[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

REKLAMA

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Czy można nauczyć się surfingu w 5 dni? [testujemy na sobie]

Prawdziwe wakacje all-inclusive powinny w pakiecie zawierać wyłącznie wysokie i smukłe fale. Gdy tylko spróbujesz surfingu, poczujesz, że reszta się nie liczy.

surfing LOBOGRAPHY/NATUREXPERIENCE
Zawsze chciałem spróbować. Tylko wiadomo – surfować w Polsce to można raczej po necie. Wakacyjne wyjazdy też zwykle okazywały się wakacyjnymi wyjazdami właśnie, podczas których aktywność fizyczna w dziwny, niewyjaśniony sposób schodziła na dalszy plan. W końcu człowiek tyle trenuje na miejscu, że gdy złapie ten tydzień, dwa urlopu, codzienne ćwiczenia raczej mu nie w głowie.

Jednak szkółek surferskich oraz innych świetnych sposobów na spędzanie wolnego czasu przybywa, grzechem więc byłoby po prostu leżeć na plaży tylko po to, żeby raz na jakiś czas przenieść się do knajpy jednej, drugiej – i z powrotem. Skoro człowiek już jest nad wodą, powinien do tej wody wejść, i to odważniej niż tylko po kostki. Surfing doskonale się do tego nadaje. Nadarzyła się więc okazja, czyli przygotowanie materiału, który chodził nam po redakcyjnych głowach od dawna i miał dać odpowiedź na pytanie, czy można się nauczyć surfingu w kilka dni.

Jednak od tego, że szkółek, które kuszą turystów (i trochę wkurzają zaprawionych w boju surferów), jest coraz więcej, ważniejsze jest to, że coraz więcej Polaków – sprawdzone info – poszukuje podczas wakacyjnych wypraw nie tylko odpoczynku, ale i prawdziwych wyzwań (ach, ten Instagram). Nasze pytanie wydaje się więc zasadne – nikt (może poza parlamentarzystami) nie ma przecież naprawdę długich urlopów. Skoro jedziemy dokądś na kilka, może kilkanaście dni, to czy w ogóle warto próbować? Odpowiedź może być tylko jedna – tak! A teraz wyjaśnię, dlaczego.

REKLAMA

surfing
Dobry start

Zaczyna się, jak zawsze zresztą, od przygotowania teoretycznego. Szkółka Naturexperience usytuowana jest niedaleko Peniche w Portugalii. Plaża tu jest piaszczysta i piękna, o tej porze roku (uczyliśmy się surfować na początku maja) wcale jeszcze nie taka zatłoczona. Pakiet sześciu lekcji dla dwóch, trzech osób kosztuje 205 euro. Niby dużo, a jednak nie, biorąc pod uwagę fakt, że oprócz – jasna sprawa – doświadczonego instruktora „dostaje się” wysokiej klasy piankę i deskę surfingową (na start najłatwiejszy w obsłudze surfboard).

Liczbę lekcji w ciągu dnia można ustalić bezpośrednio z instuktorem – dwie jednostki treningowe dziennie są wyczerpujące, ale – uwierzcie na słowo – po pierwszej, porannej sesji nie będziecie mogli doczekać się popołudniowej. Zaczynamy od przygotowania na piasku. Po krótkiej rozgrzewce instruktor opowiada to i owo o desce, pokazuje etapy wstawania z deski, tłumaczy, jak łapie się fale. Wszystko wydaje się stosunkowo proste. Kilka prób na sucho i do wody.

Łapanie fal

Teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. O ile jesteś w całkiem niezłej formie, należałoby dodać. Surfing potrafi dać w kość, zwłaszcza żółtodziobom. Ciągnięcie deski do wody, wiosłowanie rękoma z wysoko uniesionymi barkami, wstawanie i utrzymanie się na desce są po prostu wymagające fizycznie. Tu pracują wszystkie mięśnie, cholernie ważne okazuje się poczucie równowagi, koordynacja ruchowa i to coś, czego surferzy nie próbują nawet nazwać. To po prostu trzeba poczuć.

Zaznaczę jednak, że surfing okazuje się – oczywiście, na tym pierwszym poziomie, bo jak będzie dalej, to się dopiero okaże – stosunkowo prosty. Udało mi się wstać chyba nawet na pierwszej fali. Po kilkunastu minutach instruktor zapytał, czy to aby na pewno mój pierwszy raz (niewykluczone, że to formułka, którą łechce wszystkich kursantów). Wylądowałem więc trochę dalej od brzegu, aby próbować swoich sił wśród bardziej zaprawionych w boju. I znów z pomocą instruktora więcej mi raczej wychodziło niż nie. Trudno było wrócić na brzeg.

surfing
Po prostu surf

Po dwóch lekcjach czułem się na desce już naprawdę swobodnie, pragnąc więcej i więcej. I wtedy z okolic Peniche przenieśliśmy się do Ericeiry, gdzie przywitały nas mniejsze plaże, skały, krótsze deski. Entuzjazm nagle opadł, na szczęście tylko na chwilę. Bo fale, sami rozumiecie, mają w sobie to coś. Przyciągają, każą na siebie czekać, nie wybaczają błędów, a jednak i tak w jakiś cudownie surferski sposób są po prostu wyrozumiałe, cierpliwe, nie szukają poklasku. Trzeba tylko je łapać, płynąć na nich, próbować raz za razem, a one te wysiłki wynagrodzą frajdą podbitą do najwyższej potęgi.

Werdykt MH

Czas na odpowiedź na to jedno, bardzo ważne pytanie. Czy da się nauczyć surfi ngu na kilku lekcjach? Nie. Ale można poczuć się w wodzie świetnie, złapać podstawy i bakcyla, który gruntownie zmieni podejście do spędzania wolnego czasu. Zwłaszcza że cała ta surferska otoczka, surfspoty, piękni surferzy i jeszcze piękniejsze surferki mają w sobie właśnie to coś, czego nie jest w stanie zagwarantować może nawet nic innego. Tak że do Portugalii nad ocean, a potem może nawet jeszcze dalej. Do zobaczenia na line-upie!

Bliżej niż myślisz

W Portugalii znajdziesz co najmniej 45 świetnych surferskich spotów (lista na surfi ng-waves.com). Z doświadczenia możemy polecić Peniche (ze szkółką naturexperience.pt) i okolice Ericeiry. Dwie zupełnie różne i dwie kompletnie świetne miejscówki.

Transport

Do Portugalii możesz jak rasowy surfer pojechać kamperem (w wersji klasycznej będzie to przerobiony dostawczak), ale na pewno wygodniej jest na miejsce dostać się samolotem. Doleć do Lizbony (my lecieliśmy z Okęcia liniami TAP Portugal), a stamtąd do spotów przejedź się albo transportem zbiorowym (sprawnie i tanio), albo wynajętym autem (sprawnie i drożej).

Walizka

Nie kupuj deski. To bez sensu, zwłaszcza że szkółki dysponują świetnym sprzętem za naprawdę śmieszne pieniądze (około 50 euro za tydzień). Jeśli jesteś pewien, że to tylko pierwszy z wielu wyjazdów, możesz ewentualnie zainwestować w piankę.

Na plus i na minus

minus Steve McQueen miał tylko połowę racji, mówiąc, że życie to wyścig, a reszta jest czekaniem. Zapomniał o surfingu, który chwyta mocno i nie chce puścić.

minusminus Umówmy się: to wcale nie jest takie trudne. Ale i łatwe również. Musisz być w dobrej formie, jeśli z surfowania chcesz czerpać radość.

minus Żeby surfować (choć - jak udowadniają surferzy z Trójmiasta - da się i na Bałtyku), musisz być tam, gdzie są fale. A o nie najłatwiej na oceanie. Którego, przypomnijmy, w Warszawie brak.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij