[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

USS North Dakota. Jak wygląda trening w łodzi podwodnej?

Członkowie załogi USS North Dakota mają do pokonania wielu wrogów. Odizolowani, głęboko pod wodą stają w szranki także ze swoimi demonami. A jak tam u Ciebie w pracy? Dalej ciężko?

USS North Dakota zdjęcia: Brian Finke
"Jak nietrudno zauważyć, trenujemy obok bomb" – rozpoczyna Corey Shores, dowódca, odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne załogi okrętu USS North Dakota, wskazując głową na długie metalowe pociski w pokoju torpedowym. Tak, w czasie pokoju skład służy również jako siłownia. Napis markerem na czubku jednej z torped typu MK 48 zdradza jej imię. Claire została nazwana przez gościa, który pewnego dnia wpakuje ją do wyrzutni i pośle w kierunku wroga. Krótko potem blisko 300 kilogramów materiału wybuchowego eksploduje pod kadłubem celu.

"Na pokładzie mamy cztery takie torpedy" – zdradza Shores, 29-letni żołnierz marynarki z Północnej Karoliny. Jego głównym zadaniem jest obsługa reaktora w maszynowni okrętu North Dakota, ale przypadł mu również zaszczyt dbania o sprawność 138-osobowej załogi. Oba te obowiązki traktuje tak samo poważnie. To facet, który kocha trening, i ochotnik, który ciężko pracował, aby znaleźć się właśnie w tej roli. Jego sylwetka jest dowodem kompetencji.

Ambitny Shores jest odpowiedzialny za to, aby każdy obecny na łodzi był gotowy na półroczny test przygotowania fizycznego - sekwencję kilku ćwiczeń, które mówią wszystko o wydolności, sile i wytrzymałości mięśni kandydata. Trening jest kompleksowy, lecz Corey dba także o odporność psychiczną załogi. Zdrowa głowa jest cholernie ważna, gdy znajdujesz się w stalowej tubie, która często nie pojawia się na powierzchni nawet przez trzy miesiące. No i ktoś jeszcze musi zadbać o sprzęt do treningu.

"To bywa kłopotliwe. Wystarczy wyobrazić sobie, że ci wszyscy ludzie mają do dyspozycji jedną bieżnię". Trenowanie w takich warunkach nie jest proste. Ogranicza nie tylko czas, ale głównie możliwości. Większość okrętów US Navy ma potężne przestrzenie - nie mówiąc już nawet o pokładzie - przystosowane wyłącznie do treningu. Lotniskowce mają ogromne siłownie, a nawet boiska do koszykówki. Te udogodnienia pozostają w sferze marzeń dla mężczyzn i kobiet służących na North Dakota (lub którejkolwiek z pozostałych 84 łodzi podwodnych amerykańskiej floty).

Przestrzeń osobista właściwie nie istnieje, a każda większa powierzchnia ma tu więcej niż jeden istotny cel. To po prostu nie jest dobre miejsce na trening. Łódź ma 115 metrów i trochę ponad 10 metrów w najszerszym punkcie. Członkowie załogi śpią w szóstkę w kajutach wielkości przeciętnej garderoby, po 3 koje na stronę. Nierzadko brakowało łóżek dla wszystkich – w takich wypadkach rekruci dzielą łóżko w dwie lub trzy osoby. Trzydzieści osób ma do dyspozycji dwa prysznice, dwie toalety i dwa zlewy. Podczas kilku godzin wolnego w ciągu dnia masz do wyboru kilka opcji: leżeć w koi, oglądając filmy lub grając w gry na telefonie, albo próbować zabić czas w jednej z większych przestrzeni socjalnych. Do wyboru jest kambuz (miejsce do gotowania posiłków) lub pomieszczenia robocze, które są w podwodnym świecie odpowiednikiem salonów. Słowem: bajka.

REKLAMA

REKLAMA

USS North Dakota zdjęcia: Brian Finke

Podwodna walka

Aby pozostać przy zdrowych zmysłach i w odpowiedniej formie, wszyscy członkowie załogi muszą się przystosować. Większość treningów odbywa się w "sali torpedowej", która do miana sali raczej nie dorasta. Jedyne miejsca, w których osoba mierząca ponad 180 cm może stać prosto, to przejścia. Oznacza to, że większa część dbania o formę odbywa się w przestrzeni o wielkości pomieszczenia gospodarczego pod stojakiem z torpedami. W

łaśnie tam załoga trzyma sztangę oraz dwa zestawy hantli marki Power Block (regulowane hantle, które zastępują ponad 20 par hantli, dzięki możliwościom doboru obciążenia). Jest tego niewiele, ale "można zrobić nawet martwy ciąg i kilka odmian przysiadów". Załoga ma też do dyspozycji 16-kilogramowy kettlebell, kilka wałków do masażu, maty treningowe i taśmy TRX. Pojawia się też składana ławeczka – dla tych stęsknionych za klasycznym wyciskaniem leżąc. Na pokładzie znalazło się miejsce na pięć maszyn kardio – dwa rowerki spinningowe, wioślarz, mały orbitrek i bieżnia. Wszystkie (oprócz tej ostatniej) są schowane w innym pomieszczeniu, do którego zwiedzający nie mają wstępu. Wierzę na słowo.

W życiu załogi są momenty, gdy nawet te kilka maszyn pozostaje wykreślone z treningowego menu. Ze względu na charakter działań amerykańskich okrętów podwodnych typu fast-attack zdarzają się okresy, gdy na pokładzie obowiązuje absolutna cisza (tzw. ultra quiet). Tyczy się to misji, podczas których łodzie transportują żołnierzy sił specjalnych, bezzałogowe pojazdy oraz szpiegów lub gdy próbują przechwytywać komunikację w pobliżu obcych portów. W taki momentach błędem jest nawet trzaśnięcie deski sedesowej.

"Właśnie wtedy przerzucamy się na taśmy TRX i ćwiczenia z masą ciała" – mówi Kellen Voland, starszy doradca oficera dowodzącego USS North Dakota. Voland to fanatyk treningu, którego entuzjazm (jak twierdzą podopieczni) jest głównym powodem, przez który żaden z członków załogi nie przeszedł testu przygotowania fizycznego w ciągu ostatnich trzech sześciomiesięcznych cykli. (Trening na ostatniej stronie tekstu).

Voland jest wymagający, ale wie, że walka o formę to jedna z trudniejszych, które toczy załoga. "Odwiedziłem pomieszczenie z torpedami. Jeden gość robił kardio, drugi czekał na jego sprzęt, kolejny robił pompki, a ostatni trenował z TRX-ami – wspomina. – Innym razem dwóch robiło klatę, a jeszcze jeden pracował z torpedami, starając się przejść nad nimi, aby zrobić swoją robotę".

Wnętrza łodzi podwodnych nie są projektowane z myślą o zapalonych sportowcach. Nie zmienią tego nawet metalowe wnętrzności pomieszczeń i niezliczone rury oraz szyny, które wydają się idealnymi punktami do ćwiczeń gimnastycznych lub zaczepienia taśm treningowych.

"To będzie działało tylko do momentu, gdy są relatywnie nowe i wystarczająco mocne – mówi Voland, łapiąc wystające uchwyty i robiąc trzy szybkie podciągnięcia. – Musimy wykorzystywać całe miejsce i wszystkie dostępne narzędzia. Każdy z nas przychodzi tu, urządza przestrzeń wedle swoich potrzeb i treningiem wyrzuca z siebie stres, gniew oraz frustracje".

REKLAMA

USS North Dakota zdjęcia: Brian Finke

Odwaga i braterstwo

Wszystkie ruchy łodzi podwodnych są tajne. US Navy nie informuje nawet dokładnie, kiedy okręt podwodny opuści port lub do niego powróci. Gdy MH odwiedził North Dakota w bazie Gronton, powiedziano nam tylko, że okręt wypływa niebawem. Łódź w istocie opuściła port krótko po naszej wizycie. Załoga pływała już od kilku dni, gdy na Oceanie Atlantyckim doszło do tragedii – młody podoficer próbował popełnić samobójstwo. Mężczyzna postrzelił się karabinem (nie śmiertelnie).

Nie zostały ujawnione właściwie żadne szczegóły na temat tego wydarzenia. Większość informacji o tym incydencie pochodzi z posta opublikowanego na Facebooku przez Marka Robinsona, dowódcę okrętu. Wiemy, że wdrożono procedury ewakuacyjne, a trudne warunki pogodowe na Atlantyku zmusiły okręt do obrania kursu w kierunku wybrzeży Connecticut, gdzie czekał na niego holownik. Robinson stwierdził, że to była najgorsza pogoda, jaką widział w życiu. Gdy ranny marynarz się przebudził, kilku kolegów spędziło przy nim całe siedem godzin drogi powrotnej.

Specjalnie dla ratowników zdemontowano pewne obszary wewnątrz okrętu, aby umożliwić im przejście z noszami. Członkowie załogi pomogli służbom przetransportować rannego do holownika, który przeniósł go do ambulansu na brzegu. "Nie mogę opisać rozmiarów bohaterstwa, którego byłem świadkiem w ciągu ostatnich 48 godzin" – napisał Robinson.

REKLAMA

REKLAMA

USS North Dakota zdjęcia: Brian Finke

Mrok w głębinach

Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych nie poruszyła już więcej tematu próby samobójczej. Nie powinno to dziwić nikogo, kto choć w pewnym stopniu rozumie charakter misji, której podjęli się ludzie służący na pokładzie USS North Dakota. Był to jednak wstrząsający i, niestety, całkowicie realny przykład, że temat zdrowia psychicznego żołnierzy jest kwestią absolutnie priorytetową.

James Rapley, psychiatra Submarine Forces Atlantic, to człowiek odpowiedzialny za zdrowie psychiczne załóg na 35 okrętach podwodnych na wschodnim wybrzeżu Stanów. Misję ludzi, którzy zanurzają się pod wodę, porównuje do wsiadania na pokład statku kosmicznego. To zupełnie obcy większości styl życia, niepodobny do niczego na Ziemi. Nie ma światła słonecznego, a woda i powietrze są wytwarzane na pokładzie okrętu.

"Woda ma całkiem niezły smak, ale znikomą zawartość składników mineralnych, zaś to, czym się oddycha… Cóż, pachnie bardzo »specyficznie«" – mówi dr Rapley. Załoga nie ma połączenia internetowego ani telefonicznego. Są tylko limitowane e-maile. Kiedy członkowie załogi całują swoją rodzinę, opuszczają ten świat w dokach, przechodzą do innego świata. Dni i noce to tylko semantyka. Jedyną rzeczą, która odróżnia niedzielę od środy, jest menu na stołówce. "Mógłbym nieźle się z nimi zabawić, zmieniając potrawy" – mówi z uśmiechem Lance Cross, okrętowy specjalista ds. żywienia.

Każda kwestia dotycząca łodzi wymaga skoncentrowanej pracy wszystkich ludzi na pokładzie. Nie ma tam nieznajomych, nie ma tajemnic. "Wiesz wszystko o wszystkich" – mówi otwarcie 26-letni Dominic Sisto, technik elektroniki nawigacyjnej, który wcześniej służył na pokładzie USS Columbia. Obecnie jest też asystentem dowódcy ds. przygotowania fi zycznego w US Navy Submarine School. "Możemy się nie lubić, ale musimy sobie ufać. Polegasz na ludziach, więc z czasem po prostu się otwierasz". Zaufanie ma jednak swoje granice. Rozmowa o słabościach nie jest czymś, do czego członkowie załogi amerykańskiego okrętu podwodnego mieli okazję przywyknąć. Niektórzy uważają zaburzenia za psychiczną słabość. To zniechęca wielu do szukania pomocy.

Dr Rapley i cała US Navy próbują walczyć z tym staroświeckim myśleniem. "Musisz spojrzeć na ludzi holistycznie i zrozumieć, że zły dzień to coś normalnego. Problemy są normalne i trzeba je rozwiązywać". Rapley pomógł wdrożyć program, który ma za zadanie wspierać "sprawność psychiczną" całego personelu i zlikwidować piętno psychologicznych problemów. "Ważną częścią tych zmagań jest tworzenie społeczności" – wyjaśnia. Specjaliści od zdrowia psychicznego coraz częściej pojawiają się na nabrzeżach i są w stałym kontakcie z dowództwem okrętów. Członkowie załogi są zachęcani do odwiedzania terapeutów, którzy, jak zapewnia Rapley, "zajmują się nimi kompleksowo". Fachowcy skupiają się na ocenie formy, zalecają odpowiednie żywienie oraz ćwiczenia, a także dbają o równowagę hormonalną, metabolizm, a nawet o odpowiedni poziom neuroprzekaźników. Terapia prawie nigdy nie jest zwyczajną rozmową.

Setki metrów pod wodą załoga jest jednak zdana na siebie. Z tego powodu specjaliści prowadzą program szkoleniowy dla dowódców, którzy każdego dnia mają styczność z większością członków załogi. Nikt nie ukrywa, że największą uwagę zwraca się na młodych rekrutów. Głównym celem tych działań jest uczulenie liderów na oznaki zmian w kondycji psychicznej załogi. Drażliwość, smutek, zmniejszona motywacja, nieuważność, bezsenność – to tylko kilka z listy znaków, które mają być dla dowódców sygnałem ostrzegawczym. To misja, przy której niekomfortowy trening staje się kompletnie nieistotny. Przed wdrożeniem programu łodzie podwodne traciły rocznie kandydatów stanowiących równowartość dwóch pełnych załóg. Problemy psychologiczne wymagały wsparcia medycznego lub oddelegowania do innych prac przy flocie na powierzchni.

Nowe działania US Navy przyczyniły się do 50-procentowego spadku "nieplanowanych strat". Techniki motywacyjne i zmiany dotyczące wydajności to ważna część procesu, który dał podwaliny sieci wsparcia obejmującej portowych terapeutów i dowódców obecnych na okrętach. Dr Rapley przyznaje, że nadal każda załoga doświadcza kilku intensywnych dni, które są bardzo wymagające dla psychiki.

"Spektrum emocji jest jednak bardziej ścisłe. Rzadko zdarza się, że żołnierze tracą opanowanie lub krzyczą. Również tym różnią się od zwykłych okrętów, na których kłótnie, krzyki i spięcia to normalka. Ci drudzy mają jednak możliwości rozejść się w dwie strony i ochłonąć". Zmiany dotknęły także system pracy na łodziach podwodnych. Naukowcy z Naval Undersea Medical Institute w Groton poradzili dowództwu, aby zmienić harmonogram zajęć załogi. "Przeszliśmy na 8-godzinne zmiany – mówi Voland. – Ja byłem pełen obaw, ale nowi rekruci je uwielbiają. To pokolenie wyhodowane na urządzeniach elektronicznych. Siedzenie 8 godzin przed komputerem to dla nich żadna nowość".

Nowe podejście zmieniło nie tylko organizację pracy. Człowiek kończący ośmiogodzinną zmianę ma teraz 16 godzin wolnego (wcześniej 12). Oznacza to o wiele więcej czasu na trening i zajęcia, które pozwalają oderwać się od myśli zanurzonych w mrocznych głębinach oceanu. Okręt USS North Dakota to niesamowita maszyna i niezwykle groźna broń. Jednostka byłaby jednak niczym bez wszystkich ludzi, którzy tworzą jej załogę. Dla nas są dowodem na to, że najważniejszą cechą człowieka jest jego charakter. Bo tam – głęboko pod wodą – opanowanie, niezłomność i odwaga są potrzebne o wiele bardziej niż najlepszy sprzęt treningowy.

REKLAMA

USS North Dakota zdjęcia: Brian Finke

Test formy US Navy

Te 3 wyzwania musisz ukończyć w podanej kolejności. Przerwa między nimi nie może wynosić więcej niż 10 minut. Spróbuj znaleźć się w naszych widełkach. Jak poszło?

1/ Brzuszki

Niech kumpel trzyma Cię za stopy. Unieś kolana i kieruj głowę w ich kierunku. Maksymalna ilość powtórzeń w 2 minuty.

  • 90 świetnie
  • 70 nieźle
  • 40 tak sobie

2/ Pompki

Ciśniesz na maksa przez 2 minuty. Odpoczynek tylko podczas wyprostu łokci.

  • 70 świetnie
  • 50 nieźle
  • 25 tak sobie

3/ Bieg na 2,5 km

  • 9:00 świetnie
  • 11:00 nieźle
  • 14:00 tak sobie

Lub

Pływanie – 500 metrów

Start z basenu, bez wskakiwania na główkę do wody.

  • 7:00 świetnie
  • 8:30 nieźle
  • 13:00 tak sobie

Trening USS North Dakota

Brak czasu na siłkę? Oto trening z masą ciała, który firma EXOS stworzyła dla amerykańskich żołnierzy. Bez wymówek.

Załoga rozpoczyna od 5 minut dynamicznej rozgrzewki – to mieszanka pajacyków, wykroków, wyrzutów kolan i krążenia ramionami.

Część 1

Po drabince w dół

  • 15 przysiadów
  • 10 pompek wąskich
  • 10 wykroków
  • 15 pompek zwykłych

Zrób 20 sekund przerwy po ćwiczeniu. Powtarzaj obwód, za każdym razem odejmując jedno powtórzenie po jego zakończeniu. W ostatniej rundzie zrób 5 przysiadów, 5 pompek i tak dalej.

Część 2

Trening: korpus i triceps

  • 15 dipów na krześle
  • 1,5 min deski (30 sekund na lewym boku, 30 sekund klasycznie i 30 sekund na prawym boku)
  • 30 sekund deski wysokiej z pozycji do pompki
  • 10 dipów na krześle

Powtórz całość 3 razy. Załoga kończy trening, wykonując serię przysiadów i pompek do upadku, 60 brzuszków i 10 minut kardio (przeskoki w podporze, wykroki, skakanka). Na koniec 2 minuty marszu, wyciszenie i rozciąganie. Spocznij, żołnierzu.

Koniecznie sprawdź też: Trening komandosów Navy SEALs. Zamień ciało w broń.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij