Relacje ojca z synem: jak mieć świetny kontakt?

Do niedawna myślałem, że nigdy nie porozumiem się z własnym ojcem. Że dzieli nas przepaść. I nagle wszystko się zmieniło. Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, był niespodziewany telefon od mojego starego.

Stockbyte
fot. Stockbyte

W świecie mojego ojca mężczyźni rozmawiali ze sobą bez sentymentów. Nie prawili uprzejmości, nie chwalili, nie zwierzali się. To by było niemęskie.

I wtedy nastąpiło coś zdumiewającego - ojciec zamiast zwyczajowo zrugać mnie, że się czepiam, powiedział: "Może masz rację. Teraz to faktycznie bez sensu. Ale mnie też trudno z Tobą rozmawiać. Nigdy nie masz czasu. Wpadacie do nas, zjadacie obiad i już was nie ma". No fakt, jakoś nie przyszło mi do głowy, że ta jego mrukliwość i zgryźliwość to wyraz żalu, że nie mam dla nich czasu.

REKLAMA

W jego świecie mężczyźni nie rozmawiali inaczej. Nie prawili uprzejmości, nie chwalili, nie zwierzali ze swoich problemów. To by było niemęskie. Taki był jego ojciec oraz całe jego pokolenie. Ojciec nienawidził szczerze tych nowomodnych zaleceń psychologicznych, w myśl których faceci powinni rozmawiać więcej o uczuciach i nie bać się okazywać słabości.

"Kiedyś, dawno, jak były z Tobą takie problemy, pamiętasz - powiedział nagle - okropnie mnie denerwowałeś. A ja chciałem, żeby mój syn był inny - bardziej poukładany, konsekwentny, chciałem, żeby uprawiał sport, działał społecznie".

No jasne, tak jak on kiedyś. A ja sam nie wiedziałem, czego chcę, przynajmniej tak się mu wydawało. Grałem w zespole rockowym, potem chciałem zostać buddystą, następnie rybakiem, a na koniec poszedłem na psychologię. I zamiast ją w terminie skończyć, po roku już się przeniosłem na politechnikę.

Konsekwencja - to było słowo fetysz mojego starego. Jedna z wartości absolutnych. "Ta Twoja konsekwencja, tato, wydawała mi się nieumiejętnością przyznawania do błędów. I lękiem przed zmianą. Ty przepracowałeś całe życie w jednym miejscu, masz cały czas tę samą żonę. Ja długo szukałem czegoś, co mi da zadowolenie w życiu. Rozwiodłem się, teraz mam drugą rodzinę i jest dobrze, nie żałuję tego".

"Dla Ciebie wierność zasadom jest bez znaczenia? - zapytał ojciec. W końcu podejmujesz jakieś zobowiązanie wobec ludzi, prawda?"

"To zależy. Jeżeli to ma być tylko trwanie przy czymś, co Cię unieszczęśliwia, to jest to trochę absurdalne, nie? Zresztą zauważ, że robiłem to na własny rachunek. Ponosiłem wszelkie konsekwencje, nie zwalałem na nikogo winy. Nie prosiłem was o pomoc".

"Wiem - powiedział - potrafię to docenić. Nie myśl sobie, że ja mam do Ciebie pretensje. Nie potrafiłem Ci tego powiedzieć wcześniej, ale dumny jestem z Ciebie."

Zapadła niezręczna cisza. Nie odpowiedziałem nic, bo bałem się, że się rozkleję. Bo widzicie, ja też jestem twardzielem. Nieodrodnym synem własnego ojca. Właśnie sobie uświadomiłem, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Nie jestem zbyt czuły dla swojego syna. Denerwuje mnie, kiedy żona mu pobłaża. Sam staram się wprowadzać dyscyplinę i zależy mi, żeby nauczył się odpowiedzialności za swoje działania. Zrobi błąd, OK, ale niech ponosi konsekwencje.

"Tato, a nie myślisz, że gdyby nie to Twoje zgrywanie twardziela, może nie musiałbyś teraz iść na operację? Gdybyś wcześniej przyznał się, że coś Ci dolega".

"Może - przyznał ojciec - ale nienawidzę rozczulania się nad sobą. Sam wiesz, że nie pozwalam nawet w swoim domu rozmawiać o chorobach".

1 ... 2 3 4
STRONA 3 z 4
Zobacz również:
Tego pewnie nie zobaczysz na Netfliksie,  ale już efekty Zarzutu kettla  z wiatrakiem w klęku jak najbardziej.  Bo to ulubione ćwiczenie trenera gwiazd.  
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA