Jak walczyć z lękami i nerwicami?

Coraz częściej cierpimy na zaburzenia lękowe, zwane potocznie nerwicami. Chory boi się rzeczy, które w zasadzie nie powinny budzić w nikim lęku. Życie w stałym napięciu prowadzi zaś często do depresji, a tego to już naprawdę trzeba się bać.

nerwice,lęki, depresja shutterstock.com
Z raportu „Kondycja psychiczna mieszkańców Polski” Instytutu Psychiatrii i Neurologii, wynika, że mniej więcej co dziesiąty z nas cierpi na jakiś rodzaj nerwicy. Nic strasznego – możesz pomyśleć. To tylko nerwica… Otóż nie, nie tylko. Nerwica to słowo, które powoli wychodzi z użycia w psychiatrii i psychologii i zostaje zastąpione budzącym większy respekt określeniem „zaburzenia lękowe”. Bo nerwice afektywne to właśnie zaburzenia lękowe. Życie w strachu. Życie pozbawione radości, bo wciąż się czegoś boisz.

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: Nerwice - plaga XXI wieku

Może nie Ty akurat, ale może Twój brat, może kumpel albo dziewczyna. Skoro nerwice lękowe dotykają ok. 10% dorosłych Polaków, to znaczy, że szansa, że znasz kogoś, kto codziennie cierpi, jest duża. Co więcej, tych 10% to liczba sprzed 10 lat, a psychiatrzy alarmują, że tendencja jest wzrostowa. Coraz więcej z nas cierpi na jakieś zaburzenia psychiczne, a od momentu rozpętania się pandemii koronawirusa sytuacja jest prawdopodobnie gorsza niż kiedykolwiek.

Rozejrzyj się więc uważnie wokół siebie, popatrz też w lustro i zobacz, czy nie widzisz gdzieś kogoś, kto stale się boi, kto rezygnuje z atrakcyjnych wyjść, kto trochę za często myje ręce (no, w pandemii wszyscy myjemy znacznie częściej niż kiedyś) albo zawsze znajduje jakąś wymówkę, by nie wystąpić publicznie. Nerwice lękowe odbierają radość życia, a można je skutecznie leczyć. Trzeba tylko zacząć.   

Strach czy lęk?

Prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, wyjaśnił podczas zorganizowanej przez PAP konferencji różnicę między strachem a lękiem w ten sposób: strach to naturalna, krótkotrwała i pożądana reakcja organizmu na realne zagrożenie. Nie ma nic niezwykłego ani niepokojącego w tym, że odczuwasz strach, gdy np. widzisz, jak podchodzi do Ciebie w nocy w parku grupa pijanych, rosłych i głośnych gości.

PRZECZYTAJ: Lek społeczny, czyli dlaczego boisz się kobiet i wystąpień publicznych

Czujesz wtedy przyspieszone bicie serca, zaczynasz się pocić, możesz zblednąć, mogą Ci nawet zacząć drżeć nogi. Lęk jest reakcją podobną z fizjologicznego punktu widzenia, tyle że wywołaną zagrożeniem nierealnym, mało prawdopodobnym lub wyolbrzymionym. Ta druga sytuacja na dłuższą metę jest dla organizmu bardzo obciążająca i zwiększa ryzyko rozwoju wielu chorób.

Ile kosztuje cię lęk?

„Zaburzenia lękowe niosą  ze sobą trzy rodzaje kosztów: wegetatywne, behawioralne  i psychiczne" – wyjaśnia dr Mateusz Zatorski, psycholog kliniczny z Uniwersytetu SWPS. Wegetatywne, czyli wszystkie te dolegliwości ciała, które towarzyszą lękowi, zwłaszcza gdy jest on długotrwały. Często to właśnie  w ten sposób dochodzi się do diagnozy. Człowiek chory zgłasza się do lekarza pierwszego kontaktu albo do specjalisty (np. kardiologa czy dermatologa), skarżąc się np. na przewlekłe bóle głowy, bóle w klatce piersiowej czy dolegliwości skórne.

Czasami chory skarży się na zaburzenia erekcji czy przedwczesny wytrysk. Lekarz nie znajduje żadnej somatycznej przyczyny, więc zaczyna dociekać, czy przypadkiem  u podłoża tych objawów, jak najbardziej fizycznych, nie leżą właśnie zaburzenia lękowe”. Wówczas lekarz kieruje do psychiatry lub psychologa.   

Chaos w życiu

Koszty behawioralne to, w dużym uproszczeniu, stracony czas i stracone okazje. Np. ludzie dotknięci zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, zwanymi potocznie nerwicą natręctw, ogromną ilość czasu marnują na np. kilkukrotne powroty do domu, żeby sprawdzić, czy na pewno wyłączyli żelazko, na zabiegi higieniczne czy inne czynności, które przeciętnemu człowiekowi zajmują nie więcej niż kilka minut dziennie.

Stracone okazje najlepiej widać u ludzi dotkniętych fobią społeczną – nikt nie jest w stanie policzyć, ilu ludzi nie otrzymało awansu, bo nie było w stanie przeprowadzić atrakcyjnej prezentacji, czy zrezygnowało z uczestnictwa w zajęciach tylko dlatego, że obawiali się, iż ktoś ich o coś zapyta, a skupienie na sobie uwagi większej grupy osób to największy koszmar ludzi cierpiących na fobię społeczną.

Nikt nie zliczy kilometrów drogi nadkładanej przez ludzi, którzy np. boją się widoku szpitala czy cmentarza. No i na koniec – koszty psychiczne. Ludzie dotknięci zaburzeniami lękowymi cierpią. I jest to cierpienie, którego nie można lekceważyć, machnąć ręką albo złagodzić poradą typu „weź się w garść”.

Reakcje ich organizmu nie zależą od woli. Każdy z nas, nie licząc Chucka Norrisa, czegoś się w życiu bał. Czy to ojca, czy starszych kolegów, czasami egzaminu, a czasami tego, że coś nie wyjdzie w łóżku. Ten strach trwał zazwyczaj kilka, kilkanaście minut, po czym mijał. A teraz wyobraź sobie, że ktoś żyje z tym lękiem stale. Chociaż rozum podpowiada mu, że lęk jest nieuzasadniony, nadal go odczuwa. I nic nie może na to poradzić. Czy na pewno nic? 

Kiedy szukać pomocy?

„Sygnałem, który powinien skłonić do zwrócenia się o fachową pomoc, jest poczucie nieadekwatności lęku, który się odczuwa” – mówi dr Mateusz Zatorski. Jaki lęk jest nieadekwatny? W uproszczeniu, to taki lęk, który Cię wyróżnia. Twoi koledzy śmiało wychodzą na balkon w wieżowcu, a Ty odczuwasz kołatanie serca już na sam widok balkonu? Wiesz, że został on zaprojektowany tak, żeby wytrzymywał znacznie większe obciążenia, a jednak nie potrafisz się zmusić?

Każda scena śmierci w filmie sprawia, że kulisz się w sobie i wyłączasz telewizor. Wiesz, że to absurdalne i że nie ma żadnego potwierdzenia w nauce, ale nie nadeptujesz na linie łączenia płyt chodnikowych, bo kiedyś usłyszałeś, że to przynosi pecha. To jest właśnie lęk nieadekwatny. Nieadekwatny, bo zagrożenie nie jest realne. Realny jest za to strach, który odczuwasz.

„Życie w nieustannym lęku to cierpienie psychiczne, cierpienie, które jest dla człowieka bardzo obciążające  i na dłuższą metę staje się nie  do wytrzymania” – podkreśla  dr Zatorski i dodaje, że jednym ze sposobów na ocenę natężenia cierpienia jest samoobserwacja. Gdy czujesz, że w Twoim życiu przeważają negatywne emocje, nie tylko lęk, ale też frustracja, gniew, czasami agresja – czas poszukać pomocy.

Gdy czujesz, że zbyt wiele wysiłku kosztuje Cię kombinowanie, jak unikać sytuacji, które budzą w Tobie lęk, albo musisz się zmuszać, żeby przełamać strach, płacąc za to bólem brzucha, głowy, biegunką i przepoconymi koszulami – to też sygnał,  że dzieje się coś złego. 

Gdzie szukać pomocy?

Zaburzeniami lękowymi zajmują się trzy rodzaje specjalistów: lekarze psychiatrzy, psychologowie kliniczni i terapeuci. Początkiem leczenia jest solidna diagnoza, która określi rodzaj trudności psychicznych. Zdaniem dr. Zatorskiego nie ma większego znaczenia, czy zaczniesz od psychologa, czy od psychiatry. Dobry psycholog, gdy uzna, że Twoje objawy wskazują na zaburzenia lękowe, pośle Cię do psychiatry.

Zwiększony poziom lęku może być bowiem skutkiem fizycznej choroby, np. problemów z tarczycą. Diagnoza lekarza psychiatry jest więc w większości przypadków niezbędna. Lekarz ma również do dyspozycji leki, które są w stanie obniżyć napięcie, dzięki czemu pacjent, już nieco ustabilizowany, lepiej nadaje się do psychoterapii. W drugą stronę też to działa. Dobry psychiatra także nie ograniczy się do „spacyfikowania” lęku lekami, tylko wyśle pacjenta na terapię.

„W tej chwili podstawą leczenia stwierdzonych (zdiagnozowanych) zaburzeń lękowych jest łączenie terapii psychiatrycznej (farmakoterapia) z pomocą terapeuty. Psychiatra dąży do odzyskania równowagi emocjonalnej i somatycznej pacjenta dzięki zastosowaniu odpowiednio dobranych leków. Psycholog kliniczny i terapeuta uczą, jaka jest specyfika twojego zaburzenia, jak rozpoznawać jego objawy, a przede wszystkim, jak sobie z nimi radzić. Pomoc psychologiczna jest więc niezbędna. Pozwala na zwiększenie wiedzy o samym sobie, a także dostarcza konkretnych narzędzi do poradzenia sobie z chorobą" – wyjaśnia dr Zatorski.

Niestety, musisz uzbroić się w cierpliwość. Zaburzenia lękowe to nie grypa – nie znikną po tygodniu. Terapia trwa co najmniej kilka tygodni, zwykle kilka miesięcy, a czasem nawet dłużej. Warunkiem jej powodzenia jest ścisłe przestrzeganie zaleceń specjalistów. To dotyczy zwłaszcza farmakoterapii. Leki psychiatryczne paradoksalnie czasami na początku powodują nasilenie objawów.

Trzeba to przeczekać i nie przerywać terapii. Warto, bo gdy w końcu zaczną działać, ulga jest ogromna. Gdy już się ustabilizujesz, czas na psychoterapię. Obecnie za najskuteczniejszą uważa się terapię poznawczo-behawioralną tzw. trzeciej fali, czyli np. z elementami technik uważności (mindfulness). To właśnie w trakcie terapii nauczysz się, jak trzymać w ryzach lęk, jak go do siebie nie dopuszczać. 

Uwaga na depresję

„U 56% chorych z zaburzeniami  lękowymi rozwinie się depresja”  – czytamy w piśmie „Psychiatria”.  Dr Zatorski dodaje, że zaburzenia lękowe często współtowarzyszą już istniejącej depresji. To kolejny powód, dla którego nie warto zwlekać z rozpoczęciem leczenia. Im wcześniej je zaczniesz, tym krócej będziesz się męczył i tym szybciej będziesz mógł znów cieszyć się życiem. A życie jest piękne. Pod warunkiem że przestaniesz się w końcu bać. 

Ekspert: Dr Mateusz Zatorski

Adiunkt w Zakładzie Psychologii Klinicznej i Zdrowia SWPS w Poznaniu. Psycholog kliniczny pracujący z pacjentami z zaburzeniami psychosomatycznymi, a także pozostającymi w kryzysach rozwojowych, sytuacyjnych egzystencjalnych. Badacz – prowadzi projekty badawcze z pogranicza medycyny i psychologii. Kontakt: [email protected]  

Zobacz również:
Siłownie znowu są otwarte, ale rok zawieszenia z pewnością nie pozostanie bez wpływu na przyszłość fitnessu. Pięciu specjalistów próbuje przewidzieć, jak potoczą się losy branży w świecie po pandemii.
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA