REKLAMA

Selekcja twardzieli

Selekcja oddziela chłopców od prawdziwych mężczyzn. Specjalnie dla Men's Health swoje historie opowiedzieli finaliści z ubiegłych lat. Podpowiadamy, jak przygotować się do tej najtrudniejszej gry militarno-przygodowej w Polsce.

Danuta Kups
fot. Danuta Kups - combat56.pl
Prawdziwej Selekcji nie zarejestrują kamery, nie opiszą dziennikarze. To w głowie pokonujesz swoje bariery i słabości, łamiesz własne granice po to, by stać się silniejszym i poznać siebie.

Wiedziałem, że będzie ciężko, ale nie spodziewałem się, że aż tak bardzo. Musisz wiedzieć, że Selekcja to monotonia: ciągłe marsze, zadania, marsze, zadania, czasem się prześpisz i coś zjesz, a wszystko to w pośpiechu. Pamiętam, że miałem kryzys chyba trzeciego dnia, gdy trzeba było przenosić opony przez jezioro-bajoro. Pomogli mi wtedy koledzy, którzy wzięli na siebie większy ciężar, przez co mnie odciążyli i jakoś przetrwałem ten dołek.

REKLAMA

Pokonać siebie

W pamięci zapadło mi jedno wydarzenie, kiedy to oddawał opaskę duży, silny facet - wydawałoby się, stworzony do takich imprez. Gdy oddawał opaskę, płakał. Uświadomiłem sobie wtedy, że nieważne jest to, jak wyglądasz, ile masz lat, czy masz duże bicepsy, szybko biegasz czy może jesteś bardzo silny. Prawdziwej Selekcji nie zarejestrują kamery, nie opisze żaden dziennikarz. To w głowie pokonujesz swoje bariery i słabości, łamiesz własne granice po to, by stać się silniejszym i na końcu zobaczyć siebie takiego, jakim jesteś naprawdę. Dopiero po Selekcji wiesz, do czego jesteś zdolny.

W rzeczywistości prawdziwa siła tkwi w głowie, w umyśle człowieka, a nie w wielkim bicepsie. Przed rozpoczęciem gry zrobiłem jeszcze jeden manewr, żeby się zmotywować. Wydałem wszystkie pieniądze, jakie miałem przy sobie. Wiedziałem, że jeśli odpadnę, to nie będę miał jak wrócić do domu, wiec musiałem przejść całą trasę, żeby ktoś po Selekcji podrzucił mnie choćby w kierunku domu. Wiesz, to tak jak spalenie przez konkwistadorów statków, które przybyły na podbój Ameryki.


• Michał Krajewski. Ukończył Selekcję w 2005 roku, a w roku 2006 był instruktorem.

"S" jak magnes

Selekcja działała na mnie jak magnes. Od samego początku, gdy tylko o niej usłyszałem, przysięgłem sobie, że jak tam pojadę, to po to, by ją ukończyć. Codziennie trenowałem, myśląc po cichu, że kiedyś pojadę na Selekcję, ale to były odległe plany. W końcu podjąłem decyzję, że wystartuję w 2004 roku. Intensywnie szykowałem się na ten termin i na miesiąc przed Selekcją zrobiłem sobie serię testów. Niestety, wyniki nie były zadowalające i podjąłem trudną decyzję, że odpuszczam sobie ten rok.

Przez cały kolejny rok intensywnie trenowałem, żeby być przygotowanym w 100% do kolejnej edycji. Trening składał się przede wszystkim z zajęć walki wręcz, zajęć z ZSW Strzelec i startów w zawodach w biegu na orientację. Mając rok do dyspozycji, dokładnie rozpisałem sobie, co w danym miesiącu mam osiągnąć.

Początki wiązały się z ćwiczeniami na przyrost masy mięśniowej, które w kolejnych okresach zastąpiłem treningiem na wytrzymałość siłową - najbardziej potrzebną na Selekcji. Niezależnie od treningu siłowego, prowadziłem trening wytrzymałościowy, oparty na długich biegach i startach w zawodach długodystansowych na orientację.

Po intensywnym treningu dawałem swojemu organizmowi odpowiednio dużo czasu na odpoczynek. Efektem było osiągnięcie bardzo dobrych rezultatów. Tu trzeba być systematycznym i mozolnie brnąć do postawionego sobie celu - na zasadzie małych kroków, a nie wskakiwania na mur, z którego się potem spada.

Tylko sukces

Osobiście nie znoszę porażek, więc nastawiłem się wyłącznie na sukces. Myślę, że to jest klucz do ukończenia Selekcji. Oczywiście, siłę i wytrzymałość trzeba mieć, bo jak się nie jest wstanie zrobić 61 pompek na pomoście, to i psycha nie pomoże. Selekcja była dla mnie najlepszą imprezą, na jakiej kiedykolwiek byłem. Mijają 2 lata od ukończenia Selekcji i rzeczywiście nie miałem okazji przeżyć podobnej przygody.

1 2 3 ... 4
STRONA 2 z 4

Komentarze

 (13)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA