REKLAMA

Alkohol szkodzi w każdej dawce [Badania]

Stawiamy kolejkę temu, kto nie widział za barem tabliczki z ostrzeżeniem: alkohol szkodzi zdrowiu. I drugą każdemu, kogo ta tabliczka powstrzymała przed przywołaniem barmana. Puste hasła nie działają. My nie zamierzamy Cię pouczać. Przedstawimy tylko fakty.

alkohol, alkoholizm shutterstock.com
Pamiętasz jeszcze wiosenny lockdown? Puste, wymarłe ulice, zamknięte knajpy i restauracje, pojedynczych pasażerów w autobusach? Ludzi w maseczkach i rękawiczkach, patrzących podejrzliwie na każdego, kto kaszle w kolejce do kasy w Biedronce czy Lidlu? Ja pamiętam. I pamiętam też jedną scenę. Stałem jako siódma osoba w kolejce. Miałem więc świetny widok na to, co ludzie wykładali na taśmę. Każda z sześciu osób przede mną w zakupach miała alkohol. Wódka, wino, zgrzewka piwa, pan w eleganckim płaszczu położył dumnie trzy butelki Jacka Danielsa.

REKLAMA

ZOBACZ: Czy masz problem z alkoholem?

W kolejce za mną też słyszałem brzęczące szkło. Wszyscy to widzieli i słyszeli, i nikt się niczego nie wstydził. Zupełnie tak, jakby ludzie nie zdawali sobie sprawy albo zapomnieli, że właśnie kupują truciznę. Truciznę, która przyniesie wstyd. Sprawi, że część z nich pokłóci się z żoną, część uderzy dziecko, ktoś się przewróci, ktoś inny zwymiotuje obok łóżka, a te rozchichotane dziewczyny, które kupowały cztery prosecco, gdy butelki będą już puste, być może pozwolą komuś na więcej niż chciałyby pozwolić na trzeźwo. Żeby nie było, że jestem święty – w moim koszyku też były dwie butelki. Brandy dla mnie i wino dla mojej dziewczyny. Teoretycznie wiem, że alkohol szkodzi, ale na co dzień o tym nie myślę.

Nie ja jeden

Z przeprowadzonej przez nas niedawno ankiety wśród Czytelników MH (dziękujemy wszystkim, którzy ją wypełnili!) wynika, że 75% z nas pije alkohol co najmniej raz w tygodniu. Co najmniej 18% od 3 do 4 razy w tygodniu, a co dziesiąty – codziennie. Odpowiedzi „w ogóle nie piję” udzieliło niecałe 2% ankietowanych. To ci najrozsądniejsi z nas. Ci, którzy nie dali się nabrać powszechnemu toastowi, jakoby wypicie kieliszka wódki miało służyć zdrowiu.

PRZECZYTAJ: Alkohol - 10 nieznanych faktów

Na zdrowie? Nie bardzo

Kilka lat temu uczeni ze Szwecji opublikowali raport podważający wiarygodność twierdzeń o rzekomo korzystnym dla zdrowia efekcie picia umiarkowanych ilości alkoholu. Autorzy zwracają uwagę, że wprawdzie często można spotkać artykuły naukowe sugerujące korzystny wpływ niewielkich dawek alkoholu np. na układ krążenia, ale są to zawsze badania obserwacyjne. W uproszczeniu: bierze się jakąś dużą grupę ludzi, pyta ich o to, ile i jak piją, a następnie sprawdza, w jakim stanie są ich organizmy. Gdy okazuje się, że np. ci, którzy mają najzdrowsze serca, wypijają, powiedzmy, średnio jednego drinka dziennie, wyciągają wniosek, że to właśnie ten drink chroni serce.

Przegapiając (albo „przegapiając”) przy okazji wiele innych czynników, które na taką sytuację mogły mieć wpływ: status materialny, stan cywilny, miejsce zamieszkania, smog itd. Szwedzcy lekarze zwracają uwagę, że nie ma żadnych porządnie zaplanowanych metodologicznie, randomizowanych badań dowodzących, że alkohol w małych ilościach jest dobry dla zdrowia. Po prostu ich nie ma. Jest natomiast mnóstwo wiarygodnych, niepodawanych w wątpliwość badań, że alkohol demoluje organizm.

Bezpieczny limit

Nawet przy optymistycznym założeniu, że jednak – mimo braku dowodów – istnieje jakiś korzystny wpływ alko na serce, to i tak granica, po przekroczeniu której alkohol zaczyna bardziej szkodzić niż pomagać, jest ustawiona bardzo nisko. Jak donosi „Journal of the American College of Cardiology”, żeby zostać tzw. heavy drinkerem (w nadwiślańskim języku to ten, co nie wylewa za kołnierz), wcale nie trzeba zaraz wystawać w obsikanych spodniach pod sklepem.

Do kategorii heavy drinkerów zaliczają się już ci, którzy wypijają 14 i więcej jednostek alkoholu tygodniowo. Tylko tyle wystarczy, żeby być o 25% bardziej narażonym na przedwczesną śmierć z różnych powodów, a na zgon z powodu nowotworu aż o 67%. Przypomnijmy: 14 standardowych porcji alkoholu to np. sześć piw albo codziennie kieliszek wina do kolacji. Przypuszczałbyś, że takie zachowania mogą być groźne dla zdrowia?

Bardziej szczegółowe (i uwzględniające również inne czynniki ryzyka) analizy statystyczne wykazały, że w miarę bezpieczną granicą jest dawka 1,6 drinka dziennie. Czyli jedno duże piwo. I koniec. Powyżej tej granicy zaczyna się pole minowe. Jak czytamy w raporcie Biura Analiz Sejmowych „Alkohol w Polsce 2016”, „ z używaniem alkoholu wiąże się ponad 200 rodzajów chorób i urazów, w tym m.in.: uzależnienia, depresje i samobójstwa, wypadki, utonięcia, a także choroba wieńcowa, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia rytmu serca, udary mózgu oraz zwiększone ryzyko powstawania nowotworów jamy ustnej, gardła, przełyku, wątroby i jelita”.

Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych przedstawia z kolei listę szkód, jakie alkohol potrafi wyrządzić poszczególnym częściom Twojego organizmu. To nie jest fascynująca lektura, ale zmuś się – bo to są właśnie te fakty, które pomogą Ci podjąć świadomą decyzję, gdy następnym razem ktoś będzie Cię wyciągał „na jednego”.

Gdzie Ci szkodzi?

Układ nerwowy: polineuropatia (uszkodzenie wielu nerwów), a więc na przykład zaburzenia czucia, niedowłady, bóle; zmiany zanikowe i zwyrodnienia mózgu – już nie będziesz taki bystry.

Układ pokarmowy: przewlekłe stany zapalne błon śluzowych jamy ustnej, przełyku, żołądka i dwunastnicy – jedzenie przestaje Ci smakować, a wręcz sprawia ból. Zaburzenia perystaltyki jelit oraz upośledzenie wchłaniania – prześladują Cię zaparcia lub biegunki, w końcu chudniesz. Stany zapalne trzustki i wątroby – stłuszczenie, zwłóknienie i marskość. To ostatnie to w zasadzie wyrok śmierci, o ile nie znajdzie się dawca.

Układ krążenia: nadciśnienie tętnicze, stłuszczenie i powiększenie serca i inne. Układ oddechowy: przewlekłe zapalenie błony śluzowej tchawicy i oskrzeli. To sprzyja częstym infekcjom, np. teraz zakażeniu koronawirusem. U osób nadużywających alkoholu 10 razy częściej występuje rak jamy ustnej, krtani i tchawicy.

Układ moczowy: ostra niewydolność nerek, dna moczanowa – stawy puchną i bolą Cię tak, że nie możesz chodzić.

Układ hormonalny: nieprawidłowe wydzielanie testosteronu, zmniejszenie ruchliwości plemników i zniszczenie ich struktury. Hipogonadyzm i feminizacja.

Uff. Chyba wystarczy tej tortury. A przecież z alkoholem związane jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo – po kilku głębszych włącza Ci się tryb „potrzymaj mi piwo” i tracisz samokontrolę.

Większość poważnych przestępstw popełniamy, będąc właśnie pod wpływem alkoholu. Według danych ze wspomnianego raportu Biura Analiz Sejmowych, „nietrzeźwe osoby dorosłe stanowiły większość wśród podejrzanych o popełnienie zabójstwa (82,5%), spowodowanie uszczerbku na zdrowiu (64,3%), udział w bójce lub pobiciu (76,8%), zgwałcenie (67,5%), rozbój, kradzież rozbójniczą, wymuszenie rozbójnicze (65,7%), uszkodzenie rzeczy (74,2%) oraz przestępstwa przeciwko funkcjonariuszom publicznym (84%)”.

Parafrazując Kazika, alkohol to nic więcej, jak tylko kłopoty. O wpływie na zdolność prowadzenia pojazdów i związanym z tym ryzykiem nie będziemy nawet wspominać, bo trzeba by mieszkać na Marsie, żeby o tym nigdy nie słyszeć.

Coś za coś

No dobrze, skoro alkohol jest taki zły, tak strasznie nam szkodzi, to co powoduje, że większość z nas go wciąż pije? No cóż. Alkohol jest substancją psychoaktywną, więc potrafi dać też sporo przyjemności. Do stężenia 0,5 promila ma działanie odprężające i euforyczne, czyli dokładnie takie, o jakie nam chodzi. Po to właśnie go pijemy, żeby się rozluźnić, żeby rozmowa toczyła się żwawo, żeby mieć nieco więcej śmiałości i zapomnieć choć na chwilę o kłopotach.

Stężenie 0,5‰ osiągniesz, jeśli w ciągu godziny wypijesz dwa piwa. To ten przyjemny stan, kiedy jesteś zrelaksowany i masz wyraźnie poprawiony nastrój. Wypij trzecie, a stężenie będzie już wynosiło 0,7 promila, a takie stężenie to już zaburzenia koordynacji, więc możesz się poślizgnąć, zrzucić coś ze stołu, nie trafić rzutką w tarczę etc.

Gdy stężenie sięga 0,5-0,7 promila, włącza się też gadatliwość (ryzyko przynudzania gwałtownie rośnie, to również czas zdradzania tajemnic), pogorszenie zdolności zapamiętywania (to akurat chwilowo się nie liczy: w trakcie imprezy tak naprawdę nie dzieje się zwykle nic naprawdę godnego zapamiętania), a także osłabienie samokontroli – to już jest niebezpieczniejszy objaw. Łatwiej jest Ci przystać na szalone pomysły. Najczęściej zaś oznacza decyzję, że otwieramy kolejną butelkę.

Powyżej 0,7 promila dołącza do tego pobudzenie seksualne i spadek możliwości właściwej oceny sytuacji, co prowadzić może do tego, że zaczniesz źle odczytywać sygnały nieznanych kobiet i wpakujesz się w poważne kłopoty, jeśli nie będziesz miał w pobliżu kumpla, który Cię powstrzyma. Rośnie też poziom agresji – w połączeniu z wyraźnie osłabionym refleksem i kłopotami z koordynacją robi to z Ciebie łatwego przeciwnika dla szukających zwady gości.

Po przekroczeniu 2 promili masz już zaburzenia mowy na tyle poważne, że dyspozytor taksówek może nie zrozumieć, skąd i dokąd chciałbyś pojechać. Zaburzenia równowagi są już tak duże, że łatwo się przewracasz nawet na równym chodniku. Równym i twardym, przypominamy. Organizm, broniąc się przed trucizną, zaczyna Ci wyłączać świadomość – robisz się senny. Ci goście, których czasami widzisz w knajpie z głową na stoliku, są właśnie w okolicach 2 promili.

Jeśli jakimś cudem uda Ci się nie przewrócić i nie zasnąć na ławce, możesz się jeszcze napić i podnieść poziom do 2-4 promili. To już jest śmiertelnie niebezpieczne. Dosłownie. W tym stanie spadają ciśnienie krwi i temperatura ciała, zanikają też odruchy fizjologiczne. Może się na przykład zdarzyć, że rano obudzisz się z mokrymi spodniami w kroku. To ten weselszy scenariusz, bardziej ponury – jeśli zaśniesz na wznak i zaczniesz wymiotować, możesz się zachłysnąć wymiocinami i udusić.

W ten sposób odeszło z tego łez padołu wielu rockmanów (tu uwaga: jeśli widzisz kogoś nawalonego jak stodoła i śpiącego na plecach, przewróć go na bok i podeprzyj czymś – możesz mu tak uratować życie). Powyżej 4 promili to już dla większości ludzi dawka śmiertelna. Zapadasz w śpiączkę, z której możesz się już nie obudzić. Jedyny plus tej sytuacji to ten, że wymykasz się w ten sposób takiemu kacowi, że błagałbyś, żeby ktoś Cię dobił.

Rachunek zysków i strat

Czy to wszystko znaczy, że musisz od jutra zostać abstynentem? Oczywiście, nie. Gdybyśmy w życiu mieli robić tylko rzeczy, które są dobre dla naszego zdrowia, byłoby strasznie nudno. Czy klejenie modeli jest dobre dla zdrowia? Czy oglądanie seriali jest dobre dla zdrowia? Czy gry wideo są dobre dla zdrowia? Raczej nie. Ale przecież nikt o zdrowych zmysłach nie siada do konsoli, żeby poprawić kondycję swojego serca. Życie składa się również z odrobiny ryzyka i zabawy. Alkohol zapewnia jedno i drugie. Cała sztuka polega na tym, żeby tego ryzyka rzeczywiście była odrobina.

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA