REKLAMA

Koniec brodaczy? Niekoniecznie.

Od tysięcy lat mężczyźni muszą sobie radzić z rosnącymi na twarzy włosami. Już 30 000 lat temu nauczyliśmy się wyrywać je szczypcami z muszli małż. Później wymyśliliśmy brzytwy, nożyczki, żyletki, maszynki elektryczne, a dziś mamy już naprawdę potężny arsenał do walki z niechcianym zarostem. Ale… wygląda na to, że nie wszyscy chcą być gładko ogoleni.

Hipster z brodą
Zarost na twarzy odróżnia nas od kobiet. Chroni przed zimnem. Świadczy o dojrzałości płciowej. Poszerza optycznie szczękę, co sprawia, że wydajemy się bardziej męscy i atrakcyjni seksualnie dla kobiet. Z drugiej strony - na brodzie zostają resztki jedzenia, włosy kłują damską delikatną skórę na twarzy, włosy na brodzie często pierwsze siwieją, a długa broda w walce ułatwia zadanie przeciwnikowi, dając mu jeszcze jeden wygodny punkt do uchwycenia. W dawnych czasach w brodach mogły się też zalęgnąć wszy. Czyli jak zwykle. Broda, jak wszystko, ma swoje wady i zalety. Dlatego też nasz stosunek do zarostu na twarzy bywa różny.

Władcy z brodą i bez

W różnych kulturach i w różnych czasach stosunek mężczyzn do zarostu był różny. Bywały okresy, kiedy wypadało pokazywać się z brodą, bywały też takie, kiedy zarośnięta szczęka była świadectwem niechlujstwa i biedy. Starożytni Grecy byli dumni z bujnej brody, Rzymianie natomiast woleli twarze gładko ogolone. Często też o tym, czy brodę nosić wypada, czy nie decydował stan zarostu władcy. Sądząc z długiej ufryzowanej brody na nagrobku Kazimierza Wielkiego, w XIV wieku na dworze króla broda była w dobrym tonie, ale już za czasów Zygmunta I Starego (sądząc z jego wizerunku na monetach z tamtych czasów), zarost był passe. 

Głowa Kazimierza Wielkiego z jego sarkofagu na Wawelu.

Ogoleni na gładko

Przez stulecia bywało więc różnie, aż w końcu nastał wiek XX i rozpoczęła się era twarzy ogolonych. Od 1913 roku żaden z prezydentów USA nie miał już brody ani wąsów, a tylko nieliczni bokobrody. Gdy Harry Truman pozwolił sobie w 1948 roku na trzydniowy zarost, stało się to sensacją.

W 1939 roku armia USA zakazała noszenia brody przez żołnierzy, gdyż przeszkadzała ona w zakładaniu maski przeciwgazowej. Większość mężczyzn w czasie drugiej wojny światowej i po niej miała gładko ogolone szczęki. I taki kanon obowiązywał w zachodnim świecie aż do lat 60. i pojawienia się hipisów. Ci, nawiązując symbolicznie do Jezusa, zapuścili nie tylko włosy, ale i brody. Później nastała era punka i znów twarze były ogolone (czasami również 2/3 głowy też, chwilę potem skinheadzi dali zarobić producentom maszynek do golenia, w latach 90. fryzury wyrwały się z obowiązującego kanonu, a mniej więcej od początku XXI wieku wróciła moda na zarost drwala. I chociaż co jakiś czas media wieszczą rychły koniec mody na brodaczy, wystarczy przejść się po ulicach, żeby się przekonać, że drwale trzymają się mocno. Pytanie tylko, jak długo jeszcze?

REKLAMA

REKLAMA

Philips Philishave history Philips Philishave HP1126 z 12 ostrzami. 1975 rok.

Przyszłość zarostu

Przy okazji wizyty w Amsterdamie, w centrali Philipsa, mieliśmy okazję zapytać o trendy ludzi, dla których pielęgnacja męskiego zarostu to jednocześnie i zawód i pasja. Pamiętajmy, że to właśnie Philips wprowadził na rynek pierwszą elektryczną rotacyjną maszynkę do golenia. Dokładnie 80 lat temu, w 1939 roku pojawił się model Philips Philishave Type 7730, zwany potocznie cygarem. Wynalazcą obrotowego ostrza w maszynce do golenia był pomysłowy inżynier Alexandre Horowitz, który opatentował poza tym jeszcze wiele wiele pomysłów. W amerykańskim urzędzie patentowym lista jego patentów przekracza grubo setkę i jest bardzo szeroka - od udoskonaleń pralki automatycznej, przez wymienniki ciepła aż po techniki wznoszenia muru.

Wniosek patentowy Alexandre Horovitza w amerykańskim urzędzie patentowym z 1944 roku. W Europie patent był już zastrzezony od 1938 roku.

„W Philipsie wierzymy, że ludzie powinni mieć zapewnioną wolność wyrażania siebie i robienia tego, co uważają za słuszne – mówi Dominique Oh, Business Leader w Male Grooming Philips. Od 80 lat wsłuchujemy się w to, czego mężczyźni oczekują i potrzebują i – miarę jak zmienia się definicja męskości, zmieniamy się i my. Staramy się nieustannie udoskonalać nasze produkty, ale nie polega to wyłącznie na zapewnianiu coraz nowocześniejszych technologii i coraz lepszej wydajności w pielęgnacji włosów i skóry. Chcemy dać mężczyznom rozwiązania spersonalizowane, takie, które sprawią, że mężczyzna poczuje się w swojej skórze najlepiej jak tylko można”.

 Powrót brodaczy

"Mniej więcej od roku 2000 obserwujemy zwiększone zainteresowanie pielęgnacją zarostu wśród mężczyzn. Coraz więcej mężczyzn decyduje się na pozostawienie zarostu, a co za tym idzie, coraz ważniejsza staje się również jego stylizacja. Przez ten czas zdecydowanie powiększyliśmy naszą gamę produktów groomingowych" - mówi Vidyut Kaul, Senior Business Marketing Director w Male Grooming Philips

"Obecnie swoją przygodę z włosami na twarzy rozpoczynają millenialsi, a ich cechą charakterystyczną jest to, że chcą nieustannie zmieniać swój wizerunek. Logiczną odpowiedzią na tę nową potrzebę jest Philips OneBlade - za pomocą tego narzędzia można w prosty i szybki sposób zmienić kształt zarostu, dokładnie tak, jak życzą sobie millenialsi" – dodaje Kaul.

REKLAMA

Philips Philishave history Bezprzewodowy Philips Philishave SC 7970. Hasło głosi "ogolisz się nawet na pustyni".
"Najogólniej rzecz biorąc, mężczyzn można podzielić na trzy kategorie: są tacy, którzy chcą lub muszą, np. ze względu na wykonywaną pracę być zawsze gładko ogoleni. To nie jest już norma, obowiązek - gładko ogolona twarz to dziś kwestia stylu, kwestia decyzji, że chcę wyglądać właśnie tak, że taki wygląd mi odpowiada – mówi szef działu Male Grooming Philipsa. Druga kategoria to ci, którzy chcą mieć określony zarost. Taki sam, niezmienny. I jest też trzecia kategoria - ludzi, którzy lubią zmiany. Ludzi, którzy raz chcą mieć pełną brodę jak drwal, za chwilę tylko wąsy, albo hiszpańską bródkę, potem trzydniowy zarost, by ogolić się na gładko i znów zapuścić brodę. Naszym zdaniem konsumenci dziś chcą mieć poczucie wolności wyboru w wyrażaniu siebie - i dlatego staramy się im dostarczyć narzędzia, które tę wolność zapewnią".

"Zauważyliśmy, że w Europie mężczyźni golą się z różną częstotliwością. Czasami codziennie, czasami co drugi, trzeci dzień ale zazwyczaj nie rzadziej niż raz na tydzień. Dlatego opracowaliśmy golarki, które są w stanie ogolić i zarost jednodniowy i ten tygodniowy. U przeciętnego mężczyzny włosy na twarzy rosną w tempie 0,3 milimetra na dobę, a więc po trzech dniach zarost ma już milimetr długości - wylicza szybko specjalista. W goleniu takiego zarostu świetnie się sprawdzą nasze maszynki z serii Philips 9000 i 7000, z niezwykle precyzyjnymi ostrzami, sięgającymi bardzo blisko skóry. Dla tych zaś, którzy golą się zdecydowanie rzadziej przygotowaliśmy maszynkę Philips OneBlade, która jest w stanie zgolić nawet trzymiesięczny zarost". Policzmy szybko: 90 razy 0,3 mm to już prawie 3 centymetry. Taką brodę widać już z daleka. No chyba, że ją zgolisz.

Broda, albo bez brody - Twój wybór

I to jest właśnie odpowiedź na zadane w tytule pytanie. Tak jak w muzyce, w której następuje nieustanne przemieszanie gatunków; tak jak w modzie, która co chwilę zapożycza coś z przeszłości, łącząc stare z nowym, tak i w stylizacji zarostu jeszcze długo będzie panowała wolność wyboru. W przewidywalnej przyszłości nie będzie jednego obowiązującego wzorca - każdy będzie miał taki zarost, na jaki będzie miał akurat ochotę i w jakim się będzie dobrze czuł. A producenci będą się starali nam tę wolność jak najbardziej ułatwiać. Tak jak to robią od lat. Marketingowcy Philipsa przeczuli ten trend już  80 lat temu, wymyślając hasło promujące pierwszy model Philishave, które brzmiało: „Z Philishave nie będziesz już się musiał męczyć z brzytwą, mydłem u pędzlem”. Dziś, dzięki technologii, męka golenia praktycznie już zniknęła. Została tylko przyjemność wyrażania siebie.




Materiał powstał we współpracy z marką Philips, która umożliwiła nam poznanie historii elektrycznych maszynek w pięknych wnętrzach amsterdamskiego Rijksmuseum wśród obrazów holenderskich mistrzów. Podziwiając monumentalną "Straż nocną" Rembrandta odruchowo przyglądaliśmy się, oczywiście, brodom. Już w połowie XVII wieku panowała swoboda - każdy mężczyzna ma jakiś zarost, ale każdy nieco inny. Warto przekonać się na własne oczy przy okazji wizyty w Amsterdamie, albo przynajmniej w Wikipedii. 

Komentarze

 (7)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA