[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.9

Wim Hof - historia faceta, który nie czuje zimna

Wim Hof od wielu lat twierdzi, że potrafi kontrolować układ odpornościowy oraz nerwowy, pstryknięciem palców wyłączyć stres i podkręcić metabolizm o jakieś 300%. Wszystko to za pomocą umysłu i treningu. Co więcej, zarzeka się, że może tego nauczyć każdego. MH mówi: pokaż, co potrafisz, Holender.

Wim Hof East News
Iniekcja martwych szczepów bakterii E.coli była kluczowym momentem w badaniach naukowców z Radbound University Medical Centre w Holandii. W 2013 roku badacze wstrzyknęli ją zdrowym ochotnikom, aby zmusić ich organizmy do odpowiedzi immunologicznej. Ci, którzy postanowili poświęcić się w imię nauki, zostali losowo podzieleni na dwie grupy. Pierwsza obejmowała osoby zdrowe i była grupą kontrolną, a druga – testowa – miała przez 10 dni podjąć intensywny program składający się z medytacji, nowatorskich technik oddechowych i długotrwałej ekspozycji na zimno.

Celem badań była odpowiedź na pytanie, czy w nasz biologiczny kod wpisano zdolność do kontrolowania reakcji odpornościowych. Szybko okazało się, że u grupy, która trenowała, odnotowano znikomą ilość reakcji obronnych na patogeny – ich organizmy poradziły sobie bez gorączki, kaszlu i bólu gardła.

Do bliźniaczo podobnych wniosków doszedł, na długo przed badaczami, Wim Hof – bohater naszego reportażu. To właśnie z jego formuły skorzystali naukowcy, przygotowując do badania grupę testową. Hof, naukowy ekstremista, w końcu dostał szansę przedstawienia swoich postulatów i przekonania wszystkich o istnieniu wrodzonej zdolności homo sapiens do wpływania na system immunologiczny. Wyniki eksperymentu wstrząsnęły naszym pojęciem na temat ludzkiego ciała i jego możliwości. Sprawiły także, że Wim Hof z dnia na dzień stał się naukowcem indywidualistą. Jak dużą wiarę możemy pokładać w badania jednego ekscentrycznego samouka? Co z wynikami dziesiątek lat badań? Sprawdziliśmy, czy ślepe podążanie za przewodnikiem do krainy zimna faktycznie może uczyć nas panami ciała i umysłu.

Iceman na lądzie

Perspektywa posiadania mocy kojarzących się raczej z komiksami Marvela sprawiła, że Hof błyskawicznie zrobił karierę. Jego telewizyjne alter ego – Iceman – pojawiło się w dziesiątkach filmów dokumentalnych. Kudłaty facet, biegający półnago po górskich szlakach, zaskakująco dobrze wpisał się w ramówki największych stacji. W 2007 roku nasz bohater bez większych problemów pokonał "strefę śmierci" na Mount Everest (7500 m n.p.m.). Teraz uwaga: w szortach. Następnie, już w 2009 roku, przebiegł maraton przez najbardziej wysunięte na północ wyżyny Finlandii, gdzie temperatura oscylowała około -20 °C. Ponownie – w samych krótkich spodenkach.

Potwierdzone rekordy? Otwórz mroźną część Księgi Rekordów Guinnessa, a znajome imię i nazwisko wyczytasz m.in. przy najdłuższej lodowej kąpieli (1 godzina i 53 minuty) oraz najdłuższej odległości przepłyniętej pod lodem (66 m). Tak, tak – przy obu wspomnianych okazjach asystowały mu jedynie kultowe szorty. Dziesiątki pobitych rekordów to efekt ciężkiej pracy. W tym przypadku nie chodzi jednak o dźwiganie ciężarów, a ekspozycję ciała na zabójcze warunki, które ze zwykłego faceta uczyniły legendę, celebrytę i naukową anomalię. Odwiedzamy go w skromnym domu kilka minut jazdy od Amsterdamu. Trafiamy akurat na jego dzienną sesję treningową. To mieszanka jogi i ruchów gimnastycznych. W dość wymagającej pozycji Hof postanawia nieco powspominać.

"Jako młodzieniec skakałem do lodowatej wody i czułem się lepiej – opowiada. – Pod powierzchnią znalazłem coś, co przywiodło mnie do momentu, w którym jestem teraz". Holenderski ląd nie został jeszcze skuty lodem, więc sporą część czasu Hof poświęca aktualnie na medytację. To istotna część procesu, która z pewnością wpływa na jego styl bycia i podejście do otaczającego świata. Wyświetlenia na YouTube i obserwatorzy na Instagramie to nie jego bajka. To, co robi, ma zupełnie inny cel. Wciąż powtarza, że napędza go dzielenie się wiedzą. Wychodzi mu to całkiem nieźle, bo wśród licznego grona chętnych można znaleźć topowych sportowców, naukowców i biohakerów. Iceman twierdzi, że swojej sztuki jej w stanie nauczyć każdego. "Odważ się zmierzyć się z zimnem, a odkryjesz w sobie królestwo spokoju i zdrowia" – namawia. No i namówił.

REKLAMA

REKLAMA

Zimny port

Odmienne kultury i ekstremalne zachowania od zawsze leżały w kręgu zainteresowań młodego Wima. Ta sama ciekawość po raz pierwszy kazała mu zanurzyć się w lodowatej wodzie jeziora, a nieustępliwa obsesja na punkcie samodoskonalenia sprawiła, że Holender postanowił uczynić ze swojego ciała laboratorium badawcze. Po ponad dekadzie spędzonej na rozwijaniu swoich technik – codziennym przebywaniu na mrozie lub w mrozie oraz studiowaniu wszystkiego od buddyzmu po kung fu – zainteresowały się nim media. Ekipa telewizyjna po raz pierwszy natknęła się na niego, gdy ratował człowieka, pod którym załamał się lód. To była robota w sam raz dla Icemana, który szczęśliwie był w pobliżu.

Chwilę później był już na ustach zainteresowanych w całej Europie. Oto on: człowiek, który jest w stanie wypoczywać w warunkach, które – według wszelkich naukowych norm – powinny go zabić. Z początku był jedynie zjawiskiem, swego rodzaju wybrykiem natury. Jednakże, po szeregu rekordów i wzbudzeniu medialnego szału pływaniem pod lodem, dostrzegli go ludzie, którym wydał się po prostu wyjątkowy. Naukowcy z wielu ośrodków chcieli wiedzieć, co właściwie dzieje się w ciele faceta, który biega po najwyższym szczycie naszej planety w samych bokserkach. Teraz, w wieku 57 lat, Hof ani trochę nie zwalnia tempa. Chłodne sesje w wodzie lub na powietrzu łączy z treningiem z ciężarami oraz elementami kalisteniki.

"Uwielbiam trenować do muzyki Michaela Jacksona" – mówi z entuzjazmem, wykonując sekwencję ciosów i wykopów. To wesołe, pseudotantryczne podejście do treningu na pierwszy rzut oka może bawić. Jest to jednak istotny element całego planu Wima Hofa, który ostatecznie prowadzi go do nadludzkiej wytrzymałości. Sam zainteresowany utrzymuje, że najważniejszym aspektem jego filozofii treningowej jest opanowanie własnego oddechu.

To pierwsza rzecz, której adepci uczą się na obozach szkoleniowych Hofa w Polsce (Wim szczególnie upodobał sobie nasze zimy) oraz na globalnych warsztatach, które regularnie odbywają się nawet w Australii. Naszym zdaniem najbardziej zaskakująca jest właśnie prostota jego technik. Pozorna prostota, oczywiście. Bowiem wszystko, co musisz zrobić, aby osiągnąć pełną kontrolę nad ciałem i jego procesami, to poddać się kontrolowanej hiperwentylacji.

REKLAMA

Silne, głębokie wdechy w szybkim tempie (jedna sekunda) bez pełnego wydechu (pozwól, aby trochę powietrza wyszło z Ciebie bez wydmuchiwania go na zewnątrz). Po prostu napełnij płuca i powtórz to 30 razy. Teraz ta trudniejsza część. Pozwól, aby całe zgromadzone powietrze wydostało się z Twojego ciała bez użycia siły, a następnie nie oddychaj ponownie aż do momentu, gdy poczujesz, że ciało dramatycznie potrzebuje tlenu. Odsapnij chwilę i powtórz całość, starając się na maksa przedłużyć czas między usunięciem powietrza z płuc a wdechem. Zrób trzy takie rundy.

Hof zachęca, aby po ostatniej zrobić jeszcze serię pompek – tak aby poczuć większą wytrzymałość mięśni, które chwilę temu były pozbawiane tlenu, a więc paliwa niezbędnego do ich pracy. Według Wima hiperwentylacja uczy nas, jak wydajniej zarządzać tlenem oraz przyzwyczaja organizm do pobierania większych jego ilości i gromadzenia nadwyżki. Dodatkowo zmienia Twoje ciało na poziomie biochemicznym, podnosząc jego temperaturę. Z tych benefitów postanowili skorzystać m.in. zawodnicy szykujący się do zawodów CrossFit.

Gdzie w tym wszystkim szansa dla nas, zwykłych śmiertelników? Nie musisz wcale jechać w okolice koła podbiegunowego, aby odczuć na sobie korzystny wpływ treningów Hofa. Zacznij od kąpieli. Bardzo chłodnej kąpieli. Nie myśl o dyskomforcie – przez cały czas staraj się wyluzować. No i głęboko, miarowo oddychać. Już po chwili układ nerwowy uruchomi korzystne zmiany hormonalne. Do tego dodajmy zmniejszoną liczbę stanów zapalnych i wzmocnioną odporność. Jak w każdym treningu, w tym także największe korzyści przyniesie regularność. Do głębokiej medytacji (póki co, dopiero to sprawdzamy) nie namawiamy, ale zimny prysznic jeszcze nigdy nie był tak kuszącym pomysłem na rozpoczęcie dnia...

Uwaga: podczas hiperwentylacji możliwa jest utrata przytomności. Próbowanie tego w wodzie może grozić śmiercią. Więcej informacji znajdziesz na wimhofmethod.com.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij