REKLAMA

Wywiad z Markiem Włodarczykiem, czyli komisarz Zawada o życiu

Shutterstock.com

Decyzje

Już w szkole filmowej myślałem o tym, żeby wyjechać za granicę, marzeniem była Ameryka. Czułem, że to miejsce dla mnie. Kilka miesięcy przed wyjazdem poznałem kobietę, w której się zakochałem. Miała do mnie przyjechać, ale tak się nie stało. Po pół roku wróciłem. I tak w imię uczuć poświęciłem marzenia, a amerykański sen prysł. Dziś pewnie postąpiłbym inaczej. Wiedziałbym, że należy podejmować tzw. męskie decyzje, przezwyciężać tęsknoty i realizować plany.

PRZECZYTAJ TEŻ: Dlaczego kobiety kochają seriale?

REKLAMA

O emigracji

Do Berlina Zachodniego pojechałem na chwilę, zostałem 22 lata. Początki były naprawdę trudne. Dwa lata terminowałem w warsztacie samochodowym, co dziś uważam za niezłą szkołę życia. Bywało nawet, że bardzo twardą szkołę. Nie znałem języka, więc trudno było nawet marzyć o pracy w zawodzie. Na początku odkręcałem i przykręcałem świece, tyle potrafiłem. Już po pół roku umiałem przy samochodzie zrobić wszystko. Nauczyłem się nawet klepać blachę w rozbitych autach, a po dwóch latach mogłem nawet je lakierować.

O doświadczeniach

W warsztacie spotykałem bardzo różnych ludzi. Wielu moich filmowych bohaterów pochodzi z „przeszłości samochodowej”. Uważam jednak, że każdy powinien poznawać różne strony życia i różnych ludzi. Nie można zamykać się we własnym, hermetycznym świecie. Trzeba mieć z czego czerpać, a żeby czerpać – trzeba coś przeżyć.

O karierze

Powoli wychodziłem z kręgów samochodowo-warsztatowych i robiłem wszystko, co tylko wiązało się z moim właściwym zawodem, tzn. z aktorstwem. Wystąpiłem w ponad stu filmach. Liczących się było, powiedzmy, czterdzieści, a takich, o których warto rozmawiać – może piętnaście. Nie wiem, czy moja rola w „Kryminalnych” to sukces. Takie głosy oczy  wiście do mnie dochodzą, ale ja mojej dzisiejszej pozycji nie rozpatruję w kategoriach sukcesu czy porażki. Trochę boję się zaszufladkowania, bo już się mówi, że na zawsze pozostanę Zawadą. Może i tak, ale ta praca wciąż mnie bawi. Nie boję się sukcesu, jestem już za poważny na to, żeby przewrócił mi w głowie.

O szczęściu

Szczęście jest czymś, w co trzeba wierzyć, i co trzeba mieć. Zdarzały mi się w życiu sytuacje, w których miałem świadomość, że sprzyja mi szczęście i nie wiedziałem, dlaczego innym się to nie przytrafia. To było tak, jakbym to właśnie ja, wśród wielu innych, otwierał właściwe drzwi i wchodził do właściwego pokoju. Mam wielu kolegów, którym się to nie udawało, a mieli wszelkie atuty. Ale szczęściu trzeba pomagać.

O podejściu do życia

Mówią, że jak się raz w życiu spakuje walizki, to się już nigdy ich nie rozpakuje. Moje życie tak już wygląda. Nie wiem, czy w Polsce zostanę na stałe. Jeszcze rok na pewno tak, ale później może jakiś cieplejszy klimat?

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA