przyszłość finansową, potrzebujemy jednego: skutecznej i bezpiecznej szczepionki. W tej chwili trwają prace nad około 300 projektami i – wg WHO – co najmniej 9 jest już na finiszu. Niedawno Wielka Brytania zatwierdziła do użytku szczepionkę wyprodukowaną przez firmę Pfizer/ BioNTech i 8 grudnia została zaszczepiona pierwsza osoba – 90-letnia kobieta. Zważywszy na to, że od wybuchu pandemii upłynął zaledwie rok, to niebywale szybki kontratak ze strony nauki.

REKLAMA

Dr Zania Stamataki, immunolog z University of Birmingham, która współuczestniczyła w badaniach klinicznych szczepionki, podkreśla, że ten naukowy wysiłek pokazał ludzkość z najlepszej strony. Jej zdaniem szczepionka oznacza wolność. „Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu szczepionka będzie dostępna, żebym mogła zaszczepić swoich dwóch synów, którzy uwielbiają sport kontaktowy, swojego męża, który jest lekarzem w szpitalu, i naszych rodziców, którzy mają już dosyć izolacji” – mówi.

Wyścig po szczepionkę przypomina trochę wyścig kosmiczny z czasów zimnej wojny. Rosjanie nawet nazwali swoją szczepionkę Sputnik-V, a Amerykanie zorganizowali Operation Warp Speed, czyli wsparcie finansowe dla firm opracowujących szczepionkę.

Są też nieco kontrowersyjne plany przyspieszenia testów. W styczniu opłaceni ochotnicy zostaną najpierw zaszczepieni, a potem zainfekowani wirusem. Dzięki temu uczeni nie będą musieli czekać, aż ktoś zakazi się naturalnie, co pozwoli szybciej uzyskać wiarygodne rezultaty. Niestety, z taką procedurą wiążą się też zagrożenia – zakażenie koronawirusem może być przecież śmiertelnie niebezpieczne.

Dlatego do tego eksperymentu wybrano ludzi w świetnej kondycji i młodych. W razie zachorowania mają też zapewnioną doskonałą opiekę. To są drogi na skróty, ale czasu mamy mało, więc restrykcyjne przepisy, regulujące zatwierdzanie nowych leków, zostały nieco poluzowane. Pamiętajmy, że zazwyczaj opracowanie nowej szczepionki i dopuszczenie jej do użytku zajmuje około 10 lat! Jednak nawet gdy już to się uda – a przecież Pfizerowi już się udało – będzie to dopiero dobry start.

Wyścig po szczepionkę przypomina trochę wyścig kosmiczny z czasów zimnej wojny. Rosjanie nawet nazwali swoją szczepionkę Sputnik-V, a Amerykanie zorganizowali Operation Warp Speed, czyli wsparcie finansowe dla firm opracowujących szczepionkę.

To nie takie proste, bo np. niektóre szczepionki mają specyficzne wymagania dotyczące składowania i transportu. Np. mogą być magazynowane tylko w temperaturze -70 st. C i transportowane w co najwyżej -20 stopniach C. To gigantyczna operacja, która będzie kosztować miliardy. Kolejną przeszkodą jest niechęć ludzi do szczepień.

REKLAMA

Czy nie za szybko?

Właśnie ze względu na te spodziewane problemy prof. Danny Altmann, immunolog z Imperial College London, szacuje, że zaszczepienie 80% mieszkańców UK zajmie co najmniej kilka miesięcy i będzie trudne, bo według badań 20% ludzi nie chce się szczepić. W niektórych grupach, np. wśród ludzi starszych, szczepionki nie wywołują odpowiednio silnej odpowiedzi odpornościowej, a więc szczepionka nie będzie chronić wszystkich.

REKLAMA

Obecnie deklarowana skuteczność szczepionki Pfizera to 95%, a więc jest bardzo wysoka. Nawet to nie przekonuje jednak sceptyków. Na portalach społecznościowych aż się roi od wpisów antyszczepionkowców oraz ludzi, którzy wprawdzie są za szczepionkami, ale mają wątpliwości co do tej konkretnej. Prof. Neil Johnson z George Washington University, który bada mechanizmy skomplikowanych sieci, wyróżnił cztery taktyki podważania sensu szczepionek: Czy są na pewno bezpieczne? Czy na pewno ich potrzebujemy? Czy to nie jest spisek rządów i Big Pharmy? Czy naukowcy są pewni, że to działa?

Sam uczony, zapytany, czy by się zaszczepił, odpowiada z rozbrajającą szczerością: „Tak, ale raczej dopiero wtedy, gdy wszyscy inni już to zrobią. Jak podejrzewam, takich jak ja jest więcej. Mam wrażenie, że trzeba jeszcze dokładniej przeanalizować wyniki badań”. Samo powiedzenie ludziom, że szczepionka jest bezpieczna, nie rozwieje wszystkich obaw.

Globalny problem

Mimo uzasadnionej ostrożności, prawdopodobnie szczepienie na koronawirusa stanie się powszechne. Nie wiemy na razie, która szczepionka zostanie uznana za najlepszą, ale wiemy jedno: uczeni od lat ostrzegali, że nowe wirusy na pewno zaatakują ludzi.

Koronawirusa traktować należy jako forpocztę nadchodzących zagrożeń. „Ludzi na Ziemi jest coraz więcej, więc wirusy częściej będą przenosić się ze zwierząt na nas” – przestrzega dr Zania Stamataki. Prace nad tą szczepionką możemy więc potraktować jako trening – następnym razem będziemy lepiej przygotowani.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA