Media społecznościowe – lekarstwo czy trucizna?

Doskonale wiemy, z jakimi niebezpieczeństwami wiążą się media społecznościowe: od bolącego kciuka, przez spadek samooceny, aż do manipulacji naszymi  umysłami. Z tym że rady o skasowaniu konta  na jednym czy drugim portalu to żadne rozwiązanie. Czy się nam to podoba, czy nie, społecznościówki  stanowią bardzo ważny element naszego życia. Dziś szukamy ich jasnej strony.

media społecznościowe, internet shutterstock.com
Czy widziałeś na Netfliksie dokument „Dylemat społeczny” Jeffa Orlowskiego? Film ten ukazuje mechanizmy działania mediów społecznościowych: jak za pomocą algorytmów starają się zagarnąć całą naszą uwagę oraz jak nadmierne korzystanie z social mediów negatywnie wpływa na więzi międzyludzkie. Najciekawsze w dokumencie jest jednak to, że o technikach manipulacyjnych wykorzystywanych w social mediach opowiadają ich twórcy, m.in. Tristan Harris (były etyk projektowy Google’a), Aza Raskin (były szef działu UX w Mozilli, wynalazca funkcji nieskończonego scrollowania) czy Jaron Lanier (naukowiec komputerowy, jeden z twórców wirtualnej rzeczywistości).

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: Sztuczna rzeczywistość w social mediach

Choć reklamowany jako „szokujący”, dokument nie pokazywał niczego, z czego dotychczas nie zdawalibyśmy sobie sprawy. Korzystanie z mediów społecznościowych w licznych badaniach wiązane było ze spadkiem samooceny, wzrostem lęku i ryzyka depresji. Dobrze udokumentowany jest także wpływ smartfonów na problemy ze snem oraz z pamięcią i koncentracją.

Nie można też zapominać o czynnikach czysto fizycznych, jak zespół suchego oka, bóle kręgosłupa, urazy kciuków i nadgarstków. Chociaż w przypadku wielu badań, zwłaszcza tych dotyczących spadku samooceny i zaburzeń odżywiania, grupę kontrolną stanowiły kobiety, to warto zaznaczyć, że – jak mówi psycholog Magdalena Chorzewska (która na swoim profilu @chorzewska_instaporadnia stara się pomagać użytkownikom Instagrama): „Jeśli chodzi o media społecznościowe, to zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn występuje ten sam schemat. Oglądając zdjęcia nielicznej grupy użytkowników, np. kilku influencerów, którzy wrzucają tam zdjęcia swojego wyrzeźbionego ciała w pięknych okolicznościach przyrody, najlepiej z miss świata u boku, cała masa mężczyzn myśli, że nigdy tacy nie będą, a oglądając tego typu treści, tylko pielęgnują swoje kompleksy i niskie poczucie własnej wartości”.

Dr Małgorzata Bulaszewska, kulturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS i WWSH, dodaje: „Zagrożenia dla zdrowia psychicznego, jakie niesie ze sobą korzystanie z Instagrama, jak bulimia czy depresja, są takie same dla kobiet i dla mężczyzn. Ryzyko nie zależy od płci, a od wrażliwości jednostki”.

Na tym ciemna strona social mediów się nie kończy. Nie zapominajmy o algorytmach, które próbują nas zmanipulować do zakupu coraz to nowych produktów czy przekonać do głosowania na danego kandydata w wyborach. W „Dylemacie społecznym” przywołane jest znane marketingowcom powiedzenie: „Jeśli nie płacisz za produkt, to Ty jesteś produktem”.

PRZECZYTAJ: Cyfrowy detoks - czy potrafisz żyć offline?

Innymi słowy: reklamodawcy są klientami, a Twoja uwaga jest tym, co jest im sprzedawane przez Marka Zuckerberga i spółkę. Im więcej tej uwagi mogą żądać, tym lepiej dla nich. Dla użytkowników niestety już nie. Jaron Lanier komentuje: „To stopniowa, niewielka, niezauważalna zmiana w Twoim zachowaniu i Twojej percepcji, które stają się produktem... Media społecznościowe zmieniają to, co robisz, jak myślisz, kim jesteś”.

Z jednej więc strony nikt nie ma wątpliwości, że media społecznościowe zmieniły nasz sposób myślenia i zachowania oraz że mają wiele negatywów, ale, z drugiej strony, nie mamy też wątpliwości, że apel Laniera, abyśmy usunęli nasze konta w mediach społecznościowych, jest nierealny. Dyskusja na temat social mediów zbyt często zakłada, że ​​jest to coś, co można zignorować. Tak jakby nasze doświadczenia online były nieważne.

REKLAMA

REKLAMA

Potęga mediów społecznościowych

Nikt nie odłoży po prostu smartfona i nie przestanie korzystać z mediów społecznościowych, a zakładanie, że tak się wydarzy, pozostaje jedynie w sferze pobożnych życzeń. Zgodnie z danymi ze styczniowego raportu DIGITAL 2021, z internetu w Polsce korzysta prawie 32 miliony Polaków (czyli 85% populacji), a z mediów społecznościowych 26 milionów z nas (67% populacji).

REKLAMA

Dziennie z internetu korzystamy przez 6 godzin 44 minuty, z czego 1 godzinę 59 minut zajmują nam media społecznościowe. Każdy z użytkowników ma średnio 8,3 różnych profili w social mediach. Polacy wpisują się w ogólnoświatowy trend, zgodnie z którym z mediów społecznościowych korzystamy i będziemy korzystać coraz częściej. Społecznościówki nie są dodatkiem do naszej codzienności, a jej stałym i ważnym elementem.

To dzięki nim wykładowcy komunikują się ze studentami, przedsiębiorcy ze swoimi klientami, a politycy z wyborcami. Co ciekawe, co drugi z nas, szukając informacji o danej marce, nie korzysta z tradycyjnej wyszukiwarki, a wpisuje jej nazwę w mediach społecznościowych. Facebooka czy Instagrama przeglądamy o każdej porze dnia i w każdym możliwym miejscu: tuż po przebudzeniu, w drodze do pracy, w biurze, a nawet w toalecie. Liczby mówią same za siebie: z Facebooka w Polsce korzysta już 18 mln użytkowników, z Messengera 17 mln, a z Instagrama 9,2 mln użytkowników. A to zaledwie trzy spośród blisko 20 najpopularniejszych społecznościówek.

Pandemia w sieci

Jak pandemia wpłynęła na nasze korzystanie z social mediów? „Nie ma jeszcze dostępnych dokładnych danych, ale opierając się na tych fragmentarycznych, możemy zauważyć, że zwłaszcza w początkowym okresie pandemii (pierwsza i druga fala) wzrosło nasze zainteresowanie mediami społecznościowymi. Szukaliśmy w nich przede wszystkim informacji o pandemii, ale też pozamykani w domach, często zmuszeni do urlopów, postanowiliśmy wykorzystać ten czas na nadrabianie zaległości filmowo-serialowych – mówi dr Małgorzata Bulaszewska. – Z kolei końcówka drugiej fali i trzecia fala to już okres naszego zmęczenia internetem. Mniej interesują nas treści pandemiczne, szukamy coraz więcej pozytywnego contentu, który stanowi odskocznię od wiadomości z kraju i ze świata. Widać to m.in. po serwisach streamingowych, w których wzrasta zainteresowanie komediami”.

O tym, że media społecznościowe w trakcie pandemii stanowią dla nas odskocznię, wspomina też psycholog Magdalena Chorzewska: „Myślę, że podczas pandemii korzystamy z social mediów znacznie częściej. Chętniej patrzymy teraz na to, za czym tęsknimy, np. na profile podróżnicze, które przy okazji dają nam namiastkę poprzedniej rzeczywistości. Z Instagrama nie zniknęły typowe dla tego medium zdjęcia pięknych kobiet i atrakcyjnych mężczyzn, ale coraz popularniejsze stają się też profile pomocowe, na których można znaleźć wsparcie psychologiczne [jeden z takich profili prowadzi Magdalena Chorzewska – przyp. red.]”.

REKLAMA

W kontakcie

Komunikacja to największy paradoks mediów społecznościowych, bo platformy te mają w założeniu nas zbliżać, a niestety często kończy się tak, że śledzenie życia innych (gwiazd czy dalekich znajomych) zajmuje nam tyle czasu, że brakuje go na podtrzymywanie autentycznych więzi z bliskimi. Chociaż więc dzięki postępowi technologii mamy w ręku urządzenie umożliwiające poznanie ludzi z najdalszych zakątków świata, naukowcy biją na alarm, że XXI wiek to okres epidemii samotności. A jednak w sytuacjach kryzysowych, czyli m.in. w trakcie pandemii, to przez media społecznościowe mogliśmy utrzymywać kontakt ze znajomymi, z rodziną, kolegami z pracy czy ze studiów. Tylko czy w czasach pandemii, gdy nie mamy możliwości kontaktu z ludźmi, komunikacja przez Instagram (i inne social media) to dobry zastępnik komunikacji twarzą w twarz?

REKLAMA

„Kontakt przez media społecznościowe w pewnym stopniu rekompensuje brak normalnego kontaktu z ludźmi – przekonuje dr Małgorzata Bulaszewska. – Przez wideorozmowy możemy przecież rozmawiać z ludźmi na żywo, widzieć ich twarze, mimikę, słyszeć ton głosu. Jednak nawet tego typu »spotkania« nie angażują wszystkich zmysłów. Nie możemy drugiej osoby dotknąć czy poczuć jej zapachu, a więc kontakt ten nie jest pełnowartościowy i nigdy w 100% nie zastąpi normalnego spotkania twarzą w twarz”.

Dotyczy to nie tylko kontaktów ze znajomymi czy rodziną, ale i poznawania nowych osób, które jest niezwykle istotnym elementem życia społecznego, zwłaszcza w kontekście prawidłowego rozwoju dzieci i młodzieży. Nie zapominajmy też o randkach online, których kulminacją dotychczas zawsze było jak najszybsze spotkanie w realu. Dziś coraz częściej musimy poprzestawać na czysto wirtualnych znajomościach...

Opublikowane w czasopiśmie naukowym „The Lancet” badanie, przeprowadzone na grupie osób w wieku 10-20 lat, wykazało, że przymusowa izolacja, związana z brakiem kontaktu twarzą w twarz z rówieśnikami, zaburza prawidłowy rozwój mózgu oraz zdrowie psychiczne młodych ludzi. W związku z tym naukowcy apelowali do rodziców, by nie ograniczali nastolatkom kontaktów online.

Co ciekawe, przywołano także inne badania, z których wynikało, że aktywne korzystanie z mediów społecznościowych (wysyłanie wiadomości, komentowanie na profilu innej osoby) poprawia samopoczucie i pomaga utrzymać osobiste relacje, a z kolei bierne korzystanie z mediów społecznościowych (scrollowanie) ma negatywny wpływ na samopoczucie nastolatków.

REKLAMA

REKLAMA

Facet na insta

Portali społecznościowych jest wiele (i co jakiś czas powstają nowe), ale skupmy się przez chwilę na jednym z najpopularniejszych, z pozoru mało „męskim”, Instagramie. Owszem, na Insta przeważają kobiety (w styczniu 2021 roku płeć piękna stanowiła 59% użytkowników tego serwisu), ale to nie znaczy, że nie ma tam facetów (stanowią 41% użytkowników). Treści publikowane przez przedstawicieli obu płci są podobne, bo korzystając z danego medium, ludzie wpisują się w typowe dla niego formy i podlegają tym samym trendom. Nie oznacza to jednak, że różnic nie widać. Najłatwiej zauważyć je w języku, jakiego używamy w sieci.

REKLAMA

„Różnice językowe wynikają z tego, że mężczyźni na Instagramie są bardziej skoncentrowani na budowaniu swojej pozycji w hierarchii społecznej i kreowaniu swojego wizerunku. Z kolei dla kobiet ważniejsze są emocje i pokazywanie codzienności – wyjaśnia dr Małgorzata Bulaszewska. – W związku z tym język używany przez kobiety jest mniej formalny: często występują w nim zdrobnienia, emotikony”.

Kolejną różnicą jest tematyka. Dr Bulaszewska wskazuje, że na profilach kobiecych częściej poruszane są takie tematy, jak rodzina, dom, dzieci. Natomiast u wielu mężczyzn na profilach pokazywana jest tylko sfera zawodowa lub hobbystyczna (zwłaszcza jeśli dotyczy to stereotypowo przypisywanych mężczyznom zainteresowań, jak np. szybkie samochody czy sporty ekstremalne).

Oczywiście są to ogólne dane, od których istnieje wiele wyjątków, bo w sieci bez problemu znajdziemy też blogi parentingowe prowadzone przez ojców oraz czysto biznesowe profile kobiece. Dobrym przykładem typowo „męskiego” podejścia do Instagrama może być np. profil reportera Macieja Okraszewskiego, autora podcastu „Dział zagraniczny”, który chociaż wrzuca na Instagram zdjęcia i Instastories, to jednak trzyma się tematów ściśle zawodowych, nie dzieląc się swoim życiem prywatnym. To samo dotyczy wielu profesjonalnych sportowców, trenerów czy dietetyków, którzy publikują treści zawodowe, rzadko pokazując się w mniej oficjalnych okolicznościach.

A co ze zdjęciami? „Z badań wynika, że mężczyźni również korzystają z filtrów i edytują swoje zdjęcia. Kobiety chętniej sięgają po zabawne filtry, natomiast mężczyźni również w tym przypadku trzymają się swojego profesjonalnego wizerunku. Nie oznacza to jednak, że nie starają się wyglądać korzystniej. Robią to tak samo, jak i kobiety” – przekonuje dr Małgorzata Bulaszewska.

REKLAMA

Jasna strona mocy

Większość krytyki Instagrama (i mediów społecznościowych w ogóle) skupia się na jednym aspekcie platformy: przedstawia wyidealizowaną wersję życia innych ludzi, co w konsekwencji sprawia, że ​​czujemy się źle z własnym. To prawda, ale przecież społecznościówki mają też swoje pozytywy. I jest ich naprawdę sporo.

REKLAMA

O możliwości kontaktu z bliskim, poznawaniu nowych ludzi oraz o budowaniu swojego wizerunku już pisaliśmy, ale na tym nie koniec. „Portale społecznościowe to przestrzeń, w której możemy dzielić się tym, co dla nas ważne, nieść pomoc innym lub znaleźć ją, gdy sami jesteśmy w potrzebie” – mówi psycholog Magdalena Chorzewska. Jej Instaporadnia to jeden z kilku polskich profili, w których każdy może znaleźć darmowe wsparcie psychologiczne, zadać pytanie i uzyskać na nie odpowiedź eksperta.

To bardzo ważne, zwłaszcza w czasach, gdy jako społeczeństwo zmagamy się z coraz większą liczbą chorych na depresję. „Gdy mamy kłopot, często wydaje nam się, że jesteśmy jedyni z takim problemem. Tymczasem dzięki mediom społecznościowym możemy zobaczyć, że jest więcej osób z podobnymi doświadczeniami.  Możemy podpatrzeć, jak radzą sobie  w podobnej sytuacji, przeczytać  o ich przejściach, przemyśleniach, spróbować się z nimi skontaktować...  

Oczywiście nic nie zastąpi wizyty u specjalisty, ale już takie rozeznanie może być dobrym punktem wsparcia” – przekonuje dr Małgorzata Bulaszewska. Poza tym media społecznościowe mogą pomóc rozwijać pasje, uczestniczyć w kulturze, zdobywać wiedzę (i dzielić się nią), poznawać i przyswajać nowe trendy, także te zdrowotne.

„W trakcie pandemii niemal co trzeci Polak przytył, dlatego śledzenie profilów o tematyce fitnessowej czy dietetycznej jest ważne, bo umożliwia uzyskanie cennej wiedzy, ale i motywacji do zadbania o swoją kondycję” – mówi ekspertka. Oczywiście od samego scrollowania profilów dietetycznych jeszcze nikomu nie ubyło nadprogramowych kilogramów, ale w walce o lepszą sylwetkę liczy się każda pomoc.

Korzystaj z głową

Jak zatem czerpać z mediów społecznościowych to, co pozytywne, jednocześnie nie narażając się na negatywy? „Mądre korzystanie z IG to przede wszystkim korzystanie w jakimś celu, w określonym czasie, a nie scrollowanie ekranu jedynie dla zabicia tak cennego czasu wolnego” – mówi psycholog Magdalena Chorzewska.

Możesz spróbować ustalić sam ze sobą, ile czasu tam spędzisz, ale limit czasowy podziała jedynie na osoby wyjątkowo zdyscyplinowane. Czy jesteś na tyle silny? Jak zauważa dr Bulaszewska, limity mogą wzbudzać stres, a lepszym rozwiązaniem może okazać się sprawdzanie, czy korzystając z social mediów, jesteśmy w porządku wobec bliskich lub pracodawcy i czy zrealizowaliśmy wszystkie ważne zadania zaplanowane na dany dzień. Jeśli tak, dopiero wtedy sięgajmy po smartfon.

Warto też od czasu do czasu zrobić porządki w społecznościówkach i odlajkować wszelkie konta, po których obserwowaniu czuliśmy się poddenerwowani lub zasmuceni. Tylko bez sentymentów! Chociaż nasze życie w mediach społecznościowych jest ważne, to o wiele ważniejsze i cenniejsze zawsze będzie życie w realu: prawdziwe relacje z bliskimi, praca, pasje czy zdrowie.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA