[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Alex Honnold - niesamowita historia króla wspinaczki

W swoją podróż po pionowej ścianie Alex Honnold zabiera niewiele. Wystarcza mu woreczek z magnezją i absolutna wiara we własne możliwości. Ze strachem wita się dopiero na szczycie.

Alex Honnold AFP PHOTO/NATIONAL GEOGRAPHIC/JIMMY CHIN
Czerwony punkt zwinnie porusza się w górę pionowej ściany. Jest skazą na ogromnym, szarym płótnie góry. Wierzchołki drzew na dole są oddalone od niego o tyle, że już dawno straciły cechy charakterystyczne dla swoich gatunków. To po prostu miękki dywan zieleni. Czerwona kropka sukcesywnie pokonuje kolejne metry skalnego urwiska.

Wiemy, że to Alex Honnold – bez dwóch zdań najbardziej ambitny i śmiały wspinacz na świecie. Spokojnie i pewnie kieruje się na szczyt, wykorzystując jedynie siłę swoich mięśni oraz pęknięcia i szpary w skalnym kolosie. Właśnie tak zaczyna się nagrodzony w tym roku Oscarem film dokumentalny National Geographic "Free Solo: ekstremalna wspinaczka".

Jego bohater – Alex Honnold – to już legenda sportów ekstremalnych. Uśmiechnięty, niepozorny gość, który wspina się bez lin, uprzęży i strachu. "Nie jestem w stanie tego zrozumieć – powiedziała kiedyś do Alexa gospodyni amerykańskiego talk-show. – Jeden mały błąd, niefortunny poślizg i spadasz". Kamera błyskawicznie łapie Honnolda, lekko zgarbionego i na pierwszy rzut oka najmniej pewnego siebie faceta w studiu. "Tak – rzuca krótko, wzruszając ramionami. – Moim zdaniem dobrze to pani ujęła".

Free-soloing (u nas znany jako żywcowanie) to sport, cóż, niszowy. Duża część niewielkiej grupy ludzi, którzy próbowali rzucić skalnym ścianom wyzwanie, nie przeżyła tego starcia. 33-letni Alex jest weteranem, który ma za sobą setki takich pojedynków. Ludzie związani ze społecznością wspinaczkową porównują jego osiągnięcia do lądowania człowieka na Księżycu lub do przełamania bariery dźwięku.

Jednym z największych wyzwań-marzeń, Valhallą wspinaczy, jest El Capitan – granitowy monolit w Parku Narodowym Yosemite w Kalifornii. To niemal idealnie pionowa ściana. "El Cap" nigdy wcześniej nie został zdobyty w ten sposób. 900-metrowy granitowy kolos nie oparł się Alexowi i w roku 2017 został przez niego pokonany. Satysfakcja? Można rzec: chwilowa.

Niezadowolony ze swojego wyniku Honnold powrócił na El Capitan w zeszłym roku, aby podjąć próbę pobicia rekordu czasowego. Wraz z towarzyszem – Tommym Caldwellem – osiągnął grzbiet po godzinie, 58 minutach i 7 sekundach. W fenomenie Alexa zastanawia nas kilka rzeczy. Czy to kwestia niebywałych predyspozycji fizycznych i psychicznych? Ogromnych umiejętności w sztuce wspinania? A może owoc największej odwagi w dziejach tego szalonego sportu? Zastanawiamy się, jak Honnold – który jeszcze do niedawna mieszkał w vanie – beztrosko rzuca życie na szalę i uwalnia się od strachu? No właśnie, sęk w tym, że on wcale tego nie robi.

REKLAMA

REKLAMA

Ryzyko zawodowe

Strach odgrywał kluczową rolę w naszej ewolucji. Gdyby nie on, nasz gatunek mógł dawno zostać unicestwiony przez śmiertelnie groźne drapieżniki, szalejące rzeki lub trujące rośliny. Psycholog Helen Kennerley wyjaśnia, że wrodzony lęk przed wężami, wysokością, ograniczeniem przestrzeni i wieloma innymi czynnikami to coś zupełnie naturalnego.

"W większości przypadków jest to strach całkowicie uzasadniony" – potwierdza krótko słowa przedmówczyni Catherine Harmer, profesor neurologii poznawczej na Uniwersytecie Oksfordzkim. To właśnie on powstrzymuje nas przed wchodzeniem pod koła jadącego samochodu lub zbliżaniem się do krawędzi klifu.

Jednak strach nie tylko powstrzymuje nas przed ryzykiem – daje nam również siłę w sytuacjach zagrożenia. Przykład? Gdy ktoś Cię ściga, jesteś w stanie biec szybciej niż zazwyczaj. Możesz odnosić wrażenie, że czujesz go w gardle lub w klatce piersiowej, ale strach zaczyna się we wzgórzu – małej strukturze mózgu, która przekazuje sygnały motoryczne i zmysłowe Twojej korze mózgowej. Region zwany ciałem migdałowatym decyduje wtedy, w jaki sposób powinieneś zareagować na dany bodziec – to wszystko dzieje się na długo przed tym, zanim zdasz sobie sprawę z niebezpieczeństwa.

Następnie do akcji wkracza podwzgórze, uruchamiając procesy, które powodują uwalnianie hormonów stresu: adrenalinę i kortyzol. One zalewają Twoje ciało – ciśnienie krwi szybuje w górę jak rakieta, źrenice się rozszerzają, a oddech przyspiesza, aby wysłać do mięśni jak najwięcej tlenu w ramach przygotowań do walki lub ucieczki. To, jak jest to pomocne, zależy już tylko od sytuacji i od Ciebie.

Przypływ energii przyda się, gdy zostaniesz przygnieciony powalonym drzewem, ale gdy utkniesz w zatłoczonym wagonie metra, ta sama fala hormonów stresu jest kompletnie bezużyteczna, a wręcz szkodliwa. Fakty są takie, że na co dzień napotykamy coraz mniej prawdziwych zagrażających życiu niebezpieczeństw. Bywa więc tak, że wzgórze przesadza z reakcją na codzienne problemy. Bo jak inaczej nazwać stres wywołany pracą, obowiązkami czy zmniejszeniem się liczby Twoich followersów na Instagramie? Krótko mówiąc, nasze umysły nadal nie dogoniły świata, w którym żyjemy.

Prawie 2 na 10 osób będzie w trakcie swojego życia cierpiało z powodu zaburzeń lękowych. Według Anxiety UK, u około 13% dorosłej populacji rozwinie się jakaś fobia. Te liczby będą tylko większe. Ogólny poziom lęku pracowników wzrósł od 2013 roku o kolosalne 30,5%. Musimy nauczyć się reagować adekwatnie do zagrożenia, żeby reakcje fizjologiczne nam nie szkodziły. Pytanie brzmi: jak tego dokonać?

REKLAMA

Ty kontra Strach

Choć trudno w to uwierzyć, Alex Honnold podczas swojej kariery doznał tylko dwóch kontuzji. Najpierw uszkodził sobie kręgosłup, upadając na półkę skalną. Drugim urazem była skręcona kostka – wbrew pozorom nie tak trywialna dolegliwość, gdy od właściwego wsparcia na wysokości kilkuset metrów zależy Twoje życie. Wszystko wskazuje jednak na to, że kontuzje nie zaszkodziły jego osiągom. I choć otwarcie przyznaje, że taki sam upadek z wysokości 50 metrów (lub większej) spowodowałby "eksplozję ciała po uderzeniu w ziemię", wciąż nie ma zamiaru podporządkować się strachowi.

"Ważne, aby właściwie odróżniać ryzyko od konsekwencji. Kiedy wspinam się bez asekuracji, myślę, że ryzyko upadku jest dość niskie, lecz jego konsekwencja jak najbardziej poważna - wyjaśnia. – To ważne, aby podejmować się czegoś, co wydaje się niebezpieczne i dążyć do tego, aby czuć się w tym komfortowo. Są dni, gdy moja pewność siebie wynika z poczucia, że jestem w dobrej formie. Czasem czerpię ją z faktu, że mam już za sobą mnóstwo prób".

Jasne, powtarzalność, swego rodzaju rutyna, może być kluczem do opanowania strachu. Warto jednak zauważyć, że Honnold nie stosuje żadnego konkretnego planu treningowego. Od młodzieńczych lat jego siłownią są góry, a treningiem – chwytanie się skał. To fizycznie niemożliwe, aby kiedykolwiek zwątpił w swoje umiejętności. Jego trening w stu procentach naśladuje ostateczny sprawdzian – pokonywanie grawitacji. Wspinacz jest po prostu doskonale przystosowany do pracy w tym środowisku.

Do podobnych wniosków doszedł wielokrotny rekordzista i obecny mistrz świata we freedivingu 48-letni Herbert Nitsch. Człowiek, który w 2012 roku zanurkował na głębokość 253,2 m, zgadza się z Alexem. Przekonuje, że to właśnie dobra znajomość okoliczności jest jednym z najskuteczniejszych sposobów uspokojenia umysłu wystawionego na ekstremalne warunki.

"Aby odnieść sukces we freedivingu, musisz być spokojny, niesamowicie spokojny. Stan, którego szukasz, to uczucie podobne do przebudzenia się w leniwy, niedzielny poranek – mówi. – Musisz pozostać w tym »sennym« stanie przez cały czas, gdy pozostajesz zanurzony. Przez lata spędzania czasu w oceanie, a właściwie głęboko pod jego powierzchnią, mój strach najpierw przekształcił się w zwykły dyskomfort, a następnie w coś bliższego radości". Honnold ujmuje to zwięźle: "Nie chodzi o to, aby próbować kontrolować strach. Musisz po prostu od niego uciec".

Kluczem jest, według niego, "poszerzenie swojej strefy komfortu", a więc działanie w sytuacji potencjalnego zagrożenia do momentu, gdy stanie się czymś absolutnie zwyczajnym. "Ja robię to, wykonując w kółko te same ruchy. Programuję mój umysł i powtarzam pewne rzeczy, aż przestanę odczuwać niepokój" – wyjaśnia. Przyznaje, że używa też wizualizacji, wyobrażając sobie siebie już na górze, a po drodze myśląc o każdym chwycie i każdej szczelinie. To pomaga mu w pewnym stopniu odpłynąć, uspokoić się. Głowę trenuje równie często, co ciało, nawet gdy idzie do sklepu.

"Pokonasz strach, gdy nazwiesz sytuacje, które mogą wywoływać lęk, i podejdziesz do nich pragmatycznie. Wyobraź je sobie, przeanalizuj szczegółowo, aż zrozumiesz swoje obawy. Ostatecznie przekonasz się, że tych strasznych drobiazgów jest o wiele mniej niż przypuszczałeś".

REKLAMA

REKLAMA

Nie traćmy głowy

Merel Kindt jest profesorem psychologii na uniwersytecie w Amsterdamie, gdzie dość intensywnie eksperymentowano z wpływem beta-blokerów na strach. To, że substancje z tej grupy – zakłócające dystrybucję adrenaliny oraz obniżające tętno – mogą pomóc Ci zachować spokój, nie jest absolutnie niczym nowym. Istotny był jednak fakt, że korzyści te mogą utrzymywać się na długo po zaprzestaniu przyjmowania leków przez pacjenta. Kindt uważa, że organizm po prostu przyzwyczaja się do doświadczania stresu bez fizycznego reagowania na bodziec.

To ważny wniosek, bowiem wygląda na to, że w przypadku braku objawów (spoconych dłoni, walącego serca) zakładamy, że wszystko jest w porządku. Ben Seymour z Uniwersytetu Cambridge podszedł do sprawy jeszcze inaczej. Używając metody zwanej "dekodowanym neurosprzężeniem zwrotnym" (prościzna), wraz ze swoją załogą szukał sposobu na odnalezienie w mózgu wzorców aktywności związanych z konkretnymi lękami.

W jednym z eksperymentów stworzyli "pamięć strachu" u 17 ochotników, traktując ich delikatnym prądem za każdym razem, gdy pokazano im konkretny obraz. Następnie badani otrzymywali nagrodę za każdym razem, gdy wykazywali jakąkolwiek aktywność mózgu związaną z tym wspomnieniem. To namieszało w obwodach: następnym razem, gdy badanym pokazano ten sam obraz, ledwo reagowali.

"Byliśmy zdumieni, bo nie widzieliśmy u nich standardowej reakcji pocenia się, którą łączy się ze strachem. Nie widzieliśmy też wzmożonej aktywności w ciele migdałowatym – ośrodku lękowym mózgu". Ochotnicy zlikwidowali strach, nie będąc zupełnie świadomymi tego procesu. Takie badania obiecują sporo, ale usunięcie lęku z naszego repertuaru emocjonalnego nigdy nie było ich celem. Dawka czyni truciznę i właśnie o tym przypomina psycholog Jeremy Snape.

"Przeprowadziliśmy wywiady z ponad setką światowej klasy artystów i ogromna większość zawsze odczuwa silny stres. Strach jest ich motorem napędowym. Mistrzowie nie dążą do zlikwidowania lęku, bo wiedzą, że wtedy groziłoby im popadnięcie w zgubny samozachwyt" – podkreśla Snape.

REKLAMA

W pogoni za perfekcją

Już jakiś czas temu amerykański przedsiębiorca i autor Tim Ferris przekonywał w "Ted Talks", że powinniśmy definiować nie nasze cele, lecz nasze obawy. Radził, aby oddzielić lęki, które jesteś w stanie kontrolować, od tych, których kontrolować nie możesz. Te pierwsze powinieneś podzielić na trzy kolumny: definicja, zapobieganie i naprawa. W pierwszej powinieneś zapisać najgorszą ewentualność, w drugiej – co możesz zrobić, aby zmniejszyć szansę, że ten lęk się spełni, a w ostatniej zaplanować naprawę sytuacji, gdyby wszystko poszło nie tak.

Ferris przekonuje, że im więcej o naszych lękach myślimy, tym mniejszą mocą one dysponują. Według Honnolda sposobem na koegzystencję ze strachem jest pełna ekspozycja na największy lęk. Alex wspina się, od kiedy skończył 11 lat, za każdym razem stopniowo narażając się na większe ryzyko. Odporność na stres kumulowała się i w końcu, po 21 latach zaowocowała wejściem na El Capitan, co wielu uważało za szalone i niemożliwe.

Jakiś czas temu Honnold dał się przebadać za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Badania wykazały, że jego mózg – mimo zdrowej struktury – wymaga wyższego poziomu stymulacji niż u przeciętnego człowieka. Czy to sekret Alexa? Być może nie chodzi o to, że nie jest w stanie odczuwać strachu, lecz trzeba o wiele więcej, aby faktycznie go przerazić.

Sam zainteresowany przekonuje, że jedyną różnicą między nim a innymi wspinaczami jest siła pasji. Uważa, że wielu śmiałków jest w stanie zdobyć "El Cap", ale po prostu nie czują aż takiego przymusu. "Nie chcę spaść i zginąć, ale to wielka satysfakcja, gdy rzucasz sobie wyzwanie i robisz coś dobrze – wyjaśnia Alex. – To uczucie nasila się, gdy stajesz w obliczu niemal pewnej śmierci. Nie możesz popełnić błędu. Przez te kilka chwil jesteś tak blisko perfekcji, jak to tylko możliwe".

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij