[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Marihuana - lek na wszystko?

W miarę jak coraz więcej krajów legalizuje marihuanę, z diabelskiego ziela przeistacza się ona w mediach w lek na wszelkie zło tego świata. Czy na pewno konopie są tak skuteczne i tak bezpieczne, jak próbują nas przekonać ich zwolennicy? Sprawdzamy, czy rzeczywiście czas zapalić trawce zielone światło.

W Holandii maryśka jest legalna od lat, ale dopiero gdy zakaz zniesiono w Kalifornii (w listopadzie 2016 roku), palacze na całym świecie w końcu mogli odetchnąć z ulgą, czymkolwiek tam wówczas oddychali. Skoro kraj, w którym wymyślono wojnę z marihuaną, w końcu wycofuje się z kryminalizacji, to znak, że historia zatacza właśnie potężne koło i możemy się spodziewać wielkiego powrotu konopi. W końcu USA to nie tylko największe politycznie i militarnie mocarstwo świata. To także od ponad stu lat źródło wszelkich globalnych mód.

To w USA powstał rockandroll, tam narodziło się zjawisko gwiazdy kina, fast foody, internet, Facebook i Instagram. Tam również było epicentrum lata miłości, które ukształtowało pokolenie będące dziś u władzy. Ówcześni hippisi rządzą nie tylko w USA, ale spotkać ich można wśród polityków i w radach nadzorczych na całym świecie, nawet w Polsce. Ta zmiana pokoleniowa daje nadzieję miłośnikom dobrej zabawy wspomaganej THC na zmianę statusu prawnego ulubionego zioła dzieci kwiatów. Tym bardziej że coraz głośniej mówi się nie tylko o rekreacyjnych, ale również o medycznych zastosowaniach produktów z konopi.

Na receptę

Od niedawna w wielu europejskich krajach, w tym także w Polsce, można już legalnie skorzystać z dobrodziejstw marihuany, jeśli zdobędzie się od lekarza receptę. Tylko że o tę receptę nie jest łatwo. O ironio, rzecz nie w tym, że lekarze nie chcą przepisywać marihuany. Chodzi o to, że większość z nich nie wie dokładnie, na co, ile i w jakiej formie przepisywać. Niedostatek dobrej jakości badań marihuany jest, przynajmniej częściowo, skutkiem tego, że przez lata była ona na liście substancji zakazanych i zdobycie zezwolenia na hodowlę, nawet do celów naukowych, było bardzo trudne. Pozostaje mieć nadzieję, że skoro w USA (światowym zagłębiu badań klinicznych) prawo się zliberalizowało, badania ruszą z kopyta i w ciągu kilku lat będziemy mądrzejsi. Trzeba to zrobić jak najszybciej, bo być może tysiące ludzi cierpią zupełnie niepotrzebnie, podczas gdy lekarstwo istnieje i jest na wyciągnięcie ręki.

Ostrożny optymizm

W przypadku używania rekreacyjnego sprawa nie jest już tak jednoznaczna. To, że bez wątpienia lekarze powinni móc przepisywać marihuanę i pochodzące z niej leki, nie oznacza jeszcze, że maryśka jest zdrowa i powinna być sprzedawana każdemu, kto tylko będzie miał na nią ochotę. A mniej więcej taka opinia panuje na forach internetowych. To też próbują nam wmówić marketingowcy firm czerpiących zyski z tak zwanego cannabiznesu. Być może najwyższy czas już zrezygnować z karania więzieniem za palenie jointów, ale depenalizacja niekoniecznie oznacza zniesienie jakichkolwiek ograniczeń.

Wyniki dostępnych badań sugerują, że THC – czyli ten składnik marihuany, który odpowiada za „odlot” – może pomagać ludziom cierpiącym na chroniczny ból, stany zapalne (zwłaszcza jelit), mdłości wywołane chemioterapią i na wiele innych dolegliwości: od stwardnienia rozsianego po zakażenie wirusem HIV. CBD z kolei (składnik niepowodujący zmian w psychice) okazał się skutecznym remedium na niektóre odmiany padaczki i prawdopodobnie pomaga też w cukrzycy. Problem w tym, że gdy nieco uważniej przyjrzeć się badaniom potwierdzającym skuteczność leczniczą marihuany, w oczy rzuca się jedno: tych naprawdę wiarygodnych jest niezbyt wiele.

Miliony ludzi na całym świecie palą marihuanę od wielu, wielu lat i twierdzą, że im pomaga, czego nie będziemy tu podważać. Niestety, solidnie zaprojektowanych zgodnie z medycznymi standardami, czyli randomizowanych, podwójnie zaślepionych prób klinicznych jest – nomen omen – jak na lekarstwo.

W raporcie amerykańskiej National Academy of Medicine z 2017 roku czytamy: „Wciąż wiemy bardzo niewiele na temat skuteczności, dawkowania, sposobów podawania i skutków ubocznych powszechnie stosowanych i dostępnych w sprzedaży komercyjnej produktów z konopi”. Więcej jest dowodów na działania niekorzystne – zwłaszcza na związki zażywania dużych dawek THC z ryzykiem psychozy. Jak to się stało, że substancja dotychczas posądzana o zwiększanie ryzyka schizofrenii nagle jest promowana jako lekarstwo na wszystko?

Dr Will Lawn z University College London (UCL), który bada wpływ marihuany na nastolatków, postrzega tę gwałtowną zmianę kursu o 180 stopni za konfundującą, wręcz denerwującą. „Owszem, są jakieś dowody na to, że cannabis może być skuteczny w niektórych schorzeniach – mówi. – Ale w wielu miejscach tuż obok prawdziwych pojawiają się też doniesienia, jakoby CBD leczyło raka i depresję. Pomysł, żeby podawać cannabis ludziom cierpiącym na zespół stresu pourazowego (PTSD), wydaje mi się dziwaczny”.

REKLAMA

REKLAMA

Nie takie niewinne

Amerykański dziennikarz Alex Berenson próbował nagłośnić związek między paleniem marihuany a psychozą. W książce „Tell Your Children” sugeruje, że lobby marihuanowe ignoruje dowody wskazujące na związek między THC a schizofrenią. Cytuje wyniki badań z 2017 roku, z których wynika, że „palenie marihuany prawdopodobnie zwiększa ryzyko wystąpienia schizofrenii i innych zaburzeń psychotycznych. Im większe dawki, tym ryzyko jest większe”. Książka Berensona została skrytykowana przez wielu badaczy jako zbyt alarmistyczna, ale w jednym nie sposób się z autorem nie zgodzić: THC nie jest całkowicie bezpieczne.

ZOBACZ: Jak reaguje organizm po zaciągnięciu się trawką

„Trzeba uważać – mówi dr Lawn. – Jeśli codziennie palisz skuna, ryzyko wystąpienia psychozy rośnie u ciebie z 0,5 do 2,5%. Statystycznie to ogromny wzrost. Ale nie wolno też zapominać, że szanse, iż nic ci się nie stanie, wynoszą aż 97,5%”. To się nazywa obiektywizm! Racjonalne podejście uczonego sprawia, że nie może się nadziwić, iż nawet tam, gdzie marihuana została zalegalizowana, wprowadzono tak niewiele praw precyzujących, co jest dozwolone, a co nie. Weźmy taki alkohol. O jego szkodliwości napisano tomy; wiele wskazuje na to, że jest bardziej szkodliwy niż marihuana, a mimo to w większości krajów jest legalny.

Jednak jest też cała masa przepisów regulujących rynek napojów wyskokowych. Trzeba mieć koncesję na wytwarzanie i sprzedaż, nie można ich swobodnie reklamować, nie wolno sprzedawać go nieletnim i jeszcze wiele, wiele innych ograniczeń. Na Instagramie nie znajdziesz wpisów ludzi zarzekających się, że Jägermeister pomaga na skurcze, a gin leczy łuszczycę. Z marihuaną jest inaczej.

Bez niespodzianek

Prawdopodobnie fala depenalizacji i legalizacji marihuany w ciągu kilku lat dotrze także do Europy. Byłoby dobrze skorzystać z doświadczeńAmerykanów i solidnie się do tego przygotować, wprowadzając zawczasu sensowne regulacje. Np. wymóg, by na każdym opakowaniu była podana procentowa zawartość THC i CBD – tak samo, jak na alkoholu. Ludzie wiedzą, że jest piwo, wino i mocne alkohole, znają też różnice między nimi – nie tylko smakowe, ale również dotyczące mocy.

Nie zdarza nam się raczej wypić przez przypadek kufla whisky albo kieliszka piwa, prawda? Ale uregulowanie tego zajęło nam stulecia. Z podobną wolną amerykanką mieliśmy już do czynienia w USA w czasach prohibicji. Od 1919 do 1933 roku alkohol był zakazany, co było bardzo na rękę ludziom takim jak Al Capone, którzy załatali dziurę w oficjalnej dystrybucji i zalali rynek alkoholem niepodlegającym żadnej kontroli. Nikt nie sprawdzał jakości tego, co trafiało na rynek, butelki były dowolnie znakowane (jeśli w ogóle).

W rezultacie tysiące ludzi zmarły lub straciły wzrok po wypiciu zatrutego albo niedokładnie oczyszczonego alkoholu przemysłowego. Dziś, kiedy marihuana jest nielegalna, przypadki zatruć nie są może tak spektakularne, ale również się zdarzają – wystarczy zapytać jakiegokolwiek psychiatrę pracującego w szpitalu.

PRZECZYTAJ: Seks a marihuana

Co nas czeka

Jeśli przepowiednie entuzjastów marihuany się sprawdzą i trawka stanie się w Europie, w tym w Polsce, legalna, będziemy się musieli jako społeczeństwo poważnie wysilić, żeby tę zmianę przeprowadzić jak najrozsądniej, żeby zminimalizować szkody i zmaksymalizować korzyści. Bo korzyści z legalizacji marihuany, oprócz powszechnej uciechy, jest sporo. Po pierwsze – w końcu na marihuanie zacznie zarabiać państwo, nie przestępcy, a zwiększone wpływy do budżetu będzie można przeznaczyć np. na służbę zdrowia.

Po drugie – ludzie cierpiący na schorzenia, w których THC pomaga, będą mieli ułatwiony dostęp do leku. Po trzecie – odciąży się wymiar sprawiedliwości. Policjanci i sędziowie nie będą musieli trwonić czasu na rozpatrywanie spraw nastolatków przyłapanych z jointem w kieszeni.

Po czwarte wreszcie – być może ułatwienie dostępu do marihuany zmniejszy spożycie alkoholu, na podobnej zasadzie jak w USA zmniejszyło skalę problemu z opiatami. To jednak na razie tylko gdybanie – póki co THC wciąż jest nielegalne (nie licząc zastosowań medycznych). Natomiast zupełnie inaczej ma się sytuacja z drugim składnikiem aktywnym konopi – CBD.

Nie tylko THC

Żeby sprawdzić, czy w marihuanie rzeczywiście jest taka siła, możesz sięgnąć po całkowicie legalne produkty z cannabidiolem – CBD. Jest ich cała gama: od tzw. olejków CBD z różną zawartością CBD, aż po herbatki, kremy, mydła i maści, w których ilości CBD są minimalne. Badania, na które chętnie powołują się producenci tych specyfi - ków, sugerują, że CBD może poprawiać nastrój, zmniejszać objawy nerwicy, łagodzić trądzik i stany zapalne skóry, a nawet spowalniać rozwój (chociaż nie leczyć!) nowotworów.

Wg WHO CBD jest dobrze tolerowany i bezpieczny,nie musisz więc obawiać się stosowania. Warto wcześniej skonsultować taki pomysł z lekarzem, zwłaszcza jeśli przyjmujesz jakieś leki, gdyż CBD może wchodzić z nimi w interakcje. Niewykluczone że konfrontacja zapewnień producentów z rezultatami zadziała jak szczepionka i gdy również THC zostanie zalegalizowane, Twoje oczekiwania ograniczą się do dobrej zabawy bez kaca. A być może wręcz przeciwnie

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA