Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.6

Xbox One X [nasz test]

Tytuł najpotężniejszej konsoli do gier zasłużenie przejmuje Xbox One X. Znany wcześniej jako Project Scorpio sprzęt wylądował niecałe dwa miesiące temu na sklepowych półkach. Przyglądamy mu się z naprawdę bliska. Sprawdź nasz test, zwłaszcza jeśli w planach masz zrobić sobie jeszcze jeden świąteczny prezent (po wigilii też się liczy).

Xbox One X Testujemy Xbox One X

Chwila przed

Wszystko wiedzieliśmy na długo przed premierą. To najpotężniejsza obecnie konsola na świecie, dysponująca mocą o 40% większą niż główny konkurent (mowa o PS4 Pro), co zawdzięcza m.in. procesorowi z 8 rdzeniami Jaguar (częstotliwość taktowanie 2,3 GHz), pamięci 12 GB GDDR5 i układowi graficznemu, który osiąga wydajność 6 teraflopów. Brzmi grubo, nawet jeśli słuchaczowi niewiele to wszystko mówi. Po koniecznym zachwycie (liczby zawsze robią wrażenie) przychodzi szybka refleksja, co to wszystko oznacza w praktyce. Sprawdźmy.

Pierwsze wrażenie

Tak powinien być zapakowany każdy sprzęt. Ta myśl towarzyszyła mi, kiedy otwierałem nieduże tak naprawdę pudełko, w którym znalazłem kartę z próbnymi subskrypcjami usług, pada, kable HDMI i zasilający oraz samą konsolę. Ten minimalizm zachwyca. Xbox One X to fenomenalny design. Czuje się to od samego początku. Wszystko jest tu spasowane, eleganckie, proste w najlepszym tego słowa znaczeniu. Niewielkich rozmiarów bryła jakby celowo nie chce chwalić się tym, co ma w środku (patrz wyżej). Nie ma tu żadnego zbędnego elementu, całość wygląda dokładnie tak, jak powinna, i jest gotowa do użycia w zasadzie od razu. Podłączenie jej do zasilania i telewizora trwa dokładnie sekundę.

Xbox One X Testujemy Xbox One X

Setki następnych wrażeń

Właśnie, telewizora. Żeby ta bestia w królewskich szatach wykazała się pełnią swoich możliwości, niezbędny jest telewizor 4K z HDR (High Dynamic Range). Co prawda posiadacze ekranów Full HD również skorzystają z dobrodziejstw większej mocy, nie oszukujmy się – to nie dla nich ten sprzęt. One X stworzono m.in. z myślą o wyświetlaniu gier w natywnym 4K i gdy zobaczysz na żywo (HDR-a nie da się opisać i pokazać na ekranach, które go nie obsługują), co potrafi, od razu zapragniesz lepszego telewizora w swoim domu albo raz jeszcze przybijesz sobie wysoką piątkę, ciesząc się, że jakąś chwilę temu zdecydowałeś się na przesiadkę na topowy ekran.

Aby gry oznaczone na pudełku jako „Ulepszone dla Xbox One X” powaliły Cię swoją jakością. I słowo „powaliły” nie pada tu przypadkowo. Bardzo dobry „Assassin’s Creed Origins” wygląda genialnie, jeszcze lepiej ekskluzywne „Gears of War 4” czy „Forza Motorsport 7”. Z kolei „Quantum Break”, które na bazowym Xboksie One działało, powiedzmy, tak sobie, zyskuje teraz nowe, piękne życie, dzięki któremu będziesz chciał przejść tę grę jeszcze raz. No chyba że to w ogóle jeszcze przed Tobą – wówczas, no cóż, zazdro.

Aktualizacji dodających jakość grom, które już znamy, przybywa z każdą godziną, bilbioteka jest już w zasadzie potężna, ale nawet produkcje, które jeszcze się ich nie doczekały, na nowym Xboksie działają zdecydowanie lepiej. Jest płynnie i wszystko ładuje się zdecydowanie szybciej. Różnica jest wyraźna gołym okiem – wystarczy odpalić „Wieśka” na Xboksie (bez najnowszej łatki! O niej za chwilkę) w wersjach S i X naraz, żeby gołym okiem zobaczyć różnicę. Właśnie, „Wiedźmin 3”. Aktualizacja, dzięki której możemy przywalić paru potworom w Velen, obserwując wszystko w natywnym 4K albo – to drugi możliwy tryb – z dynamiczną rozdzielczością, za to z megapłynnością, to miód na serce każdego gracza.

HDR dokłada jeszcze swoje, powodując, że gra, która ma na karku przecież już chyba dwa lata, znów przeżywa chwile swojej świetności. Na tyle, że na święta, chociaż nawet oba dodatki – „Serca z kamienia” i „Krew i wino” mam już dawno za sobą (na innej platformie), zażyczyłem sobie edycję gry roku w wersji na Xboksa właśnie. Wracam do Velen, wracam na Skellige, wracam do Toussaint – Xbox One X zmusza mnie do takiego kroku.

Warto też zaznaczyć, że dopiero nadchodzące gry – dajmy deweloperom trochę czasu na zaprzyjaźnienie się z nowym sprzętem – wycisną z Xboksa One X maksa. Jest na co czekać. Przydałaby się gra na wyłączność, która naprawdę pokaże, na co ten sprzęt stać. Zapasy są, wydaje się, ogromne. Żal z nich nie skorzystać

Xbox One X Testujemy Xbox One X

Minusy?

Brak. No, może za mały jak na taki sprzęt dysk (1 TB). Aktualizacje gier ważą naprawdę sporo. W dodatku, jeśli stawiasz na wydania cyfrowe, a nie pudełkowe, raczej powinieneś pogodzić się z myślą, że na dysku pomieścisz tylko kilka gier. Rozwiązaniem może być zewnętrzny, podpięty, jednak nie zmienia to w tej kwestii niczego. Skoro One X jest potężniejszy niż inne sprzęty, powinien też – choćby dla zasady – mieć standardowo największy dysk.

I cholernie dużo plusów

Poprzedni akapit był krótki, jednak to nie moja wina. Ten będzie dłuższy, słowo. Oprócz mocy, One X ma jeszcze co najmniej jedną gigazaletę. Mianowicie odtwarza płyty Bluray 4K UltraHD. Co tu dużo gadać, wrzucone do napędu „BBC Earth” robi kolosalne wrażenie. Najwyższa jakość, serio. Aż odechciewa się chodzić do kina. Szkoda tylko, że filmy w tym formacie kosztują tak wiele. I znów z pomocą przyjść mogą święta. Liczę, że ten mały prezent pod choinką to „Dunkierka” Christophera Nolana na Bluray 4K UHD właśnie (piszę te słowa dzień przed wigilią).

Początkowo miałem problem z menu Xboksa. Sprawiało mi trochę trudności. Wydawało mi się zbyt rozbudowane, za mało intuicyjne. Przyzwyczajony byłem do innego wyglądu, innego sposobu poruszania się. I szybko poczułem pewnego rodzaju irytację, uważając, że coś, co powinno być proste, jest niepotrzebnie przekombinowane.

Ale po dwóch dniach jak ręką odjął. Można się przyzwyczaić, można to menu polubić, a na sam koniec się w nim zakochać. Jest w gruncie rzeczy proste jak budowa cepa, bardzo łatwo dopasować je do swoich potrzeb. A możliwości ma naprawdę sporo. Przypinanie, odpinanie, śmiganie w lewo, w prawo – działa to wszystko cholernie szybko i jest cholernie dobre, po prostu. Czyli największa według mnie na początku wada sprzętu Microsoftu okazuje się jedną z większych jego zalet. To powoduje, że jestem kupiony.

Xboksowi One X nie da się więc zarzucić w zasadzie nic. Jeśli znajdujecie (oczywiście poza ceną, wiem, że będziecie marudzić) jakieś minusy, o których ja nawet nie pomyślałem, śmiało walcie w komentarzach. O plusach i Waszych doświadczeniach też chętnie przeczytam, aktualizując może następnie o najciekawsze głosy ten tekst.

Dla kogo ta konsola?

Xbox One X kosztuje 2199 zł. Sporo. Biorąc jednak pod uwagę bebechy, nie tak znowu bardzo. Jeśli masz telewizor 4K z HDR, a liczba klatek na sekundę i rozdzielczość to pojęcia, które ogarniasz, a nawet się nimi jarasz, znalazłeś swój sprzęt. Jeśli chcesz przesiąść się z PC-ta, mając już dość aktualizacji hardware’u, znalazłeś swój sprzęt. Jeśli chcesz oglądać filmy z płyt Bluray 4K UHD, znalazłeś swój sprzęt (dopłacasz, prawda, ale oprócz odtwarzacza dostajesz najmocniejszą na świecie konsolę, to uczciwy układ).

Pamiętaj jednak, że Microsoft robi mało tytułów na wyłączność – będziesz miał najlepszy sprzęt do grania głównie w gry multiplatformowe, natomiast o wielu świetnie zapowiadających się na 2018 rok produkcjach będziesz musiał po prostu zapomnieć. Coś za coś.

Werdykt

Będziemy Xboksowi One X jeszcze się przyglądać, testując nadchodzące produkcje (sprawdzaj na menshealth. pl) i w kolejnych numerach, ale już teraz możemy podpowiedzieć Ci jedno: warto, żebyś robił to samo w swoim zakresie. Świetny sprzęt.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij