REKLAMA

Alkohol - historia, badania, wpływ na zdrowie

Alkohol jest trucizną! Ale za to jaką! Amerykańscy naukowcy twierdzą, że dwie lampki wina dziennie czynią więcej pożytku niż szkód. Nic nowego!

piwo shutterstock.com
Trudno dociec, kiedy człowiek po raz pierwszy spróbował napoju, który wprowadził go w dobry nastrój. Z pewnością nie był to wyborny koniak. Ba, płyn nie przypominał ni smakiem, ni wyglądem poczciwego – znanego choćby z biblijnych przypowieści – wina. Mogła to być ordynarna woda z kałuży, w której zbyt długo leżała gruszka czy inny owoc. A jednak stało się!

Mniej więcej od dziesięciu tysięcy lat ludzie już z premedytacją powtarzają ten eksperyment, doskonaląc jedynie efekty pierwotnej siły sprawczej – fermentacji alkoholowej. Siły natury Skąd alkohol bierze się w soku?

ZOBACZ: Alkohol - 10 nieznanych faktów

Starożytni grecy powiedzieliby, że z... powietrza. Z pewnością nieraz byłeś świadkiem podobnego eksperymentu jak ten z pierwszym drinkiem człowieka jaskiniowego. Pozostawiony sam sobie sok (ale babuni, nie pasteryzowany z kartonu) po kilku lub kilkunastu dniach – to zależy od zawartości cukru w naszej substancji bazowej – wzbogaca się o charakterystyczny posmaczek, znany niemal każdemu od pierwszej szkolnej potańcówki. To jest alkohol.

Fakt – w niewielkiej ilości, ale zawsze. Z powietrza się wziął? Poniekąd tak, gdyż w powietrzu nieustannie krążą zarodniki drożdży. Niewielkich rozmiarów grzyby – mają tę cudowną (lub przeklętą jak woleliby prohibicjoniści) właściwość, że żyjąc, cukier zamieniają w alkohol. To jest jak najbardziej naturalny proces – drożdży nie wymyślił człowiek, żeby mu produkowały alkohol – etanol wychodzi drożdżom niejako przy okazji normalnej przemiany materii.

Drożdże nie miały i nie będą miały okazji bycia na rauszu – do głowy... to znaczy do komórki by im nie przyszło popijać coś, czego chciałyby się pozbyć. Jednak jak na ludzkie potrzeby, drożdże okazały się zbyt mało produktywne – nie są w stanie wytrzymać większego stężenia alkoholu niż 16%.

ZDROWIE: Czy alkohol to broń przeciwko cukrzycy?

Potęga myśli

Człowiek nie od parady ma mocniejszą głowę i jakieś 1300 lat temu opracował metodę destylacji alkoholu. Co ciekawe, nie wymyślili tego Rosjanie, lecz Arabowie. Islam był jeszcze młodą i nie tak restrykcyjną religią jak dziś. Proste zjawisko fizyczne pozwoliło od razu zwiększyć liczbę procentów do kilkudziesięciu. Otóż spirytus paruje w temperaturze o około 20O niższej niż woda.

Wystarczy więc podgrzać..., ale to już wszyscy w wiedzą. C2H5OH – bo takim chemicznym wzorem oznacza się alkohol etylowy w postaci czystej – praktycznie nie występuje. Natychmiast uwadnia się parą wodną z powietrza. W celach konsumpcyjnych pobieramy go w różnych roztworach i formach, ale generalnie jest to ta sama substancja.

Spirytus, choć sam lubi się rozpuszczać, jest doskonałym rozpuszczalnikiem i dlatego jest wykorzystywany do produkcji różnych wyciągów ziołowych o jak najbardziej leczniczym działaniu. Oto i objawia nam się Paracelsusa dualizm natury rzeczy.

REKLAMA

REKLAMA

Na lekarstwo

 Amerykańscy naukowcy w raporcie dla American Heart Association zalecają „umiarkowane picie” alkoholu, tzn. na poziomie dwóch lampek wina dziennie (50 ml wódki lub koniaku). Z badań, jakie przeprowadzili, wynika, że takie ostrożne picie dobrze wpływa na układ krwionośny. Alkohol ma tę właściwość, że podnosi Leczysz się? Nie pij! poziom dobrego cholesterolu, zapobiegając w ten sposób chorobom układu krążenia. Ten dobry zbiera ze ścianek naczyń krwionośnych zły cholesterol, który odkłada się na nich, blokując przepływ krwi – aż do całkowitego zatrzymania.

Do podobnych wniosków doszli francuscy badacze, którzy obserwowali swoich rodaków, jak oni lubiących popijać wino do obiadu. Z tą terapią nie należy jednak przesadzać, bo już powyżej limitu umiarkowanego picia alkohol zaczyna pracować na podwyższenie ciśnienia krwi. Na dobroczynnym wpływie alkoholu na układ krwionośny pozytywne (w sensie zdrowotnym) aspekty popijania trunków praktycznie się kończą. Istnieją doniesienia o antyrakowym działaniu polifenoli w winie i pozytywnym wpływie sake na pamięć, ale nie potwierdzono ich klinicznie.

Co za dużo

Spirytus etylowy ma zabójcze właściwości tak dla organów wewnętrznych, jak i całego organizmu. I trudno określić bezpieczną granicę picia. Śmiertelne może być już stężenie 0,5‰ dla kierowcy samochodu lub 2‰, jeżeli dojdzie do zatrzymania oddechu. Choć kroniki kryminalne (to prawda, w tej części Europy) notują przypadki przedstawicieli homo sapiens, którzy przeżywali zawartość siedmiu i więcej promili, to naprawdę nie ma powodów do bicia rekordów.

Zakładamy, że masz świadomość konsekwencji wynikających ze zbyt częstych suto zakrapianych imprez i rozładowywania stresu kolejnymi szklaneczkami. Skoro czytasz MH, dbasz o swoje zdrowie i nie musimy ci tego tłumaczyć. Jesteśmy ludźmi i mamy słabości, ale alkohol jest dla ludzi, którzy potrafią go używać. Z głową. Swoją drogą, picie alkoholu jedynie w celach rozrywkowych jest stosunkowo świeżą modą.

Antyseptyka

Przez tysiąclecia alkohol w postaci wina, miodów pitnych i piwa był podstawowym napojem ludzkości. Przynajmniej tej jej części, która zamieszkiwała lądy w basenie Morza Śródziemnego i nie gotowała wody na herbatę. Amerykański badacz dehydrogenazy alkoholowej, enzymu rozkładającego alkohol prof. Bert L. Valee twierdzi nawet, że produkty fermentacyjne przez swoje właściwości aseptyczne nie miały żadnej konkurencji ze strony poczciwej wody. Ta, poddana promieniom słonecznym, stawała się siedliskiem chorobotwórczych drobnoustrojów, siejących kolejne plagi chorób zakaźnych.

Picie niskoprocentowych sterylnych alkoholi było po prostu bezpieczniejsze. Coś w tym jest – wystarczy zajrzeć do Biblii, by przekonać się, że bohaterowie jej przypowieści pili głównie wino, a jeśli wodę, to tylko ze źródła, które stawało się użytecznym za sprawą boskiej interwencji. Na wyobraźnię ówczesnych musiało więc działać przemienienie wody w wino jakiego dokonał Jezus w Kanie Galilejskiej. Kiedy Pasteur zobaczył, że świat istot żywych nie ogranicza się do tego, co widać gołym okiem, alkohol okazał się nadal przydatnym środkiem antyseptycznym. Do dziś posmarowanie spirytusem jest najpopularniejszą metodą odkażania.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA