Poznaj ryzyko: pułapki statystyk medycznych

Twoja śmierć jest pewna. Ale kiedy nastąpi – tego nie wie nikt. Bo statystyki medyczne dobrze nadają się do opisywania dużych grup. Wobec jednostek są bezradne. Ale Ty nie jesteś bezradną jednostką. Masz dostęp do ogromnej wiedzy. Najwyższa pora zacząć z niej korzystać.

Strefa ryzyka: pułapki statystyk medycznych Lightspring
fot. Lightspring 2015/shutterstock
Zdrowotna ruletka

REKLAMA

Skąd w ogóle wiadomo, co jest niebezpieczne dla naszego zdrowia? Właściwie nie wiadomo, przynajmniej nie na pewno. Badania wpływu czynników środowiskowych na ludzki organizm są bardzo trudne. Teoretycznie można by to zbadać w prosty sposób.

Aby sprawdzić, czy np. ekspozycja na substancję A powoduje raka, wystarczyłoby wziąć stu ludzi, podzielić ich na dwie grupy, jednej kazać spać na łóżku zbudowanym z tej substancji, a drugiej w innych łóżkach. Po kilku latach już byśmy wiedzieli. Jednak tego typu badania byłyby nieetyczne. Dlatego właśnie robi się odwrotnie: chorujesz na to, spróbujmy więc odkryć, jaka była przyczyna.

Takie podejście przypomina nieco śledztwo w sprawie morderstwa na rockowym koncercie: bardzo trudno wyłowić podejrzanego z tłumu niewinnych ludzi. Świętym Graalem medycyny (i w ogóle nauki) jest związek przyczynowo-skutkowy. Niestety, przy ocenie zagrożeń środowiskowych bardzo trudno go znaleźć, a jeszcze trudniej udowodnić. Jeszcze raz odwołując się do praktyki sądowej, większość procesów w medycynie to procesy poszlakowe. Im więcej śladów wskazuje, że to właśnie czynnik X jest odpowiedzialny za np. podwyższone ciśnienie, tym większa szansa, że w końcu X znajdzie się na liście czynników sprzyjających rozwojowi nadciśnienia.

Jednak tak długo, jak długo opieramy się na poszlakach, istnieje też ryzyko, że na liście substancji zakazanych znajdzie się jakaś zupełnie bezpieczna dla człowieka substancja, która tylko przypadkiem występowała w otoczeniu ludzi, którzy zachorowali. Ale nie ma w tym nic dziwnego: w końcu środowisko człowieka to duży obszar poszukiwań. 

Kwestia przypadku

Największym wrogiem statystyków jest właśnie przypadek. Prawie nigdy nie można go wykluczyć, a potrafi nieźle zakłócić wyniki. Wyobraź sobie taką sytuację. W miasteczku Y w tym samym miesiącu troje dzieci zaczyna chorować na białaczkę. Ludzie natychmiast zaczynają doszukiwać się wspólnej przyczyny.

Czy może to kwestia zatrutej wody, może coś jest w ziemi, a może to od linii wysokiego napięcia przebiegającej w pobliżu? Oczywiście każda z tych rzeczy może być przyczyną, ale równie dobrze może to być wyjątkowo nieszczęśliwy zbieg okoliczności. I udowodnienie którejkolwiek z hipotez jest zazwyczaj praktycznie niemożliwe. Oczywiście nie jesteśmy bezradni w ocenie, co jest niebezpieczne.

Aby ocenić, czy coś istotnie stanowi zagrożenie, najpierw musimy to zidentyfikować, a następnie sprawdzić, czy zmniejszenie ekspozycji na to coś zmniejsza też ryzyko zachorowania. Nie ma etycznych przeciwwskazań do badania zmniejszania ryzyka. Bez problemu można było sprawdzić, czy rzucenie palenia obniża ciśnienie krwi.

A skoro po odstawieniu papierosów ciśnienie spadło, można przypuszczać z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że palenie podnosi ciśnienie. Ale nawet takie bezpieczne wydawałoby się podejście niesie ze sobą dylematy. Istnieje bowiem ryzyko, że minimalizując jedno zagrożenie, zwiększamy nieświadomie jakieś drugie, z którego wcześniej nie zdawaliśmy sobie sprawy. 

Szczepić czy nie szczepić

Trzydziestoletni, zdrowy jak rydz mężczyzna, który tydzień wcześniej zaszczepił się u mnie przeciwko grypie, wrócił. Wyglądał na spanikowanego. „Drętwieją mi ręce" – mówi, wyciągając do mnie dłonie. Po chwili wiem już, skąd się wzięła drętwota i panika. Okazało się, że już po poprzedniej wizycie u mnie powiedział przyjacielowi, że zaszczepił się przeciwko grypie. Wtedy ten facet zaczął go straszyć, że szczepionki są niebezpieczne – mogą wywołać zespół Guillaina-Barrégo.

Początkowo zlekceważył ostrzeżenie, jednak gdy zaczął szperać w internecie, odkrył setki stron, na których widniały ostrzeżenia, a nawet przerażające historie ludzi, którzy faktycznie zachorowali na tę chorobę. Nic dziwnego, że wkrótce on też zaczął odczuwać drętwienie dłoni, co – jak się słusznie domyślasz – jest jednym z objawów zespołu Guillaina-Barrégo – rzadkiego schorzenia neurologicznego, w którym następuje powolny paraliż kończyn od dołu do góry. W ciężkich przypadkach choroba może być nawet śmiertelna. Nic dziwnego, że był przerażony. 

Znam statystyki. Ryzyko śmierci z powodu tego schorzenia wynosi 1:10 milionów. Ryzyko zgonu z powodu powikłań grypy jest tysiąc razy większe. Nie sądzę, by mój pacjent chorował na zespół Guillaina-Barrégo. Myślę, że niepokojące go drętwienie to efekt hiperwentylacji, czyli spowodowanego stresem przyspieszonego oddechu. Jest jednak coś, co sprawia, że nie odprawiam pacjenta z kwitkiem. Bo wiem, że szczepionka przeciwko grypie rzeczywiście zwiększa dwukrotnie ryzyko wystąpienia tej choroby, co oznacza, że wzrasta ono do 2:10 milionów.

Dysproporcja między ryzykiem zachorowania na Guillaina-Barrégo i na grypę jest tak wielka, że nie ma się właściwie nad czym zastanawiać, jednak... Mam świadomość, że ta szczepionka może teoretycznie spowodować śmierć, więc nie mogę przejść nad tym obojętnie, nawet jeśli to ryzyko jest dramatycznie małe. Oczywiście to nie był Guillain-Barré. Rok później, gdy przyszedł znów się zaszczepić, nawet pośmialiśmy się z tej historii. Mój śmiech nie był jednak zupełnie szczery.

Bo chociaż w przypadku szczepienia przeciwko grypie (podobnie zresztą jak w przypadku większości procedur medycznych) ryzyko skutków ubocznych jest nieproporcjonalnie małe, to jednak istnieje. Cały czas jako lekarze musimy balansować między potencjalnymi zyskami i stratami. Rozważać za i przeciw. Jeśli prawdopodobieństwo, a więc statystyki, jest wystarczające, decydujemy się na określoną terapię, mając świadomość, że w rzadkich przypadkach może ona bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Ale zgadzamy się na to ryzyko: w pewnym sensie świadomie poświęcamy jednostki, by ratować wielu. 

Ocena ryzyka

Jak to się odbywa? Jak decydujemy, co jest dobre, a co złe, kogo posłuchać, na jakie ryzyko możemy sobie pozwolić? To zagadnienie jest wyjątkowo trudne, bo ocena ryzyka to nie tylko kwestia statystyki, to również stan umysłu. Psychologowie od dawna intensywnie przyglądają się procesom podejmowania ryzykownych decyzji. Udało im się ustalić, że poczucie braku kontroli sprawia, iż jesteśmy skłonni wyolbrzymiać ryzyko.

Czujemy się bardziej zagrożeni, gdy nic nie zależy od nas, gdy to nie my trzymamy ster w ręku. Teoretycznie zdajesz sobie sprawę, że jesteś bezpieczniejszy w samolocie pilotowanym przez dwóch profesjonalistów niż we własnym samochodzie. A jednak, czy czułeś kiedyś przyspieszone bicie serca, wsiadając rano do auta? Innym czynnikiem pogłębiającym niepokój jest brak wiedzy.

1 2 3
STRONA 2 z 3
Zobacz również:
Podwójny podbródek i pulchna twarz to nie tylko problem osób z nadwagą. Jeśli zauważyłeś, że masz ostatnio bardziej pucołowatą twarz niż zazwyczaj, to niekoniecznie wynik pandemicznego obżarstwa. Sprawdź, co może być przyczyną i dowiedz się, jak schudnąć z twarzy.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA