Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Speedy Gonzalez, czyli przedwczesny wytrysk

Przedwczesny wytrysk niekoniecznie musi oznaczać przedwczesny koniec Twojego życia seksualnego. Oto historia faceta, który ze sprintera przeistoczył się w długodystansowca oraz sprawdzone patenty, dzięki którym nauczył się, jak zwolnić tempo.

fot. Rodale Images
Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że oto kolejne przysłowie oddaje sens mojego życia: "Szcześliwi czasu nie liczą". Refleksja ta przyszła w momencie, kiedy moja osobista narzeczona trzasnęła drzwiami,wychodząc zniesmaczona moim kolejnym "popisem" w łóżku. Okazało się, że moje 10 sekund nijak się ma do praw rządzących kobiecymi potrzebami. Ujmując rzecz z brutalną szczerością - kiedy ja kończyłem, ona zazwyczaj wspominała jeszcze zakupy.

"Mam już dosyć pocieszania Cię za każdym razem, że wszystko jest OK, i żebyś się nie przejmował. Nie jest OK i powinieneś się w końcu tym przejąć, bo to Twój problem, a nie mój" - zdążyła powiedzieć, zanim wyszła, trzaskając ze złością drzwiami sypialni. Na drugi dzień poinformowała mnie, że jedzie na szkolenie do Gdańska. Zasugerowała, że jeśli nic z tym nie zrobię, to nie mam co liczyć na dalszy rozwój znajomości. Miałem dwa tygodnie.

Sprinter z urodzenia

Przedwczesny wytrysk ukształtowal mój charakter. A w każdym razie był jednym z najważniejszych czynników. On przyprawiał mnie o stany przedzawałowe przed spotkaniami z dziewczynami. Zmuszał mnie też do błyskawicznego wprowadzania pewnych retuszy w opowieściach, jakie snuliśmy z kolegami o naszych kolejnych wyczynach i możliwościach. To przez niego nie odważyłem się podejść do najpiękniejszej laski na roku, bo bałem się, że moja tajemnica przestanie być moja i stanie się własnością niejakiego Poliszynela.

Jakoś sobie radziłem, nieustannie zachowując czujność i nadrabiając miną. Niestety, pewnego dnia moja szkolna miłość oznajmiła, że właśnie zaczęła zażywać tabletki antykoncepcyjne. Do tej pory moja ulubiona seria kondomów (grube jak rękawice do zmywania naczyń) stanowiła pierwszą linię obrony przed wyjawieniem światu mojego problemu. Seks w takiej gumce nie był szczytem przyjemności, ale ratował mnie przed ostateczną klęską i uszczypliwymi uwagami partnerki. I oto nagle musiałem się zmierzyć z seksem bez pośredników.

Kiedy po raz pierwszy nie założyłem na siebie mojego lateksowego przyjaciela, bogactwo nowych wrażeń po prostu mnie oszołomiło: śliskie ciepełko, wilgoć w jej środku...To było cudowne uczucie, dlatego desperacko pragnąłem, żeby to trwało jak najdłużej. Niestety, okazało się, że praktycznie nie mam na siebie wpływu. Pierwsze pchnięcie, jestem w środku... i już. Koniec mojego udziału w miłosnej ekstazie.

Chciałem być dorosłym, perfekcyjnym kochankiem, o którym kobiety szepczą sobie za plecami swoich mężów. Ale z wynikiem godnym mistrza świata na setkę, czyli w okolicach 10 sekund, nie miałem co liczyć na poklask. Byłem jak mały chłopiec, któremu wyproszone u rodziców upragnione lody po jednym liźnięciu wypadły z ręki wprost do kałuży. Zacząłem się uważać za chorego, dotkniętego "Achillesowym penisem".

Czułem się osamotniony w swoim cierpieniu. Dlaczego wszyscy sobie radzą, a ja muszę się borykać z takim problemem? Najbardziej doskwierało mi właśnie to: że nie mogłem znaleźć nikogo, ale to naprawdę nikogo, komu mógłbym się poskarżyć. Wydawało mi się, że każdy, komu przyznałbym się do swojej słabości, wybuchnąłby zarozumiałym śmiechem. Dzisiaj wiem, że to nie był tylko mój problem - prawda, panowie?

1 2 3 ... 4
STRONA 1 z 4

Komentarze

 (20)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij