REKLAMA

Igrzyska zimowe na własnej skórze

Łatwo krytykować sportowców, kiedy siedzi się na kanapie. Ale spróbowałbyś zrobić to, co oni... My spróbowaliśmy. Trzech redaktorów MH sprawdziło, jak trudno wybić się z progu, trafić do tarczy po szaleńczym biegu i pędzić lodową rynną z prędkością 100 km/h.

Jacek Heliasz - heliasz.com
Skoki narciarskie, bobsleje, biathlon - trzy wyzwania, którym przed igrzyskami stawili czoła redaktorzy MH (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)
Okazało się, że tam skaczą dziesięciolatki, ale dla takich asów przestworzy i nielotów jak my to idealne miejsce. Jan Szturc stwierdził, że to faktycznie najlepsze rozwiązanie. Zapakowaliśmy do auta pożyczone dzięki uprzejmości klubu Wisła Ustronianka narty i buty i ruszyliśmy do Szczyrku. Tylko z butami był mały problem, ponieważ nasz MH Team ma średnią wzrostu powyżej 190 cm, więc i stopy wielkie, no może nie jak kajaki, ale potrzebowaliśmy dwóch par nr 46 i jednej nr 45. Dostaliśmy największe jakie były, ale i tak cisnęły jak diabli.

Beskidek K17

Skocznia Beskidek o punkcie konstrukcyjnym K17 to jedyny tego typu obiekt w Polsce, gdzie elektronicznie mierzy się prędkość najazdu i siłę odbicia z progu. Zimą specjalny system rolek i czujników jest niestety zasypany śniegiem. Śnieg przykrył cały obiekt, więc pod okiem pana Bronisława musieliśmy przygotować skocznię do treningu. Trzeba było udeptać zjazd i przetrzeć tory na zjeździe.

Drewnianą prowadnicą wydłubujemy śnieg z torów jazdy, żeby uzyskać gładką powierzchnię. "Kiedy pada śnieg - mówi trener Porembski - trzeba codziennie odwalić kawał roboty." Faktycznie, przygotowanie skoczni to niezła rozgrzewka.

REKLAMA

"Zanim wpuszczę was na skocznię, musicie najpierw nauczyć się jeździć na nartach do skoków" - ostrzega trener. Wprawdzie wszyscy jeździmy na nartach zjazdowych albo na snowboardzie, ale okiełznanie 2,5-metrowych, ważących 5 kg nart wcale nie jest proste. Nie mają metalowych krawędzi, a miękki i za ciasny but wygina się we wszystkie strony. Zjazd z zeskoku kończymy więc upadkiem.

Na sprzęt nie możemy narzekać, bo takiego samego, tylko nowego, używają profesjonalni skoczkowie, ale i tak w porównaniu z ultranowoczesną techniką zastosowaną w nartach do zjazdu wyposażenie skoczków trąci myszką, no co tu dużo mówić - rozwiązania techniczne są archaiczne i z poprzedniej epoki. Usprawiedliwieniem może być fakt, że skoków nie uprawia się masowo, a więc sprzętu produkuje się mało i do tego jest drogi - z pozoru proste wiązania kosztują 1500 zł, a kompletne nowe wyposażenie skoczka wraz kombinezonem to koszt około 5000 zł.

Leć, Adam, leć!!!

"Przed skokiem trzeba zrobić wdech, potem złożenie się do aerodynamicznej pozycji kucznej, następnie półwydech i ruszamy" - radzi trener. Po kilku radach trenera co do tego, jak się wybić i ułożyć ciało podczas lotu, wdrapujemy się na rozbieg skoczni. Z dołu wyglądała niewinnie, ale na górze budzi się w nas strach. Czy się nie połamię? Czy dam radę ustać?

Oczywiście, nikt nie daje poznać po sobie, że się trochę boi. Wskazówki trenera plączą się po głowie, cholera, co on radził? Wychodzi na to, że podczas pierwszego skoku będzie walka ożycie, a nie jakieś fachowe wyjście z progu.

Jedzie Marek. Pozycja dobra, zacięta mina. Przeleciał przez próg i nawet jakoś udało mu się wylądować po kilku metrach. Patrzymy zdumieni, no dał radę, ale oto nagle traci równowagę podpiera się na zjeździe i trach - tuman śniegu. Leży. Na szczęście, roześmiany, wstaje i zasuwa szybko na górę, żeby oddać drugi skok.

Kolej na mnie. Ostatnia kontrola wiązań, gogle na oczy i ruszam. Narty suną gładko w prowadnicach, w uszach słyszę wzmagający się świst wiatru. Wyjście z progu i leceeeę!!! O dziwo, jakoś wylądowałem i ustałem na zjeździe. Byłem przekonany, że oddałem skok życia! Zadowolony wracam do trenera, ale jego ocena skoku jest druzgocąca: zero odbicia, machanie rękami, skok na 5 metrów. Ech, no trudno, skaczę dalej - myślę sobie i biegnę na górę.

Jedzie Adam. Kibicujemy mu, bo to snowboarder, a narty miał raptem kilka razy w życiu na nogach. Leć Adam, leeeeć! No..., wylądował, ale trener Porembski od razu zauważył, że Adam próbuje się instynktownie ułożyć jak do skrętu na snowboardzie, co w przypadku nart do skoków może się źle skończyć. Adam podparł się, ale ustał i wyhamował na końcu zjazdu.

1 2 3 ... 8
STRONA 2 z 8

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA