[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Hałas - czy jest groźny?

Świat staje się coraz głośniejszy. Pozornie nie robi to na nas większego wrażenia, ale tak naprawdę hałas jest prawdziwym cichym zabójcą.

Oraz więcej jest maszyn, samochodów, ryczących nad głową odrzutowców i, oczywiście, wszędobylskiej muzyki, a nawet tam, gdzie jej nie ma, zabieramy ją ze sobą w „słuchawkach wbitych w uszy”, jak śpiewa paktofonika. Na pozór nam to nie przeszkadza, ale wszystko wskazuje na to, że nasze ciała są nieprzygotowane na taką dawkę hałasu. Kłopot nie tylko w tym, że powoli tracimy słuch (w Polsce żyje około 600 tysięcy ludzi z uszkodzeniem słuchu wymagającym stosowania aparatów słuchowych).Okazuje się, że stałe wystawienie na hałas może mieć negatywny wpływ również na stan naszego zdrowia – powodować takie schorzenia, jak zaburzenia snu, stres, nadciśnienie, a nawet choroby serca. Paradoksalnie, hałas może nas skrycie i po cichu zabijać.

Historia dźwięku  

Trudno precyzjnie określić, o ile głośniejszy jest świat dziś niż świat naszych dziadków. Prof. Emily Thompson z University of California, zajmująca się historią słyszenia, jest jednak pewna, że kiedyś było po prostu ciszej.„Dźwięki w XIX-wiecznych miastach miały głównie charakter organiczny – rozmowy przechodniów i odgłosy wydawane przez zwierzęta.”– mówi. Jednak już w latach 20.w przestrzeni dźwiękowej zaczęły dominować odgłosy mechaniczne: szum fabryk, warkot silników na ulicach, a nawet pierwsze samoloty na niebie.

Natężenie dźwięków było tak silne, albo po prostu tak dokuczliwe dla nieprzyzwyczajonych XIX-wiecznych uszu mieszkańców ówczesnej Ameryki, że powstały organizacje do spraw walki z hałasem. W tedy właśnie narodziła się akustyka jako dziedzina wiedzy. Minęło niecałych sto lat i ówczesny świat wydaje nam się oazą ciszy i spokoju. Z każdą dekadą źródeł dźwięków przybywa. Dowiódł tego Gordon Hempton, światowej sławy zbieracz naturalnych dźwięków, zdobywca nagrody Emmy za wydawane na CD dźwięki natury.

W 1984 roku, w swoim rodzinnym stanie Waszyngton, wyznaczył 21 miejsc, w których było cicho (według następującego kryterium: co najmniej przez 15 minut dziennie do danego miejsca nie dociera żaden dźwięk wywołany przez człowieka ani zbudowane przez niego maszyny). W niespełna pięć lat później zostały już tylko trzy takie miejsca. Tak naprawdę, usłyszeć ciszę, czyli nie słyszeć po prostu nic, to bardzo rzadkie doświadczenie .Z niewiadomych powodów, nawet gdy już mamy okazję doświadczyć ciszy, sami ją zagłuszamy. Dźwięki tła, czyli różnego rodzaju odgłosy atakujące nasze uszy niezależnie od nas, stanowią jedynie część naszego środowiska akustycznego.

Sami się zagłuszamy

Znaczny udział w generowaniu dźwięków otaczających nas na co dzień ma to, co sobie sami serwujemy, ot tak, dla rozrywki. Muzyka towarzyszy nam niemal wszędzie – w samochodzie, w kinie, w pracy, w kawiarni, w domu...A dzięki rozwojowi technologii poziom natężenia tych dźwięków jest praktycznie nieograniczony. Wszystkiego słuchamy głośniej niż kiedyś. W latach 50. średni poziom głośności w kinach wynosił ok.70 decybeli.

Dziś w nowoczesnych salach kinowych nasze uszy są atakowane przez dźwięki o mocy 85 dB, a w niektórych momentach hałas przekracza 130 dB. To mniej więcej tyle, co piła tarczowa. Podobny postęp nastąpił w car audio. W latach 60. i 70. standardowe radio miało moc ok. 5 watów, która pozwalała na podkręcenie wzmacniacza do ok. 80 dB. Dzisiejsze systemy audio (te standardowe, bo o zestawach audiofilskich nawet nie warto wspominać) mają około 80 W mocy, która pozwala na wygenerowanie dźwięku o głośności 120 dB.

Godzina w takim łomocie to mniej więcej to samo, co wyprawa na koncert rockowy. Oczywiście dzisiejszy. Bo nagłośnienie na koncertach też zdecydowanie się wzmocniło. Gdybyś cofnął się w czasie do roku 1976 i wylądował na koncercie The Who – najgłośniejszej wówczas kapeli rockowej na świecie – zdziwiłbyś się, jak cicho grali.

„Kiedy w latach 70. zaczynałem przygodę z nagłośnieniem, najlepsze wzmacniacze miały po 150-300 W mocy na każdy kanał – wspomina Mark Frink, inżynier dźwięku. - Współczesne wzmacniacze mają po 2000-3000 W, a na scenie dużego koncertu jest ich nawet 100. To 300 000 W mocy!”

Według Frinka, przyczyna takiego przyrostu mocy jest prosta: im głośniejszy koncert, tym większe wrażenie robi i dłużej się go pamięta. Nie bez znaczenia jest też to, że im głośniejsza muzyka, tym łatwiej ukryć „niedociągnięcia” muzyków. Im głośniej, tym trudniej zauważyć fałszywe tony. Jeżeli więc jesteś wokalistą, który nie potrafi śpiewać, albo gitarzystą, który uważa, że sześć strun to już trochę za dużo, poproś faceta za konsolą, żeby podciągnął heble w górę. I nikt nie zauważy. Dzięki przenośnym odtwarzaczom możemy tych niezbyt utalentowanych muzykantów słuchać w dowolnym miejscu i praktycznie dowolnie głośno.

Jak wykazały badania uczonych z Boston University, większość odtwarzaczy może wygenerować dźwięk o głośności przekraczającej 130 dB. Ich zdaniem najbardziej niebezpieczne dla naszego słuchu są słuchawki douszne. „Im mniejszy głośniczek i im mniejsza odległość od bębenka, tym większe ryzyko uszkodzenia słuchu – mówi autor badania, dr Clarke Cox, i dodaje: „Popularność MP3 niesie ze sobą dodatkowe niebezpieczeństwo; zazwyczaj mieszczą one większą ilość utworów niż CD, więc użytkownik wystawia się na niszczycielski hałas jeszcze dłużej”.

REKLAMA

REKLAMA

Muzyka to nie wszystko

Ale hałas to przecież nie tylko muzyka. To również rozmowy ludzi, szum samochodów, brzęk naczyń w restauracji. Według prawa, dopuszczalny poziom hałasu w dzień – na terenie zabudowanym – to 60 dB. Niestety, jest on systematycznie przekraczany o ok. 20 dB, a 80 dB wywołuje już reakcje stresowe organizmu. Niestety, na co dzień nie zauważamy, że żyjemy w za głośnym otoczeniu. To właśnie dlatego hałas jest groźny dla zdrowia.

Od nadmiaru głowa boli

Ludzki organizm ma mnóstwo mechanizmów obronnych – np. gdy dotkniesz gorącego żelazka, odruchowo cofasz rękę, zanim poparzysz się poważnie. Dotykasz czegoś ostrego – to samo. Czujesz, że jest Ci zimno – zaczynasz drżeć i rozglądasz się za swetrem. Niestety, zagrożenia akustyczne są niewyczuwalne. Owszem, gdy hałas przekracza 125 dB, czujesz ból w uszach, ale próg szkodliwości jest znacznie niżej.

PRZECZYTAJ TEŻ: Jesteśmy cywilizacją hałasu

Tak się nieszczęśliwie składa, że potrafimy adaptować się do hałasu. Słuch jest jak węch – wchodzisz do mieszkania, w którym ktoś spalił właśnie ziemniaki i początkowo zapach spalenizny jest odurzający, ale już po pewnym czasie przestajesz go czuć. Z hałasem jest podobnie. Chociaż zazwyczaj nie zdajesz sobie z tego sprawy, a czasami z własnej woli podkręcasz gałkę wzmacniacza, Twój mózg interpretuje głośne dźwięki jako sygnały zagrożenia.

Reakcje stresowe

„Każdy dźwięk o zbyt wysokim natężeniu wywołuje reakcje obronne w Twoim ciele”– wyjaśnia dr Robert Fifer, szef audiologii na University of Miami. Między innymi masz przyspieszony oddech, rośnie tętno, ciśnienie krwi, podnosi się poziom hormonów stresu we krwi, wzrasta też aktywność mózgu.

Taki stan „podwyższonej gotowości” ma swoje uzasadnienie. To ona pozwala nam odwrócić głowę i uskoczyć na dźwięk pisku opon, czy obudzić się, gdy w środku nocy w pokoju obok rozlegnie się głośny łomot. Jednak stan podwyższonej gotowości trwający zbyt długo – a tak się dzieje, gdy jesteśmy wystawieni na działanie hałasu niemal przez cały dzień – ma fatalny wpływ na organizm.

Dr Gary Evans, psycholog z Cornell University, opublikował badanie 9- i 10- latków mieszkających w pobliżu lotniska w Monachium. Połowa dzieci mieszkała tuż obok pasa startowego, druga połowa zaś w bardziej oddalonym od ryku odrzutowców miejscu. Okazało się, że w ciągu dwóch lat u dzieci chronicznie narażonych na hałas wyraźnie podniósł się poziom hormonów stresu, podczas gdy u dzieci żyjących w relatywnej ciszy nie uległ zmianie.

DLA AKTYWNYCH: Wpływ muzyki na trening siłowy

W konsekwencji, te pierwsze gorzej czytały i zapamiętywały niż te żyjące we względnej ciszy. Badanie Evansa nie było jedyne. Wciągu ostatnich dziesięciu lat co najmniej 8 poważnych badań potwierdziło wyraźnie podwyższony poziom stresu u ludzi stale narażonych na hałas uliczny – i to wcale nie na wyjątkowo wysokim poziomie, bo oscylującym między 50 a 70 dB. Co gorsza, podwyższony poziom stresu utrzymywał się również, gdy bodźce wygasały.

Zbadano np. robotników ,którzy podczas dnia narażeni byli na przebywanie w uciążliwym hałasie. Okazało się, że gorzej spali, mieli też gorsze inne wyniki. Między innymi tętno nigdy nie spadało im podczas snu tak nisko, jak grupie porównawczej, podwyższony poziom kortyzolu utrzymywał się im zaś aż do następnego ranka. Jak wyliczyli niemieccy uczeni, zaburzenia ze strony układu krwionośnego grożą wszystkim narażonym na długotrwałe przebywanie w hałasie powyżej 65 dB. Można lubić głośną muzykę, ale czy warto ryzykować dla niej zdrowie?

Negatywne wibracje

W świecie dźwięków nie tylko hałas może być groźny. Zdaniem niektórych uczonych, nasze serce może być też skrycie atakowane przez dźwięki, których nawet nie słyszymy, czyli infradźwięki. Oskarża się je o to, że powodują zgrubienie ścian serca i naczyń wieńcowych. „Najwyraźniej to widać w nienormalnie dużym przyroście kolagenu, stanowiącego coś w rodzaju usztywniacza tkanek”– mówi dr Mariana Alves-Pereira z Universidade Nova de Lisboa w Portugalii.

„Przypuszczamy, że w ten sposób ciało próbuje usztywnić się w reakcji na wibracje spowodowane falami dźwiękowymi. Kiedy złapię Cię za ramię i potrząsnę, odruchowo złapiesz się czegoś stabilnego. I mniej więcej to samo robi ciało. Próbuje wzmocnić swoją strukturę, uodpornić się na wibracje. ”Większość przypadków „choroby wibroakustycznej” stwierdzono dotychczas u pilotów, jednak zdaniem dr Alvares jest ona znacznie częstsza niż się wydaje.

Dźwięki o niskiej częstotliwości atakują nas przecież zewsząd – z fabryk, klimatyzatorów, a nawet samochodów. Niedawno w amerykańskiej prasie specjalistycznej ukazały się doniesienia o ludziach, którzy trafili do szpitala z uszkodzeniem płuc spowodowanym wibracjami, których źródłem była za głośna muzyka .Co gorsza, nawet w szpitalu nie byli bezpieczni... Jak ustalili badacze z Johns Hopkins Hospital, w wielu szpitalach na świecie poziom hałasu przekracza normę ustaloną przez WHO o 20 dB, a skądinąd wiadomo, że poziom hałasu sięgający 70 dB spowalnia gojenie się ran.

MUZYKA CIAŁA: Wsłuchaj się w swój organizm

Chroń się

Zaburzenia snu, kłopoty z krążeniem, chore serce, nieustanny stres, utrata słuchu... lista ponurych konsekwencji nadmiaru dźwięków jest długa. Co zatem robić, by ograniczyć skutki nadmiaru dźwięków? Na niektóre czynniki nie mamy wpływu lub jest on niewielki. Np. trudno zmienić natężenie ruchu na ulicy pod swoim domem. Można oczywiście zmienić miejsce zamieszkania, ale można też poszukać innych rozwiązań, np wstawić dźwiękoszczelne okna. Plan minimum: uczyń ze swojego domu oazę ciszy, a gdy już będziesz miał gdzie się schronić przed atakującym zewsząd hałasem, spokojnie się zastanowisz, w jaki sposób ograniczyć hałas na zewnątrz.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA