Wykluczenie niezaszczepionych - czy to uczciwe? [Felieton]

Apartheid uprzywilejowuje jedną grupę wobec drugiej, stosując kryterium rasy. Czy zmieniąc kryterium na np. zdrowie, zmieniamy jego zasadę? Raczej nie.

COVID, sczepionka shutterstock.com
Żeby było jasne: jestem już po pierwszej dawce dobrze zmrożonego Pfizera, wszyscy wokół mnie się szczepią  i, szczerze mówiąc, nie znam osobiście nikogo, kto by jasno powiedział: „W buty sobie wsadźcie te wasze szczepionki – ja nie biorę!”.

REKLAMA

ZOBACZ: Czy ozdrowieńcy muszą się szczepić?

Decyzja o zaszczepieniu była  o tyle łatwa do podjęcia, ponieważ nie ma żadnej racjonalnej alternatywy na wyjście z pandemii, bo postulatów darwinistów społecznych, żeby pozwolić umrzeć najsłabszym, a przetrwają najsilniejsi i uodpornieni, nie można brać poważnie. Jednak co innego mieć entuzjazm (nawet ograniczony, ale jednak) i nadzieję w skuteczność szczepień, a co innego przyklaskiwać każdemu pomysłowi, który pojawia się na okołocovidowej orbicie.

Takim jest, moim zdaniem, Cyfrowy Zielony Certyfikat – potocznie zwany paszportem covidowym – który został właśnie klepnięty w Unii Europejskiej. Byłby to rodzaj urzędowego zaświadczenia, że jesteś negatywny w teście PCR, bądź ozdrowiałeś, bądź dwukrotnie się zaszczepiłeś i z tego tytułu możesz podróżować po Europie i przyległościach.

O innych przywilejach będziemy już sobie decydować lokalnie i zapewne większość krajów pójdzie drogą Izraela: pokazujesz kod QR i wchodzisz do środka restauracji (albo nie – bramkarz zdecyduje), na koncert do klubu, do kina lub na mecz na stadionie. Pomysłowi przyklaskują wszystkie branże, które na nim zarobią: turystyczna, hotelowa, restauracyjna, lotnicza, no i, rzecz jasna, koncerny farmaceutyczne, a na grillu kumpel z racjonalistycznym zacięciem: „O co chodzi? Jak chcesz pojechać do Gujany Francuskiej, to musisz się zaszczepić na żółtą febrę i nikt nie protestuje”.

PRZECZYTAJ: Jak działa szczepionka na COVID?

W zależności od ilości wypitego piwa pożyczamy słowo-klucz od Marty Lempart lub spokojnie tłumaczymy mu różnicę między niewyjechaniem do Gujany a zakazem wejścia do kina, który aż się prosi o interwencję RPO. Wątpliwości budzą też kwestie, zdawałoby się, elementarne: szczepionek jest ciągle niewystarczająca ilość i nie każdy ma do nich dostęp oraz nie każdy może je przyjmować (np. ciężarne, osoby uczulone lub z zakrzepicą, itp.), a to już podpada pod wykluczenie i segregację.

Pomysł, aby szczepionki były dostępne odpłatnie w aptekach, też jest potencjalnie dyskryminujący uboższe osoby i nie trzeba być lewakiem, by to dostrzec. Znaleźliśmy się więc w paradoksalnej sytuacji: z jednej strony szczepienia są dobrowolne, czyli nie-o-bo-wiąz-ko-we (sic!), a z drugiej rządy mogą Cię karać za skorzystanie z prawa, które same Ci przyznały. Nie zaszczepiłeś się (nie wnikając w powody, bo miałeś takie prawo i nikomu nie musisz się tłumaczyć), ale zapomnij o kinie, teatrze czy koncercie.

Czyli inaczej: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”. Wolałbym chyba dla większej przejrzystości, żeby w tej sytuacji szczepienia były obowiązkowe, nie rzekomo dobrowolne. Sprawa byłaby jasno postawiona, jak między dorosłymi, i dawałaby szansę niektórym na zajęcie zdecydowanego stanowiska: „Chrzańcie się wszyscy  – schodzę do podziemia”. A tak to jakaś dziecinada wychodzi.  I przypomina się refren z piosenki Jacka Kaczmarskiego: „Po pupach, po pupach, po pupach biją nas”.

Zobacz również:
Lekarze coraz częściej przestrzegają przed niebezpiecznym trendem zwanym dry scooping, który staje się popularny wśród bywalców siłowni oraz użytkowników TikToka.
ZOBACZ WIĘCEJ
REKLAMA