Penis: jak duży, to już duży? Dlaczego już nie staje na baczność? Kiedy wytrysk jest przedwczesny? Odpowiadamy

Gdyby organom Twojego ciała przysługiwały tytuły szlacheckie, penis zapewne byłby królem. Wprawdzie mózg też ma teoretycznie jakąś władzę, jednak zachowanie większości z nas wskazuje, że w razie konfliktu interesów rozum wygrywa nieczęsto.

penis fot. polar

Co takiego interesującego jest w penisie, że myślimy o nim częściej niż o innych częściach ciała, np. o wątrobie czy o piętach? Być może jest tak, że na artykuł o stopach ze strony 14 ledwie rzuciłeś okiem, a ten z jakichś powodów przykuł Twoją uwagę na tyle, że doczytałeś do tego miejsca. Dlaczego? Hm, to kwestia ewolucji. Gdyby w naszych głowach nie było mechanizmów skłaniających nas do wyławiania z kakofonii bodźców te zwiastujące zagrożenie albo mogące zwiększyć szanse prokreacji, dziś światem wciąż mogłyby rządzić dinozaury.

Interesujemy się członkami nie dlatego, że ułatwiają nam oddawanie moczu na stojąco. Bynajmniej. Przykuwają naszą uwagę, bo dostarczają nam przyjemności, a w większej perspektywie zapewniają przetrwanie gatunku. Skoro stawka jest tak duża, wypada wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi z tymi penisami. Jak duży, to już duży? Dlaczego już nie staje na baczność? Kiedy wytrysk jest przedwczesny? To trzy najczęstsze pytania, na które postaramy się odpowiedzieć, nawet jeśli nikt nie odważył się zadać ich na głos.

Rozmiar

Według uczonych z Porterbrook Clinic and Royal Hallamshire Hospital, którzy sprawdzali, jak faceci sami oceniają swoją wielkość, co drugi facet martwi się, że jego penis nie jest wystarczająco duży. Skąd bierze się ta obsesja? To proste: jesteśmy święcie przekonani, że duży może więcej. I nie jest to wcale przekonanie pozbawione podstaw, bo społeczeństwo rzeczywiście premiuje wielkość. Wysocy mężczyźni cieszą się większym powodzeniem u kobiet, częściej też zajmują eksponowane stanowiska. Większość z nas jest przekonana, że duży członek jest lepszy, bo zapewnia kobiecie więcej przyjemności. Badanie opublikowane w „The Journal of Sex Research” wykazało, że mężczyźni uważają, iż to oni są odpowiedzialni za zapewnienie kobiecie orgazmu, a gdy nie potrafią go zapewnić, cierpi na tym ich ego i spada samoocena. Tylko czy rzeczywiście wielkość prącia jest tak istotna w zapewnianiu przyjemności?

Zdania kobiet są podzielone. Wyniki różnych badań też nie są jednoznaczne. Przede wszystkim, jak wynika z badania holenderskich uczonych z Groningen University, dla 77% kobiet wielkość penisa partnera nie ma żadnego lub ma niewielkie znaczenie. W ankiecie, przeprowadzonej za naszą namową przez redaktorki womenshealth.pl, więcej niż połowa czytelniczek odpowie - działa, że nie zauważyła, by większy penis był w stanie dostarczyć im więcej przyjemności. Takie dość przychylne, niedyskryminujące – można by rzec – nastawie - nie potwierdzają odpowiedzi na kolejne pytanie tej ankiety: jedynie 28% czytelniczek WH po pierwszej nocy z partnerem, mającym nie - zbyt imponujące prącie, nie umówiło się z nim na kolejną randkę z tego powodu. Nawet więc jeśli Twój penis lokuje się w dolnych rejestrach skali, musiałbyś mieć wyjątkowego pecha, żeby zniechęcić tym do siebie partnerkę.

Pytanie, jak wygląda ta skala. Tu jest trochę trudniej, bo długo w badaniach powoływano się na wyniki uzyskane metodą samopomiaru. A jak to jest z tymi samodzielnymi pomiarami, łatwo się domyślić. Można odnieść wrażenie, że wielu odpowiadających mierzyło „to” razem z kręgosłupem. No, może trochę przesadzamy, ale porówna - nie danych deklaracji mężczyzn z danymi zebranymi przez personel medyczny jasno pokazuje, że mamy skłonność do wyolbrzymiania. Jak to zatem jest z tymi wymiarami? Największe jak dotychczas badanie, przeprowadzone przez prof. Davida Veale i opublikowane na łamach „British Journal of Urology International”, objęło wszystkie dostępne dane, w których to personel medyczny mierzył długość prącia. Zebrano dane na temat kilkunastu tysięcy mężczyzn – zarówno w stanie wzwodu, jak i bez niego. Okazało się, że znakomita większość, bo aż 85% facetów, ma członka, którego długość nie przekracza w wzwodzie 15 cm. Mediana to 13,1 cm, a więc połowa facetów ma krótsze, a połowa dłuższe. Zanim jednak rzucisz się po linijkę, zrób domowy eksperyment – poproś dziewczynę (nie musi być akurat Twoja), aby na jakimś patyku zaznaczyła 15 centymetrów, a potem zmierz ten odcinek linijką. Gdy poprosiliśmy o to koleżanki z WH, żadnej nie udało się trafić, przy czym większość wskazywała okolice 13 cm. Wniosek? Faktyczna liczba centymetrów nie ma znaczenia, liczy się tylko subiektywne wrażenie. Przede wszystkim jej, ale Twoje też.

Orgazm

Kolejnym problemem spędzającym sen z powiek tysiącom, jeśli nie milionom facetów na świecie, jest kwestia tego, jak długo powinien trwać stosunek, żeby partnerka była zadowolona. Największą grozę budzi pojęcie przedwczesnego wytrysku. Jednak skąd wiadomo, że wytrysk jest przedwczesny? Tak naprawdę – nie wiadomo. Uczeni wciąż się spierają o definicję. Obecnie przyjmuje się albo kryterium względne, tj. jeśli facet dochodzi szybciej niżby chciał, albo kryterium bezwzględne, tj. czasu. Tutaj już różnice są znaczne i w zależności od organizacji stojącej za daną definicją może to być od minuty aż do 3 minut. Przy czym, żeby było jasne: wg badań uczonych z Australian Centre For Sexual Health, przeprowadzonych na 500 losowo wybranych mężczyznach, przeciętna długość stosunku waginalnego to 5,4 minuty. Rekordzista wytrzymywał 44 minuty.

Brak jednoznacznej, powszechnie przyjętej definicji nie oznacza jednak, że medycyna nie wie, co robić, żeby pomóc mężczyznom, którzy chcieliby się kochać dłużej. Jeśli uważasz, że problem przedwczesnego wytrysku dotyczy również Ciebie, zamiast masturbować się na godzinę przed stosunkiem i traktować penisa kremami i sprejami znieczulającymi, idź do seksuologa. To najskuteczniejsza droga. Po pierwsze, w konfrontacji z faktami może się okazać, że tylko sobie wmówiłeś, że masz problem, a w rzeczywistości dochodzisz w absolutnie normalnym czasie; po drugie, dziś medycyna dysponuje już kilkoma lekami, które ten problem rozwiązują. Szkoda czasu na eksperymenty.

Wzwód

Drugą pod względem częstości występowania dysfunkcją seksualną mężczyzn są zaburzenia erekcji. Sporadycznie to się zdarza praktycznie każdemu. Regularnie już rzadziej, ale też całkiem często. Wprawdzie facetom po „40” częściej niż dwudziestolatkom, ale młodsi ludzie z zaburzeniami erekcji również chodzą po świecie. I może być ich więcej niż myślisz. Jak donosi „Journal of Sexual Medicine”, aż 25% mężczyzn zgłaszających się po raz pierwszy do lekarza z zaburzeniami wzwodu nie skończyło jeszcze 40 lat. Z innego badania, na dużo większej grupie, wynika, że nie zawsze staje na wysokości zadania aż 8% mężczyzn między 20. a 29. rokiem życia. To prawie co dziesiąty z nas.

Co gorsza, z wieloletnich obserwacji wynika, że tendencja jest wzrostowa. W niektórych badaniach, jak na przykład w ankiecie przeprowadzonej przez Coop Pharmacy, wychodzą szokujące wyniki. Po przebadaniu 2000 mężczyzn okazało się, że problemy ze wzwodem ma połowa trzydziestolatków, a wśród czterdziestolatków i pięćdziesięciolatków zmaga się z nimi odpowiednio 42% i 41%! Prawdopodobnie liczba potencjalnych pacjentów seksuologów będzie więc stale rosła.

Zwróciłeś uwagę na słowo „seksuologów”? To właśnie jest Twoja najlepsza broń, gdy sporadyczne problemy staną się codziennością. Bo pojedyncze przypadki, np. po alkoholu albo gdy jesteś wyczerpany, w zasadzie nie są powodem do niepokoju. Gdy kilka, kilkanaście raz z rzędu zdarzy Ci się rozczarować partnerkę, idź do seksuologa. Najlepiej takiego z dyplomem lekarza, nie psychologa. On oceni, czy przypadkiem nie masz problemów z układem krążenia ani innych chorób somatycznych (np. cukrzycy) i zaleci stosowną terapię.

Dzięki postępom farmakologii dziś powrót do sprawności nie jest już większym problemem. Wprawdzie od pewnego czasu skuteczne leki na zaburzenia erekcji są już dostępne w aptekach bez recepty, więc można je nawet zamówić legalnie i dykretnie w internecie, jednak my zachęcamy jednak do odwiedzenia specjalisty. Leki, o których mowa (Sildenafil i Tadalafil), są skuteczne, ale działają objawowo – nie leczą przyczyny. Lekarz może ją wykryć i wyleczyć, a leczenie przyczyn jest zawsze lepsze niż tylko łagodzenie objawów.

Zobacz również:
REKLAMA