[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Dach Arktyki zdobyty!

Niedźwiedzie polarne, szczeliny lodowe, walka z nieprzewidywalną pogodą - tak wyglądała pierwsza polska wyprawa na Gunnbjorns Fjeld. HiFlyer Polar Ice Expedition 2008 pod dowództwem Marka Kamińskiego i Leszka Cichego rzuciła wyzwanie najwyższemu szczytowi Arktyki.

Szczyt Gunnbjorns Fjeld (na drugim planie) po raz pierwszy został zdobyty 16 sierpnia 1936 roku przez Wagera i Coultardsa, członków brytyjsko-duńskiej ekspedycji. Jednak teren wokół najwyższego szczytu Grenlandii dokładnie przebadano dopiero w 2004 roku. (fot. Tomasz Walkiewicz - lodowagora.pl)
Grenlandia wita nas surowym klimatem, niezwykle przejrzystym powietrzem i niekończącą się przestrzenią. Człowiek czuje się tutaj jak na innej planecie, na której leży śnieg oraz ... Gunnbjorns Fjeld, który zamierzamy zdobyć. Flora i fauna w tym miejscu praktycznie nie istnieje, no może poza niedźwiedziami polarnymi, które podobno widywano w tych rejonach. Jedynym "przyjacielem" wszechobecnego śniegu są skały wystające znad lodowych czap. Otaczająca pustka nie przeraża, ale wzbudza respekt.

Góry Watkinsa na Grenlandii, to coś nietypowego i jedynego w swoim rodzaju. Wierzchołki w kształcie piramid i wciśnięte w nie lodowce tworzą niezwykłą harmonię. Z samolotu góry te wyglądają jak wijące się korzenie drzew. Pięciu śmiałków obserwuje ten surowy teren: Leszek Cichy, Marek Kamiński, Mirosław Polowiec, Ryszard Rusinek i Tomasz Walkiewicz. Naszym celem jest zdobycie najwyższego szczytu, potocznie zwanego Lodową Górą.

REKLAMA
Po 10 godzinach marszu, 150 metrów przed szczytem, pogoda całkowicie się załamała. Niewiele brakowało, by stała się najgorsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić.

Góra pokazuje lodowe zęby 

Największą niewiadomą wyprawy było to, czy my w ogóle odlecimy na Grenlandię. Liczyliśmy na szczęście, że wstrzelimy się w okno pogodowe i będziemy mogli wylecieć z Islandii w rejon Gór Watkinsa. Dzień wcześniej były gęste mgły, dlatego tym bardziej nerwowo czekaliśmy na decyzję pilota. Nareszcie po półtoragodzinnym czekaniu Islandczyk ogłosił: "Na niebie nie ma chmur, warunki pogodowe są dobre, możemy ruszać".  

Po 3 godzinach lotu dostrzegliśmy rysy lądu. Góry stały się coraz bardziej wyraźne, aż w końcu zobaczyliśmy nasz cel - Gunnbjorn Fjeld - najwyższy szczyt Arktyki. Lądujemy na lodowcu bez problemów. Po krótkim rozpoznaniu terenu rozbijamy obóz i robimy pierwszy posiłek, po czym ruszamy na krótki trekking. Drugi dzień wygląda podobnie. Podziwianie krajobrazów, "wchłanianie" otaczającego piękna, setki zdjęć i przygotowywanie się do ataku szczytowego.

Trzeciego dnia wyprawy, po odpoczynku i nadrobieniu zaległości we śnie, wyruszyliśmy na szczyt. Pogoda była dobra, jednak na niebie pojawiało się coraz więcej chmur i zaczął wiać silny wiatr. Leszek Cichy, kierownik wyprawy, nieomylny w przewidywaniu pogody, stwierdził, że daje nam 30% szans na powodzenie.

Nie mylił się. Po 10 godzinach marszu, 150 metrów przed szczytem, pogoda całkowicie się załamała. Zupełny brak widoczności i silny wiatr, który zasypał ślady, bardzo utrudnił powrót i znalezienie na- miotów. Mieliśmy wielkie szczęście. Sytuację tę doskonale przedstawiają słowa Marka Kamińskiego: "Cieszymy się, że żyjemy. Niewiele brakowało, by stała się najgorsza rzecz, jaką można sobie wyobrazić".

1 2 3
STRONA 1 z 3

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij