[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.7

Placebo - twój mózg może cię uleczyć

Placebo to nie ściema. Ludzki mózg to potężne narzędzie. To jemu zawdzięczamy koło, ciepłą strawę, samochody i internet. Twój osobisty w każdej sekundzie kontroluje tysiące procesów – analizuje dane z kilku zmysłów, żebyś się nie przewrócił, nie zjadł nieświeżego mięsa ani nie wpadł pod samochód. To mózg "przepisuje" Ci hormony i każe uzupełnić zapasy cukru, gdy się kończą. Dlaczego więc nie miałby Cię uleczyć?

placebo Shutterstock.com
Żeby ocenić skuteczność leku trzeba poddać go badaniom klinicznym. Złotym standardem są tzw. randomizowane, podwójnie zaślepione badania z grupą kontrolną. Polegają one z grubsza na tym, że dzieli się losowo (randomizacja) pacjentów cierpiących na jakieś schorzenie na dwie grupy. Jedna grupa dostaje lek z badaną substancją aktywną, druga (grupa kontrolna) pigułki z celulozą – całkowicie obojętne dla zdrowia, czyli placebo.

Jeśli badanie jest – jak to się mówi w żargonie naukowym – podwójnie zaślepione, aż do końca eksperymentu ani pacjenci, ani lekarze oceniający efekty leczenia nie wiedzą, kto co dostał. Dopiero na koniec, gdy wszystkie przypadki są już opisane, ujawnia się, którzy pacjenci byli naprawdę leczeni, a którzy dostawali tylko placebo. I wiecie co? Gdy się przegląda wyniki takich badań, a my robimy to na co dzień, szukając dla Was wiarygodnych danych, to niemal zawsze jest tak, że poprawę zauważa się w obu grupach!

(Zobacz też: 206 kości, 750 centymetrów jelit... Oto ludzkie ciało w liczbach.)

Wprawdzie lek uznaje się za skuteczny, dopiero gdy jest znacząco skuteczniejszy od placebo, jednak nie zmienia to faktu, że najczęściej ci, którzy dostawali cukier, również odczuwają poprawę. Ten leczniczy skutek sugestii nazywamy efektem placebo. W czasie drugiej wojny światowej dr Henry Beecher był wojskowym lekarzem we Włoszech. Pewnego dnia, gdy po niemieckim bombardowaniu liczba rannych żołnierzy gwałtownie wzrosła, skończyły się zapasy morfiny.

Jedna z pielęgniarek dr. Beechera, w rozpaczy, podała poważnie rannemu, wyjącemu z bólu żołnierzowi zastrzyk z roztworem soli fizjologicznej. Żołnierz uspokoił się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To sprawiło, że dr Beecher zaczął uważniej przyglądać się rannym. Zauważył wówczas, że niektórzy bardzo ciężko ranni, z poszarpanymi ciałami, połamanymi kośćmi i głębokimi penetrującymi ranami, prawie wcale nie skarżą się na ból. Ta obserwacja skłoniła amerykańskiego anestezjologa do postawienia hipotezy, że ludzkie ciało potrafi w jakiś sposób uśmierzać ból.

Zainteresował się tym zjawiskiem i w 1955 roku opublikował słynny artykuł zatytułowany "The Powerful Placebo", który legł u podstaw współczesnych zasad badań klinicznych i sprawił, że efekt placebo zaczął być powszechnie badany. Okazało się, że efekt placebo jest zauważalny w terapii bardzo różnych schorzeń: od przewlekłego bólu, przez problemy psychiczne, aż po choroby jelita i astmę. Wyniki badań najwyraźniej przekonały lekarzy.

W 2008 roku w "British Medical Journal" ukazał się artykuł uczonych z National Institutes of Health, którzy przepytali setki amerykańskich lekarzy, by sprawdzić, jak wielu z nich wykorzystuje efekt placebo, jak dokładnie go stosuje i czy uważa taką terapię za etyczną. Okazało się, że 58% i owszem. Najczęściej zalecają dostępne bez recepty leki przeciwbólowe (38%) i witaminy (41%), chociaż zdarza się, że przepisują antybiotyki (13%), a w niektórych przypadkach nawet zastrzyki z soli fizjologicznej czy cukierki (2 i 3%). Jeśli właśnie poczułeś się oszukany – wstrzymaj wodze.

Siła placebo wcale nie opiera się na oszustwie. W 2017 roku dr Jeremy Howick, epidemiolog z Oxford University (i autor książki "Doktor Ty"), wykazał, że efekt placebo działa również wtedy, gdy pacjent zdaje sobie sprawę, że otrzymuje placebo. Dr Howick sądzi, że mechanizm działania placebo przypomina nieco odruch Pawłowa: psy zaczynały się ślinić na samą sugestię pojawienia się jedzenia, a Twój organizm zaczyna wydzielać substancje poprawiające samopoczucie na samą wieść o tym, że pomoc jest już w drodze. W tym przypadku w drodze z żołądka do krwi. Nie wierzysz w placebo? Oto kilka przykładów jego działania, które nas przekonują.

REKLAMA

REKLAMA

Nie tylko pigułki - udawana operacja 

Wbrew pozorom, efekt placebo osiąga się nie tylko przez podanie pigułki. Udawana operacja też działa.

W latach 1995-1998 zespół lekarzy pod kierownictwem dr. Bruce’a Moseleya z Houston Veterans Affairs Medical Center zebrał grupę 180 weteranów cierpiących na zwyrodnienie stawu kolanowego. Do badania włączono jedynie pacjentów, którzy skarżyli się na co najmniej średni ból kolana. Musieli też podpisać zgodę, że mogą być objęci jedynie procedurą placebo. Byłych żołnierzy podzielono na trzy grupy po 60 osób.

Wszyscy pacjenci byli "operowani" w znieczuleniu ogólnym. Grupa pierwsza miała wykonany klasyczny w tej sytuacji zabieg – artroskopowe oczyszczanie stawu, polegające na przepłukaniu stawu i usunięciu z niego fragmentów chrząstki, zwapnień i tkanek martwiczych. W grupie drugiej wykonano tylko płukanie stawu, a w trzeciej grupie zwyczajnie wprowadzono pacjentów w błąd: chirurg wykonywał trzy małe nacięcia na skórze, a następnie – na wypadek gdyby znieczulony pacjent jednak coś zapamiętał z zabiegu – udawał przeprowadzenie zabiegu, w rzeczywistości nie robiąc nic, po czym zaszywał ranki tak, żeby pozostały blizny uwiarygadniające przeprowadzenie zabiegu.

Następnie pacjentów ze wszystkich grup badano regularnie w kilkutygodniowych odstępach przez dwa lata za pomocą specjalnie zmodyfikowanych kwestionariuszy, oceniających specyficzne w tym schorzeniu dolegliwości bólowe i sprawność stawu. Wszyscy pacjenci odczuli umiarkowaną ulgę zarówno pod względem odczuwanego bólu, jak i w testach sprawnościowych (chodzenie i zginanie stawu). I teraz najciekawsze – okazało się, że rzeczywiste procedury wcale nie były skuteczniejsze niż fejkowa operacja.

Co więcej, w pierwszych tygodniach po zabiegu pacjenci z grupy placebo czuli się nieznacznie lepiej niż ci, u których jednak staw był operowany: bolało ich mniej i ruchomość stawu była większa. Opublikowane w 2002 roku wyniki eksperymentu sprowokowały szereg pytań o sensowność rutynowego wykonywania tego typu operacji.

(Sprawdź: Homo wiadomo, czyli człowiek rozszyfrowany)

W 2002 roku prof. Ted Kaptchuk z Harvardu przeprowadził eksperyment testujący wpływ akupunktury na objawy zespołu jelita drażliwego. Lekarze podejrzewają, że skuteczność akupunktury w dużej mierze oparta jest na efekcie placebo, ale eksperyment prof. Kaptchuka był bardziej skomplikowany. Część pacjentów wcale nie była nakłuwana – igła chowała się w trzpieniu. I ci pacjenci również odczuli poprawę.

Nie tylko subiektywne

Efekt placebo jest najwyraźniej widoczny w badaniach, których skuteczność ocenia się na podstawie samooceny pacjentów. Ale to nie znaczy, że nie da się ich zmierzyć innymi sposobami. Da się.

Większość badań nad efektem placebo dotyczy nie tyle obiektywnego stanu pacjenta, a jego samopoczucia, na podstawie formularzy, w których pacjenci sami oceniali swój stan. W ten sposób bada się poziom bólu, nastrój, skuteczność leków przeciwdepresyjnych... Tego, jak bardzo Cię boli, nie da się zmierzyć, analizując próbkę krwi czy moczu. Laboratorium nie odpowie też na pytanie, jak bardzo źle Ci na tym świecie. Ale ciśnienie tętnicze krwi można już zmierzyć obiektywnymi metodami. I to właśnie zrobili badacze z University of Miami.

Uczeni obserwowali pacjentów z nadciśnieniem. W większej grupie, liczącej ponad 1000 osób, zastosowano znane leki obniżające ciśnienie; w mniejszej, liczącej niecałe 100 osób, pacjentom podawano placebo. Terapię uznali za skuteczną, jeśli przez rok udało się utrzymać ciśnienie rozkurczowe poniżej 95 mm Hg.

Okazało się, że w grupie otrzymującej sprawdzone leki udało się to w 58% przypadków, a w grupie placebo w 30%. Owszem, można na to patrzeć w ten sposób, że leki są dwa razy skuteczniejsze niż placebo, dlatego właśnie w przypadku nadciśnienia lekarz przepisze Ci jakiś diuretyk. Ale wspomniane doświadczenie dowodzi też czegoś znacznie istotniejszego: efekt placebo jest mierzalny i niezależny od woli. A przynajmniej nie wprost zależny.

REKLAMA

Ciemna strona mocy - efekt Nocebo

Placebo ma też brata bliźniaka, zwanego nocebo. Efekt nocebo to odwrotność działania placebo. Niewinna substancja przedstawiona jako trucizna potrafi nawet zabić.

Natura lubi symetrię. Skoro wyposażyła nas w umysły, które potrafi ą złagodzić ból, dała im też moc niszczenia. W literaturze naukowej opisów działania efektu nocebo jest mniej niż jego dobrego odpowiednika, ale znane są dwa przypadki, które pokazują, jak wielką moc może mieć złe nastawienie. Najbardziej spektakularny przypadek to historia opisana przez dr. Cliftona K. Meadora z Vanderbilt University School of Medicine.

Pewien starszy, słabo wykształcony wyznawca voodoo usłyszał od miejscowego czarownika, że wkrótce umrze, i rzeczywiście jego parametry życiowe zaczęły się drastycznie pogarszać. Jego stan diametralnie się poprawił, dopiero gdy lekarz po dokładnym zbadaniu wyjaśnił mu, że jest całkowicie zdrowy. Druga z opisanych przez dr. Meadora historii nie ma już happy endu. W latach 70. pewien mężczyzna usłyszał straszną diagnozę: "Ma pan zaawansowanego raka przełyku. Wystąpiły przerzuty, więc nie da się go leczyć i prawdopodobnie nie dożyje pan świąt". Pacjent wprawdzie dożył świąt, ale zmarł tuż po Nowym Roku. Nic niezwykłego, to się przecież zdarza codziennie: ludzie umierają na raka.

Jednak w tym przypadku było coś dziwnego – autopsja wykazała, że zmarły wcale nie miał zaawansowanego raka przełyku ani przerzutów. Patolodzy znaleźli tylko niewielki, 2-centymetrowy guzek w wątrobie, który z pewnością nie powinien nikogo zabić. Miał też zapalenie płuc. Co zatem zabiło Sama Schoemana, skoro teoretycznie nic poważnego mu nie dolegało? No cóż, dr Meadow jest przekonany, że przyczyną zgonu był efekt nocebo.

Mniej drastyczny przykład efektu nocebo pochodzi z eksperymentu na studentach. Powiedziano im, że przez ich głowę zostanie przepuszczony prąd, który może wywołać ból. Aż 75% uczestników po badaniu skarżyło się na ból głowy. Jak się zapewne domyślasz, przez ich głowy nie został przepuszczony żaden prąd...

REKLAMA

REKLAMA

Panaceum? Nic z tego

Placebo nie wyleczy cukrzycy, nie naprawi zepsutego zęba ani nie wyleczy z raka, ale z pewnością może sprawić, że poczujesz się lepiej.

Zanim pobiegniesz do apteki po "leki" homeopatyczne, których działanie opiera się prawdopodobnie wyłącznie na efekcie placebo, zatrzymaj się na chwilę i zastanów, co Ci może grozić, jeśli efekt placebo nie zadziała. Innymi słowy, czy sięgając po placebo, nie narażasz swojego życia. Doktor David Gorski, chirurg onkolog z Wayne State University, przestrzega na łamach ScienceBasedMedicine.org przed nadmiernym entuzjazmem wobec placebo.

"Zespół profesora Kaptchuka opublikował badanie, w którym oceniano subiektywny efekt placebo i obiektywny fizjologiczny efekt zastosowania symulowanej akupunktury u astmatyków. Wyniki były intrygujące. Badacze porównali skuteczność pozornej akupunktury z działaniem leków rozszerzających oskrzela. Okazało się, że nawet symulowana akupunktura sprawia, że pacjenci czują się lepiej – zgłaszają mniej kłopotów z oddychaniem. Jednak obiektywne badanie wydolności oddechowej wykazało, że funkcjonowanie płuc nie uległo poprawie, co w zasadzie było do przewidzenia".

Oczywiście można się zachwycić, że efekt placebo tak świetnie działa, ale można też wyciągnąć zupełnie inne wnioski. Co mogłoby się stać, gdyby lekarz podawał cierpiącemu na astmę pacjentowi wyłącznie placebo, które, i owszem, poprawia jego samopoczucie, ale w przypadku ostrego ataku nie jest w stanie ocalić go przed śmiercią? Właśnie dlatego lekarze, chociaż znają doskonale potęgę efektu placebo, zachowują zdrowy sceptycyzm.

REKLAMA

Wykorzystaj ten efekt

Efekt placebo możesz wykorzystać w powrocie do zdrowia, ale nie tylko.

Prof. Ted Kaptchuk wyjaśnia: "Efekt placebo to coś znacznie więcej niż tylko pozytywne myślenie – wiara pacjenta, że kuracja zadziała. To kwestia zacieśnienia związku między mózgiem a resztą ciała". Tylko nie myśl sobie, że takie oddziaływanie to coś nieistotnego, bez większego znaczenia. Jest ogromna liczba chorób, które nie stanowią wprawdzie zagrożenia dla życia, ale zamieniają to życie w piekło.

Migreny, nerwice lękowe, depresja, choroby reumatyczne, fibromylagia... Lista dolegliwości, w których największym problemem jest ból fizyczny lub psychiczny, jest długa. I we wszystkich tych chorobach placebo może przynieść ulgę – ba, niekiedy wręcz przynosi. Badania sugerują, że efekt placebo jest istotną składową większości leków przeciwdepresyjnych.

Prof. Fabrizio Benedetti, neurofizjolog z uniwersytetu w Turynie, uważa, że termin "odpowiedź placebo" jest lepszy niż "efekt placebo", bo wyraźniej wskazuje na to, że to nie fałszywa tabletka działa, lecz że jest ona jedynie katalizatorem – ona tylko uruchamia "wewnętrzny system opieki zdrowotnej", naturalne mechanizmy obronne. Po ponad 10 latach badań prof. Benedetti jest przekonany, że udało mu się odkryć mechanizm "odpowiedzi placebo".

Zdaniem profesora mózg pod wpływem stresora potrafi wytworzyć swoje własne leki, które mają nie tylko działanie przeciwbólowe, ale potrafi ą też spowolnić bicie serca czy uspokoić oddech. Możesz tę właściwość organizmu wykorzystać, gdy zachorujesz. Zacznij od wizyty u lekarza, bo – jak mawiał Hipokrates – to "lekarz jest najlepszym lekarstwem". Nie jest tak źle? Napij się herbatki, idź na masaż, medytuj albo przynajmniej weź długą, gorącą kąpiel. Każde działanie, które choćby teoretycznie może Ci pomóc, może wywołać efekt placebo. I poczujesz się lepiej.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij