Medycyna pola walki – jak ratuje się życie na wojnie?

Na polu walki nie ma czasu na skomplikowane procedury. Żeby ocalić życie rannego żołnierza, trzeba zatamować krwawienie, zapewnić możliwość oddychania, uśmierzyć ból i jak najszybciej dostarczyć rannego do szpitala. Proste? Nie wtedy, gdy wokół świszczą kule, wszędzie błoto, pył i gruz, a do szpitala daleko.

medycyna pola walki FOT. STOCKTREK IMAGES/GETTY IMAGES, MARCO DI LAURO/STRINGER/GETTY IMAGES (2), BRENT HUMPHREYS (2), ILUSTRACJE: PATSWERK, FOT. EKSPERTA: OLEK LEYDO

Ekspert MH: Krzysztof „Wir” Pluta

Operator z ponad 15-letnim doświadczeniem w zespole bojowym Jednostki Wojskowej Komandosów w Lublińcu. Pierwszy Polak, który ukończył kurs Special Operations Combat Medic (SOCM) elitarnej szkoły JSOMTC dla medyków sił specjalnych USA w Fort Bragg. „Wir” spędził ponad 40 miesięcy jako operator-medyk zespołu bojowego w strefach działań wojennych. Dziś z przyjacielem z Lublińca – Łukaszem „Sikorem” Sikorą – ma firmę szkoleniową W.I.R SOF MED CENTER, w której prowadzą specjalistyczne kursy pomocy medycznej w warunkach taktycznych.

REKLAMA

Przewiń dalej:

Krótka historia medycyny pola walki

Pierwsza zasada: dożyć do szpitala

Kolejność działania

Trzy kategorie rannych

Resuscytacja na polu walki zawodzi

Morfina odchodzi do lamusa

Jak nauczyć się ratować życie?

Niezbędne wyposażenie

Krótka historia medycyny pola walki

Medycyna pola walki jest prawdopodobnie tak stara, jak wojny. Ludzie wojowali ze sobą zawsze i pomoc rannym na polu bitwy była stosowana od zawsze. Pomysły wojskowych medyków z czasem trafiały również do medycyny cywilnej. Zanim w XVI wieku francuski chirurg wojskowy Ambroży Pare nie wynalazł kleszczy hemostatycznych do tamowania krwotoków z tętnic, stosowano barbarzyński sposób przyżegania rozpalonym żelazem albo zalewania ran wrzącym olejem, by zatamować krwotok.

Pomysł zaciskania naczyń krwionośnych nie był nowy, gdyż stosował go już w starożytnym Rzymie słynny Galen, który anatomii uczył się, opiekując się gladiatorami, jednak na 1500 lat został zapomniany. Na początku XVIII wieku inny francuski chirurg wojskowy, Jean Louis Petit, wymyślił opaskę uciskową, która pozwalała szybko zatamować krwotok z rannej kończyny. W czasach napoleońskich główny chirurg armii francuskiej, Dominik Jean Larrey, wprowadził triaż (czyli ustalanie kolejności ratowania poszkodowanych) oraz ambulanse konne do zbierania rannych z pola bitwy.

Załogi ambulansów były przeszkolone, by udzielić pierwszej pomocy tuż za linią frontu, a następnie dostarczyć rannego do szpitala polowego, który zgodnie z rozporządzeniem Larreya ulokowany był kilka kilometrów od pola walki. Zastosowanie aparatu rentgenowskiego do wyszukiwania odłamków przećwiczono na żołnierzach rannych w czasie wojen burskich.

Powszechne rany twarzy u ofiar I wojny światowej przyczyniły się do rozwoju chirurgii plastycznej. Dr Harvey Cushing, neurochirurg amerykański, w czasie I wojny światowej opracował technikę wykorzystania elektromagnesów do wydobywania odłamków z mózgu. Również wtedy, gdy tysiące żołnierzy cierpiało na gangrenę wskutek tzw. stopy okopowej, opracowano sposób leczenia zgorzeli, stosowany skutecznie do dziś.

Z lat 1914-1918 pochodzi też pojęcie wstrząsu pourazowego, nazywanego raną bez rany, i podwaliny obowiązującego do dziś schematu leczenia: leki przeciwbólowe, nawodnienie i ogrzanie organizmu. W czasie I wojny światowej Brytyjczycy i Kanadyjczycy zaczęli stosować transfuzję krwi. Polski lekarz, Romuald Węgłowski, w latach 20. uratował wiele kończyn przed amputacją, stosując wymyśloną przez siebie metodę łączenia przerwanych naczyń krwionośnych i przywracając krążenie w uszkodzonej nodze czy ręce.

II wojna światowa to z kolei rozpowszechnienie stosowania antybiotyków i niemiecki pomysł na gwóźdź śródszpikowy, pozwalający zespolić złamane kości. Wojna w Wietnamie zaowocowała pomysłem na mrożenie krwi do transfuzji i wieloma innymi udoskonaleniami... Ta i tak dość długa lista to jedynie wierzchołek góry lodowej, bo dotyczy tylko osiągnięć w leczeniu skutków urazów, a współczesna medycyna cywilna zawdzięcza wiele tej wojennej również w innych dziedzinach.

ZOBACZ TEŻ: Najdziwniejsze medyczne wynalazki w historii

Pierwsza zasada: dożyć do szpitala

Dziś ratujemy życie i zdrowie żołnierzy z obrażeniami, których do niedawna nie potrafiliśmy leczyć. Jest jednak pewien warunek: ranny musi dotrzeć żywy do szpitala. Większość żołnierzy ginie na polu walki w chwilę po zadziałaniu czynnika generującego powstanie obrażeń: po trafieniu odłamkiem, postrzale czy wskutek fali uderzeniowej. Ci ciężko ranni mają szansę na przeżycie tylko wówczas, gdy zostaną jak najszybciej zabezpieczeni – zajmują się tym przeszkoleni sanitariusze ratownicy. Tacy jak Krzysztof „Wir” Pluta – komandos z Lublińca, który spędził ponad 40 miesięcy jako operator-medyk zespołu bojowego w strefach działań wojennych.

Kolejność działania

Pomoc na polu walki można podzielić na trzy etapy:
Postępowanie pod ostrzałem, kiedy wokół latają jeszcze kule, wybuchają bomby i pociski artylerii.

Postępowanie na polu walki, czyli tuż po zaprzestaniu działań lub w przerwie między akcjami.

Postępowanie podczas ewakuacji medycznej.

Doświadczenie nauczyło wojskowych medyków, że w każdej z faz zakres podejmowanej pomocy jest nieco inny, ponieważ podstawowa zasada udzielania pomocy brzmi: ratownik musi być żywy. Dlatego w fazie pod ostrzałem wytyczne Taktycznej Pomocy Poszkodowanym na Polu Walki brzmią następująco (kolejność nieprzypadkowa):

1. Odpowiadaj ogniem i ukryj się.
2. Jeśli to możliwe, kieruj postępowaniem rannego lub oczekuj od niego udziału w walce.
3. Nakaż rannemu, aby się ukrył i udzielił sobie pierwszej pomocy, jeśli jest to możliwe.
4. Próbuj chronić rannego przed kolejnymi obrażeniami.
5. Poszkodowani powinni być wydobyci z płonących pojazdów lub budynków i przemieszczeni do miejsc względnie bezpiecznych.
6. Zatrzymaj zagrażający życiu zewnętrzny krwotok, jeśli pozwala na to sytuacja taktyczna.

Zwróciłeś uwagę, że w zaleceniach znajduje się zatrzymanie krwotoku w miarę możliwości nawet pod ostrzałem? To dlatego, że utrata dużej ilości krwi jest wyjątkowo niebezpieczna. „Patrząc pod kątem tego, co zabija żołnierzy na polu walki – mówi Krzysztof „Wir” Pluta – najważniejszym zadaniem dla ratownika w warunkach taktycznych jest tamowanie masywnych krwotoków. Kolejne zadania to udrożnienie dróg oddechowych oraz odbarczenie odmy prężnej, która według statystyk potrafi zabić pacjenta w ciągu 10 minut”.

Masywny krwotok i drożność dróg oddechowych to pojęcia powszechnie znane, ale co to takiego jest odma prężna? To taka sytuacja, kiedy na skutek urazu powietrze dostaje się do opłucnej, czyli przestrzeni w klatce piersiowej, w której pracują płuca. Zwykle w opłucnej ciśnienie jest niższe niż na zewnątrz, ale gdy dochodzi do pęknięcia płuca albo przebicia klatki piersiowej, ciśnienie w opłucnej zaczyna rosnąć z każdym oddechem i uciskać płuca i serce.

To jest właśnie odma prężna. Żeby ją odbarczyć, trzeba przebić się kaniulą (taka gruba igła) przez ścianę klatki i „spuścić” nadmiar powietrza z opłucnej, pozwalając płucom się rozszerzać. Zrobienie tego w warunkach polowych wymaga żelaznych nerwów i ogromnego doświadczenia, bo jeśli wbije się kaniulę w nieodpowiednie miejsce, można uszkodzić jakieś nerwy lub naczynia krwionośne.

Trzy kategorie rannych

Właśnie przeczytałeś, jak odbarczyć odmę prężną. Potrafiłbyś ją wykonać? Nie. Bo nic nie zastąpi treningu i praktyki. W książce „Wir. Na linii ognia” Krzysztof Pluta opisuje, jak wygląda takie praktyczne szkolenie w Forcie Bragg. To mnóstwo teorii oraz trening, trening i jeszcze raz trening. Symulowanie stresu pola walki jest trudne, ale w trakcie kursu instruktorzy starają się, by warunki ćwiczeń jak najbardziej przypominały rzeczywistość. Dlatego używane do nauki fantomy krzyczą i wyrywają się, wyciekają z nich też płyny.

Niektórych procedur, na przykład wkłucia dożylnego uczy się też na kolegach, bo najlepszy nawet fantom nie jest w stanie wywołać takiego napięcia, jak żywy człowiek. Jak to ujmuje „Wir”: „Fantoma zawsze możesz zresetować, jeśli popełnisz błąd”. Człowieka – nie można. Ratownik musi się nauczyć postępować bez emocji, bo one przeszkadzają w ratowaniu. Gdybyś w miejscu katastrofy kierował się uczuciami, mogłoby umrzeć więcej ludzi. Doskonałym przykładem prymatu skuteczności nad emocjami są zasady triażu, czyli selekcji rannych.

PRZECZYTAJ: Odciski, poparzenia, otarcia i siniaki - najczęstsze męskie kontuzje

Tu nie można się rozczulać – trzeba działać. Dlatego dzieli się ofiary zgodnie z kodem kolorystycznym. Zieloni to najmniej poszkodowani, którzy mogą Ci nawet pomóc. Następnie są żółci – lekko ranni. Grupa czerwonych to ciężko ranni, wymagający pilnej pomocy, których trzeba jak najszybciej ewakuować. Na końcu są czarni, czyli martwi lub bardzo blisko śmierci. Jeśli skupiłbyś się na którymś z czarnych, straciłbyś za dużo czasu i wielu czerwonych dołączyłoby do czarnych.

Resuscytacja na polu walki zawodzi

Doświadczenie wykazało, że w sytuacji taktycznej nie ma sensu prowadzić resuscytacji krążeniowo-oddechowej, bo zajmuje zbyt dużo czasu. Prowadzi się natomiast resuscytację płynową. „Człowiek jest w pewnym sensie zbiornikiem, w którym krąży kilka litrów płynów, i żeby perfuzja była zachowana, musi być odpowiednia ilość krwi, która odżywi i natlenuje tkanki – wyjaśnia „Wir”. – Gdy poziom płynów spada, dochodzi do wstrząsu zagrażającego życiu. W warunkach polowych najlepszym rozwiązaniem jest uzupełnienie płynów krwią pełną”.

Morfina odchodzi do lamusa

„Żołnierz polski, jadąc na misję, ma w zestawie pierwszej pomocy ampułkostrzykawkę z morfiną do podawania domięśniowego – opowiada „Wir”. – Użycie jest bardzo proste, bo taka ampułkostrzykawka działa jak tzw. epipen z adrenaliną, stosowany przez alergików. W ampułce polski żołnierz ma 20 mg morfiny – to bardzo duża dawka. I rzeczywiście, skutecznie uśmierza ból, jednak ma też niepożądane konsekwencje. Morfina ma działanie depresyjne i u pacjentów po urazie może nasilić problemy oddechowe, z zatrzymaniem oddechu włącznie. Na świecie w takich okolicznościach nie stosuje się już morfiny, tylko inne, bezpieczniejsze leki przeciwbólowe. Szkoda, że w Polsce wciąż króluje morfina”.

Jak nauczyć się ratować życie?

„Podczas kursu w Fort Bragg uczyliśmy się, jak improwizować, gdy nie ma profesjonalnego sprzętu ratowniczego, jednak na naszych kursach nie uczymy tego, bo skupiamy się na ćwiczeniu wykorzystania dedykowanego sprzętu. Tym bardziej że jednorazowy sprzęt medyczny do ratowania życia nie jest wcale bardzo drogi – wyjaśnia Krzysztof Pluta. – To jest najważniejsze. Można mieć znakomicie wyposażoną apteczkę, ale jeśli nie wiesz, jak używać sprzętu i środków, które się w niej znajdują, to ona staje się nieprzydatna. Pewne ruchy, a dokładniej ich sekwencje, trzeba porządnie przećwiczyć, żeby w warunkach stresu wykonać je już automatycznie”.

Przeszkolony ratownik w sytuacji awaryjnej bez problemu znajdzie improwizowany zastępnik bandaża czy czegoś do odbarczenia odmy, a nieprzeszkolony nie będzie wiedział, co robić ani jak to robić, nie mówiąc już o tym, jak sobie poradzić bez apteczki. Jeśli się nie nauczysz podstaw, nie masz co liczyć, że „jakoś sobie poradzisz”.

Wojna na Ukrainie uświadomiła nam z bolesną bezwzględnością, że nigdy nie możemy czuć się całkowicie bezpieczni i że nie zawsze możemy liczyć na pomoc profesjonalistów. Żeby zwiększyć szanse przeżycia w razie „W”, zapisz się na kurs pierwszej pomocy. To może być specjalistyczny kurs Combat Trauma Menegement w firmie „Wira” (sofmedcenter.com), ale sprawdzi się nawet najprostszy kurs pierwszej pomocy – nawet jedna zapamiętana informacja, jedna opanowana procedura może uratować komuś życie. Na przykład Tobie.

Niezbędne wyposażenie

To może Ci się przydać, żeby pomóc sobie lub innym w razie konfliktu.

Rękawiczki Nitrylowe

Chronią przed zakażeniem i ułatwiają psychicznie dotknięcie zakrwawionej rany.

Linka

Można użyć z gałęzią do usztywnienia złamanej nogi, podtrzymania ramienia i na 100 innych sposobów.

Duct Tape i agrafki

Milion możliwości wykorzystania. Niezastąpione.

Krople do oczu

Wystarczy roztwór soli fizjologicznej w buteleczce. Gdy coś Ci wpadnie do oka, gorzej widzisz, a to jest niebezpieczne na polu walki.

Plastry na odciski

Na wojnie dużo się chodzi. Gdy każdy krok boli, jesteś mniej skuteczny. Lepsze od zwykłych plastrów, bo skuteczniej amortyzują.

Lek na alergię

Nie chciałbyś zacząć kichać, gdy ukrywasz się w krzakach przed patrolem wroga.

REKLAMA