[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Dlaczego mężczyźni unikają lekarzy?

Kto mdleje na widok igły, nie chce łykać tabletek, wpada w panikę u dentysty i blednie na widok białego fartucha? Dzieci. I faceci. Dlaczego mężczyźni nie boją się ekstremalnych wyzwań, ale mają pietra przed pójściem do lekarza? I co można na to poradzić?

fot. Darren Braun
Pamiętam, że kiedy byłem na trzecim roku medycyny, mieliśmy zajęcia praktyczne z wkłuwania się do żyły. W grupie było nas troje. Dwóch facetów i jedna dziewczyna. Cała nasza trójka, nauczona ponurym doświadczeniem, wiedziała, że będziemy musieli ćwiczyć na sobie.

Koleżanka z grupy, Nancy, usiadła naprzeciw i spoglądała na mnie niepewnie. Brak zaufania wprost z niej emanował. Jason, wielki, muskularny facet, usiadł na końcu stołu i nie okazywał żadnych uczuć, poza sennością. Podwinąłem rękaw i wystawiłem ramię. Nancy zawiązała mi gumową rurkę powyżej łokcia i ściągnęła ją w dół, depilując przy okazji pół ramienia. Syknąłem z bólu. "Nie ruszaj się" - warknęła. Udało jej się wkłuć za trzecim razem. "Nareszcie!" - stęknęła przez zaciśnięte zęby. Starała się na mnie nie patrzeć. Być może dlatego, że ciągle posykiwałem.

Teraz przyszła moja kolej. Miałem znaleźć żyłę Jasona. Wyglądał, jakby w ogóle nie pękał. Podał mi ramię, a ja pewnym i zgrabnym ruchem (tak mi się przynajmniej wydawało) odnalazłem żyłę i wbiłem igłę pod odpowiednim kątem. Ledwo pierwsze krople krwi popłynęły do zbiorniczka, skóra Jasona zrobiła się nieprzyjemnie zielonkawa, oczy wywróciły mu się do tyłu i ten wielki, zdrowy mężczyzna spadł z krzesła z głuchym hukiem.

Jęczy, narzeka, żąda, mdleje

Oto informacja, której nie znajdziecie w żadnym medycznym podręczniku: mężczyźni są jak dzieci. My, lekarze, słyszymy to wystarczająco często, najczęściej z ust pielęgniarek podnoszących z podłogi zemdlonych twardzieli: "No, wstawaj, nie bądź dzieckiem!".

Kobiety tak nie reagują. One nie mdleją nawet podczas porodu. Faceci jęczą. Faceci syczą. Narzekają. W ciągu kilkunastu lat pracy widziałem wielu wymiotujących na sam dźwięk słowa "zastrzyk". Mdlejących przy porodzie i żądających pełnego znieczulenia, gdy muszę im naciąć wrzód. Widziałem (a raczej - słyszałem) facetów narzekających na wszystko: łóżko za twarde, za miękkie, za zimno, za ciepło, jedzenie niesmaczne, za ostre, zbyt mdłe, kawa cienka, telewizor śnieży...

ZRÓB TO SAM: Zbadaj się w domu

I zawsze trafi się taki jeden, zazwyczaj wielki i muskularny, który zemdleje na widok kropli krwi. Jak dzieci...

Delikatny twardziel

Pewnego dnia, kiedy miałem akurat dyżur na intensywnej terapii, trafił mi się pacjent, któremu trzeba było podać sporą dawkę środków uspokajających, zanim się zdecydował na badanie rezonansem magnetycznym. Twierdził, że boi się wejść do tej rury, bo ma klaustrofobię. Było to o tyle dziwne, że badanie miało ocenić, jak głęboko tkwi w jego głowie kawałek metalu, który trafił tam po wypadku motocyklowym. Oczywiście nie miał kasku. Do dziś nie mogę zrozumieć, jak ktoś, kto nie boi się jeździć motocyklem bez kasku, może się bać banalnego badania.

Ale oprócz całego mojego doświadczenia klinicznego największym dowodem na to, że faceci są jak dzieci, jest nie to, jak się zachowują, lecz podejrzana nieobecność mężczyzn w moim gabinecie. Faceci notorycznie unikają lekarzy. Zwłaszcza zaś ci między 20. a 40. rokiem życia. A to właśnie przedział wiekowy, w którym mężczyźni umierają dwa razy częściej niż kobiety. I nie sądzę, żeby ich nieobecność można było wytłumaczyć tym, że po prostu nie chorują.

REKLAMA

REKLAMA

Sądzę, że nie chodzą do lekarza, bo - jak mój motocyklista - po prostu się boją. Ten strach jest trudny do pokonania, bo w gruncie rzeczy jest to bardzo niekonkretny strach przed śmiercią. Typową męską reakcją na irracjonalny lęk jest znalezienie czegoś konkretnego, czego można się naprawdę bać. Wydaje się im, nam, że wybierając zagrożenie, w jakiś sposób panujemy nad lękiem. To wyjaśnia wiele idiotycznych zachowań mężczyzn - od jazdy na motocyklu bez kasku, przez wspinaczkę bez zabezpieczenia, aż po "ustawki" kibiców.

Co sprawia, że posuwamy się tak daleko, by udowodnić innym i sobie, że się nie boimy? Co sprawia, że ryzykujący na co dzień życie ratownik górski w szpitalu trzęsie się ze strachu? Nie wiem, ale ja jestem z tej drugiej strony barykady, więc trudno mi się wczuć w sytuację wielkoluda, który cały truchleje na widok igły i patrzy na mnie podejrzliwie co najmniej tak, jakbym trzymał w ręku dwumetrowy harpun, którym zamierzam przebić go na wylot.

Nagle... już wiem. Coś w jego wyrazie twarzy podpowiedziało mi, o co chodzi. Czujemy się delikatni. Zdajemy sobie sprawę, że tuż pod cienką warstwą skóry i mięśni jest coś kruchego i bezbronnego. I ciężko jest nam poradzić sobie z tą świadomością. Nauczono nas, że delikatne są kobiety, a my mamy być twardzi i niewrażliwi. Więc napinamy mięśnie i wrzeszczymy, a jeśli to nie pomaga, czujemy się zagubieni.

Drzewa umierają, stojąc

Jest też druga odmiana facetów - dokładne przeciwieństwo tych, o których pielęgniarki mówią "dzieci". To Indianie. Ci cierpią w milczeniu. Tak długo, jak tylko się da, udają, że nic się nie dzieje; jestem silny, nie narzekam, nie rozczulam się nad sobą. Ta postawa często ich, nas, drogo kosztuje.

DLA CIEKAWSKICH: 10 faktów i mitów o zdrowiu

Wciąż jeszcze mam w pamięci farmera, który przyszedł do mnie z tak ogromnymi węzłami chłonnymi, że już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że wkrótce umrze. I okazało się, że one powiększały mu się od ponad dwóch lat, on jednak uważał, że nie ma czasu iść do lekarza, bo musi pracować, bo może, jak będzie miał wolną chwilę... Prosiła go córka, prosił zięć, ale on był uparty i lekceważył problem.

Przyszedł dopiero, gdy zrobił się już zbyt słaby, by pracować. Można to było wyleczyć. Dwa lata temu, gdy się zaczęło, może nawet rok wcześniej. Na tym etapie jednak szanse były już żadne. Farmer został w szpitalu. Leżał cichutko, nie skarżąc się, nie utrudniając personelowi pracy. Pacjent idealny. Cztery miesiące później zmarł.

Czy faceci to dzieci?

Nie wiem. Z jednej strony, ucieczka w dziecinne zachowania wydaje się jedyną alternatywą dla "męskiego" cierpienia w milczeniu. Ale jest też chyba złoty środek. Istnieje ścieżka prowadząca między sztywnym heroizmem farmera a wrzeszczącym ze strachu motocyklistą. To uświadomienie sobie własnej kruchości i uwzględnienie jej w życiu. Musisz tylko zrozumieć, że Twoje ciało jest Twoim domem – i jak o własny dom musisz o nie dbać. Nie dewastować, gdy jesteś zdrowy i szukać pomocy fachowca, gdy coś dzieje się nie tak. Słowem, zachowywać się tak, jak przystało dorosłemu mężczyźnie.

Jak pokonać strach?

Oto trzy sytuacje najczęściej paraliżujące facetów w gabinecie lekarskim i trzy sposoby na rozwiązanie problemu.

1. Boisz się widoku krwi. I mdlejesz.
To wina tzw. reakcji uciekaj lub walcz. Na widok zagrożenia gwałtownie rośnie ciśnienie krwi, przygotowując Cię do walki lub ucieczki. A gdy mózg wysyła sygnał, że nie ma prawdziwego zagrożenia, ciśnienie gwałtownie spada i... tracisz przytomność. Możesz wykiwać swój własny instynkt. Przed wejściem do gabinetu, w którym możesz zobaczyć krew, schowaj się gdzieś i zrób kilkanaście przysiadów. To podniesie Ci ciśnienie krwi i oszuka instynkt, sugerując, że reakcja obronna już została wywołana. Ciśnienie nie spadnie gwałtownie i nie zemdlejesz.

2. Boisz się zastrzyku ze znieczuleniem.
Jak na ironię, w wielu zabiegach najbardziej bolesne jest... znieczulenie miejscowe. Przyczyną jest to, że najczęściej stosowana w tym celu lidokaina ma odczyn kwaśny, więc podczas wstrzykiwania wywołuje silne uczucie pieczenia. Jeśli chcesz złagodzić ten ból, poproś swojego lekarza o rozcieńczenie zastrzyku solą fizjologiczną, aby zmniejszyć pH - badania wykazały, że znieczulenie takim roztworem jest mniej bolesne i szybsze. A jeśli zabieg jest drobny, spytaj zawczasu o tzw. maść Emla - to sposób wypróbowany przez dzieci.

3. Boisz się dentysty.
Jeśli dodatkowa dawka znieczulenia nie pomaga i nadal dźwięk włączanej wiertarki powoduje u Ciebie sztywnienie kończyn i chęć natychmiastowej ucieczki, następnym razem poszukaj dentysty, który zamiast wiertła używa lasera albo specjalnego żelu, który usuwa zepsutą tkankę, zostawiając zdrową nienaruszoną. Bez wyjącego wiertła i przenoszonych przez kości czaszki do mózgu drgań leczenie jest znacznie przyjemniejsze. No dobra, nie przesadzajmy... Powiedzmy, że przynajmniej mniej nieprzyjemne.

MH 11/2007

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij