Operacje plastyczne narzędziem w pracy?

W świecie pełnym niepewności rośnie popularność małoinwazyjnych zabiegów medycyny estetycznej, obiecujących mężczyznom przewagę w wyścigu o sukces: wygląd odpowiedni do stanowiska. Twoja twarz nie pasuje do fotela prezesa? Dziś za cenę dobrego garnituru możesz ją sobie załatwić. Pytanie tylko: czy powinieneś?

chirurgia plastyczna, medycyna estetyczna shutterstock.com
Jedna strzykawka tzw. wypełniacza w londyńskiej klinice doktora Wassima Taktouka kosztuje między 400 a 600 funtów. „Żeby poprawić linię szczęki, potrzebne są trzy, a czasem cztery strzykawki, więc robi się już poważna kwota” – mówi dr Taktouk. Taktouk ma 43 lata; kilka lat temu porzucił zwykłą praktykę lekarską i zajął się medycyną estetyczną. Dziś specjalizuje się w nieinwazyjnych zabiegach estetycznych: zastrzykach modelujących kształt twarzy. Ma 17 000 followersów na Instagramie i wizyty zabukowane na miesiąc do przodu.

REKLAMA

Dr Taktouk potrafi zmienić Twój wygląd, na dodatek bez sięgania po skalpel i w trybie niemal natychmiastowym – nawet nie będziesz musiał brać wolnego w pracy. „Wszyscy teraz chcą mieć kwadratowe, kanciaste szczęki – mówi specjalista. – To załatwia kwas hialuronowy. Zastrzyk z botoksu szybko rozprawia się z tzw. lwią zmarszczką między brwiami, uwydatnioną przez grawitację u mężczyzn w średnim wieku. Oczy też mają dla nas duże znaczenie”. Mały zastrzyk pod oczami sprawia, że znów wyglądasz, jakbyś był po solidnie przespanej nocy. Pacjenci często przynoszą do gabinetu zdjęcia gwiazd, które mają posłużyć za wzór. Wielką popularnością wśród facetów cieszą się np. szczęki Ryana Reynoldsa.

„Z wiekiem wyraźna linia żuchwy, typowa dla komiksowych superbohaterów, zaczyna się rozmywać. Ja przywracam utraconą objętość, dodając też nieco na kościach policzkowych, co przywraca twarzy młodzieńczy kształt” – wyjaśnia Taktouk. Lekarz dysponuje całą paletą różnych strzykawek i substancji. Na przykład aby osiągnąć „profil mocy”, korzysta z Teoxane – gęstego wypełniacza na bazie kwasu hialuronowego. Wstrzykuje się go głęboko pod skórę, tam gdzie są kości żuchwy i policzkowe. Kwas zmienia kształt twarzy nawet na dwa lata, choć zwykle jednak krócej.

Zabieg wykonuje się z marszu i zwykle trwa około pół godziny, więc można sprawę załatwić nawet w przerwie na lunch. Być może właśnie to, że można sobie wejść i po prostu zrobić nową twarz, sprawiło, że w gabinetach medycyny estetycznej pojawia się coraz więcej mężczyzn. Zmienia się też ich motywacja. Kiedyś przychodzili głównie ci, którzy rozpaczliwie chcieli zatrzymać młodość.

Dziś coraz więcej jest pacjentów, którzy mają do swojej twarzy podejście instrumentalne – zorientowali się, że jest to również narzędzie ich pracy. I nie chodzi tu wcale o aktorów czy prezenterów telewizyjnych.

W gabinetach pojawiają się dziś także prawnicy, finansiści i biznesmeni. Według American Society of Plastic Surgeons w ciągu ostatnich 20 lat liczba mężczyzn decydujących się na zastrzyki z botoksem czy kwasem hialuronowym zwiększyła się o 99%. Zmieniły się też oczekiwania. Faceci nie chcą już mieć gładkiej, ale pozbawionej mimiki twarzy – chcą tylko nierzucającego się w oczy tuningu.

Ten tuning najczęściej oznacza uwydatnienie za pomocą wstrzykiwanych substancji cech typowo męskich: wyraźnie zarysowanej, masywnej żuchwy, mocnych kości policzkowych i jędrnej, mocnej szyi. Oprócz znacznie bogatszej oferty, udoskonalonych technik i szybszej rekonwalescencji, na zwiększenie popularności zabiegów wśród mężczyzn prawdopodobnie duży wpływ miało także... wyrachowanie.

W styczniu zeszłego roku w „Washington Post” ukazał się artykuł poświęcony gwałtownemu wzrostowi zainteresowania zabiegami medycyny estetycznej wśród mężczyzn pracujących w Krzemowej Dolinie. „W latach 90. i na początku XXI wieku ludzie nie martwili się tak swoim wyglądem” – mówi jeden z bohaterów artykułu, 48-latek po zabiegu. „Dziś, gdyby ludzie w pracy dowiedzieli się, że jesteś wśród nich najstarszy, mogłoby to mieć niekorzystny wpływ na powierzone zadania” – dodaje.

Niedawno w amerykańskim luksusowym magazynie „Robb Report” pojawił się artykuł o wiele mówiącym tytule „Dlaczego mężczyźni zaczęli korzystać z zabiegów kosmetycznych w walce o miejsce w zarządzie”, w którym autorka opisuje, jak medycyna estetyczna stała się tajną bronią w ewolucyjnym wyścigu o przetrwanie w korporacji.

Jeden z rozmówców autorki, po ostrzyknięciu nosa, wyjaśniał: „Poruszam się w świecie hi-tech i start-upów. Tutaj starsze osobniki są odsuwane. Dostosowałem więc swój wygląd zewnętrzny do wewnętrznego poczucia własnego wieku”. Dziś mniej lub bardziej inwazyjne poprawki urody nie są już tylko świadectwem narcyzmu – one mogą zdecydować o sukcesie.

Występy w Zoomie

Gdyby jakiś scenarzysta napisał scenariusz nowego serialu i byłaby w nim postać chirurga plastycznego, prawdopodobnie wyglądałby on jak dr Patrick Mallucci. Po połączeniu na Zoomie na ekranie zobaczyłem przystojnego mężczyznę w grafitowym ubraniu lekarskim, z idealną fryzurą i pierwszymi oznakami siwizny.

Trudno powiedzieć, czy sam poddał się jakimś zabiegom. Światowej sławy chirurg plastyk, który kiedyś zaangażował 600 kobiet i tyluż mężczyzn, żeby ustalić, jak powinien wyglądać biust idealny, prowadzi dziś klinikę w Londynie, słynącą z nieinwazyjnych zabiegów dla mężczyzn. Znakiem firmowym kliniki jest „Mallucci Man” – pakiet zabiegów wellness i medycyny estetycznej, kosztujący, w zależności od zakresu usługi, od 1550 do prawie 5000 funtów. To odpowiedź na stale rosnące zainteresowanie przedstawicieli brzydszej płci zmianami swojego wyglądu.

„Bez wątpienia w miejscu pracy wygląd mężczyzny jest równie ważny, jak wygląd kobiety – mówi dr Mallucci. – Wiadomo też, że gdy mężczyźni zaczynają się starzeć, poczucie zagrożenia ze strony młodszych kolegów, depczących im po piętach na ścieżce kariery, skłania ich do zadbania o swój wygląd”.

Tacy panowie mogą w klinice dr. Mallucciego wybrać np. zastrzyk Juvéderm – wypełniacz na bazie kwasu hialuronowego, który wygładzi zmarszczki, uwypukli zapadnięte policzki i ujędrni cerę. Albo zdecydować się na Profhilo – wolno uwalniający się „booster” wyglądu, nagrodzony tytułem najlepszego wypełniacza w Europie. Profhilo zapewnia nawodnienie, wygładzenie i ujędrnienie cery. Jeśli zaś problemem są centymetry w pasie, można je zredukować za pomoca kriolipolizy. Ten zabieg polega na tym, że fałdkę tłuszczu umieszcza się między dwoma panelami, które tkankę tłuszczową schładzają do niskiej temperatury. Komórki tłuszczowe obumierają i po kilku tygodniach są usuwane z organizmu, odsłaniając to, co wcześniej skrywała warstwa tłuszczu. To sprawdzona metoda – ten zabieg wykonano na świecie już ponad siedem milionów razy.

Zabieg praktycznie nie ma wad – nie zostawia śladów i stanowi doskonałą alternatywę dla dość krwawej klasycznej liposukcji. Kriolipoliza to atrakcyjne rozwiązanie dla tych, którzy są zbyt zajęci, żeby regularnie chodzić do siłowni, i wystarczająco bogaci, żeby zapłacić około 2000 funtów za serię zabiegów.

W czasie pandemii nastąpił ogromny wzrost popularności spotkań online na platformach typu Zoom czy Teams. Zmusił wielu z nas do wgapiania się w swoją twarz przez czas o wiele dłuższy niż normalne przeglądanie się w lustrze podczas golenia. Widzimy każdą zmarszczkę, każdy cień pod oczami i każdy dodatkowy podbródek. Co więcej, w tym samym czasie na tym samym ekranie możemy się porównywać z młodszymi kolegami o gładkich, wypoczętych i tryskających energią twarzach. Nic dziwnego, że pod gabinetami medycyny estetycznej ustawiły się kolejki nie tylko kobiet, ale i mężczyzn.

Poddanie się zabiegowi, by utrzymnać stanowisko, to jedno. Ale niektórzy sięgają po tę broń nie tylko w defensywie – używają jej, by zdobywać nowe terytoria, w tym przypadku nową robotę. W 2008 roku uczeni z Tufts University ogłosili badanie zatytułowane „Twarz sukcesu: wpływ wyglądu członków zarządu na wyniki finansowe firmy”. Stu studentom psychologii pokazano zdjęcia prezesów 25 najbardziej i 25 najmniej dochodowych firm z listy TOP 500 magazynu „Fortune”.

Okazało się, że istnieje zależność między pewnymi cechami wyglądu twarzy a oczekiwaniami dotyczącymi kompetencji w biznesie. Okazało się również, że ci, którzy zostali na podstawie zdjęcia ocenieni jako najbardziej skuteczni, rzeczywiście zawiadywali najbardziej zyskownymi firmami. Wygląda więc na to, że jeżeli chcesz przekonać ludzi, że nadajesz się na prezesa zarządu, wygląd ma duże znaczenie.

Skoro jest popyt, jest też i podaż. W Beverly Hills przyjmuje chirurg plastyczny, który ma w swoim portfolio zabieg nazywany wprost „faceliftem prezesa”. Dr Babak Azzizadeh za pomocą technik endoskopowych – minimalnych nacięć za uszami – poprawia wygląd twarzy. „Kiedy uświadomimy sobie zakres obowiązków prezesa – negocjacje, podejmowanie strategicznych decyzji, zarządzanie, przywództwo – szybko dochodzimy do wniosku, że CEO jest twarzą firmy również w dosłownym tego sensie” – przekonuje klinika dr. Azzizadeha na swojej stronie www.

W Nowym Jorku dr Douglas Steinbrech z Manhattan Plastic Surgery for Men proponuje biznesmenom pakiet „Boardroom Executive”, obejmujący podniesienie powiek i podbródka, liposukcję i konturowanie linii żuchwy. Takich klinik jest na całym świecie setki, jeśli nie tysiące, bo potencjalnych pacjentów jest coraz więcej.


Doktor Helena Lewis-Smith z University of West England’s Centre for Appearance Research in Bristol martwi się, że ten trend przybiera niepokojące rozmiary. „Społeczeństwo uczy dziś mężczyzn, że aby odnieść sukces, trzeba być atrakcyjnym. Mężczyźni odczuwają narastającą presję, aby wyglądać męsko. Mężczyzna musi być wysoki i mieć włosy. Widział ktoś kiedyś łysego faceta na »Love Island«?” – pyta retorycznie.

Szybko i dyskretnie

Michaela, trzydziestoparoletniego menedżera z Manchesteru, do korekty kształtu nosa przekonało ostatecznie to, że cała procedura nawet przy tak poważnym zabiegu trwa tak krótko. Michael zapłacił 8000 funtów i już po ośmiu dniach od zabiegu w klinice dr. Alexa Karidisa w Londynie wrócił do pracy. Chociaż zmiana kształtu nosa była wyraźna, nikt się nie zorientował. „Ludzie, z którymi pracuję od lat, nie zauważyli, że przeszedłem operację. I to było dokładnie to, o co mi chodziło. Ta operacja, choć dyskretna, zmieniła mnie jako człowieka” – mówi dzisiaj.
Czasami dr Karidis jest nie tylko chirurgiem.

„Bywa, że muszę być też trochę psychologiem – wyjaśnia z uśmiechem. – Kiedyś przyszedł do mnie architekt i przyniósł mi dokładny projekt czegoś, co nazwał platońską ideą jego nosa. To było przygotowane w CAD, z przekrojami i rzutami! Pomyślałem: »Boże, jak mam spełnić te oczekiwania?«. Chirurgia to nie inżynieria. Może pojawić się opuchlizna, bliznowacenie, coś może się przemieścić. Trzeba się upewnić, że pacjent zdaje sobie sprawę z tego ryzyka”.

W chirurgii ostatnio zaszły kolosalne zmiany. Udoskonalono technikę i skrócił się czas rekonwalescencji, więc ludzie śmielej sięgają po tego typu pomoc. Zapracowany biznesmen łatwiej zdecyduje się na operację, jeśli wie, że będzie mógł wrócić do pracy po kilku dniach, a nie tygodniach. Zabiegi stały się też bardziej przystępne – chirurgia plastyczna się zdemokratyzowała. Dr Karidis przestrzega jednak przed nadmiernym optymizmem. Mimo ogromnych postępów w tej dziedzinie, wciąż nie wszystko jest możliwe. A ludzie, niestety, często nie potrafią się ograniczać. Wiedziałeś, że można sobie wszczepić implanty bicepsów?

„Zgadza się, można to zrobić – mówi specjalista. – Ale gdy ktoś przychodzi z tym do mnie, pytam: »Dlaczego nie wyrobisz sobie bicepsów naturalnie? Jesteś fit, nie masz wad wrodzonych. Idź na siłownię! Dlaczego ja mam Cię wyręczać?«. Mógłbym to zrobić, ale bez przesady”. Pełna zgoda: bicka akurat łatwo wypracować. „Ludzie, widząc nowe możliwości, uznali, że teraz mogą już mieć i zrobić wszystko, ale to nie jest takie proste – dodaje chirurg. – Nie wszystkie przeszkody da się usunąć”.

Nowy, lepszy Ty

Dr Riccardo Frati przyjmuje w luksusowej klinice Harley Surgery London. Przede wszystkim jest cenionym chirurgiem plastycznym, ale jednocześnie również celebrytą: ma stały program w telewizji, a jego konto na Instagramie obserwuje ćwierć miliona osób. Poprawiał twarze uczestników „Love Island”, aktorów i oligarchów. Jedną z jego specjalności jest liposukcja metodą Vaser, czyli pozbywanie się tłuszczu dzięki energii ultradźwięków. Sondy emitujące ultradźwięki wsuwa się w mikroskopijne nacięcia w skórze i niszczy nimi tkankę tłuszczową tak długo, aż ciało nabierze pożądanego kształtu. Ta metoda to najszybsza droga na skróty do sześciopaka na brzuchu.

„Mężczyźni często dopytują o ten właśnie zabieg – mówi Frati i dodaje, że ostatnio faceci stanowią już około 20% jego pacjentów. – Instagram zmienił wszystko” – wyjaśnia, akcentując każde słowo uderzeniami długopisu o biurko. Oświetlony promieniami słońca, wpadającymi przez okno w jego luksusowym gabinecie, wygląda jak doskonale odżywione rzymskie bóstwo, tyle że z roleksem na ręce i w błękitnej, drogiej koszuli. W jego mocy jest urzeczywistnienie ludzkich marzeń o nowym, lepszym wizerunku.

„Jeszcze 10-20 lat temu było inaczej. Dziś wszystko kręci się wokół twarzy i ciała” – mówi Frati i wylicza najpopularniejsze obecnie zabiegi: implanty w policzkach, redukcja worków pod oczami, face lifting, wypełnienia kwasem hialuronowym, korekty nosa, intensywne oczyszczanie i opaski na żołądek. Przewiduje, że jesteśmy w przededniu kolejnej rewolucji – medycyna estetyczna żywo interesuje się komórkami macierzystymi w nadziei, że w przyszłości będzie można zastrzykiem z tych wyjątkowych komórek pobudzić ciało do samodzielnej regeneracji. To będzie prawdziwy eliksir młodości.

„Wszystko się zmieni – ekscytuje się doktor.– W tej chwili jesteśmy jeszcze na początku drogi, ale jestem pewien, że w końcu osiągniemy cel”. Kilka godzin po wyjściu z kliniki dostaję e-maila od jednego z pacjentówdr. Fratiego – dyrektora tuż po trzydziestce, który poddał się liposukcji Vaser, żeby pozbyć się upartej oponki na brzuchu. Trafił do tego akurat lekarza za namową żony, która wcześniej coś u niego robiła i była zadowolona.

„Niewykluczone, że jeszcze do niego wrócimy po więcej” – zachwala młody dyrektor. Pytam go więc o wrażenia, jak zabieg wpłynął na jego życie osobiste i zawodowe. Czy czuje się teraz lepszy? „Czuję się bardziej męski, mam więcej pewności siebie, więc... tak, czuję się lepszy” – odpisuje.

To się zgadza z tym, co usłyszałem od dr. Fratiego, który, wystukując rytm długopisem, wyjaśniał: „Dla większości ludzi praca jest dziś bardzo ważna, a więc chcą w niej wyglądać dobrze, lepiej. Nawet wzięci prawnicy i odnoszący sukcesy menedżerowie mogą zacząć tracić pewność siebie w pracy czy w życiu osobistym. Nic więc dziwnego, że chcą tę pewność odzyskać, a poprawa wyglądu może to ułatwić. Ludzie chcą wyglądać lepiej, chcą wyglądać młodziej. Teraz to możliwe

Zobacz również:
W trzy dni przepłynąłem kajakiem 160 km. A dokładnie 161 kilometrów i 180 metrów. Na wodzie spędziłem łącznie 23 godziny 41 minut i 38 sekund. Spaliłem w tym czasie 12 tysięcy 619 kcal, płynąc z maksymalną prędkością 14,8 km/h oraz ze średnią z trzech dni 6,9 km/h. Nie wiem, ile razy zanurzyłem wiosło w wodzie. Wiem natomiast, że Wisła jest piękna, jej ujście do morza bywa zdradliwe, fala na Bałtyku to nie przelewki, a wiosłowanie pod prąd... cóż, na niecenzuralne słowa pozwolę sobie później.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA