Wino made in Poland.

W Polsce sadzi się około 70 odmian winorośli. W znakomitej większości są to odmiany hybrydowe, rzadko występujące lub wręcz zakazane w krajach, gdzie sztuka produkcji wina szczyci się wielowiekową tradycją. U nas nie obowiązują apelacje, więc entuzjaści winiarstwa mogą sobie pozwolić na eksperymenty – czasami dające naprawdę dobre efekty.

polskie wino fot. shutterstock.com

Gdzie w Polsce założyć winnicę

Najlepiej na stoku o nachyleniu 30-40 stopni na zachód lub na południe, nigdy powyżej 400 m. n. p. m. Stoki zachodnie są bezpieczniejsze; tam wilgotność gleby jest większa, a średnia dobowa temperatur bardziej wyrównana. Na zachodnich stokach zimą dłużej zalega śnieg, co opóźnia wegetację, więc młode pędy winorośli są mniej narażone na wiosenne przymrozki. Stoki o nachyleniu 30-40 stopni są lepiej nasłonecznione, ale gleba jest na nich bardziej narażona na erozję i większość prac trzeba wykonywać ręcznie – mechanizacja uprawy jest możliwa na stokach o nachyleniu nie większym niż 15 stopni.

REKLAMA

Wegetacja roślin w Polsce trwa od 180 do 230 dni w roku. Na zachodzie i południu kraju jest najdłuższa, dlatego właśnie w tych rejonach Polski zakłada się winnice. Winiarze posługują się wskaźnikiem SAT (skrót od: suma aktywnych temperatur), czyli sumą średnich temperatur dziennych wszystkich dni okresu wegetacji, w których temperatura była nie niższa niż 10 stopni (winorośl rozpoczyna i kończy wegetację w temperaturze 8-10 stopni). Dobry SAT mają: Nizina Wielkopolska, Nizina Śląska, Wyżyna Małopolska, Pogórze Karpackie, Przedgórze Sudeckie, Kotlina Sandomierska.

Ilość rocznych opadów w Polsce jest dla winorośli wystarczająca, ale nieprzewidywalna. Winorośl najwięcej wody potrzebuje od połowy maja do połowy sierpnia, a u nas w maju, czyli w okresie intensywnego wzrostu rośliny, zdarzają się susze, a w czerwcu, czyli w okresie kwitnienia – ulewy, co sprzyja rozwojowi chorób grzybowych, np. szarej pleśni. Również we wrześniu, gdy owoce powiększają się i dojrzewają, lubi obficie popadać, co powoduje pękanie owoców i gnicie.

W Polsce pod winnice poleca się gleby gliniaste, ale o luźnej, guzełkowatej strukturze (lepiej trzymają wodę i wolniej erodują niż piaszczyste), o poziomie wód gruntowych nie wyższym niż 1,5-2 metry i odczynie pH obojętnym lub lekko kwaśnym.

Jak już znajdziemy miejsce spełniające wszystkie powyższe warunki, to wystarczy wyłożyć 100-150 tys. zł na hektar upraw, pracować od rana do wieczora 7 dni w tygodniu, poczekać 3-4 lata na pierwsze zbiory i około 15 lat na zwrot nakładów.

Wśród szczepów królują hybrydy

W Polsce istnieje obecnie około 550 winnic, z czego ponad 300 sprzedaje wina. W większości są to winnice małe, których powierzchnia nie przekracza 1 hektara, chociaż zdarzają się i 30-hektarowe uprawy. Mniejsze gospodarstwa wypuszczają 3 gatunki win rocznie, te duże nawet 12. Na rodzimych stokach królują hybrydowe odmiany winorośli, czyli międzygatunkowe mieszańce winorośli właściwej (vitis vinifera) z innymi gatunkami. Przez odpowiednie krzyżówki uzyskuje się odmiany charakteryzujące się określonymi cechami, jak odporność na niższe temperatury zimą, mniejsze wymagania co do nasłonecznienia latem czy mniejszą podatność na choroby grzybowe. Na świecie nie stosuje się odmian hybrydowych, w krajach, w których istnieje klasyfikacja jakościowa są one wręcz zakazane, co nie znaczy, że z hybryd powstaje wino gorszej jakości. Hybrydowe odmiany winorośli są w naszych warunkach klimatycznych często koniecznością i da się z nich wytworzyć bardzo przyzwoite wina. Wśród hybrydowych szczepów białych dominuje solaris, seyval blanc, johanniter, hibernal. Wśród czerwonych – regent i rondo. Choć winiarze-hybrydziści stanowią większość, to zdarzają się, głównie na zachodzie Polski, viniferyści, którzy uprawiają tylko szlachetne odmiany winorośli. Spod ich ręki wychodzą coraz lepsze rieslingi, gewürztraminery, pinot gris, a nawet czerwony i różowy pinot noir, który w Polsce ma niewystarczającą ilość słońca i miewa problemy z uzyskaniem odpowiedniej dojrzałości, dlatego wymaga szczególnej troski i doświadczenia winiarza. Dzisiaj hybrydy stanowią 80% polskich upraw, ale pod wpływem ocieplenia klimatu nie jest wykluczone, że proporcje będą się zmieniać na korzyć szlachetnych odmian winorośli.

Co z polską apelacją?

Jesteśmy na początkowym etapie rozwoju rodzimego winiarstwa i, jak to na początku bywa, panuje „wolna amerykanka” – każdy może lać do butelek i sprzedawać co chce. W krajach, gdzie produkcja wina ma długą tradycję, obowiązuje tzw. apelacja, czyli obowiązek umieszczania na etykietach informacji gwarantujących pochodzenie wina, rodzaje szczepów i metod winifikacji, czyli otrzymywania wina. U nas wiadomo jedynie, że polskie wina, które podają na etykiecie odmianę winorośli i rocznik, mają certyfikaty. I chociaż certyfikaty się kupuje, nie uzyskuje, to jest to już jakiś sygnał, że mamy do czynienia z winem jakościowym. Jednak ocena tej jakości pozostaje w gestii odbiorcy, bo – póki co – nikt w Polsce jej nie kontroluje. Może z czasem doczekamy się przepisów, które określałyby dozwolone odmiany szczepów, podział na regiony winiarskie, a nawet ochronę nazwy pochodzenia? Zdaniem ekspertów na taką klasyfikację już zasługują wina ze szczepu solaris, które są lekkie i łatwe w degustacji, mają aromat owoców cytrusowych, jabłek, brzoskwiń i nektarynek. I chociaż szczep jest klasyfikowany jako winorośl szlachetna, to w rzeczywistości ma geny dwóch odmian. Solaris ma szansę stać się wizytówką polskiego winiarstwa.

Jeszcze słowo o cenach

Tak, polskie wina są drogie, kosztują od 50-250 zł za butelkę, a często za podobną cenę można zdobyć lepsze burgundzkie chablis czy nowozelandzkie sauvignony. Musimy jednak pamiętać, że małe winnice mają wysokie koszty produkcji, pierwsze pokolenie winiarzy musi uzyskać chociaż częściowy zwrot zainwestowanych środków, pogoda w Polsce jest nieprzewidywalna i często potrafi unicestwić całe zbiory. Jakby tego było mało, covid przetrzebił główne kanały dystrybucyjne polskich win, którymi są hotele i restauracje. Większość winiarzy nastawia się dzisiaj na sprzedaż bezpośrednią, oferując degustacje, wycieczki po winnicy, a nawet nocleg. Może warto, w ramach wspierania polskiego winiarstwa, wybrać się do jednej z winnic podczas jesiennego weekendu?


Źródła:

  1. Marek Kondrat, Winne strony. Opowieść o pasji, która zmienia życie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015.
  2. Roman Myśliwiec, Uprawa winorośli, PWRiL, Warszawa 2013;
Zobacz również:
Przestań biegać równym tempem, a zobaczysz, o ile łatwiej przebiegniesz nawet maraton.  
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA