Zbyt szybki, zbyt wściekły

To testosteron sprawia, że nawet flegmatyczny pacyfista zmienia się za kierownicą w dyszącego nienawiścią furiata. Zobacz, jak w ulicznym korku utrzymać nerwy na wodzy i nie trafić nigdy do drogowych statystyk głupoty.

Nicholas Eveleigh
Przestań trąbić, baranie, bo jak ci zaraz przyklaksonię...! (fot. Nicholas Eveleigh)

Za to, kiedy sunę moim czarnym fetyszem (tak go nazywa moja dziewczyna, nie wiem, co ma na myśli), większość z szacunkiem akceptuje mój brak pośpiechu. Samochód stał się podstawowym wyznacznikiem statusu społecznego i władzy. Ci w lepszych samochodach gardzą tymi w gorszych i uważają, że zasady drogowego savoir-vivre'u nie stosują się np. wobec właścicieli 17-letnich fiatów 125p.

REKLAMA

Z kolei ambitni kierowcy samochodów gorszych usiłują za wszelką cenę udowodnić tym ważniakom w luksusowych wozach, że na drodze tak naprawdę liczy się technika i refleks i w związku z tym bezceremonialnie zajeżdżają im drogę albo usiłują wyprzedzić, przekraczając wszelkie granice zdrowego rozsądku i narażając wszystkich uczestników ruchu na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Najwyraźniej widać to u naszych zachodnich sąsiadów: jazda koreańskim pojazdem najszybszym pasem jest czymś tak samo nagannym jak niestrzyżony trawnik u Amerykanina.

Jak rycerz w zbroi

Nie da się tu ukryć smutnej prawdy, że agresja za kierownicą to domena facetów. Statystyki Komisji Europejskiej wskazują, że wśród kierowców karanych za przekroczenie szybkości tylko 17% to kobiety. A nadmierna szybkość to tylko jeden z elementów agresywnej jazdy. Mężczyźni też znacznie częściej jeżdżą pod wpływem alkoholu i częściej zapominają o zapięciu pasów bezpieczeństwa. Najwyraźniej samochód ma jakiś związek z wyzwalaniem w nas naszego wewnętrznego idioty.

Profesor psychologii Dwight Hennessy, specjalizujący się w tej tematyce, wyjaśnia, że przyczyna leży w tym, że mężczyźni mają skłonność do postrzegania drogi jako miejsca walki i rywalizacji. Inny znawca tematu, profesor Lance Strate, zauważył, że "mężczyźni nie wsiadają do samochodu - oni nakładają go na siebie jak zbroję". Oto co musi robić nieszczęsny facet, by przez chwilę poczuć, że ma jaja.

Szybcy i wściekli

Ostatnio mówi się coraz częściej, że agresja na drodze to już nie jest problem braku dobrych manier. Jeśli przytoczy się statystyki, można raczej mówić o epidemii wścieklizny. 66% śmiertelnych wypadków w ciągu ostatnich dwóch lat było spowodowanych niezwykle agresywną jazdą - wynika z badań Stowarzyszenia Psychologów Transportu w Polsce. Policjanci w całej Polsce notują po kilkadziesiąt bójek miesięcznie, w których kierowcy nie używają klasycznie pięści, ale taranują się za pomocą swoich, często drogich samochodów. Policjanci z drogówki nazywają to syndromem Mad Maxa.

Obecnie zarejestrowanych jest w Polsce ok. 16 milionów samochodów. Drogi nie są przygotowane na taką ilość pojazdów, a ich stan jest fatalny. To oczywiście częściowo tłumaczy naszą rodzimą agresję na drodze, ale nie zrzucajmy tak łatwo winy na Marka Pola i innych polityków składających fałszywe obietnice rychłej rozbudowy infrastruktury drogowej. Za zachodnią granicą stan dróg jest o niebo lepszy, a mimo to do agresji na drogach przyznaje się ponad połowa Francuzów, Austriaków, Szwedów i Anglików.

Ja nie jestem taki

Nie tylko ja miałem o sobie dobre mniemanie. Każdy ze znanych mi facetów uważa się za ponadprzeciętnie dobrego kierowcę. Ciekawe w takim razie, kto popełnia te idiotyzmy na drodze? Wiedząc, że sam nie jestem bez winy, postanowiłem uczyć się luzu od swojej dziewczyny.

1 ... 3 4 5
STRONA 4 z 5
REKLAMA