Wyniki

To dopiero początek!

Spośród setek facetów walczących o kontrakt z marką Puma oraz współpracę z Men's Health na placu boju pozostało trzech, jednak zwyciężyć mógł tylko jeden z nich. Poznajcie trzech laureatów konkursu Workout Master. Zwycięzca tytułu od dziś jest również ambasadorem marki Puma oraz trenerem, który na łamach MH pomoże Ci osiągnąć życiową formę.

Poznaj laureatów i koniecznie zajrzyj do wrześniowego numeru MH, w którym znajdziesz trzy świetne programy treningowe przygotowane z myślą specjalnie o Tobie. Najwyższy czas razem potrenować. W finale spotkały się trzy różne osobowości i trzy różne filozofie treningu, a jednak jest coś, co łączy całą trójkę: wola walki o jeszcze lepszą formę. Oto zwycięzcy naszego konkursu.

Michał Wojciechowski
1. miejsce

Michał Wojciechowski

Wiek: 29 lat
Miasto: Lublin
Sport: trening siłowy, CrossFit

5 słów o sobie: nietuzinkowy atleta o wygimnastykowanym poczuciu humoru.

„W treningu szukam nowych bodźców i wyzwań. Jeśli jest ciężko – idziesz we właściwym kierunku”.

Wystarczą jakieś cztery pierwsze minuty sesji zdjęciowej, aby stwierdzić, że tytuł pierwszego w historii MH Workout Mastera nie trafił w przypadkowe ręce. Właściwy człowiek na właściwym miejscu – powiedzenie dość dobrze uzupełnia kadr, w którym Michał Wojciechowski wskakuje na betonową ławkę i bez namysłu zaczyna wykonywać idealne technicznie przysiady ze sztangą nad głową. Jak gdyby robił to codziennie, każdego dnia w drodze do pracy. Workout Master udowadnia, że doskonały moment na trening nie istnieje. Każda pora jest tak samo dobra i każda może być okazją, aby zacząć realizować swoje cele. Brak sprzętu? Rozejrzyj się. Masz drążki, murki, schody i poręcze. Dorzuć do tego najlepszy sprzęt treningowy świata – własne ciało – a zrozumiesz, że wymówki to domena przegranych.


Niemożliwe nie istnieje

W pewnym momencie Michał zwraca naszą uwagę na czterometrową ścianę. „To świetne miejsce” – rzuca, a chwilę później zwisa już na jej krawędzi. Podciąganie wygląda na zdjęciach zbyt prosto (nie jest!), więc po krótkim zastanowieniu Wojciechowski chwyta ją tyłem (na zdjęciu po lewej). Zwisając plecami do betonu, wykonuje kolejne wznosy nóg. Nie widać tego na tym ujęciu, ale między nim a twardym asfaltem znajdują się jeszcze jakieś 2 metry przestrzeni. Tego dnia strach odjechał pierwszym tramwajem. W treningowym słowniku Workout Mastera – byłego żołnierza, warto dodać – nie znajdziesz słowa „lęk”. To facet, który kolejne wyzwania wita z uśmiechem. Wie, że to nie tylko sprawdzian dla mięśni, lecz walka ze słabościami. To właśnie te trudne momenty kształtują charakter i sprawiają, że napotkane na drodze przeszkody podnosisz i odrzucasz na bok. To kolejne potwierdzenie tezy, że dobry trening można zrobić zawsze i wszędzie.

Bez słabych punktów

Kettlebelle, sztanga, piłka lekarska i hantle. Sprzęt, który załatwiliśmy na sesję, nie ma dzisiaj zbyt wiele wolnego przy Wojciechowskim. Jego treningowy repertuar imponuje. „Trenuję holistycznie. Chcę, aby moje ciało było gotowe na każdą ewentualność” – mówi. Nie istnieje jedna doskonała dieta i idealny trening, które w dwa miesiące zrobią z Ciebie atletę kompletnego. Potrzebne są lata pracy, tygodnie nauki i godziny spędzone na wyciąganiu wniosków. Niezależnie od tego, czy pragniesz sukcesu w sporcie, biznesie czy życiu prywatnym, sekret jest jeden i nazywa się głód zwycięstwa. To pragnienie, które nakręca Cię w dążeniu do celu, jest silniejsze niż talent, genetyka i wszystkie pieniądze świata razem wzięte. Bo nic nie jest w stanie zatrzymać człowieka, który jest tak cholernie zmotywowany.

Krzysztof Skiba
2. miejsce

Krzysztof
Skiba

Wiek: 32 lata
Miasto: Góra
Sport: kalistenika, wolne ciężary

5 słów o sobie: niski, silny zwierz z pozytywnym ADHD.

„Dzięki kalistenice zbudujesz silne i wytrzymałe mięśnie bez znacznej rozbudowy masy. To przyda Ci się w każdym sporcie”.

Kiedy patrzy się na Krzysztofa Skibę, z jaką łatwością wykonuje kolejne figury na drążkach, poręczach czy ulicznych znakach, można łatwo się pogubić. Nie, to nie jest wcale takie proste. Wróć – to jest po prostu cholernie trudne. Spróbuj zrobić flagę. No, właśnie.

Liczy się progresja

„Na samym początku trenowałem raczej bez planu: po prostu 100 pompek i 100 podciągnięć podczas sesji. Tylko na koniec okazywało się zawsze, że nie jest to ten sposób, dzięki któremu osiągnę jakieś spektakularne rezultaty – mówi Krzysztof Skiba, laureat drugiego miejsca konkursu Workout Master. – Później przyszedł YouTube, książki, zwłaszcza »Skazany na trening«. I jak już zaczęło wychodzić, to bardzo się wkręciłem” – dodaje. Krzysztof zaczął kombinować z ćwiczeniami, zmieniając programy totalnie pod siebie. „Niektóre progresje okazały się dla mnie trochę za trudne, musiałem więc je zmodyfikować” – tłumaczy. Cały patent polega na rozbiciu każdej figury na prostsze elementy i kolejne ich doskonalenie (patrz następna rozkładówka). „Wtedy nawet dwa tygodnie sensownego treningu wystarczą, żebyś był gotów zrobić flagę” – zapewnia Krzysztof Skiba. Oczywiście, jeśli już jesteś w całkiem niezłej formie, masz silny korpus i obręcz barkową.

To da się zrobić

Krzysztof Skiba trenuje kalistenikę od trzech lat, chociaż pierwsze przymiarki miał już wcześniej. Nie ma natomiast klasycznego siłowego backgroundu. „Wywodzę się z koszykówki. Grałem w drugiej lidze w Lesznie, od 15. roku jaram się streetballem. To znaczy, że pompeczkami i drążkiem jaram się trochę krócej” – wyjaśnia Krzysztof. Od kilku lat ma też własne studio, w którym trenuje innych. Oczywiście, głównie z ciężarem ciała. „To, po pierwsze, mój konik, a po drugie, naprawdę nie potrzeba sprzętu, żeby zbudować silną i dobrze wyglądającą sylwetkę”. Takim podejściem zaraża swoich klientów, którzy widzą w nim pierwszej klasy fachowca. To właśnie jeden z nich polecił mu konkurs Workout Master. „Sam na to nie wpadłem, ale skoro potrafię motywować innych do działania, mam wiedzę i potrafię ją przekazać... – zaczyna. – Chciałbym, żeby to, co robię, było taką motywującą bombą”. Na nasze oko – jest. Więc korzystajmy.


Jakub Jasiński
3. miejsce

Jakub
Jasiński

Wiek: 35 lat
Miasto: Warszawa
Sport: trening siłowy

5 słów o sobie: pracowity, ambitny, charyzmatyczny, empatyczny

„Dzisiaj zrobię wszystko, co mogę, z zasobów, jakie posiadam, a ulotne przyjemności zostawię na potem”.

Obecność Jakuba Jasińskiego w finałowej trójce konkursu Workout Master w ogóle nas nie zdziwiła. Wielu redaktorów pamięta, jak w 2010 roku zajmował trzecie miejsce w konkursie „Czytelnik na okładkę”, a rok później stawił się w gronie finalistów. Ten gość jest chodzącym przykładem tego, że hasło „małe kroki, wielkie rezultaty” nie jest żadną marketingową ściemą. Do wszystkiego dochodził systematycznie – nikt się jeszcze dzikiem nie urodził i z Kubą było podobnie.

Z szeroko pojętym fitnessem zetknął się już w wieku 10 lat, kiedy próbował swoich sił w coraz to liczniejszych seriach brzuszków i pompek. Kilka lat później po raz pierwszy przekroczył próg siłowni i tak mu się spodobało, że został na dłużej. 20 lat dłużej, ale szczęśliwi czasu nie liczą, prawda?

Dzisiaj 35-letni Kuba jest instruktorem kulturystyki, studentem trzeciego roku dietetyki klinicznej na Wyższej Szkole Rehabilitacji w Warszawie i dyplomowanym trenerem personalnym, który może pochwalić się sporym portfolio zadowolonych klientów.

I, wbrew temu, co widzisz na zdjęciach, nie jest to facet, który nie widzi świata poza siłownią. Sporo czasu spędza na koszykarskim parkiecie, grając dla przyjemności na pozycji rzucającego obrońcy. Nie mierzyliśmy się z nim, ale stawiamy dolary przeciw orzechom, że do przyjemnych doświadczeń to nie należy.

Poza boiskiem jest ciągle w ataku – stale poszerza swoją wiedzę z dietetyki i stara się sprawdzać wszystkie treningowe nowinki. Ma przy tym jednak olbrzymi szacunek do klasycznych metod dźwigania żelastwa. Gdy kilka lat temu CrossFit w Polsce dopiero raczkował, on był jednym z jego pierwszych adeptów. Obecnie stawia na trening funkcjonalny z elementami dynamicznymi i siłowymi, który uprawia 4-5 razy w tygodniu.

Gdy zapytaliśmy, jaki jest jego patent na sylwetkę rodem z okładki, odpowiedział: „Dla mnie sylwetka nie jest celem. Uprawiam sport prozdrowotnie. Chcę być silniejszy, szybszy, sprawniejszy. Sylwetka to tylko skutek uboczny mojego treningu”. Radzimy zapisać sobie te słowa, bo to głos rozsądku. Kuba nie ćwiczy, by wyglądać, ale wygląda, bo ćwiczy z głową. Nie stosuje sztucznego podziału na cykle masy i redukcji, nie przeciąża organizmu zbyt długimi treningami, a jako najlepszą odżywkę treningową wymienił sen. Da się? Da.