Potrzeba nicnierobienia, czyli zatracona sztuka odpoczynku

Czas „tylko dla siebie” wypadł z naszego grafiku (jeżeli w ogóle kiedykolwiek się tam znajdował). Nawet jeśli jakimś cudem wykroiłeś chwilę na poobijanie się, to Twoi bliscy natychmiast Ci przypomną, że przecież miałeś naprawić te niedomykające się  drzwi na balkon czy coś  w tym rodzaju. Tęsknota za tym, żeby wszyscy nasi bliscy i dalsi dali nam święty spokój choć na chwilę, jest wyrazem naturalnej potrzeby Twojego organizmu. Potrzeby nicnierobienia.

odpoczynek, regeneracja shutterstock.com
W uroczej książce „The Upside of Downtime” („Zalety nicnierobienia”) autorka, dr Sandi Mann, psycholog, wyjaśnia, że współczesny człowiek cierpi na przypadłość nieznaną wcześniej – mianowicie odczuwa niepokój w sytuacji, gdy nie ma nic do zrobienia, i stara się wypełnić jakimiś aktywnościami każdą chwilę. „Odpoczywanie  i leniwe nicnierobienie postrzegamy jako marnotrawienie najcenniejszego dobra, jakim jest czas” – pisze Sandi Mann. Zewsząd zaleca nam się aktywność, nawet czas wolny ma być spędzany aktywnie.

REKLAMA

ZOBACZ: Pułapka aktywnego urlopu

„Nie marnuj ani chwili” – mówią nam, bo przecież leżenie na trawie i patrzenie w chmury niczemu pożytecznemu nie służy. Koncepcja bycia w nieustannym ruchu, jako coś niesłychanie chwalebnego, tak się upowszechniła w społeczeństwach Zachodu, że straciliśmy umiejętność wypoczywania. Cierpią na tym nasz mózg i ciało.

Lekcja 1: Uwolnij swój wolny czas

Trzeba sobie uświadomić jedno: wolny czas też nas stresuje. Bo przecież obecnie wypoczywając, też powinniśmy być dynamiczni, kreatywni, energiczni. To, co kiedyś było formą wypoczynku, stało się też polem do rywalizacji, do wykazywania się przed innymi albo do udowadniania czegoś samemu sobie. Zwykłe bieganie po lesie musi być udokumentowane na portalach społecznościowych, jazda na rowerze wymaga odpowiedniego terenu, oprzyrządowania i podyskutowania o tym na forum. Wyjście na koncert?

Też niektórzy uważają, że trzeba poinformować o tym wszystkich, więc to chyba zrozumiałe, że się nie chodzi posłuchać tego, co się lubi, tylko tego, co jest uważane za fajne. Wyjazd na urlop też musi być koniecznie polem bitwy. Trzeba zaliczyć określone miejsca, obfotografować siebie na ich tle, zwiedzić, zanurkować, objechać winnice, dotknąć najstarszego żółwia na wyspie czy co tam to miejsce ma do zaoferowania.

Najlepiej w biegu, żeby wycisnąć z krótkich wakacji, co się da. Nic dziwnego, że w naszym organizmie utrzymuje się stały poziom hormonów stresu. A przecież to jest dla nas dobre, nic nie kosztuje. To godzina dziennie tylko dla siebie. Nie na pokaz, nie po to, żeby zrobić fotkę, tylko żeby zająć się dokładnie tym, co lubisz. Albo posiedzieć w ciszy. Połóż się, zamknij oczy, rozluźnij ciało, skup się na oddechu. Aż tyle i tylko tyle.

Lekcja 2: Pobudź kreatywność nicnierobieniem

Niektórzy nawet nie wiedzą, co oznacza „nicnierobienie”, czy jak to konkretnie ma wyglądać. A to może być zwyczajny spacer: oderwij się od laptopa i wyjdź na chwilę z domu. Bez słuchawek i telefonu przejdź się kawałek, porozglądaj dookoła i posłuchaj swoich myśli. Po powrocie poczujesz się zrelaksowany i pełen energii do działania. Bo nicnierobienie paradoksalnie może pobudzać efektywność i kreatywność. Wiedział o tym Thomas Edison, gdy zachęcał swoich współpracowników do spędzania czasu tylko na rozmyślaniu. To doprowadziło jego zespół do stworzenia największych wynalazków.

PRZECZYTAJ: Regeneracja mózgu - jak skutecznie wypoczywać?

Bill Gates od dawna praktykuje to, co nazywa tygodniem przemyśleń, podczas którego jedzie samotnie do domu na odludziu, aby po prostu pomyśleć i poczytać. To dla niego czas inspirujący, który przyczynił się do powstania wielu nowych przełomowych projektów.

Cóż w tym nadzwyczajnego? Może nic, poza tym, że niewiele osób pozwala sobie na takie oderwanie od wszystkiego. Bo reset trzeba zaplanować, podobnie jak urlop. Wiele osób dzisiaj ma pracę zdalną i iluzję, że taka praca daje więcej czasu dla siebie. Ale jeśli nie pracujesz w jakimś konkretnym przedziale czasowym, to przy obecnej technologii jesteś w pracy zawsze. To jest taka wolność, jaką mają więźniowie z elektroniczną opaską na kostce. Niby pracujesz w dresie przy kuchennym stole, ale gdy tak naprawdę chcesz się przeciągnąć, popatrzeć na chmury, to zaczynasz mieć wyrzuty sumienia, że nie siedzisz przy permanentnie odpalonym kompie.  

Albo zaraz ktoś dzwoni na służbową komórkę i trzeba odebrać, choćby nie wiem co. Dlatego, podobnie jak czas pracy, trzeba sobie wpisać w grafik czas wolny i pilnować przestrzegania terminów. Bo w przeciwnym razie okradasz sam siebie z potencjału, który masz we własnej głowie i który może się uwolnić tylko wtedy, gdy  nie tłumi go bezustanny jazgot dnia  codziennego. Daj sobie szansę.

Lekcja 3: Zaufaj swojemu mózgowi, on wie, co robić, gdy Ty odpoczywasz

Istnieje teoria, która tłumaczy, dlaczego te nasze chwile bezczynności, „przełączenia się na OFF”, są takie istotne. Otóż gdy mózg nie jest zaprzęgnięty do rozwiązywania konkretnego problemu, może wydawać się, że jest nieaktywny. W rzeczywistości aktywizuje się wtedy tak zwana sieć stanu spoczynkowego (ang. default mode network – DMN).

Objawia się to błądzeniem myśli, swobodnymi skojarzeniami czy wspomnieniami i ma na celu m.in. regenerację neuronalną. Podwaliny pod badania tej sieci położył dr Marcus Raichle z Washington University School of Medicine  w St. Louis, podłączając ludzi do rezonansu magnetycznego i obserwując, co dzieje się w mózgu, gdy badani  nie robią fizycznie nic. Odkrył, że mózg jest aktywny przez cały czas,  co sugeruje, że odpoczynek jest trochę innym stanem aktywności.

Często właśnie w tym stanie jesteśmy najbardziej twórczy, o czym świadczy przykład Isaaca Newtona, który leżąc pod jabłonią, odkrył prawo powszechnego ciążenia. Gdy pozwalamy sobie na chwilę oddechu, to po powrocie do aktywności możemy odkryć, że właśnie rozwiązaliśmy problem, nad którym ślęczeliśmy wiele godzin wcześniej.

Lekcja 4: Nie myl bezczynności z lenistwem

Bezustanna aktywność może być  rodzajem uzależnienia. Bo daje kopa, podnosi adrenalinę  i pozwala nam uniknąć konfrontacji z własnymi myślami czy wątpliwościami. Ale wiesz, ile głupot już narobiono tylko dlatego, że ludzie mają potrzebę aktywności? Wystarczy postudiować historię i rozejrzeć się  po świecie. A gdyby natura mogła mówić, to też usłyszelibyśmy co nieco.

Nie o to chodzi, aby  w ogóle coś robić, tylko robić z sensem. Aktywność nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy – czasem lepiej usiąść, posłuchać, popatrzeć i pozachwycać się światem.

Lekcja 5: Kiedy masz mniej, masz szansę poczuć więcej

Mężczyznom wydaje się, że muszą postępować odpowiedzialnie, co oznacza przeważnie,  że harują często ponad siły, nie szanując własnego zdrowia, aby utrzymać rodzinę. A potem nagle mają 50 lat i okazuje się, że stracili kontakt z żonami i dziećmi. Bo przecież brakowało na wszystko czasu. A teraz nikt im tego czasu nie wróci.

To ma być przykład szczęśliwego życia?  W literaturze opisany jest tzw. Harvard Grant Study – podłużny projekt, w którym przez dziesięciolecia śledzono losy studentów Harvardu od drugiego roku studiów do dnia ich śmierci. Główny wniosek z tego projektu można opisać jednym zdaniem: szczęście jest produktem ubocznym relacji, które utrzymujesz z bliskimi, a najbardziej z rodziną.  A na to przecież potrzeba czasu. 

„Szczęście to miłość. I kropka” – napisał jeden z głównych badaczy Harvard Grant Study. Nie kariera i nie ilość przepracowanych godzin. Psycholog Robert Biswas-Diener, autor wydanej  w Polsce książki „Szczęście. Odkrywanie bogactwa psychicznego”, pisze: „Szczęście polega na częstotliwości przyjemnych zdarzeń”. To dobra wiadomość, ponieważ oznacza, że dookoła istnieje mnóstwo „paliwa”, jakim możemy napędzać swoje poczucie szczęścia.

Wszystko, co musisz zrobić, to zauważyć je  i docenić. A my, niestety, często je przegapiamy, pędząc od jednej czynności do drugiej. Zamiast stresować się tym, co mamy do zrobienia jutro, zamiast usiłować upchać w nasz dzień jak najwięcej obowiązków, rozejrzyj się dookoła.

Zobacz również:
Totalny trening całego ciała, który da Ci siłę, jakiej potrzebujesz. A wyrzeźbiony core to efekt uboczny.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA