REKLAMA

Rzucenie palenia - jak rzucić papierosy i dlaczego warto?

Co zyskam, a co stracę, rzucając palenie? Jak zmieni się moje życie po rozstaniu z fajkami? I czy ja w ogóle chcę to zrobić? Redaktor MH długo szukał odpowiedzi na te pytania, zanim w końcu zerwał z nałogiem. Zobacz, co go przekonało i jak on wróć do niepalenia.

xjbxjhxm123 2010/shutterstock.com
fot. xjbxjhxm123 2010/shutterstock.com
Za cholerę nie chcę umrzeć wcześniej niż moi niepalący koledzy. Chcę żyć choćby dla mojego syna. Rzucam palenie!

Niektórym udaje się za pierwszym razem, innym dopiero za dwunastym albo nawet dwudziestym czwartym. Często ludzie są głęboko przekonani, że pomogła im jakaś konkretna metoda, np. hipnoza. Zachwalają więc ją jako tę jedyną, najlepszą. Ale nie zawsze mają rację. Mechanizm tego jest prosty.

REKLAMA

"Zazwyczaj za pierwszym razem ludzie liczą na silną wolę - wyjaśnia prof. Hughes. - Potem sięgają po gumy albo plastry. Następnie po tabletki na receptę. Kiedy i to nie działa, próbują terapii grupowej. W końcu, zdesperowani, idą np. do hipnotyzera i... w końcu im się udaje. Jednak to wcale nie hipnoza im pomogła, tylko desperacja. Ostatnia metoda wcale nie musi być bezpośrednią przyczyną powodzenia".

Tak naprawdę udaje ci się rzucić palenie dopiero wtedy, gdy naprawdę tego chcesz. Otóż to, czy ja naprawdę chcę? Już raz odpowiadałem w tym tekście na to pytanie. Napisałem, że tak naprawdę wcale jeszcze nie chcę. Ale teraz zastanowiłem się nad tym głębiej i doszedłem do wniosku, że chyba sam się oszukiwałem. Że było to typowe dla nałogowców uzasadnianie własnej niemocy: "Nie potrafię rzucić tego świństwa, więc będę sobie wmawiał, że wcale nie chcę".

Bo tak zupełnie szczerze, z ręką na sercu, to chyba jednak chcę.

Bo patrząc na niepalących ludzi zazdroszczę im. W pociągu dlatego, że nie muszą co chwila przeciskać się przez zapchany korytarz, by gorączkowo zaciągnąć się dymem w ciasnym przedsionku koło ubikacji. Bo mam już dość tego, że tuż po kolacji przerywam żonie w pół zdania, żeby szybciutko wyjść na balkon i zapalić. (Zawsze wtedy kołacze mi w głowie to idiotyczne powiedzonko: Dobry Polak po jedzeniu nie zapomni o paleniu). Bo czuję się upokorzony, kiedy w środku nocy muszę się ubierać, żeby wyskoczyć do całodobowego sklepu po fajki. Bo w ciągu roku wydaję na papierosy kwotę, za którą mógłbym jechać na wakacje w niemal dowolne miejsce na świecie. Bo mój syn codziennie pyta mnie, kiedy w końcu rzucę.

I wreszcie dlatego, że nie chcę umierać wcześniej niż moi niepalący koledzy. W ogóle nie chcę umierać. A ostrzegawcze napisy na każdej kolejnej paczce przypominają mi tę spychaną do podświadomości prawdę - niechybnie umrzesz.

Postanowiłem. Chcę żyć jak najdłużej. Rzucam palenie już na zawsze. Będzie trudno, ale spróbuję, bo warto. Boję się tylko jednego. Że przytyję. Już podczas poprzedniej próby z panem D. zauważyłem, że po kilku zaledwie tygodniach zwykłe zawiązanie sznurówek zaczęło mi sprawiać trudność. To było okropne uczucie i wolałbym nie przerabiać tego ponownie. Na szczęście, pod ręką w redakcji mam specjalistów od fitnessu i żywienia. Skorzystam z okazji i poproszę ich o radę, jak rzucić palenie i nie przytyć.

Jeśli uda mi się utrzymać wagę, nie wrócę już do fajek. Za rok, może dwa będę zupełnie innym człowiekiem. A na palaczy będę pewnie patrzył z poczuciem wyższości i leciutką nutką obrzydzenia. Rzucam palenie. Żona się ucieszy. Syn się ucieszy. Może nawet minister zdrowia? Trzymajcie za mnie kciuki.

Chcesz się dowiedzieć, co zrobił nasz redaktor, żeby wreszcie rzucić palenie? Jego strategię walki z nałogiem (uwieńczoną sukcesem!) poznasz, czytając ten artykuł. Tymczasem jednak zobacz, co Cię czeka, jeśli z papierosów nie zrezygnujesz, oraz nasze propozycje "wspomagaczy", które mogą pomóc Ci zerwać z uzależnieniem.

Perspektywy dla palacza? Mało kuszące

Jako palacz, wiem, że sam decyduję o swoim życiu, o tym, jak ono wyglądało do tej pory i czego się mogę spodziewać, jeśli nie rzucę palenia. Ty też musisz sam zdecydować. Jak głosił niegdysiejszy slogan: "Palenie albo zdrowie. Wybór należy do Ciebie". Oto zarys tego, co czeka każdego, kto zlekceważy groźbę wypisaną wielkimi literami na każdej paczce papierosów.

Wiek 25-30 lat: 5 lat palenia: Pod wpływem przewlekłych procesów zapalnych zwężają się oskrzela. Przesiąknięte dymem ubrania i włosy śmierdzą. W miarę przyzwoicie pachniesz tylko po kąpieli i włożeniu świeżo wypranych ciuchów. Ale tylko przez chwilę. Zwiększa się podatność na infekcje układu oddechowego. Częściej się przeziębiasz i każde przeziębienie trwa dłużej niżby trwało, gdybyś nie palił.

Zęby zaczynają żółknąć. Po przebudzeniu mógłbyś swoim oddechem zawstydzić niejednego smoka. Masz już swoją ulubioną markę. Cierpisz na nawracające zapalenia zatok. Gdyby producenci papierosów ogłaszali konkursy dla stałych klientów, mógłbyś liczyć na nagrodę.

Wiek 35-40 lat: 15 lat palenia: Ryzyko chorób układu krążenia wzrasta trzykrotnie. Zmniejsza się pojemność płuc. Nie musisz już nic mówić sprzedawcy w zaprzyjaźnionym kiosku. Na Twój widok bez słowa sięga po właściwą paczkę. Pojawia się dziecko, zaczynasz myśleć o rzuceniu palenia. Żona każe Ci rzucić. Zaczynasz palić na balkonie albo w ogródku (jeśli go masz). W samochodzie palisz, trzymając rękę daleko za oknem. Jadąc w dłuższą trasę z rodziną musisz co godzinę robić przystanki, żeby sobie spokojnie wypalić papieroska.

1 ... 3 4 5
STRONA 4 z 5

Komentarze

 (9)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA