[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.1

Downhill, czyli rolling stones

Downhillowy rower został zaprojektowany tylko po to, by zasuwać w dół stoku szybko niczym toczące się kamienie. Rusz w góry i zalicz ostry zjazd.

Downhill to potężny łyk adrenaliny. Po takim zjeździe czujesz, że pokonasz każdą przeszkodę. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)
Downhill to najbardziej ekstremalna odmiana kolarstwa górskiego. Można go porównać do Formuły 1 w sportach samochodowych. I kierowca bolidu F1, i downhillowiec mają bowiem jeden cel: pokonać wyznaczoną trasę w jak najkrótszym czasie.

 Żeby poczuć ten ekstremalny sport na własnej skórze, zapakowaliśmy do samochodu downhillowy rower, specjalną zbroję i inne ochraniacze i ruszyliśmy w Beskid Sądecki, do Wierchomli, na najlepsze trasy downhillowe w Polsce.

Downhill można porównać do Formuły 1. I kierowca bolidu, i downhillowiec mają jeden cel: pokonać trasę w jak najkrótszym czasie.

Gdzie jeździć, czyli z góry na pazury

Tory i trasy do downhillu powstają nawet na małych pagórkach w Bydgoszczy i w Bytomiu, ale żeby poczuć adrenalinę, trzeba ruszyć w wysokie góry. Najlepsze miejsca w Polsce to Wisła (Stożek) i Szczyrk (Skrzyczne), ale na czoło wybija się przyjazna downhillowcom stacja Wierchomla, z kilkoma kilometrami świetnie przygotowanych i różnorodnych tras (www.wierchomla.com.pl).

Oczywiście, można zjeżdżać po większości tras narciarskich w innych miejscowościach, jeśli tylko obsługa stacji pozwoli zapakować rower na siedzenie wyciągu, a z tym bywa różnie. Wyciąg to podstawa, ponieważ prawie 20- kilogramowy rower z pełną amortyzacją nie nadaje się do podjeżdżania pod strome stoki.

Trening: oprócz stoku siłownia i szosa

W Wierchomli zaplanowaliśmy spotkanie z mistrzem Polski wdownhillu Maćkiem Jodką. Pakujemy rowery na wyciąg i ruszamy razem w górę. "W Polsce nie ma instruktorów od downhillu. Trzeba podpatrywać najlepszych i uczyć się samemu - mówi Maciek Jodko. - W zjeździe liczą się doświadczenie oraz tysiące zjazdów i pokonanych hopek".

Maciek przyznaje, że nie samym zjazdem downhillowiec żyje, bo trzeba wypracować wytrzymałe nogi, ręce i kondycję. On sam dużo jeździ rowerem szosowym, trenuje w siłowni, a zimą jeździ na snowboardzie.

 

Wyciąg to podstawa, ponieważ prawie 20- kilogramowy rower z pełną amortyzacją nie nadaje się do podjeżdżania pod strome stoki. (fot. Jacek Heliasz - heliasz.com)
Technika jazdy: na początku był dzwon

Nie mogę się doczekać, aż założę kask i ruszę w dół, ale Maciek wylewa mi na głowę kubeł zimnej wody: "Spokojnie. Zasuwać z pełną prędkością po trasie będziesz dopiero wtedy, gdy dokładnie poznasz jej profil i wszystkie niespodzianki. Inaczej rozwalisz się na pierwszym zakręcie albo hopce". Dobra. Obwąchujemy więc stok. Stary tor Maciek zna na pamięć. Ale ponieważ właśnie wybudowano nową trasę, przez las, dlatego poznajemy właśnie ją.

Downhill nie jest dla mięczaków. jeśli ktoś nie lubi kontaktu z glebą, no cóż, zawsze może grać w szachy i brydża. Te dyscypliny to też sport.

Oglądamy pierwszą hopkę. Dla Maćka to pestka, ale dla mnie to spore wyzwanie. "Wyobraź sobie, że zjeżdżasz z dużego krawężnika, ale kiedy dojeżdżasz do przeszkody nie zwalniaj, bo spadniesz za przeszkodą i przelecisz przez kierownicę. Ciężar ciała rozłóż równo na pedałach i nieznacznie odchyl się".

Jadę. Chyba musiałem jechać za wolno, bo pamiętam tylko lot przez kierownicę i smak kurzu w ustach. Pierwszy downhillowy dzwon. Do tego spadł na mnie ciężki rower, ale zakuty w plastikową zbroję przeżyłem bez strat w postaci otarć czy stłuczeń.

Po takim zdarzeniu trzeba szybko wyciągnąć wnioski, co zrobiło się źle, i mimo lekkiego strachu ruszyć dalej. Chodzi o to, żeby nie utrwalić złego nawyku i nie poddać się strachowi. Zawziąłem się i następnych kilka mniejszych hopek pokonałem już bez problemu. Niezła frajda!

 

fot. Jacek Heliasz - heliasz.com
Sprzęt: 8-calowe tarczówki i kask ze szczeną

Downhillowy rower, dysponujący potężnym skokiem amortyzatorów (przedni ugina się na ponad 20 cm), po prostu przelatuje nad dziurami i z zadziwiającą łatwością daje sobie radę z kamieniami wielkości małego telewizora. Potężne 8-calowe hamulce tarczowe i grube opony pozwalają zatrzymać rower w ekstremalnych sytuacjach.

Nie wychodź na stok bez kasku (najlepiej pełnego, z tzw. szczeną), ochraniaczy na łokcie, golenie i kolana, bez ochraniacza na plecy i pierś, zwanego zbroją, a także bez rękawiczek. Nie chodzi tu o przepisy, które podczas zawodów nakazują tego typu zabezpieczenia, ale po prostu o Twoje życie.

Dzięki takiemu zabezpieczeniu większość upadków kończy się co najwyżej siniakiem (Maciek Jodko przyznał, że nigdy nie miał złamanego nawet palca, choć to wyjątek wśród downhillowców). Ale jeśli ktoś nie lubi kontaktu z glebą, no cóż, zawsze może grać w szachy i brydża. Te dyscypliny to też sport.

 

fot. Jacek Heliasz - heliasz.com
Nauka latania: zapomnij o hamulcach

Downhill to nie tylko jazda w dół po płaskim i wyboistym stoku. Na downhillowych trasach trzeba pokonać mnóstwo tzw. hopek, uskoków, skoczni i kamieni. Początkujący zwykle omijają trudne miejsca, objeżdżając je bokiem. Ale nie o to w tej zabawie chodzi. Naukę latania (patrz: zdjęcia w galerii) warto zacząć od prostej przeszkody, żeby skok nie zakończył się dzwonem.

  • NAJAZD. Dojeżdżając do przeszkody, nie zwalniaj, bo zbyt mała prędkość może spowodować, że wylądujesz na przednie koło i przelecisz przez kierownicę. Ciężar ciała rozłóż równo na pedałach i nieznacznie odchyl się.
  • WYBICIE SIĘ. Tuż przed skokiem dociśnij pedały, a zaraz potem lekko się wybij. Poderwij kierownicę, pilnując, aby rower był w poziomie. Zacznij prostować ręce i nogi.
  • LOT. Wyprostuj do końca ręce i nogi. Pilnuj, aby rower ciągle był w poziomie. Jeśli zbyt mocno poderwiesz kierownicę i z tego powodu spadniesz na tylne koło, możesz nie utrzymać się na rowerze.
  • OPADANIE. Zacznij nieznacznie uginać ręce i nogi, jednocześnie przesuwając do tyłu środek ciężkości. Patrz przed siebie.
  • LĄDOWANIE. Ugnij ręce i nogi, żeby zamortyzować impet lądowania, ciało mocno odchyl. Stopy trzymaj równo na pedałach. Jeśli wylądujesz na dwa koła, masz wszelkie szanse, że utrzymasz równowagę.

 

fot. Jacek Heliasz - heliasz.com
Pierwsze starcie: uczeń kontra mistrz

Postanowiliśmy sprawdzić, w jakim czasie tę samą trasę przejedzie mistrz Polski Maciek Jodko i ja, czyli początkujący downhillowiec, redaktor Men's Health. Maciek ruszył ostro pierwszą prostą, dokręcając jeszcze na najniższej przerzutce. Tam, gdzie on skakał przez przeszkody jak kangur, ja pokornie omijałem hopki, żeby się nie zabić. Bez specjalnego wysiłku przejechał trasę w 4 min i 5 s. Mnie pokonanie toru w Wierchomli zajęło 6 min i 9 s. Na szczęście uniknąłem kontaktu z matką ziemią.

Men's Health 09/2006

 

Komentarze

 (3)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij