Relacje ojca z synem: jak mieć świetny kontakt?

Do niedawna myślałem, że nigdy nie porozumiem się z własnym ojcem. Że dzieli nas przepaść. I nagle wszystko się zmieniło. Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, był niespodziewany telefon od mojego starego.

Stockbyte
fot. Stockbyte
W sobotę podjechałem w umówione miejsce, skąd razem mieliśmy wybrać się do miasta oddalonego o 80 kilometrów, żeby zobaczyć to auto. Już z daleka zobaczyłem mojego ojca. Nie zauważył mnie od razu. Szedł drugą stroną ulicy, rozglądając się bezradnie. Po raz pierwszy uderzyło mnie, jak staro wygląda. Stał się jakby mniejszy, przygarbiony, niepewny. Całe życie był wysokim, postawnym mężczyzną. Trzymał się prosto, chodził pewnym, energicznym krokiem człowieka, który doskonale wie, dokąd zmierza i nie przewiduje żadnych przeszkód. I taki był kiedyś w moich oczach. Twardziel, nigdy nie chorował, nie pobłażał sobie, nie tolerował słabości. Zwłaszcza u mnie.

REKLAMA
Dla mojego ojca o wiele bardziej wiarygodny był zawsze sąsiad, hydraulik czy mechanik samochodowy, niż jego wykształcony i niegłupi syn.

Kiedy wreszcie wsiadł do auta, zapytałem: "Co Ci jest tato, jakoś tak dziwnie dzisiaj wyglądasz, źle się czujesz?"

"A skąd, co Ci do głowy przyszło" - burknął, co było do przewidzenia, bo ten facet nienawidził wszelkich przejawów litości, troski czy nawet zwykłego ludzkiego zainteresowania jego problemami. On sobie radził. Sam. Doskonale.

"Matka Ci coś może wspominała? - spytał po dziesięciu minutach jazdy w milczeniu

"O czym?"

"Bo wiesz, nie chciałem robić zamieszania. Matka się upierała, więc poszedłem na te badania i lekarze coś tam u mnie znaleźli. Pewno głupstwo. Histeryzują. Ale dla świętego spokoju pójdę tam".

"Gdzie?! Kiedy?!"

"Na operację. W środę. Do kliniki onkologii. Tam, gdzie pracuje ten kuzyn Mariana. Wiesz gdzie".

"Tato, ale czemu nic nie mówiliście...?"

"No i w związku z tym, chociaż jak mówię, to pewno nic takiego, wiesz, że lekarze zawsze przesadzają, ale chciałbym uporządkować swoje sprawy. Wiesz, matka tego nie rozumie, ale umówiłem się u notariusza na poniedziałek. Chciałbym, żebyś tam ze mną poszedł".

Byłem zdruzgotany. To nie były żarty. To musi być coś poważnego, w przeciwnym wypadku w życiu nie oddałby się w ręce lekarzy. Zawsze twierdził, że to szarlatani, którzy żerują na głupocie hipochondryków. Musiał już od dłuższego czasu cierpieć, a ja nic nie zauważyłem. Bardzo chciałbym wiedzieć, co się mówi w takim momencie.

Jechaliśmy dalej w milczeniu. Mój nieśmiertelny tato może umrzeć? Nigdy nie brałem tego pod uwagę. Widziałem, że czekał na jakąś reakcję z mojej strony, a ja nie miałem pojęcia, jak się zachować. "To na pewno nic poważnego" - powiedziałem bez sensu. "Na pewno" - zgodził się ojciec. Siedział przy mnie, starając się znowu być dziarski i dzielny. Nieprzemakalny. Utrwalony od lat schemat naszych kontaktów nie pozwalał mi na żaden cieplejszy gest czy słowo.

Nagle przyszła mi do głowy straszna myśl - a jeśli to nasza ostatnia rozmowa? I nigdy już nie będę miał okazji nic mu wyjaśnić, powiedzieć, że go kocham, zapytać o ważne sprawy?

"Tato, nie zastanowiło Cię to nigdy, że my ze sobą od dawna normalnie nie rozmawiamy?"

"Jak to, przecież rozmawiamy!" - zdziwił się ojciec.

"Przecież wiesz, o co mi chodzi. Ciągle mam wrażenie, że masz do mnie pretensje. Nie podoba Ci się to, jak żyję, jak pracuję, jak wychowuję swojego dzieciaka. Tak, jakbyś nie zauważył, że już nie jestem tym zbuntowanym szczeniakiem, którego musisz stale strofować. Nie musisz mnie chwalić, ale zwróć uwagę, że jestem dorosłym facetem, który ma swoje życie i nie po to widuję się z wami, żebyś mi udzielał rad życiowych".

1 2 3 ... 4
STRONA 2 z 4
Zobacz również:
Przysiad ze sztangą wykonuje w siłowni prawie każdy. Ba! Większość wykonuje go zupełnie poprawnie. Żeby jednak dojść do czegoś więcej niż „poprawnie”, trzeba poświęcić przysiadowi nieco więcej czasu.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA