REKLAMA

Igrzyska zimowe na własnej skórze

Łatwo krytykować sportowców, kiedy siedzi się na kanapie. Ale spróbowałbyś zrobić to, co oni... My spróbowaliśmy. Trzech redaktorów MH sprawdziło, jak trudno wybić się z progu, trafić do tarczy po szaleńczym biegu i pędzić lodową rynną z prędkością 100 km/h.

Jacek Heliasz - heliasz.com
Skoki narciarskie, bobsleje, biathlon - trzy wyzwania, którym przed igrzyskami stawili czoła redaktorzy MH (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)
"Start to kluczowa sprawa, od niego w głównej mierze zależy osiągnięcie dobrego czasu ślizgu - mówi Andrzej Żyła. - Ale w doświadczonych zespołach, w których zawodnicy jeżdżą ze sobą od kilkunastu lat, rozpychający mogą też w krytycznych momentach odpowiednim balansem ciała uratować bobslej przed upadkiem. Nie widzą toru, bo w czasie przejazdu chowają głowy, ale doskonale wyczuwają, gdzie są w danym momencie na torze i w jakiej pozycji znajduje się bobslej."

Z tartanowej bieżni do lodowej rynny

W filmie "Reggae na lodzie" opisującym przygotowania jamajskiej ekipy do startu w Calgary, na pomysł stworzenia bobslejowego teamu wpada biegacz, któremu nie udało się zakwalifikować na letnie igrzyska olimpijskie. Okazuje się, że nie jest to nic niezwykłego - lekkoatletyczną przeszłość ma za sobą wielu, jeśli nie większość bobsleistów.

"Do bobslei trafiają głównie sprinterzy, ale zdarzają się też płotkarze i dziesięcioboiści - mówi Andrzej Żyła. - Nam odpowiednich kandydatów pomaga znaleźć nasz trener przygotowania fizycznego Andrzej Kupczyk, który kiedyś odnosił sukcesy w biegu na 800 metrów."

REKLAMA

Wśród lekkoatletów najłatwiej znaleźć ludzi, którzy spełniają podstawowe wymagania stawiane przed bobsleistami: mają wrodzoną szybkość, dużą siłę fizyczną i odporność psychiczną oraz wzrost w granicach 185-195 centymetrów. Chętnych nietrudno znaleźć.

"Ale sporo ludzi odpada już na początku, bo dostają kwadratowych oczu, jak zobaczą tor na żywo i przejadą się bobslejem - wyjaśnia ze śmiechem trener. - Miałem już przypadki, że kandydaci rezygnowali jeszcze zanim wsiedli do bobsleja."

Jeśli nie czujesz lęku i chcesz poczuć dreszcz emocji związany z gnaniem bobslejem lodową rynną, możesz, tak jak my, odbyć ślizg tzw. taxibobem. Tor w Altenbergu niedaleko Drezna to położony najbliżej Polski obiekt, na którym świadczona jest taka usługa. Na stronie www.bobbahn-altenberg.de znajdziesz cennik i terminy przejazdów.

Lód, który parzy

Czy bobsleje są niebezpieczne? W połowie grudnia ub.r. na torze w Altenbergu niemiecki bobslej podczas treningu przewrócił się i pilot zespołu David Friedrich w stanie śpiączki został odwieziony do szpitala. Jeszcze kilkanaście lat temu podobne do powyższej informacje pojawiały się w prasie z przerażającą regularnością. Na szczęście, obecnie tak brzemienne w skutkach wypadki zdarzają się w lodowych rynnach sporadycznie.

Bobsleje to sport coraz bezpieczniejszy, mimo że obecnie osiągają one prędkość 120-130 km/h (na najszybszym torze w Saint Moritz nawet 145 km/h), a przeciążenia na zakrętach mogą mieć wartość aż 5,5 G (oznacza to, że waga ciała zawodników i boba wzrasta w tym momencie 5,5-krotnie).

"Stare tory, cieszące się sławą niebezpiecznych, są modernizowane, a nowe budowane tak, aby do minimum ograniczyć ryzyko. Nawet poważny wypadek, czyli przewrócenie się bobsleja lub wypadnięcie zawodnika z boba, kończy się tylko drobnymi urazami - uspokaja Andrzej Żyła, trener olimpijskiej reprezentacji Polski. - Najczęściej są to poparzenia, głównie barków, bo przy prędkościach powyżej setki lód dosłownie pali. Poważniejszych kontuzji jest coraz mniej, a przypadki utraty życia zdarzają się bardzo rzadko"

MH 02/2006

1 ... 6 7 8
STRONA 8 z 8

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA