Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.3

Bezsenność? Zaśnij w 15 minut [sprawdziliśmy na sobie]

Gdyby nie to, że od kilku tygodni znów sypiam jak dziecko, nigdy bym nie uwierzył, że tak niewiele potrzeba, by w końcu zasypiać bez problemów i budzić się wyspany.

dobry sen fot. Shutterstock
Ośnie i bezsenności piszę regularnie. Co rusz w serwisach medycznych pojawiają się przecież nowe zalecenia i odkrycia. Ile godzin spać, o której się kłaść, co robić przed snem, a co po wstaniu... Przez lata pisałem o tym z lekkim niedowierzaniem, bo nigdy nie miałem problemów z zaśnięciem. Wręcz przeciwnie: znacznie większym problemem było dla mnie wstawanie.

Gdy chodziłem do szkoły, mama budziła mnie zapachem kakao i kanapek. Później, gdy już musiałem wstawać samodzielnie, nastawiałem zawsze dwa budziki, które i tak nie robiły na mnie większego wrażenia. Gdy pojawiły się komórki, nauczyłem się ustawiać po kilka alarmów, w odstępach co 5-15 minut, każdy z włączoną funkcją drzemki, rzecz jasna.

Ale to też nie działa – najczęściej po prostu nie słyszę dzwonka. Dlatego gdy muszę gdzieś być wcześnie rano – a wcześnie oznacza dla mnie każdą godzinę przed ósmą –wolę się nie kłaść. Tylko to daje mi pewność, że nie zaśpię. Na szczęście niezasypianie przychodziło mi równie łatwo, jak zasypianie.

Popsułem się

Przekonany, że problem bezsenności może dotyczyć wszystkich, tylko nie mnie, zacząłem nadużywać swojego mechanizmu zasypiania o dowolnej porze. Siedziałem do późna, a właściwie do wczesna, bo w nocy najlepiej mi się pisze, bo książka była wciągająca, bo przyszedł kolega, a jak wiadomo, "kolega jest od tego...”, ostatnio zaś odkryłem Netflixa i wciągnąłem się w parę seriali.

Nagle coś się we mnie popsuło. Kładłem się, jak zwykle, powiedzmy o trzeciej, czwartej nad ranem i... nic. Sen nie przychodził. Leżałem z szeroko otwartymi oczami do szóstej, czasami do siódmej czy ósmej. I dopiero wtedy zasypiałem na godzinkę, by obudzić się wypluty.

Następnej nocy myślałem, że skoro poprzednia była bezowocna, to już zasnę jak niemowlak. Ale nic z tego: historia się powtarzała. W końcu pojawił się stres: kładąc się spać, zacząłem patrzeć, ile godzin mi zostało i co chwila sprawdzałem, o ile mniej. Taka obserwacja upływającego czasu nie

Sen na raty

Według niektórych uczonych wcale nie potrzebujemy spać 8 godzin na dobę w jednym bloku. Znacznie ważniejsze jest, żeby przesypiać nieprzerwanie co najmniej dwa pełne cykle. Jeden cykl zajmuje mniej więcej 90 minut, można więc podzielić dawkę 7–8 godzin na dobę na mniejsze części. Tak też zrobiłem. To działa! jest niczym przyjemnym. I – zapewniam – nie pomaga zasnąć.

Old school

Zmęczony tą sytuacją próbowałem tradycyjnych "męskich” sposobów. Dwa piwa wieczorem, później mocniejsze trunki – to nie działało. Wprawdzie po wypiciu pół butelki whisky zasypiałem, ale po godzinie się budziłem. Trzeźwy i całkowicie rozbudzony. Próbowałem też ratunkowego seksu, bo przecież "facet po seksie zawsze zasypia”. Działało tak jak alkohol – na godzinę.

New School

W końcu zdesperowany zacząłem szukać swoich starych artykułów. Przy okazji na półce natrafi łem na książkę Nicka Littlehalesa o tytule, który przykuł moją uwagę: "Śpij dobrze". Przypadek? Nie sądzę. Littlehales ma całkowicie nowatorskie podejście do snu. Przede wszystkim radzi, by wybić sobie z głowy ideę, że człowiek musi spać 7–8 godzin nieprzerwanie.

Jego, jak również wielu innych uczonych zdaniem przekonanie, że musimy spać longiem, jest mitem. Autorzy artykułu w "Journal of Sleep Research", poświęconego różnym typom spania u ludzi, podkreślają, że w całym królestwie zwierząt sen monofazowy, czyli w jednym długim bloku, jest raczej wyjątkiem niż regułą.

Cud

Autor "Śpij dobrze" radzi, by na 2 godziny przed snem odciąć się od urządzeń elektronicznych. To było trudne, ale się udało. Efekt? Zmieniło się niewiele. Leżąc, zastanawiałem się, czy przypadkiem ktoś nie napisał mi czegoś ważnego na Messengerze. I sen nie przychodził. Ale skoro i tak nie mogłem zasnąć, to przynajmniej czytałem Littlehalesa dalej. I tam odkryłem banalnie prosty patent.

Autor pisze: "Jeśli jesteś praworęczny, powinieneś spać na lewym boku", czyli w pozycji embrionalnej. Ja całe życie spałem na prawym, bo tak mi było najwygodniej. Ale spróbowałem. I stał się cud: zasnąłem, zanim zdążyłem się zastanowić, czy jest mi wygodnie, czy nie.

Czy to dla Ciebie?

Zakładam, że skoro zacząłeś to czytać, to też masz problem ze snem. Zachęcam więc do jednego: zamiast wciąż narzekać, spróbuj coś zmienić. Zacznij od pozycji, od obniżenia temperatury w sypialni, wstawaj codziennie (w weekendy też!) o tej samej porze, podziel sobie sen na dwie albo więcej części (tego też próbowałem, patrz niżej)... Zasad jest mnóstwo, trzeba tylko zacząć je stosować. Mnie pomogło i Tobie też może pomóc.

Aha. No i sprawdź też: spanie "na raty"

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij