[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

GMO - przyszłość świata czy zagrożenie?

Ludzkość ma już do dyspozycji narzędzia, dzięki którym nie musi oglądać się na siły natury i przez tysiąclecia czekać na niepewny efekt. Wciąż jednak pozostaje pytanie, czy chcemy z nich korzystać. MH sprawdza za i przeciw.

GMO
Dlaczego marchewki są pomarańczowe? Pytanie tylko z pozoru brzmi infantylnie. Odpowiedź zawiera w sobie wszystkie czynniki istotne dla produkcji nowoczesnej genetycznie modyfikowanej żywności: naukę, modę, a także politykę. Nasi przodkowie znali marchewki, ale wyglądały one zupełnie inaczej niż dzisiaj. 

PRZECZYTAJ TEŻ: Czy seks przyszłości będzie należał do androidów?

Były krótkie, krępe, trochę jak korzeń chrzanu, a na dodatek występowały w kilku kolorach: żółtym, białym, purpurowym i czerwonym. Jednak nie w pomarańczowym. Formę zmieniły dopiero w XVII stuleciu, kiedy Holendrzy, będący ówcześnie nacją przodującą na świecie w uprawie roślin, zdecydowali się je podrasować (to takie staromodne słowo na apgrejd). Poprzez dobór hodowlany (różni się on od naturalnego tym, że w jego efekcie powstają osobniki o cechach nieprzydatnych w naturze) sprawili, że z czasem marchewka stawała się coraz słodsza i mniej włóknista, by wreszcie zyskać postać, pod jaką zapełnia współczesne pola, szklarnie i sklepowe półki.

A gdzie tu miejsce na wspomnianą politykę? Spokojnie, jest. Holenderscy hodowcy mieli dążyć do uzyskania pomarańczowego koloru marchewki w hołdzie dla swojego władcy, Wilhelma III Orańskiego, obrońcy protestantyzmu. Dobór hodowlany jest swego rodzaju inżynierią genetyczną, chociaż niezbyt precyzyjną, którą ludzkość wykorzystuje od tysiącleci, hodując rośliny i zwierzęta. To on sprawia, że jamnik tak bardzo różni się od doga niemieckiego, chociaż obie rasy należą do tego samego gatunku.

To jest ewolucja przyspieszona i na wyczucie naprowadzana na kurs pożądany przez czowieka. W przypadku psów dzięki hodowli udało się stworzyć z wilków grupę odmiennych stworzeń – od bojowych maszyn po kanapowe przytulanki. Rasowe konie wyścigowe też są produktem wielu wieków podkręcania DNA poprzez łączenie najlepszych ogierów z najlepszymi klaczami.

Celowa modyfikacja

Problem związany z posiadaniem boskich mocy jest taki, że trudno się powstrzymać przed korzystaniem z nich pełną gębą. Kiedy techniki manipulacji genami przeniosły się z pól uprawnych do naukowych laboratoriów, badacze skupili się na wsparciu hodowców: zapewnieniu wyższych zbiorów, zwiększeniu odporności na czynniki środowiskowe (od temperatury po patogeny) czy opracowaniu warzyw, które mogą dłużej czekać na sklepowej półce, aż włożymy je do koszyka.

GMO: Jak to się zaczęło?

Tak powstały na przykład pomidory, które są bardziej równomiernie rozłożone na krzaku, aby maszynom łatwiej było je zrywać. Albo łososie, które w basenach hodowlanych rosną znacznie szybciej niż w morzach. Ostatnio jednak sytuacja zaczęła się zmieniać, a zmiany są projektowane tak, żeby przynosić korzyść nie tylko producentom, ale i konsumentom. Żywność ma być przede wszystkim zdrowsza. Przykłady? Pszenica, której gluten nie sprawia problemu osobom chorym na celiakię, różowe ananasy wzbogacone o przeciwnowotworowy likopen albo biały chleb o wyższej zawartości błonnika.

Dzieła ewolucji lub Boga (w zależności od przekonań patrzącego) ulegają modyfikacjom i wydaje się, że tego procesu nic nie jest w stanie powstrzymać. Oczekuje się, że w nadchodzącej dekadzie modyfikacji żywności skupionych na zdrowiu będzie coraz więcej. Jest to częściowo efekt opracowania nowej technologii bioetchnologicznej, zwanej CRISPR (akronim angielskiej nazwy), która wpływa na cechy obiektu w sposób mogący wydarzyć się naturalnie, jednak z niespotykaną w naturze dokładnością.

W starszych metodach fragment DNA jednego organizmu przenosi się do innego w sposób, który w przyrodzie byłby niemożliwy. Z technologii CRISPR korzysta między innymi amerykańska firmy Corteva Agriscience, która stworzyła oleje roślinne tak zmodyfi kowane, aby zawierały więcej zdrowych dla serca tłuszczowych kwasów jednonienasyconych omega-9. „Zarówno CRISPR, jak i inne techniki genetycznej modyfikacji mogą być użyte do poprawy właściwości odżywczych – mówi Geoff Graham, wiceprezes firmy.

– Z CRISPR korzysta się, na przykład sprawiając, że w pomidorach rośnie poziom kwasu gamma-aminomasłowego, wiązanego z lepszym snem i niższym ciśnieniem krwi. Prowadzone są także prace nad wykorzystaniem tej metody w redukowaniu szkodliwych dla zdrowia reakcji, wywoływanych przez niektóre rodzaje żywności – na przykład w opracowaniu orzeszków ziemnych, które nie powodują efektu alergicznego”.

Olej firmy Corteva, nazwany Plenish, jest wytwarzany z nasion soi, zmodyfikowanych tak, że zawierają o 20% mniej tłuszczu nasyconego niż zwykle. W czasach, kiedy kiepska dieta jest na świecie przyczyną co piątego zgonu, a edukacja żywieniowa wydaje się nie przynosić zauważalnych efektów, superfoodsy z laboratorium są chyba logicznym rozwiązaniem. Być może, jeśli nie udaje nam się zmienić swoich zwyczajów, warto zacząć z drugiej strony i zmodyfikować żywność?

W końcu nawet jedzenie uważane za zdrowe otrzymało cios z powodu współczesnych metod uprawy i hodowli. Warzywa są mniej zasobne w witaminy i składniki mineralne, a mięso ma inny skład kwasów tłuszczowych, od kiedy zwierząta jedzą karmę, zamiast paść się na łące. Nowe technologie mogą być szansą, żeby przeciwdziałać temu procesowi, ale duża część świata nie jest do nich przekonana.

REKLAMA

REKLAMA

Bezpieczne, czy nie?

Kiedy wieści o nowych transgenicznych owocach przenoszą się z czasopism naukowych do mniej wyspecjalizowanych mediów, tytuły zwykle ocierają się o sformułowania w stylu: „Jedzenie Frankensteina”. Pomimo całej właściwej mediom przesady nie da się ukryć, że pewne obawy są całkiem uzasadnione. Jedna z nich dotyczy kontroli: jak zapobiec nadużywaniu potężnych technologii przez cyniczne korporacje?

Przepisy Unii Europejskiej w tej kwestii są dość restrykcyjne, ale już tacy Brytyjczycy, właśnie wychodzący z unii, mogą się realnie obawiać, że pod wpływem kontaktów z amerykańskimi firmami ich kraj zacznie akceptować dużo luźniejsze regulacje pochodzące zza oceanu. Najpoważniejszą obawą jest negatywny wpływ na zdrowie, jaki może wywierać modyfikowana genetycznie żywność.

Czy przypadkiem, próbując rozwiązać jeden problem, nie tworzymy znacznie poważniejszego? Są badania przynoszące niepokojące efekty – na przykład niedawno czasopismo naukowe Plos One informowało, że skrzydła motyli ulegały deformacji, kiedy podawano im ziarna oleistych roślin zmodyfikowane tak, aby zawierały więcej zdrowych kwasów tłuszczowych omega-3. Związek przyczynowo-skutkowy nie jest jednak jasny, a co za tym idzie bez odpowiedzi pozostaje pytanie, czy negatywne efekty wystąpiłyby też u ludzi.

Dr Michael Antoniou, biochemik z King’s College London, który zajmuje się terapią genową, szczególnie tym, jak DNA zmienia się w czasie chorób genetycznych, tłumaczy: „Z USA płyną sygnały, że genetycznie modyfikowana żywność jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Nikt jednak faktycznie tego nie zbadał. Rosnąca liczba badań na szczurach i myszach pokazuje za to negatywne konsekwencje dotyczące głównie funkcjonowania nerek, wątroby, a także – do pewnego stopnia – systemów pokarmowego i immunologicznego”.

Naukowiec uważa, że dieta zawierająca żywność modyfikowaną genetycznie „może powodować szkodliwe skutki, opisywane w tych badaniach”. Poglądy dr Antoniou są kontrowersyjne. Wraz ze swoim zespołem należy on do setek naukowców, którzy wraz z ekologicznymi organizacjami postulują ograniczenie badań nad żywnością modyfikowaną genetycznie, ale to wciąż mniejszość. Znaczna większość badaczy na świecie nie podziela tych obaw.

Lobby popierające GMO uważa, że z powodu społecznych lęków i związanej z nimi powściągliwości rządów, zwłaszcza w Europie, spowalnia się rozwój badań o potencjalnie ogromnych korzyściach. Jednym z najbardziej znanych adwokatów GMO jest Jayson Lusk, profesor ekonomii rolnictwa z Purdue University w USA.

„Technologie są tylko narzędziem, które może być użyte w dobry lub zły sposób. Całkowite odrzucenie wszystkich tych możliwości jest naiwne i lekkomyślne. Potrzebujemy indywidualnej oceny każdego przypadku” – przekonuje naukowiec. Przyszłość GMO zależy więc od nastrojów opinii publicznej i wynikającej z nich decyzji polityków. A badania opinii publicznej zarówno w Polsce, jak i na świecie pokazują, że ludzie wciąż są mocno sceptyczni wobec technologii GMO. Z takim stanem na pewno związana jest bardzo niska wiedza na ten temat.

W USA, gdzie żywność GMO jest najbardziej rozpowszechniona, przemysł z niskiego stanu wiedzy jest zadowolony, dlatego prowadził kampanię przeciw przepisom nakładającym obowiązek oznaczania produktów zawierających GMO. To dziwi o tyle, że obecnie takie produkty dają konsumentom konkretne korzyści, a jasne reguły gry wydają się przynosić wymierne efekty. W stanie Vermont, jedynym w USA, gdzie już trzeba oznaczać produkty zawierające GMO, sprzeciw konsumentów wobec modyfikacji genetycznych spadł.

Czytelne etykiety dają ludziom możliwość wyboru i poczucie kontroli. Na razie kolejne badania opinii publicznej wydają się wskazywać, że na świecie rośnie opór wobec GMO. Profesor Lusk uważa, że potencjalne korzyści są zbyt wysokie, aby pozwolić, by irracjonalne lęki pogrzebały szansę rozwoju. Zwłaszcza że na razie myślimy głównie o zdrowszej żywności, ale za plecami czai się nawet poważniejsze wyzwanie: w 2050 roku planetę ma zamieszkiwać prawie 10 miliardów ludzi, których trzeba wyżywić. I to w warunkach nadchodzących zmian klimatycznych, które będę utrudniać uprawy, a w niektórych miejscach uczynią je niemożliwymi. Może być tak, że korzyści płynące z GMO staną się nie do odrzucenia.

REKLAMA

Kolejne pokolenie

Jeśli zachwalany przez marketingowców język korzyści ostatecznie zawiedzie, być może szalę na korzyść GMO przeważy ostatecznie logika. W latach 90. XX wieku Mark Lynas był ekowojownikiem. Razem z przyjaciółmi robił wszystko, by powstrzymać chciwe korporacje, wykorzystujące naturę dla zysków. W nocy napadał na laboratoria, by niszczyć uprawy GMO, a w dzień protestował, posuwając się nawet do rzucenia ciastem w twarz znanego ekonomisty, zwolennika modyfikacji genetycznych.

Obecnie kompletnie zmienił stanowisko i stał się jedną z najbardziej znanych twarzy wspierających rozwój technologii genetycznych, a swoich dawnych kolegów nazywa hipokrytami . „Nie da się bronić naukowego konsensusu dotyczącego powodowanych przez człowieka zmian klimatycznych, jednocześnie negując równie mocny naukowy konsensus, stwierdzający, że GMO jest bezpieczne i niesie ogromne potencjalne korzyści” – przekonuje. Aby można było z nich skorzystać, potrzebne jest zielone światło od polityków, ale sytuacja zdaje się zmierzać w odwrotną stronę.

Europa odgradza się murem od wprowadzania zmian: w lipcu 2018 roku, po miesiącach debat, Trybunał Sprawiedliwości UE zdecydował, że organizmy powstałe w wyniku zastosowania nowych technik biotechnologicznych, takich jak CRISPR, należy zaliczyć do GMO. W związku z tym będą one podlegać już obowiązującym surowym regulacjom. Inne części świata są bardziej liberalne. W Kostaryce rosną różowe ananasy, które dostały aprobatę amerykańskiej Agencji Żywności i Leków, a australijscy badacze pokazali pomarańczowe banany, zawierające więcej beta-karotenu, by walczyć z efektami głodu w Ugandzie.

Wydaje się mało prawdopodobne, że ludzkość, mając w ręku tak potężne narzędzia, wyrzeknie się ich stosowania. Wiele kwestii związanych z ich wprowadzaniem wymaga debaty, ale pewne jest jedno: przyszłość jeszcze nigdy nie była tak blisko.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij