[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Downhill na łyżwach - szybkość i adrenalina

Mało jest na świecie sportów, w których za tak wielkie ryzyko czeka tak niewielka nagroda. Hardcorowym łyżwiarzom muszą wystarczyć niebezpieczeństwo, rywalizacja i adrenalina. MH wybrał się do samego serca Finlandii, by spotkać facetów o nerwach skutych lodem.

Downhill na łyżwach Przy takiej liczbie kraks można odrobić nawet sporą stratę. Dlatego w downhillu na łyżwach ściga się do samego końca. 
„Pięć sekund do startu” – kiedy z głośników rozlega się oficjalna zapowiedź, na zaśnieżonym zboczu zalega głucha cisza. Dziesięć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci, tłoczących się wzdłuż barierek ciągnących się wzdłuż toru, zamiera w oczekiwaniu. Tych pięć sekund ciągnie się w nieskończoność.

Przeczytaj też: Highlining - spacer w chmurach

Wydaje się, że czas – podobnie jak inne elementy niegościnnego skandynawskiego krajobrazu – zamarzł na kość. W końcu rozlega się dźwięk rogu. Na szczycie wzgórza otwierają się mechaniczne bramki, a tłum wybucha entuzjastycznym dopingiem. Z linii startu wystrzeliwują czterej zawodnicy. Ich ostre jak brzytwa łyżwy zgrzytają metalicznie na lodzie, w miarę jak błyskawicznie nabierają prędkości, walcząc bark w bark o zajęcie jak najlepszej pozycji przed pierwszym zakrętem.

Mają przed sobą 630 metrów opadającego stromymi falami toru, pokrytego niebezpiecznie nieprzewidywalnym lodem. Z każdej czwórki tylko dwóch przejdzie do kolejnej rundy i dostanie szansę walki o ostateczne zwycięstwo. Dlatego każdy z nich jak mantrę powtarza w głowie: „Uważaj na tor, wyskocz na prowadzenie, trzymaj pozycję i nie daj się wyprzedzić aż do samego końca”. Jeśli utkną w grupie, w której mocno pracuje się ramionami i twardo walczy bark w bark, zamiast kończyć wyścig na podium, równie dobrze mogą wylądować w karetce.

Nowa dyscyplina

Ryzyko jest chlebem powszednim dla każdego z 64 zawodników ścigających się na torze ustawionym na wzgórzach tuż za fińskim miastem Jyväskylä. Pomysł dyscypliny – karkołomnego zjazdu na łyżwach, zwanego po angielsku ice cross downhill – narodził się w głowie jakiegoś kreatywnego specjalisty firmy Red Bull, który ewidentnie nie żałował sobie stymulujących napojów oznaczonych logotypem z czerwonym bykiem.

Łyżwiarze, przeważnie profesjonalni, ścigają się czwórkami na lodowej trasie najeżonej nierównościami i ostrymi zakrętami, narażeni na praktycznie nieuniknione ryzyko upadków. W czasie piętnastu lat, które minęły od narodzin downhillu na łyżwach, rozwinął się on w jedną z najbardziej wymagających fizycznie dyscyplin sportów zimowych.

Wyścigów w czasie sezonu nie jest może wiele – w cyklu 2017/2018 zostaną rozegrane cztery – ale każdy z nich to prawdziwy rollercoaster, w którym wymagane są żelazna kondycja, nienaganna technika oraz cała kupa szczęścia. Wystarczy bowiem jeden maleńki błąd, jeden upadek, jedno popchnięcie przez walczącego o zachowanie równowagi konkurenta, by z pierwszej pozycji błyskawicznie spaść na ostatnią.

„Wystarczy ułamek sekundy, żeby w stawce nastąpiło kompletne przetasowanie” – mówi Reed Whiting, 37-letni weteran zawodów, który stał się komentatorem telewizyjnym. „Takie historie dzieją się zwłaszcza na torach naszpikowanych niebezpiecznymi miejscami. Czyli na dobrą sprawę na wszystkich” – dodaje.

Whiting wskazuje tor, który serpentynami wije się w kierunku tak zwanego skalnego uskoku, czyli dwumetrowej lodowej ściany, z której zawodnicy będą musieli niedługo wyskoczyć z prędkością sięgającą 80 km/h.

„Podczas przejazdu treningowego łatwo dostrzec uskok i przygotować się do jego pokonania. Kiedy jednak ścigasz się z trzema przeciwnikami i cała grupa jest ciasno zbita, czasami jedzie się praktycznie na ślepo. Jeżeli w takim momencie natrafisz na skocznię, niespodziewanie wylatujesz w powietrze wystrzelony jak z katapulty, a lądujesz na dwóch cieniutkich kawałeczkach stali. W takich sytuacjach adrenalina skacze jak szalona” – mówi Whiting.

To właśnie ryzyko i niebezpieczeństwo przyciągają tłumy widzów w tę mroźną fińską noc. Pojawiają się tam oczywiście również w uznaniu dla zawodników. „Pamiętam, że kiedy dorastałem w Austrii, obserwowałem z okien samochodu góry i wyobrażałem sobie, że zjeżdżam z nich na łyżwach – mówi Marco Dallago, faworyt kibiców, mistrz świata w Ice Cross Downhill z 2014 roku.

– Teraz, kiedy się ścigam, przeżywam najpiękniejsze chwile w życiu. Downhill na łyżwach jest jak medytacja, ale z akcją, takie adrenalinowe zen. Musisz totalnie się skoncentrować albo możesz źle skończyć”. Na naturalnym torze w Jyväskylä jest milion możliwości odniesienia kontuzji. Większość torów budowanych w centrach miast jest sztuczna, ale w samym sercu centralnej Finlandii, gdzie średnia temperatura w zimie oscyluje wokół -10 ºC, lód nie potrzebuje ludzkiej interwencji. Dlatego należy do najtrudniejszych w całym cyklu.

„Nawierzchnia toru jest usiana tysiącami niewielkich wybrzuszeń, przez co utrzymanie linii przejazdu staje się ekstremalnie wymagające. Trudno o większy hardcore” - mówi Dallago, były zawodowy hokeista (podobnie jak większość zawodników).

REKLAMA

REKLAMA

Downhill na łyżwach Tutaj pokonywanie zakrętów ma jeszcze większe znaczenie niż w Formule 1. Dlatego w łuku toru jedzie się po bandzie: dosłownie i w przenośni. 

Prawdziwi atleci

Downhill na łyżwach stawia przed zawodnikami wyjątkowe wymagania. Żeby myśleć o sukcesie, muszą legitymować się nadzwyczajną techniką, niesłychaną kondycją i unikatowym doświadczeniem, pozwalającym odnaleźć się w czasie grupowej jazdy na torze.

Red Bull Crashed Ice na początku może i był pewnego rodzaju osobliwością, ale ostatecznie rozwój dyscypliny zaowocował stworzeniem grupy jednych z najbardziej kompletnych sportowców na świecie. Jednym z tych, którzy najbardziej podnieśli poprzeczkę, jest Amerykanin Cameron Naasz, były profesjonalny hokeista. Mimo że w dyscyplinę nie są zaangażowane

duże pieniądze, poświęcił się kompletnie temu, żeby być w niej najlepszym. Dążenie tym bardziej godne uznania, że nie ma jeszcze wyspecjalizowanych trenerów i zawodnicy sami muszą dbać o rozwój, sięgając do wszelkich możliwych źródeł. A potrzebują szerokiego zestawu cech: eksplozywnej siły, żeby wystrzelić z bramek na czele; niezachwianego balansu, żeby nie stracić równowagi, kiedy ramię w ramię walczą z przeciwnikami, a także siły pozwalającej rozwinąć prędkość, jakiej nie powstydziliby się łyżwiarze szybcy.

„Żeby to wszystko osiągnąć, trzeba wykazać się kreatywnością – mówi Naasz. – Sporo trenujemy tak jak hokeiści, ale wielu chłopaków robi również ćwiczenia pochodzące z parkouru, żeby wzmocnić mięśnie korpusu i poprawić mobilność. Ja trenuję CrossFit, bo to najlepsza metoda na ogólny rozwój mięśni. Dzięki różnorodnym ćwiczeniom buduję siłę i poprawiam balans”.

Jeden z najmocniejszych rywali Naasza to Kanadyjczyk Scott Croxall, który jest podopiecznym trenera zajmującego się ponad czterdziestoma zawodnikami NHL, a latem startuje w zawodach w jeździe na nartach wodnych (jest członkiem drużyny narodowej). To właśnie tacy zawodnicy podnoszą poziom dyscypliny i sprawiają, że nabiera ona coraz bardziej profesjonalnego charakteru.

REKLAMA

Downhill na łyżwach Praca nad siłą jest niezbędna, by móc błyskawicznie przyspieszyć. 

Na brzuchu do mety

Kiedy niemrawe słońce zaszło za horyzont i ciemność rozświetlały już tylko światełka rozmieszczone wśród toru, na placu boju pozostało zaledwie czterech łyżwiarzy. Wspominaną parę Naasz i Croxall uzupełniali Amerykanin Maxwell Dunne oraz Kanadyjczyk John Fisher. To miał być ich piąty wyścig w ciągu dwóch godzin, a dopiero teraz mieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności.

„Pięć sekund do startu” – rozległo się znajome ostrzeżenie, a zawodnicy zacisnęli ręce na bramkach startowych, napięli mięśnie i skupili wzrok na pierwszym ostrym zakręcie, jakieś 10 metrów dalej. Na dźwięk rogu pierwszy wyskoczył Croxall, a Naasz utknął nieco w grupie. Wszyscy czterej łyżwiarze pomknęli w dół z zapierającą dech prędkością, jakimś cudem nie tracąc równowagi mimo nieustannej przepychanki.

Na ostatnim zakręcie Fisher w końcu się przewrócił, a Naasz nie zdążył go wyminąć i również wylądował na lodzie. Siłą rozpędu sunął do przodu i linię mety przekroczył w upokarzającej pozycji – na brzuchu. Wcześniej, jako pierwszy, minął ją Croxall, jadąc triumfująco z przykucniętym kolanem. Mistrz był wyraźnie zawiedzony, ale zachował stoicki spokój.

Do końca sezonu było jeszcze daleko i sporo punktów pozostawało do zdobycia, zanim w ostatnim wyścigu zmierzą się w kanadyjskiej Ottawie. „Wszyscy są tutaj, by zaserwować sobie zastrzyk adrenaliny – mówił, otrzepując się z drobinek lodu. – Ja zawsze chciałem żyć tak, by mieć frajdę z każdego dnia. Tutaj nie zarabia się wielkich pieniędzy, ale mogę się utrzymać, robiąc to, co kocham. Taka sposobność daje mi motywację do walki o sukces”.

W błyszczących z ekscytacji oczach Naasza było wyraźnie widać, że myślami jest już przy kolejnym starciu, które miało odbyć się w jego rodzinnej Minnesocie w USA. Czuło się, że czeka na kolejną okazję, by poczuć ryzyko i pomknąć po cienkiej linii, dzielącej zwycięstwo od wypadku. By stąpać po cienkim lodzie – im cieńszym, tym lepiej.

MH 11/17

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij