[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.3

Kto się boi grypy?

Nikt. Ty prawdopodobnie też nie. Lekceważysz grypę, bo przecież tyle razu już ją przechodziłeś i wiesz doskonale, że da się to przeżyć. Niestety, historia uczy, że nie zawsze. Zobacz, co zrobić, gdy w przychodniach zaroi się od kaszlących, rozpalonych i obolałych pacjentów. 

grypa fot. Lightspring 2015/shutterstock
W słoneczny, letni dzień 23 czerwca 1918 roku kapitan Ivor Williams, australijski oficer walczący na froncie zachodnim I wojny światowej, zapisał w swoim pamiętniku: "Obudziłem się dziś rano w fatalnej kondycji. Poszedłem do lekarza. Okazało się, że mam 40 stopni gorączki. Nieźle, nie? Doktor skierował mnie do szpitala. Mniej więcej do godziny 11 okazało się, że 600 z 750 żołnierzy w koszarach czuje się równie fatalnie. To była grypa".

Prawie sto lat temu przez cały świat przetoczyła się jedna z największych, a na pewno jedna z najbardziej śmiercionośnych pandemii – grypa zwana hiszpańską. Ocenia się, że wskutek zarażenia wirusem grypy zmarło wówczas na całym świecie od 40 do 100 milionów ludzi. Najwięcej w gęsto zaludnionych Indiach, ale setki tysięcy również w Ameryce i Europie.

W ciągu kilku miesięcy w Niemczech zmarło 400 tysięcy ludzi, w tym dziesiątki tysięcy żołnierzy na froncie zachodnim, co sprawiło, że planowana ofensywa niemiecka we Francji nie udała się.

Alianci otrzymali wsparcie z zupełnie nieoczekiwanej strony – od totalnie nieobliczalnego sojusznika: wirusa grypy. Niestety, zapłacili za tę pomoc straszną cenę – hiszpanka zabiła więcej Amerykanów, niż zginęło ich w czasie obu wojen światowych i wojny w Wietnamie łącznie.

Nie tylko hiszpanka

Pandemia hiszpanki była tak dawno, że łatwo się fałszywie uspokajać, że to przecież czas wojny, że głód, chłód i ubóstwo, i że w porównaniu z dzisiejszymi szpitalami medycyna była jeszcze w powijakach. Dziś przecież na pewno poradzilibyśmy sobie z tym tak, jak potrafimy sobie poradzić z wieloma innymi śmiertelnie groźnymi kiedyś chorobami – np. odrą, ospą, kokluszem i zapaleniami płuc.

Niestety, to ułuda. W gruncie rzeczy arsenał środków, jakimi obecnie dysponują lekarze w walce z wirusami, nie jest wcale o wiele większy. Owszem, mamy garść leków antywirusowych, ale ich działanie bardziej polega na wspomaganiu układu odpornościowego w walce z wirusami niż na bezpośrednim zabijaniu wirusów. Te małe dranie są bowiem tak proste, że biolodzy mają nawet wątpliwości, czy można je zaliczyć do organizmów żywych. A jak zabić coś, co nie do końca jest żywe?

Zabić wirusa

Już przed stu laty lekarze zdawali sobie sprawę, że łatwiej jest zapobiegać zakażeniom, niż je później leczyć. Bo z leczeniem był spory kłopot. W opublikowanym w piśmie "Clinical Infectious Diseases" artykule dr Karen Starko stawia hipotezę, że część ofiar pandemii z 1918 roku umarło wskutek... przedawkowania kwasu salicylowego, czyli niezwykle popularnej już wówczas aspiryny.

Zdaniem autorki, zdesperowani lekarze w bezsilności podawali ciężko chorym pacjentom gigantyczne dawki tego leku, który przecież był skuteczny w łagodzeniu objawów zwykłej grypy. Niestety, nie znano jeszcze wówczas bezpiecznego dawkowania i niektórzy pacjenci otrzymywali aspirynę w dawkach ponad 30 gramów dziennie, czyli prawie dziesięć razy więcej niż obecnie obowiązująca bezpieczna granica. Bezpośrednią przyczyną zgonów były zapalenia płuc, a tak gigantyczne dawki aspiryny mogą powodować między innymi gromadzenie płynu w płucach, co z pewnością nie poprawiało stanu pacjentów.

Grypa wciąż groźna

Hiszpanka nie była ostatnią pandemią grypy. Do zmasowanych ataków wirusów doszło również w sezonach 1958/59 i 1969-1971. W tym drugim przypadku tylko w Polsce w ciągu 3 lat zachorowały 33 miliony ludzi, z czego 13 tysięcy zmarło. Później grypa jeszcze dawała się Polakom we znaki, ale nigdy już nie tak, jak wcześniej. Czy to znaczy, że jesteśmy bezpieczni? Nie – tak naprawdę jesteśmy wciąż na łasce wirusa.

Owszem, w przypadku zwykłej sezonowej grypy młodzi, zdrowi i silni ludzie są w gruncie rzeczy bezpieczni – większość ofiar śmiertelnych to ludzie po 65. roku życia, jednak młody wiek nie chroni ze stuprocentową pewnością. W pamiętnym roku 1918 większość ofiar to byli właśnie ludzie w sile wieku. Uczeni przypuszczają, że taka nietypowa jak na grypę struktura zgonów była spowodowana tym, że reakcja odpornościowa zdrowych, młodych organizmów była tak silna, że aż zabójcza.

To, czy grypa w danym roku będzie łagodna czy nie, w najmniejszym stopniu nie zależy od człowieka – wszystko zależy od stopnia zjadliwości aktualnego szczepu wirusa. Jeśli powtórzyłby się scenariusz sprzed stu lat, możemy być świadkami kolejnej hekatomby i tak jak wówczas może zabraknąć trumien, a zakłady pogrzebowe mogą nie nadążać z grzebaniem zwłok.

Szykuj się na wojnę

Czarny scenariusz? Owszem. Profesor Lidia Brydak, szefowa Krajowego Ośrodka ds. Grypy, wielokrotnie podkreśla, że chociaż grypa zazwyczaj ma łagodny przebieg, musimy liczyć się z pandemią. Łacińskie przysłowie "Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny" odnosi się również do walki z grypą. Bo wcale nie jesteśmy bezbronni. Skoro Twoją główną bronią w walce z wirusami jest Twój układ odpornościowy, zrób wszystko, by go wzmocnić.

Co możesz zrobić? Ćwicz. Uczeni z Appalachian State University wyliczyli, że ludzie regularnie ćwiczący fizycznie chorują prawie o połowę rzadziej niż leniuchy. Jedz regularnie – gdy jesteś głodny, odporność spada. Nie zarywaj nocy – brak snu również obniża odporność. I unikaj stresu - przypomnij sobie, jak często po szczególnie ciężkim okresie życia zapadałeś na grypę lub przeziębienie? To właśnie efekt osłabienia organizmu przez stres.

A gdy już wokół zaroi się od wirusów, myj jak najczęściej ręce. Ten banalnie prosty zabieg powtarzany 5 razy dziennie zmniejsza ryzyko złapania wirusa aż o 37%. Wystarczy 20 sekund, by pozbyć się wirusów. Jeśli wszystkie te sposoby zawiodą i jednak zachorujesz, skorzystaj z naszych porad. Szybciej wyzdrowiejesz i zarazisz mniej ludzi.

STRONA 1 z 2

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij