Wypadki w domu, wypadki samochodowe, wypadki w pracy - jak się chronić?

Nieszczęśliwe wypadki czasami rzeczywiście są wynikiem zwykłego pecha. Częściej jednak wina leży po naszej stronie: rozproszenie uwagi, brak doświadczenia, bezmyślność, zawodny sprzęt, bałaganiarstwo... Zobacz, jakie są najczęstsze przyczyny wypadków – nie tylko tych drogowych, ale również w pracy, w domu czy na spacerze z psem. Nigdzie nie jesteś całkowicie bezpieczny.

wypadki w domu, wypadki w pracy, wypadki drogowe shutterstock.com

W tym artykule poznasz najczęstsze przyczyny wypadków na drodze, w pracy i w domu:

Zacznijmy od małego testu. Czy masz w domu gaśnicę? Czy masz apteczkę, a w niej zestaw plastrów, opatrunków jałowych i bandaż? Jeśli masz w domu schody, to czy w tej chwili coś na nich leży, np. buty, piłka, zabawka? Czy masz w domu czujnik dymu/czadu? Czy wszystkie potencjalnie niebezpieczne substancje (np. kret do udrażniania rur) są w miejscach niedostępnych dla dzieci? Bardzo prawdopodobne, że na któreś z tych pytań odpowiedziałeś przecząco. I nic dziwnego, ponieważ większość z nas jest przekonana, że rozsądek to nasze drugie imię, że „jeżdżę szybko, ale bezpiecznie” itp.

ZOBACZ: Najczęstsze męskie kontuzje

Optymistycznie zakładamy, że wypadki zdarzają się innym: tym nierozsądnym, niezdarnym, pechowcom. Niestety, to taknie działa. Każda ofiara wypadku, zanim do tego doszło, prawdopodobnie również była przekonana, że wypadki zdarzają się innym. Skoro paliła w piecu przez 20 lat, to dlaczego akurat jej miało się zdarzyć zaczadzenie? Skoro schodziła już po tych schodach tysiąc razy, to chyba potrafi zejść bez zapalania światła, prawda?

Jack Reacher, bohater serii powieści Lee Childa, zwykł mawiać: „Licz na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze”. Warto trzymać się tej zasady nie tylko w powieści, ale również w normalnym, codziennym życiu. Jak się przygotować? Przede wszystkim zastanowić się, co najczęściej jest bezpośrednią przyczyną wypadków, a następnie starać się ich unikać. Przezorni żyją dłużej.

Wypadki w domu: Bałagan

W domu, w warsztacie, w garażu i przy stanowisku pracy wszystko powinno mieć swoje miejsce. Musisz wiesz, gdzie co odłożyć, i gdzie sięgnąć, gdy czegoś potrzebujesz. W przeciwnym wypadku zaczynasz improwizować.

Powiedzmy, że masz skrzynkę na narzędzia, ale kiedy ostatni raz korzystałeś z młotka na strychu, tam go właśnie zostawiłeś, a wkrętak krzyżakowy został w samochodzie, bo nie zabrałeś go, wracając do mieszkania. Gdy więc następnym razem musisz przybić gwóźdź, sięgasz po zaimprowizowane narzędzie, np. dno butelki.

A śrubkę próbujesz odkręcić czubkiem noża. I cyk – skaleczenie gotowe. W zlewie piętrzy się stos naczyń: próbujesz wyciągnąć z samego spodu ten duży nóż, którego akurat potrzebujesz, i wbijasz sobie pod paznokieć jego ostry czubek. Niby drobiazg, ale po zabandażowaniu palca masz już mniej pewny chwyt i szklanka wymyka Ci się z rąk. Sprzątasz potłuczone szkło tylko z grubsza, bo jesteś bałaganiarzem, i jeszcze tego samego wieczoru, gdy smażysz jajecznicę, kawałek szkła wbija Ci się w nogę. Odruchowo podrywasz ją do góry, druga noga ślizga się na rozlanym wcześniej na podłodze oleju, tracisz równowagę. Próbujesz ją rozpaczliwie złapać, chwytając się tego, co masz pod ręką, ale pod ręką jest akurat patelnia z rozgrzanym masłem. Przewracasz się i wylewasz sobie to masło na twarz...

Brzmi jak scenariusz slapstickowej komedii? Owszem, ale pokazuje mniej więcej, jak może zaszkodzić Ci bałagan, a historia aż do momentu wylania gorącego masła przydarzyła się w czasach studenckich autorowi tego tekstu, więc nie jest zupełnie zmyślona.

PRZECZYTAJ: Co zabija mężczyzn?

Wypadki samochodowe: Rozproszenie uwagi

Najczęściej to kompulsywne spoglądanie na ekran telefonu podczas wykonywania czynności, wymagających skupienia. Najwyraźniej widać to podczas prowadzenia samochodu, ale gapienie się w ekran może doprowadzić do wypadku równie dobrze na przejściu dla pieszych, jak i podczas spaceru w parku.

Amerykańskie Centers for Desease Control and Prevention ustaliło, że w USA w ciągu roku ginie regularnie około 3000 ludzi wskutek wypadków, spowodowanych rozproszeniem uwagi za kierownicą. Takie rozproszenie może mieć trzy podstawowe formy: odwrócenie wzroku, oderwanie rąk od kierownicy i odciągnięcie uwagi od tego, co się dzieje na drodze. Przyjmując, że przeczytanie wiadomości tekstowej zajmuje średnio 5 sekund, jeśli w trakcie jazdy po mieście z dopuszczalną prędkością 50 km/h odbierzesz wiadomość, około 70 metrów jedziesz na ślepo. Jeśli w tym czasie jadący przed Tobą samochód gwałtownie zahamuje, prawdopodobnie wjedziesz mu w kufer.

Jeśli na ulicę wbiegnie dziecko, możesz próbować zahamować lub je ominąć, ale zabraknie Ci drugiej ręki na kierownicy, żeby omijanie wykonać precyzyjnie i błyskawicznie. Jeśli zmagasz się z wpisaniem hasła do telefonu, który właśnie się zablokował, możesz źle oszacować prędkość lub tor jazdy nadjeżdżającego rowerzysty. We wszystkich tych przypadkach nieszczęście czyha zaledwie kilka sekund od Ciebie.

W większości przypadków nic złego się nie dzieje, ale co 23 minuty w Polsce czyjś anioł stróż przymyka oko albo patrzy w telefon i dochodzi do wypadku.

Rozproszenie jest też powodem wielu wypadków w domu i podczas wypoczynku. Przypomnij sobie, ile razy wchodziłeś po schodach, wpatrzony w telefon, albo odbierałeś telefon, jadąc rowerem? Albo ile razy coś Ci upadało na ziemię, bo akurat miałeś jedną rękę zajętą telefonem? Idealnym wyjściem byłoby nabranie zwyczaju, by korzystać aktywnie (manipulować na ekranie) z telefonu tylko wtedy, gdy się nie poruszasz, np. siedzisz, leżysz lub stoisz. Jednak wiemy, że to nierealne, więc zachęcamy do planu minimum: gdy wsiadasz za kierownicę, telefon wyciszasz i trzymasz w kieszeni lub w schowku. Naprawdę da się tak żyć – nie musisz być na każde zawołanie. Jeśli odpiszesz lub oddzwonisz, gdy dojedziesz do celu, nic się nie stanie.

Wypadki samochodowe: Zły stan techniczny

Sprzęt, który działa wadliwie, stanowi większe zagrożenie wypadkiem niż ten działający poprawnie.

Nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać, że np. samochód z niesprawnym układem hamulcowym stanowi bardzo poważne zagrożenie nie tylko dla jego kierowcy, ale również dla innych uczestników ruchu.

Dlatego trudno byłoby znaleźć kogoś, kto wyjeżdża na drogę bez sprawnych hamulców. Ale usterki mniej oczywiste – łyse opony, brak kierunkowskazu, światła stop czy zużyte amortyzatory – już nie powstrzymują nas tak bezwględnie przed jazdą. Jest to do pewnego stopnia zrozumiałe: brak hamulców gwarantuje kłopoty, pozostałe wymienione tu usterki jedynie zwiększają ryzyko ich wystąpienia. I wielu z nas jest gotowych takie ryzyko podjąć. Czasami z oszczędności, a czasami z głupiego lenistwa.

Oczywiście usterki techniczne zdarzają się nie tylko w samochodach. Niedokręcona kierownica w rowerze, iskrzące gniazdko w ścianie, zapodziana gdzieś osłonka tzw. gumówki czy nawet tępy nóż – jeśli zrobisz coś w rodzaju inwentaryzacji swojego sprzętu, okaże się zapewne, że znajdziesz te uszkodzenia również w swoim domu/garażu. A każda usterka to zagrożenie, że coś pójdzie nie tak: tępy nóż zwiększa ryzyko zacięcia, gdy będziesz kroił pomidory, drabina, w której zabrakło blokady, może się złożyć pod Tobą, przetarty kabel w wiertarce może sprawić, że prąd Cię kopnie, i nawet jeśli zadziała bezpiecznik, wstrząs może Cię strącić z drabiny, na której akurat stałeś.

Swoją drogą, według statystyk to właśnie upadki są najczęstszą przyczyną zgonów w wyniku wypadku w domu. By zminimalizować ryzyko, zrób przegląd swojego sprzętu: od noży, przez kuchenkę, aż po narzędzia do majsterkowania. Sprawdź, czy wszystko jest kompletne, czy nic w środku nie grzechocze, czy przewody są całe, a włączniki i wyłączniki działają prawidłowo.

Wypadki samochodowe i wypadki w domu: Brawura

Nie mówimy tu o spektakularnym skoku z 20-metrowego klifu. Mamy na myśli ten rodzaj codziennej brawury, który można też nazwać bezmyślnością – brakiem przewidywania skutków naszych działań.

Przykładem takiej powszedniej brawury jest np. postawienie na kuchence rondla z gotującą się wodą w taki sposób, że rączka wystaje poza obręb blatu. Łatwo strącić taki rondel, a wówczas wrzątek ląduje na Twojej nodze. Kupując wąską, wysoką półkę w IKEA, z pewnością zauważyłeś, że w komplecie jest specjalny uchwyt w kształcie litery L do zamocowania półki na górze, żeby się nie przewróciła. Przymocowałeś ją? Pewnie nie.

Pod kategorię brawury podpada też powszechne lekceważenie zasad BHP nie tylko w pracy, ale i w domu. Na każdym urządzeniu elektrycznym jest napisane, że przed jakąkolwiek manipulacją wewnątrz należy je odłączyć od prądu. Odłączasz? Gdy zmieniasz żarówki albo poprawiasz gniazdko, wyłączasz wcześniej korki, czy nie chce Ci się, bo wtedy zresetuje Ci się router? Czy włączając kosę spalinową w ogrodzie, zawsze masz na oczach okulary albo maskę ochronną? Wiemy, to wymaga dodatkowego wysiłku i zajmuje czas, a w znakomitej większości przypadków nic złego się nie stanie: prąd Cię nie kopnie, kamyk spod kosy nie trafi Cię w oko, szlifierka kątowa nie przetnie tętnicy.

Wypadki... wszędzie: Wielozadaniowość

To nieprawda, że potrafimy się skupić na kilku rzeczach naraz. Gdy próbujesz robić dwie rzeczy równocześnie, ryzyko, że coś zrobisz źle, rośnie.

Tu sprawa jest banalnie prosta. Jeśli coś robisz – np. czyścisz rynny, myjesz okna, malujesz sufit czy cokolwiek tam sobie wymyślisz – skup się na tym całkowicie. Inne sprawy mogą chwilę poczekać.

Zobacz również:
REKLAMA