Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Wizyta w Barber Shopie - MH testuje

Mają swoją biżuterię, my mamy zegarki. Mają dziesiątki par butów, my mamy gadżety. One mają SPA, my mamy wizyty u golibrody. To się nazywa równouprawnienie pełną gębą, Panowie. 

Golibroda, Barber Shop Dźwięk, który ostrze w kontakcie ze skórą i zarostem zostawia, jest szorstki i przyjemny.
Jest popyt, jest podaż – to proste jak budowa cepa. Wiadomo było więc od razu, że skoro pojawiły się masowo brody, ktoś w końcu będzie musiał o nie zadbać. Tym sposobem zwykłym zakładom fryzjerskim wyrosła solidna konkurencja w postaci barber shopów.

Ciekawość, jak takie miejsce wygląda, popchnęła mnie do zmiany wizerunku. Musiałem się przygotować. Co prawda na gładko nie goliłem się już jakieś pięć lat, uznając zarost za coś naturalnego, zanim to było modne. Tutaj jednak potrzebowałem brody. Zmierzwionej, pełnej, trochę dzikiej. I odrobinę dłuższych włosów. Musiałem, korzystając z określenia Michała Witkowskiego, zborsuczeć, żeby następnie pozwolić fachowcom zrobić z tym porządek.  

Idea  

Tak trafiłem do wrocławskiego Pana Eleganta, czyli Zakładu Klasycznego Fryzjerstwa Męskiego. „Jesteśmy na rynku od dwóch lat – mówią Jan Janyszek i Sławek Mazur, właściciele Pana Eleganta. – Zależało mi na tym, żeby zrobić fajne miejsce dla facetów, w którym poczują się dobrze, miejsce bez nadęcia, wypełnionego po brzegi męskimi zabawkami” – dodaje Jan, pomysłodawca projektu.

Udało się, bo pierwsze, co rzuca mi się w oczy po wejściu do zakładu, to duży i koszmarnie drogi motocykl. Patrzę w stronę recepcji, ale jej nie dostrzegam. Zamiast tego wita mnie solidnie wyposażony bar. I gdy słyszę pytanie, czego się napiję, wiem, że nie chodzi tu o kawę czy lemoniadę. Dostaję koktajl (wcale nie białkowy) i chwilę się jeszcze rozglądam, zanim przechodzimy do rzeczy.

Gdy nożyczki Justyny Nowak coraz wyraźniej ukazują całą prawdę o moich zakolach, Jan dalej opowiada o Panu Elegancie: „Nie chciałem, żeby nazywał się barber shopem. Tradycję golibrody mamy przecież w Polsce solidną, nie musimy od nikogo się uczyć, od nikogo zgapiać. Sami jesteśmy w stanie wykombinować azyl dla mężczyzn, miejsce tylko dla nich. W którym można rzucić mięsem, pośmiać się, odpocząć, na chwilę wyłączyć”. Kolejno rzucam więc mięsem, uśmiecham się, relaksuję. „Ale które pozostaje zakładem fryzjerskim – dodaje szybko Jan. – Wszystko dookoła to dodatki, meritum to usługa na najwyższym poziomie”.  

Golibroda, Barber Shop Zimny ręcznik, woda kolońska, balsam - wszystko zgodnie z tradycją.

Realizacja  

Cięcie nożyczkami włosów to normalna procedura – wiem, że Ty też wiesz, jak to wygląda, więc nie będę się nad tym rozwodził. Gdy jednak fryzjerka zamienia się w golibrodę, zaczynają się rzeczy niezwykłe. Do tej pory sam zawsze dbałem o swój zarost.

Co ograniczało się zazwyczaj do tego, że raz na tydzień, dwa, czasem miesiąc po prostu sięgałem po trymer, rach-ciach i gotowe. Jakiś czas temu zacząłem korzystać jednak ze szczotki do brody, oleju i balsamu. Czyli mniej więcej wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi, czego mogę się spodziewać. No właśnie, jak się okazuje, nie do końca.

Etap 2

Najpierw elektryczną maszynką golibroda Justyna zaznacza na mojej brodzie kontur. „To najważniejszy moment – wyjaśnia. – Bo to teraz nadajemy brodzie kształt. Nawet jeśli broda rośnie nierówno, na twarzy znajdują się prześwity, kontur załatwia sprawę, dając jasny sygnał, że broda jest zadbana i nie jest efektem przypadku”.

Tego akurat nie wiedziałem, przyznaję. I nigdy tego nie robiłem, co sprawia, że jest mi trochę głupio, że tak pozwalałem brodzie decydować o sobie, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce.

Po chwili golibroda (ależ podoba mi się to słowo) strzyże już mój zarost, skracając włoski na policzkach, a zostawiając trochę dłuższe na podstawie brody – marzy mi się bowiem image dziewiętnastowiecznego prozaika. Przychodzi czas na golenie. Najpierw do akcji wkracza jednak gorący ręcznik.

Przyjemne to to nie jest, ale przecież nie będę krzyczał. Po prostu dostaję w ramach zadośćuczynienia kolejnego drinka. „W piątki po 15 przychodzi do nas profesjonalny barman, który serwuje koktajle w starym stylu. W tygodniu natomiast częstujemy gości whisky” – mówi Jan Janyszek. Biorę solidny łyk, zanim brzytwa zbliży się do mojej twarzy.

Tak na wszelki wypadek. Dźwięk, który ostrze w kontakcie ze skórą i zarostem zostawia, jest szorstki i przyjemny. Kolejne kilkanaście minut i sprawa jest załatwiona – zimny ręcznik zamknął pory, woda kolońska Przemysławka zdyzenfekowała skórę. Jeszcze balsam – i to nie byle jaki, bo rzemieślniczy i w 100% naturalny marki Sztos, którą Jan odpalił zaraz po otwarciu Pana Eleganta – gotowe. Spodziewałem się dobrego efektu, ale ten jest jeszcze lepszy niż mogłem w ogóle sądzić – broda jest równa, kształtna, słowem: porządna.

Werdykt

Ale nie tylko o włosy i brodę tu chodzi. Wizyta u golibrody to coś więcej. Gdy Jan mówi o męskim azylu, to nie są puste słowa – za nimi sporo się kryje. Koktajl na wejściu ustawia spotkanie jak szybko strzelona bramka. Zresztą tak jak wystrój, Sztos czy wszechobecne gadżety.

Tu po prostu wszystko emanuje męskością i jest na swoim miejscu. Tak, dziewczyny mają swoje SPA, my mamy wizyty u golibrody. Wreszcie równouprawnienie stało się faktem. 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij