[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Światowy Dzień Nadciśnienia Tętniczego - czy to Twoje święto?

Tu nie ma co świętować, Panowie, bo draństwo położyłoby trupem nawet konia, a co dopiero normalnego człowieka. Prawie 10 milionów Polaków ma nadciśnienie, ale tylko połowa zdaje sobie z tego sprawę i coś robi z tym fantem. Oto kilka sytuacji, w których nasze ciśnienie skacze pod sufit.

nadciśnienie, serce

1. Uprawianie seksu

Niby na coś i tak trzeba umrzeć, więc seks jest chyba najprzyjemniejszym sposobem. Doświadczyli tego, między innymi, niegdysiejszy prezydent Francji Felix Faure i niegdysiejszy vice- prezydent USA, Nelson Rockefeller. Temu pierwszemu niejaka mademoiselle Steinheil, oficjalna kochanka żonatego prezydenta, zafundowała taką porcję seksu w Pałacu Elizejskim, że biedaczyna padł trupem na miejscu. Złośliwi komentowali, że zasnął w pani.

Natomiast Rockefeller nałgał w domu, że ma ważną pracę w biurze i zamiast tego pojechał do apartamentu spotkać się ze swoją asystentką, 26-letnią Megan Marshack. Podczas figli zasłabł i zmarł na zawał w karetce. Takich przypadków było na pewno niepoliczalnie więcej, ale naukowcy wiedzą, co było ich przyczyną. Prowadzone z przerwami badania w latach 1957- 1990 przez dwójkę seksuologów, Williama Mastersa i Virginię Johnson, na uniwersytecie w Waszyngtonie pokazały, jaki wpływ ma  uprawianie seksu na cały ludzki organizm.

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: 8 sposobów na nadciśnienie

Badanym wszczepiono pod skórę aparaty mierzące ciśnienie krwi, zachęcono do aktywności seksualnej i porównano wyniki. Okazało się, że mężczyźni z unormowanym ciśnieniem przed seksem (130/80 mm Hd) osiągali podczas wytrysku wynik 260/160 mm Hg, więc, powiedzmy sobie, na  granicy wytrzymałości naszych tętnic. Trwa to wprawdzie tylko chwilę, ale jednak słabsze jednostki mogą tego nie przetrzymać.

Co ciekawe, paniom skakało ciśnienie do maksymalnie 160 mm Hg, ale strach z tego wyciągać jakieś wnioski, bo nie wiadomo, gdzie nas zaprowadzą. Warto natomiast przytoczyć jeden wyciągnięty przez duet Masters & Johnson, że te ekstremalne skoki ciśnienia nigdy nie występowały u facetów uprawiających seks ze stałą partnerką. Ciekawe, prawda? Jeżeli więc kiedyś przyjdzie wam ochota na mały skok w bok, przypomnijcie sobie, na wszelki wypadek, historię obu prezydentów i ich kochanek. Z ciśnieniem nie ma żartów.

4. Oglądanie meczu

Teraz i tak jest lepiej, bo kiedyś na samą myśl o naszej reprezentacji człowiek dostawał migotania przedsionków, palpitacji i skoków ciśnienia. Dzisiaj też, ale przynajmniej dzieje się to podczas meczu, zwłaszcza, gdy na boisku pojawia się Milik. Kardiolodzy z Zabrza przeanalizowali dane kilkuset tysięcy pacjentów z ostatnich 10 lat i porównali je z raportami Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dotyczącymi oglądalności meczy piłkarskich.

PRZECZYTAJ: Jak skutecznie zmniejszyć?

Oto wyniki raportu ku przestrodze. Ryzyko hospitalizacji z powodu zawału lub udaru w dniu samego meczu nie rośnie, ale dzień po  wzrasta o 4%, natomiast z powodu migotania przedsionków dzień po meczu rośnie aż o 17%. W trakcie emocjonującego meczu gwałtownie rośnie poziom katecholamin, substancji podnoszącej ciśnienie krwi, co może prowadzić do obkurczania się naczyń wieńcowych i całkowitego zamknięcia ich w już wcześniej pozwężanych odcinkach- no i zawał gotowy.

A nie zapominajmy, że nasz mózg jest jeszcze bardziej wrażliwy na skoki ciśnienia niż serce. Ogólnie rzecz biorąc, lekarze szacują, że oglądanie meczu drużyny, z którą jesteś emocjonalnie związany może podnosić ryzyko zgonu nawet do 25%. Czyli następny meczyk oglądasz na własną odpowiedzialność.

3. Stresująca robota

Że życie jest stresujące to wiadomo, ale przynajmniej zdarzają się  w nim, dłuższe lub krótsze, okresy szczęścia, świętego spokoju i relaksu. Tylko dlatego da się je znosić z godnością. Natomiast z pracą jest gorzej i wszystkie badania potwierdzają, że to ona jest głównym źródłem naszego, codziennego stresu. A ten, jak wiadomo, podnosi nam ciśnienie tętnicze. Naukowcy z Japonii i Finlandii sprawdzili, co jest dla nas najbardziej wkurzające.

I tak na liście pojawiły się między innymi: kombinacja zawyżonych wymagań pracodawcy z niskim poczuciem kontroli nad wykonywanym zadaniem u pracownika, niedostateczna liczba godzin wypoczynku oraz brak równowagi między wymaganiami pracodawcy a naszym wynagrodzeniem. Brzmi znajomo? Może warto wystąpić o podwyżkę, by choć jeden punkt z tej stresogennej listy odfajkować?                                                                         

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij