[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.6

Mięśnie bez ćwiczeń. Aktualny stan badań na pigułką formy

Wyobraź sobie, że łykasz pigułkę, a następnego dnia budzisz się silniejszy, smuklejszy i bardziej wytrzymały. Nieźle, co? To nie scenariusz "Limitless" na sterydach, tylko jak najbardziej prawdopodobna wizja przyszłości sportu. Czy za kilka lat mordercze treningi odejdą do tej samej krainy, co listy i kasety VHS? Oto prawda.

pigułka Shutterstock.com
Słynny Instytut Salka w San Diego robi ogromne wrażenie ze swoją monumentalną, betonową architekturą. To właśnie ten potężny przymiotnik przychodzi mi na myśl jako pierwszy i nie opuszcza głowy przez cały pobyt w kalifornijskiej krainie nauki. Centralny dziedziniec z marmuru jest pusty. Jedynym tropem w poszukiwaniu życia okazują się otwory wentylacyjne wbudowane w betonową granicę kompleksu, przez które w powietrzu daje się wyczuć delikatny zapaszek amoniaku z blisko 2000 klatek laboratoryjnych ukrytych pod powierzchnią.

Już w swoim gabinecie biolog Ronald Evans przedstawia mi dwoje badanych: mysz-lenia i mysz-Armstronga. Ta pierwsza została wychowana, aby w maksymalnym stopniu odwzorować człowieka całkowicie przeciętnego i zupełnie niezainteresowanego aktywnością fizyczną. Jej dzienny plan treningowy ograniczał się do kilku spokojnych serii przemieszczania się w stronę miski wypełnionej mieszanką pysznych cukrów i tłuszczu.

Myszy i ludzie

Nawet osoba totalnie zielona w temacie gryzoni (czyli ja) była w stanie dostrzec, że ta mysz po prostu nie jest w formie. Była ospała, a pod przerzedzającym się futrem widoczne były wałki tłuszczu. Mysz, nazwana po słynnym kolarzu, była hodowana dokładnie w ten sam sposób. Mimo to była zdecydowanie chudsza, zdrowsza i bardziej czujna. Evans szybko zdradził mi sekret jej młodzieńczego wyglądu i wigoru – to dzienna dawka GW501516 (w skrócie 516) – leku, który zapewnia niektóre korzyści płynące z regularnej aktywności fizycznej, bez konieczności ruszenia małym palcem. "Te dwie są po prostu leniwe. Tak naprawdę myszy kochają biegać" - zapewnił mnie Evans.

Kiedy umieszcza się w ich klatce kołowrotek, przez noc pokonują nawet kilkanaście kilometrów. Nocne sesje treningowe nie są jednak ich remedium na stresujące życie w laboratorium. Swego czasu badacze zostawili kołowrotek w miejskim parku. Filmy z kamer pokazały, że z atrakcji postanowiły nocą skorzystać liczne grupy dzikich myszy. Mimo że na co dzień są mocno aktywne (szukanie pożywienia, unikanie naturalnych wrogów), to i tak skusiły się na przebieżkę przy świetle księżyca. Najbardziej interesujące jest jednak to, co stało się, gdy Evans podał 516 myszom aktywnym. Odkrył, że po zaledwie czterech tygodniach te same gryzonie zwiększyły wytrzymałość o 75%.

REKLAMA

REKLAMA

Co więcej, stosunek włókien w mięśniach wzrósł na korzyść wolnokurczliwych, czyli tych, które dominują u biegaczy długodystansowych. Chyba pora na ludzkie porównanie: to trochę tak , jak gdyby biegacz amator obudził się pewnego dnia w ciele Mo Faraha. 516 działa przez naśladowanie wpływu ćwiczeń na gen PPAR-delta. Lek sprawia między innymi, że organizm zabiera się za spalanie tłuszczu, a nie cukrów. Turbodoładowane myszy Evansa pobiegły dalej, ponieważ ich mięśniom kazano palić zapasy tłuszczu i oszczędzać węglowodany.

Moment, w którym mięśnie wyczerpały zapasy glikogenu, pojawił się u nich o wiele później. Mimo że Evans doskonale zna mechanizm odpowiedzialny za piorunujące efekty 516, nadal nie wie, w jaki sposób procesy te wyzwalane są naturalnie po treningach. Tego nie wie zresztą nikt na świecie. Przynajmniej na razie. Ta wiedza pozwoliłaby stworzyć magiczną pigułkę zastępującą ćwiczenia – pigułkę, o której marzy tak wielu.

Syntetyczna forma

Mityczny związek 516 został opracowany przez chemika Tima Willsona pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia w laboratoriach GlaxoSmithKline. Jako że 516 skutecznie obniżał poziom insuliny i trójglicerydów, z początku wiązano z nim wielkie nadzieje na przełom w leczeniu zespołu metabolicznego, czyli wielu czynników odpowiadających za zwiększone ryzyko miażdżycy, cukrzycy i chorób serca. Badań jednak zaniechano po analizie wyników testu długoterminowej toksyczności. Okazało się bowiem, że myszy, którym podawano 516, o wiele częściej niż inne chorowały na nowotwory. Jednak jeszcze w tym samym roku Ronald Evans rozpoczął własne prace nad lekiem – nauka w końcu nie znosi próżni.

Udało mu się opracować nową wersję, której zażywanie ma nie wiązać się z przykrymi konsekwencjami zdrowotnymi. Ale nie on jedyny. Badania nad syntetyczną formą trwają od lat i wciaż są kontynuowane. 516 okazało się bowiem początkiem pewnej rewolucji. Ali Tavassoli, profesor biochemii na University of Southampton, podczas prac nad zupełnie nowym lekiem przeciwnowotworowym opracował tzw. Związek 14, który wyrównuje poziom cukru we krwi u otyłych myszy, jednocześnie redukując ich masę ciała nawet o 5%.

Kolejnym uczestnikiem wyścigu po pigułkę formy jest Bruce Spiegelman, biolog z Harvardu. Podczas wizyty w jego laboratorium dostałam do obejrzenia pod mikroskopem płytkę z włóknami mięśniowymi – coś w rodzaju tatara z myszy (darujcie porównanie). Na powiększeniu doskonale widziałam, jak mięśnie spazmatycznie się kurczą. "Wierzę, że takie eksperymenty mają o wiele więcej sensu. Badamy reakcje mięśni (na dane substancje chemiczne – dop. red.) podczas ich pracy. Zazwyczaj naukowcy próbują rozwiązać problem od drugiej strony" – mówi Spiegelman.

Z kolei w tym roku US National Institutes of Health rozpocznie potężne, pięcioletnie badania nad cząsteczkami, które zmieniają się podczas aktywności fizycznej. Maren Laughlin – odpowiedzialna za program – wyjaśnia, że to zupełnie nowe podejście do tematu. "Badaliśmy ludzki metabolizm przez wiele lat, ale prawie zawsze w spoczynku. To tak jakby nasza wiedza na temat funkcjonowania mózgu pochodziła wyłącznie z obserwacji śpiących badanych".

REKLAMA

Historia w ruchu

Czerwone, piętrowe autobusy to znak firmowy Londynu. Mało kto wie, że to właśnie one dały początek badaniom nad aktywnością fizyczną. W latach 40. XX wieku młody epidemiolog Jerry Morris przeglądał wyniki sekcji zwłok w szpitalu East End. Jerry zwrócił uwagę na alarmujący wzrost częstości występowania ataków serca. Żadne uzasadnienie nie wydało mu się wystarczająco dobre, ale zaczął podejrzewać, że głównym odpowiedzialnym może być siedzący tryb życia.

Morris spędzał godziny w piętrowych autobusach, monitorując pracę i tryb życia kierowców i konduktorów. Następnie analizował ich akta medyczne. Wyniki nie pozostawiały złudzeń: kierowcy, którzy spędzali 90% swojego czasu pracy na siedząco, byli dwa razy bardziej narażeni na atak serca niż ich biegający z biletami koledzy. Jego wnioski nie spotkały się z aprobatą opinii publicznej. Uznano, że badania Morrisa po prostu nie uwzględniały innych czynników ryzyka (np. dużej ilości stresu).

Panaceum

Przez setki lat podejście do ćwiczeń fizycznych zmieniało się wielokrotnie. Starożytni Grecy uwielbiali sport. Z kolei średniowieczni Europejczycy uznawali wysiłek za zbędny i niepotrzebnie odwracający uwagę od pracy nad sferą duchową. Mniej więcej do końca XIX wieku przestrzegano przed ćwiczeniami, grożąc, że to prosta droga do zmęczenia i przedwczesnej śmierci. No cóż… Szczęśliwie dla większości ludzi w przeszłości całkowity brak ruchu po prostu nie wchodził w grę. Dopiero po uprzemysłowieniu, które sprawiło, że wysiłek fizyczny stał się wyborem, a nie przykrą koniecznością, naukowcy zaczęli doceniać jego zalety i korzystny wpływ na zdrowie.

W ciągu 50 lat po publikacji owoców pracy Morrisa korzystny wpływ treningu na zdrowie został potwierdzony w dziesiątkach badań. Specjaliści szacują, że aktywność fizyczna zapobiega ponad 40 chorobom. Nie ma wątpliwości, że człowiek, który stworzy lek w pełni imitujący działanie treningu na organizm, stanie się najlepiej opłacanym farmaceutą na świecie. Jest tylko jeden mały problem: stworzenie jednego, kompletnego leku o tak szerokim spektrum działania jest naprawdę mało prawdopodobne. Evans mówi o tym otwarcie i… zupełnie go to nie zniechęca. W ubiegłym roku jego firma Mitobridge rozpoczęła pierwszą fazę testów leku 516 na ludziach.

(Zobacz też: Sprawdź swoje geny, a dowiesz się do jakiego sportu się nadajesz)

REKLAMA

REKLAMA

Rosyjska ruletka

Brak ruchu nie jest obecnie uznawany za jednostkę chorobową, a każdy, kto chce w Stanach wprowadzić na rynek pigułkę formy, musi ją zatwierdzić jako lek na jakąś chorobę, który spełnia kryteria Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Evans zwraca uwagę, że statyny zostały początkowo zatwierdzone jako lek wyłącznie dla osób po zawale serca, a mimo to trzy dekady później są rutynowo przepisywane dziesiątkom milionów ludzi z wysokim poziomem cholesterolu.

Mitobridge testuje swój specyfik jako remedium na dystrofię mięśniową Duchenne’a. "To choroba, na którą nie ma aktualnie skutecznego lekarstwa, a zbiera śmiertelne żniwo". Zarówno Evans, jak i Spiegelman są przekonani, że w pełni legalne pigułki, naśladujące w działaniu treningi, pojawią się na rynku w ciągu najbliższych 15 lat. Ali Tavassoli jest nieco bardziej sceptyczny. Obawia się, że sztuczne podkręcanie spalania energii w komórkach mięśniowych prędzej czy później odbije się na zdrowiu zażywającego lek. "Wszystkie leki niosą za sobą pewne ryzyko" – przypomina. To moment, w którym jedynym rozwiązaniem jest rachunek zysków i strat.

Brak aktywności jest plagą XXI wieku. Jedno z badań wykazało, że to właśnie lenistwo było przyczyną 7% wszystkich zgonów w Europie w 2008 roku. Zastanówmy się głośno, co jest lepsze: dalej namawiać ludzi do ćwiczeń czy stworzyć lek, który trening zastąpi? Jestem niemal pewna, że wielu z nas wybrałoby drogę na skróty i wieczór z Netfliksem. Zostaliśmy przecież przez ewolucję zaprogramowani tak, aby oszczędzać energię. Problemy w tym, że aktualnie oszczędzamy jej zbyt dużo. Zamiast głowić się nad pigułką, która zastąpiłaby treningi, może lepszą opcją byłaby pigułka zwiększająca motywację.

Zastanawiający jest też fakt, że wszyscy badacze powiązani z pigułką formy są również zapalonymi sportowcami. Spiegelman ledwo mieści w planie treningi kick-boxingu, podnoszenia ciężarów i biegania. Tavassoli uwielbia surfować. Evans pokonuje setki kilometrów tygodniowo na rowerze, a Wilson niedawno ukończył swojego jedenastego Ironmana.

"To część mojej osobowości. Biorąc taką pigułkę, czułbym się jak oszust – mówi. – W opinii wielu rozwój badań nad pigułką formy to coś złego" – przekonuje Evans. Oskarżyciele nie mogą jednak wiedzieć, że badania te mogą na nowo zdefiniować trening – całkiem jak badania nad żywieniem zmieniły nasze podejście do tego, co wrzucamy na talerz. W XIX i XX wieku, gdy naukowcy odkryli witaminy i minerały, jedzenie przestało być zwykłym "jedzeniem" i stało się "żywnością". Składniki odżywcze rozpoczęły zupełnie nową erę. Bardzo podobnie może być z aktywnością fizyczną. Jest niemal pewne, że badania nad treningiem dostarczą nam wielu zupełnie nowych sposobów na rozwój formy.

(Czytaj więcej: Sterydy anaboliczne: chwała czy oszustwo? Oto ich blaski i cienie)

REKLAMA

Testowane w siłowniach

Mimo że 516 nie został jeszcze zatwierdzony, gdzieś na świecie ludzie przyjmują go każdego dnia. Po opublikowaniu struktury nowego związku chemicznego laboratoria mogą zacząć syntetyzować go na sprzedaż. Oczywiście „wyłącznie w celach badawczych”. Pierwszymi śmiałkami byli – a jakże – elitarni sportowcy. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) dodała 516 do listy substancji zakazanych już w 2009 roku. Od tego czasu u sześciu zawodowych kolarzy wykryto zabroniony lek. Doszły mnie słuchy, że 516 największą furorę robi na internetowych forach dla adeptów sportów siłowych.

Kilka kliknięć myszką później przekonałam się, że rzeczywiście w otchłani internetu setki facetów dzielą się swoimi wrażeniami po rozpoczęciu kuracji. Kierowana czystą dziennikarską ciekawością dołączyłam do jednej z dyskusji. Większość „zażywających” nie chciała wypowiedzieć się szerzej, ale jeden z członków społeczności (niejaki Iron Julius – pozwolił na cytowanie go jedynie pod internetowym nickiem) opowiedział o swojej przygodzie z lekiem. Julius jest ojcem trójki dzieci i zaczął przyjmować 516 w 2012 roku.

„Nie było to jeszcze zbyt popularne, ale te szczątkowe informacje, które udało mi się wtedy znaleźć, wystarczyły. To brzmiało jak coś stworzone idealnie dla mnie” – pisze. Żona od dawna próbowała namówić Juliusa na wspólne bieganie, ale potężna masa skutecznie go do tego zniechęcała. Zaczął brać 516 na pięć dni przed biegiem na pięć kilometrów, na który zapisał się, aby dodać otuchy swojej drugiej połówce.

„Miałem zamiar po prostu trochę potruchtać, ale ostatecznie przebiegłem z nią cały dystans. Nie mogłem uwierzyć, jak dobrze pracuje moje ciało podczas wysiłku” – wspomina. Iron Julius wciąż przyjmuje 516. „Jestem strażakiem, więc wydolność jest dla mnie kluczowa. To żadna nowina: wielu strażaków i policjantów zażywa jakąś substancję poprawiającą możliwości fi zyczne, ponieważ nasza praca tego wymaga”.

Mój informator zdradził, że w siłowni, w której trenuje, 516 używa około jednej trzeciej trenujących. Zapytałam go, czy poleciłby mi lek. „O tak, spróbuj koniecznie! Nie miesza w hormonach, zwiększa wytrzymałość i podkręca spalanie tłuszczu. Coś pięknego”. Po kilku tygodniach paczka z buteleczką zawierającą 20 ml cieczy niewiadomego pochodzenia wylądowała na moim biurku. Mętna, przezroczysta substancja o ledwie wyczuwalnym zapachu zmywacza do paznokci – czytaj: nowa recepta na formę. Najpierw zadzwoniłam do Tima Wilsona, autora tej mieszanki.

Miałam tylko jedno pytanie: czy na moim miejscu przyjąłby lek? „Nie” –odpowiedział krótko, bez sekundy zawahania. Telefony do kolejnych specjalistów, którzy pracowali nad związkiem, pozwoliły ustalić, że żaden z nich nigdy nie zażywał leku w żadnej formie. Buteleczka stoi więc wciąż na biurku i traktuję ją już jako stały element skromnego wystroju redakcji. Oraz swego rodzaju przypominajkę, że byłam zaledwie o krok od zrobienia czegoś – prawdopodobnie – bardzo lekkomyślnego. Czy pigułka zastępująca trening ma przyszłość? Pewnie tak, trudno jednak powiedzieć, czy to dobra wiadomość.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij