Pandemia zaburzeń lękowych

Aż 38,2% Europejczyków cierpi z powodu zaburzeń zdrowia psychicznego, a wśród nich zaburzenia lękowe są jednymi z najpopularniejszych przypadłości. Ale najprostsze rozwiązanie, czyli sięgnięcie po leki, w wielu przypadkach może się okazać nie drogą na skróty, lecz drogą do piekła.

zaburzenia lękowe, zdrowie psychiczne shutterstock.com
Jesienią 2020 roku Mateusz Babicki i Angieszka Mastalerz-Migas z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przeprowadzili badania na temat występowania zaburzeń lękowych wśród Polaków w związku z pandemią COVID-19.

REKLAMA

Po przeanalizowaniu odpowiedzi 2457 respondentów, okazało się, że 71% z nich ma objawy zaburzeń, a u 45% ankietowanych można stwierdzić zespół lęku uogólnionego. I choć okazało się, że statystycznie kobiety radziły sobie z sytuacją gorzej od mężczyzn, to problem dotyczył całego przekroju społeczeństwa. Miejsce zamieszkania, sytuacja rodzinna czy rodzaj wykonywanej pracy nie miał wielkiego znaczenia.

Sytuacja, z którą przyszło nam się ostatnio zmagać, nie pomaga. Ale problem nie jest nowy. Jak wynika z analizy European College of Neuropsychopharmacology w Europie każdego roku 164,8 miliona mieszkańców (38,2 %) cierpi z powodu zaburzeń zdrowia psychicznego. Najczęstsze wśród nich są właśnie zaburzenia lękowe (14%), przed bezzennością (7%) oraz depresją (6,9%).

ZOBACZ: 24 powody, przez które mężczyźni zaniedbuję swoje zdrowie psychiczne

Natomiast zgodnie z analizą National Institute of Mental Health u prawie jednej trzeciej Amerykanów w ciągu życia zostaną zdiagnozowane zaburzenia lękowe. 32% badanych przez American Psychiatric Association przyznało, że czuje się większy niepokój niż rok wcześniej.

Sam niepokój nie jest jednak problemem. W końcu motywuje nas do działania, rozwiązywania problemów i podnosi produktywność. Kłopoty zaczynają się dopiero, gdy staje się stałym towarzyszem. Zaczyna pojawiać w sferach życia, w których do tej pory nie występował. Wpływa negatywnie na codzienne funkcjonowanie.

– To współczesny fenomen, że poziom zaburzeń lękowych jest wyższy niż wcześniej – mówi dr Anna Lembke, psychiatra i badacz na Stanford University. Może to wynikać z rosnącej izolacji społecznej, stresu, nierealnych obrazów dotyczących rzeczywistości płynących z mediów społecznościowych oraz kultury sukcesu. Idzie to w parze z mniejszą stygmatyzacją problemów psychicznych, do których współcześnie jest po prostu dużo łatwiej się przyznać.

Panaceum

Wiele osób oczekuje szybkich rezultatów. I choć w Polsce takie rozwiązania nie funkcjonują, to za oceanem start-upy oferują dostarczanie środków mających wspierać walkę z zaburzeniami lękowymi na wycieraczkę. Profesjonaliści zapisują natomiast antydepresanty, a wśród nich inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny. Poza tym rekomendują pochodne benzodiazepiny takie jak Xanax, Ativan czy Valium.

PRZECZYTAJ: Odporność psychiczna - patenty żołnierzy sił specjalnych

Wszystkie one działają i to bardzo skutecznie. Ale w krótkim okresie czasu. Natomiast lekarze przypisują je coraz częściej. W Stanach Zjednoczonych pacjent wychodzi z receptą na nie w 27 na 100 przypadków, co jest liczbą trzykrotnie wyższą niż w połowie lat 90-tych. A liczba pochodnych benzodiazepiny przypisywana na przestrzeni lat 2003 i 2015 wzrosła dwukrotnie.

– Benzodiazepiny nie są panaceum na każde ukłucie niepokoju – mówi dr Timothy J. Wiegand, który jest toksykologiem na University of Rochester. Łatwo można się do nich przyzwyczaić. Istnieje również wysokie ryzyko przedawkowania w połączeniu z opioidami czy alkoholem. Korzystanie z nich regularnie prowadzi do zmian neurologicznych, problemów z jasnością myśli i utratą koordynacji. Badania dowodzą, że regularne i długotrwałe ich stosowanie przyczynia się do rozwoju demencji. Ponieważ w krótkim okresie przynoszą ulgę, pacjenci często mają problem z ich odstawieniem.

Poza tym nie można zapominać o rosnącej tolerancji. Początkowe efekty stosowania pochodnych benzodiazepiny potrafi zastąpić irytacja oraz coraz bardziej natarczywe myśli o kolejnej dawce. Tak było w przypadku Michaela Trana, który zaczął mieć ataki paniki w wieku 19 lat, gdy studiował na University of Maryland. Nagle jego tętno skakało, miał widzenie tunelowe, tracił możliwość chodzenia czy mówienia. Przestał uczęszczać na zajęcia, aż w końcu wyleciał ze studiów. I wtedy poszedł do lekarza.

Recepta

Pierwsza wizyta trwała 5 minut. Trana wyszedł z niej z receptą na Xanax, który miał przyjmować dwa razy dziennie. Nagle problemy zniknęły. Wychodzenie z domu przestało być dla niego problem, zawieranie przyjaźni również przychodziło łatwo jak nigdy. Zdecydował się nawet na skok ze spadochronem. – To jest jak narkotyk boga – przyznaje.

Problemy zaczęły się po 5 latach. Efekty wsparcia medycznego słabły. Tran spędzał coraz mniej czasu myśląc o swoich ambicjach, a coraz więcej o kolejnej dawce. Zaczął mieć problemy z pamięcią. Ale w głowie ciągle tkwiły mu obrazy sprzed rozpoczęcia terapii. Dlatego był absolutnie przekonany, że lepiej brać leki niż znów przechodzić przez piekło. Musiał minąć kolejny rok, nim zdał sobie sprawę, że uspokajanie się Xanaxem 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu może nie być najlepszym rozwiązaniem.

Decyzja o odstawieniu skonfrontowała Michaela Trana z kolejnym wyzwaniem. Jak to zrobić, żeby m.in. uniknąć napadów padaczkowych. Z jednej strony postawił na internetową grupę wsparcia, z drugiej – na stopniowe zmniejszanie dawki. Co tydzień ograniczał przyjmowanie tabletek o 10%.

Odstawienie środków pozostawiło go ze stałym, silnym bólem nerwów, jakby jego rdzeń kręgowy został podłączony do gniazdka elektrycznego. Efekty utrzymują się aż do dzisiaj.

W klinice dr Lembke w Stanford prawie połowa osób stara się odstawić leki. – Mam mnóstwo wysokowydajnych pacjentów, którzy mieli zapisywane małe dawki benzodiazepiny przez dekady! – przyznaje. – Ale odstawić je jest naprawdę bardzo, bardzo trudno – dodaje. Wielu z nich zajmuje to od 18 do 24 miesięcy. – I wymaga ogromnego wsparcia psychologicznego – zauważa dr Lembke.

Na dobrej drodze

Alex Smith jest 33 letnim prawnikiem. Odstawianie pigułek zajęło mu rok. Przeszedł przez takie symptomy jak ogólne zmęczenie, drżenie całego ciała oraz trzy napady padaczki. – Gdybym mógł cofnąć czas, po prostu nie zacząłby ich brać – stwierdza.

Wszystko jest związane z faktem, że wielu lekarzy ma większe doświadczenie w przypisywaniu środków niż z ich odstawianiem. Przyznaje to także dr Christy Huff, kardiolog, która jest szefem Beznodiazepine Information Coalition, zajmującej się popularyzacją wiedzy na temat benzodiazepiny. Zapisano jej takie środki na bezsenność i jak sama przyznaje odstawienie było najtrudniejszym doświadczenia jej życia.

Musiała się zmierzyć z atakami paniki, potwornym zmęczeniem, a momentami nawet niezdolnością pozostania w bezruchu. Po wszystkim zostały je jeszcze nieodwracalne zmiany neurologiczne. – Ludzie powinni wiedzieć zdecydowanie więcej niż mówią im lekarze – zauważa. W podobnym tonie wypowiada się dr Lembke. – Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że zachodnia medycyna nie zawsze dostarcza najlepszych rozwiązań – mówi.

Ale niekoniecznie lepszym rozwiązaniem są środki dostępne w internecie, które omijają istniejące regulacje, aby ulżyć osobom mierzącym się zaburzeniami lękowymi.

Leki benzodiazepinowe mogą być dobrym rozwiązaniem w przypadku leczeniu lęku napadowego, lęku społecznego czy zespołu lęku uogólnionego, ale w perspektywie 2 tygodni. Dr Stefan Hofmann z Boston University rekomenduje w miarę możliwości szukać jednak pomocy w ramach psychoterapii. Na przykład w postaci terapii poznawczo-behawioralnej.

Jest ona skuteczna w przypadku wielu osób, a jej potencjalne efekty uboczne są znacznie mniej szkodliwe niż w przypadku farmakoterapii – dodaje dr Hofmann. Pewne nadzieje możesz również wiązać z hipnozą czy jogą, chociaż tutaj potrzebne są dalsze badania. Natomiast samo CBD czy aplikacje na telefon, które mają wspomóc Twój dobrostan, mogą nie wystarczyć.

Dr Lembke podpowiada, że rozwiązaniem jest również terapia ekspozycyjna, która ma pacjenta skonfrontować z sytuacją wywołującą u niego ataki paniki. Wymaga ona czasu, ale pomaga stworzyć odpowiedni model reakcji na całą resztę życia.

Od maja 2019 roku Tran nie bierze pigułek. Raz w miesiącu pojawia się na terapii. Opanował kilka metod oddychania, które pomagają mu radzić sobie w sytuacjach, które wcześniej wywoływały u niego ataki paniki. Codziennie stara się medytować. Nie powoduje to, że całkowicie pozbył się lęku. Ale jeśli ten się pojawia, mierzy się z nim. Także z pomocą obciążającej kołdry czy słuchawek wygłuszających zewnętrzne szumy.

Jak sam przyznaje, jego życie jest znacznie lepsze teraz. Trudniejsze, ale również bardziej satysfakcjonujące. Gdyby jednak miał szansę jeszcze raz pójść do lekarza po receptę, nie zrobiłby tego. – Wolałbym zamiast tego porozmawiać z psychologiem czy psychiatrą, kimś znacznie lepiej przygotowanym – tłumaczy. – Gdybym mógł się cofnąć, starałbym się za wszelką cenę uniknąć leków. Tego żałuję najbardziej.

Zobacz również:
Sanki w siłowni to nie jest zabawka dla małych chłopców, ale zabójcze narzędzie, które nie daje szans na przetrwanie Twojemu tłuszczykowi.  
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA