REKLAMA

Igrzyska zimowe na własnej skórze

Łatwo krytykować sportowców, kiedy siedzi się na kanapie. Ale spróbowałbyś zrobić to, co oni... My spróbowaliśmy. Trzech redaktorów MH sprawdziło, jak trudno wybić się z progu, trafić do tarczy po szaleńczym biegu i pędzić lodową rynną z prędkością 100 km/h.

Jacek Heliasz - heliasz.com
Skoki narciarskie, bobsleje, biathlon - trzy wyzwania, którym przed igrzyskami stawili czoła redaktorzy MH (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)
Aby zmierzyć się z wyzwaniem, jakim jest jazda bobslejem, musieliśmy pojechać aż do Altenbergu w Niemczech. Musieliśmy, ponieważ z braku pieniędzy u nas nie ma ani jednego toru, który umożliwiałby uprawianie tej dyscypliny sportu. Położona w malowniczej leśnej okolicy lodowa rynna o długości półtora kilometra to jeden z obiektów, na których rozgrywane są zawody najwyższej rangi, z Pucharem Świata włącznie.

REKLAMA

W Altenbergu trenują i startują również reprezentanci Polski pod okiem trenera kadry Andrzej Żyły, który w latach 80. reaktywował sport bobslejowy w naszym kraju po 20-letniej przerwie spowodowanej brakiem pieniędzy na odpowiednio bezpieczny sprzęt. Jego zdaniem mieliśmy sporo szczęścia, że udało nam się zaliczyć tych kilka ślizgów, bo znaleźć wolny termin nie jest wcale łatwo. Nawet naszym bobsleistom, bowiem torów na świecie jest kilkanaście, a zespołów, które chcą na nich trenować, co najmniej kilkaset.

"Co sezon ślizganie zaczynamy w Lillehammmer w Norwegii, gdzie nie mamy problemów z dostaniem się na tor - mówi Andrzej Żyła. - Ale w innych krajach bywa różnie. Często jest tak, że Niemcy czy Szwajcarzy nie chcą nas wpuszczać na swoje tory, kiedy okazuje się, że jeździmy lepiej niż oni i stajemy się groźni dla ich zespołów."

Bobslej w cenie mercedesa

Treningi na lodowym torze to ostatni etap przygotowań bobsleistów do sezonu. Wiosnę i lato spędzają oni w siłowni i na bieżni. Dopiero w październiku lub listopadzie wsiadają do bobów. Szlifując formę przed zawodami, zaliczają średnio około 300-400 ślizgów. Liczba przejazdów jest uzależniona od zamożności zespołów.

"Jeden ślizg bobslejowej dwójki kosztuje 40 euro, a czwórki - 60 euro. Dlatego zawodnicy z bogatszych krajów, jak Niemcy, Szwajcaria czy Stany Zjednoczone robią nawet 500-600 ślizgów, podczas gdy nam musi wystarczyć 200-250" - wzdycha trener Żyła, dodając, że w tym sezonie udało im się zrobić zaledwie... 70.

Nie tylko ślizgi są drogie. Bobslej prosto z fabryki kosztuje około 40 tysięcy euro, czyli więcej niż nowiutkie Alfa Romeo GT, Jaguar X-type czy Mercedes klasy E. Do tego trzeba doliczyć koszty jego serwisowania oraz zakupu sprzętu dla zawodników (kombinezony, specjalne buty z kolcami i kaski) i staje się jasne, dlaczego w Polsce bobsleje trenuje jedynie osiemdziesięciu zawodników.

Ale mimo że bez wysokiej klasy sprzętu nawet najmocniejsza ekipa niewiele zdziała, nadal odpowiedzialność za udany przejazd spoczywa przede wszystkim na ludziach. Najważniejszy z nich to oczywiście pilot. "W 60 procentach to od niego zależy uzyskanie dobrego wyniku" - mówi Andrzej Żyła.

Znalezienie człowieka, który będzie potrafił prowadzić bobsleja, to nie lada wyzwanie: musi mieć stalowe nerwy i doskonały refleks, aby w ułamku sekundy podejmować decyzje, zachowując olimpijski spokój. "Sterowanie bobslejem jest podobne do kierowania samochodem, tyle że zamiast kierownicy jest system linek. Dzięki nim pilot doskonale "czuje" bobslej, ale też bobslej jest bardziej wrażliwy na jego ruchy" - wyjaśnia trener kadry.

Pilot musi mieć także znakomite wyczucie odległości, by w odpowiednim momencie wykonać właściwy ruch. "Trzeba 5-6 lat, aby wytrenować go do takiego poziomu, by mógł startować w Pucharze Europy, a minimum ośmiu lat, aby odnosił sukcesy w zawodach najwyższej rangi" - dodaje. Jego doświadczenie jest szczególnie ważne, bo od niego zależy nie tylko lokata w zawodach, ale też bezpieczeństwo całego zespołu - najdrobniejszy błąd może być przyczyną wywrotki, kontuzji zawodników i uszkodzenia boba.

Pozostali członkowie bobslejowej załogi, zwani rozpychającymi, muszą wykazać się przede wszystkim na początku ślizgu. Ich główne zadanie to nadanie ważącemu 230 kilogramów pojazdowi jak największej prędkości na starcie.

1 ... 6 7 8
STRONA 7 z 8

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA