[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Kolejka na Mount Everest - 10 ofiar w ciągu tygodnia

Olbrzymie zainteresowanie zdobyciem najwyższego szczytu globu nie dziwi. Zwłaszcza, że warunki są doskonałe. Na trasie tworzą się jednak kolejki, które sprawiają, że cała wyprawa staje się jeszcze bardziej niebezpieczna.

Everest AFP PHOTO / PROJECT POSSIBLE / EAST NEWS
Komercyjne wyprawy na najwyższy ośmiotysięcznik świata cieszą się ogromną popularnością. Firmy kuszą wspinaczy-turystów perspektywą odhaczenia na swojej liście ten największej - Mount Everest. Spełnione marzenie ma jednak swoją cenę: 11 tysięcy baksów za pozwolenie na wejście od strony Nepalu, 8 od strony chińskiej. Większość aspirujących zdobywców szczytu decyduje się na przewodnika i tu średnia cena to już 30 tysiaków. Dodajmy do tego sprzęt, odzież i ekwipunek najwyższej jakości. Zsumowana cena próby zdobycia azjatyckiego kolosa mogłaby wynieść nas ponad 200 tysięcy złotych. To cena wymierna. Co z życiem, które również położylibyśmy na szali?

(Sprawdź: Wyprawa w góry - jak się do niej przygotować?)

Niemała kwota nie odstrasza jednak setek zainteresowanych, którzy postanowili spróbować swoich sił w sezonie letnim, który niedawno rozpoczął się w Himalajach. Spójrzcie na zdjęcie, które wrzucił jeden ze śmiałków - Mount Everest przeżywa prawdziwe oblężenie!

Szacuje się, że w kulminacyjnym momencie gęsiego spacerowało w kierunku szczytu od 250 do 300 osób. Kolejka sprawia, że wszystko trwa o wiele dłużej. To właśnie opóźniony proces zejścia ze szczytu na (relatywnie) bezpieczny pułap stanowi największy problem. Doświadczeni himalaiści są zgodni, że fakt przebywania przez tak długi czas w "strefie śmierci" (na ponad 8000 metrów n.p.m.) nie ma prawa nie odbić się na zdrowiu i kondycji nawet dobrze przygotowanych wspinaczy. 

"Czarny tydzień" to prawdopodobnie dopiero początek złej passy. Do soboty w Himalajach straciło życie w sumie 10 osób. Czy lukratywny biznes sprawia, że na Everest i inne ośmiotysięczniki pakują się ludzie, którzy nie są gotowi stawić im czoła? A może najbardziej winne są władze wydające pozwolenia i firmy, które uczyniły z niezwykle wymagającego sportu zabawę dla mas? Opinię zostawcie nam w komentarzach.

REKLAMA

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij