Historia podcierania tyłka

Z papieru toaletowego korzysta mniej niż 1/3 ludzkości. Nawet w Chinach, gdzie wynaleziono papier, nie uświadczysz dziś rolek papieru w toaletach publicznych. Tam, podobnie jak w krajach arabskich, używa się ręki, wody i mydła. W Japonii poszli jeszcze dalej – toaleta sama myje, suszy i życzy dobrego dnia.

papier toaletowy Shutterstock.com
Papier toaletowy jest zaliczany do produktów pierwszej potrzeby, ale tylko w tej „zachodniej” części świata. I jak się okazuje, tej mniej higienicznej. Arabowie czy Azjaci uważają nas za brudasów, którzy zamiast umyć tyłek po wypróżnieniu, rozcierają kupę papierem między pośladkami. Nasz honor, ale tylko w niektórych krajach Europy, ratuje bidet. Wynaleziono go w XVII-wiecznej Francji i ponoć korzystała z niego sama Madame Pompadour – pisarka, protektorka artystów, najsłynniejsza francuska kochanka i metresa Ludwika XV. Jego instalacja upowszechniła się wiek później we Włoszech i Portugalii (od 1975 roku tamtejsze prawo budowlane wymaga, żeby w mieszkaniu był przynajmniej jeden bidet) oraz w Hiszpanii, Grecji i Albanii. Bidety nie przyjęły się w Ameryce i w Anglii, bo były kojarzone z domami publicznymi.

REKLAMA

Najbrudniejsza epoka w historii

Á propos zabiegów higienicznych w dynastii Ludwików: jak donoszą źródła historyczne, Ludwik XIII (1601-1643) pierwszy raz został wykąpany w wieku lat siedmiu. Gdy był niemowlęciem, tylko raz miał umytą głowę, a pierwszy raz został uczesany, gdy skończył 9 miesięcy. A wszystko przez obawę przed dżumą i przekonanie, że woda otwiera pory ciała, przez które wlatuje morowe powietrze. Mycie się miało również zaburzać równowagę czterech humorów:  krwi, żółtej i czarnej żółci oraz flegmy, co było uważane za przyczynę rozmaitych chorób. Jego syn i następca Ludwik XIV (1643-1715) twarz przecierał tylko winem i mimo tego, że bardzo się pocił, nie mył się, tylko zmieniał koszule – nawet trzy razy dziennie, przez co okrzyknięto go pedantem. Za podstawowe środki higieny uważano puder i perfumy, posklejane włosy zasłaniano perukami, a wszy zabijano specjalnym młoteczkiem noszonym na szyi jak biżuterię.
Dopiero wiek XVIII przyniósł inne myślenie o wodzie i higienie; przestano bać się kąpieli, a takie urządzenia jak bidet w sypialni (nie było wówczas łazienek, a potrzeby załatwiało się na zewnątrz domu lub do nocnika) stały się symbolem przynależności do klasy wyższej. Papieru toaletowego również nie używano; biedakom wystarczyła garść wełny czy liści, a arystokraci używali kawałków płótna. Bardzo często nie robili tego sami, co było nie tylko francuskim zwyczajem. W angielskim podręczniku dla służących z XIV wieku występował służący „obsługujący stolec”.

Smrody średniowiecza

Poziom higieny w XVI- i XVII-wiecznej Francji był tak żenująco niski, że przewyższał go nawet ten ze średniowiecza; epoki, którą zwykliśmy uważać za czas brudu i smrodu. Tymczasem w średniowieczu wcale nie było tak źle – owszem, zapach był nie najlepszy, bo ulicami płynęły rynsztoki, ale istniały już łaźnie miejskie, które wizytowano przynajmniej raz w tygodniu. Za potrzebą chodziło się do wygódki, gdzie do podcierania, oprócz wełny i liści, używano gąbki na kiju. W IX-wiecznej Arabii robiono to za pomocą rzecznych kamieni – jak nakazywał Mahomet można się było podcierać tylko lewą ręką i to nieparzystą ilość razy. W późniejszych wiekach w krajach arabskich, podobnie jak w całej Azji, zrezygnowano z tych akcesoriów i zaczęto się podmywać. Robiono to zawsze lewą ręką, bo prawą spożywało się posiłki. Wyjątkiem były średniowieczne Chiny, gdzie już w II wieku wynaleziono papier i używano go również do celów higienicznych.

 

REKLAMA

REKLAMA

Starożytne dyskusje na sedesie

Kiedy patrzymy na czasy nowożytne, aż trudno uwierzyć, że w starożytnym Rzymie istniały podgrzewane łaźnie, wodociągi, publiczne toalety i system kanalizacji. Co prawda kąpieli zażywano tylko raz w tygodniu, ale cóż to była za kąpiel! Trwała kilka godzin, obejmując kilkakrotne obmywanie ciała, saunę, peelingi i nacieranie wonnymi olejami. W termach można było skorzystać z usług medyka, fryzjera czy depilatora.

Kąpiele, podobnie jak defekacja, były czynnością publiczną nie wymagającą ustronnego miejsca. Wręcz przeciwnie, miejskie toalety były miejscem spotkań i rozmów. Siedziało się na kamiennych ławach z otworami, w wydrążonych w podłodze rynienkach płynęła woda, a w niej czekały gąbki na długich patykach. Tylko bogaci Rzymianie przynosili własne gąbki, reszta podcierała się publicznymi, dlatego od czasu do czasu moczono je w occie. W obawie przed przykrymi zapachami utrudniającymi rozmowę, wybudowano jeden główny ściek, tzw. cloaca maxima. To do niego wraz z wodą trafiały nieczystości, które potem zamkniętym obiegiem wędrowały wprost do Tybru.

REKLAMA

ZOBACZ TEŻ: Jak zrobić kupę?

Papier na hemoroidy

Papier toaletowy jest stosunkowo młodym wynalazkiem. Powstał w połowie XIX wieku w Nowym Jorku jako… środek na hemoroidy. Dieta ówczesnych Amerykanów była uboga w owoce i warzywa, za to obfitowała w tłuszcze, dlatego zaparcia stały się powszechną dolegliwością. Do podcierania powszechnie używano kartek z czasopism i katalogów produktowych, co skrzętnie wykorzystał wynalazca papieru toaletowego Joseph C. Gayetty. W 1957 roku ogłosił na łamach czasopisma „Scientific American”, że farba drukarska zawiera trujące substancje i to ona jest przyczyną dyskomfortu Amerykanów podczas wypróżniania. Było to oczywistą nieprawdą, ale wiele firm produkujących papier toaletowy posługiwało się tym twierdzeniem do lat 30. XX wieku. Gayetty wyprodukował swój papier z włókien bananowca, nasączył wyciągiem z aloesu i – nie bacząc na ostrą krytykę środowiska medycznego – sprzedawał go jako lek na hemoroidy. 

Pierwszy papier toaletowy był sprzedawany w arkuszach, dopiero w 1871 roku wymyślono ten w rolkach. Z czasem papier stawał się coraz delikatniejszy i na stałe zagościł w amerykańskich i europejskich domach. Szacuje się, że w samych Stanach Zjednoczonych produkcja papieru toaletowego jest dzisiaj przemysłem generującym 3,5 mld dolarów zysku rocznie.   

SPRAWDŹ TEŻ: Jak zadbać o swoje jelita?

Źródła:
T. J. Craughwell: Wielka księga wynalazków, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2010;
J. Carcopino: Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu cesarstwa, PIW, Warszawa 1966;
https://www.wilanow-palac.pl/bidet_historia_higieny_od_innej_strony_1.html

Zobacz również:
W trzy dni przepłynąłem kajakiem 160 km. A dokładnie 161 kilometrów i 180 metrów. Na wodzie spędziłem łącznie 23 godziny 41 minut i 38 sekund. Spaliłem w tym czasie 12 tysięcy 619 kcal, płynąc z maksymalną prędkością 14,8 km/h oraz ze średnią z trzech dni 6,9 km/h. Nie wiem, ile razy zanurzyłem wiosło w wodzie. Wiem natomiast, że Wisła jest piękna, jej ujście do morza bywa zdradliwe, fala na Bałtyku to nie przelewki, a wiosłowanie pod prąd... cóż, na niecenzuralne słowa pozwolę sobie później.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA