W pogoni za Lancem

Próbowały dogonić go setki, jeśli nie tysiące facetów. Bezskutecznie. Ale tym, co czyni Lance'a Armstronga, siedmiokrotnego triumfatora Tour de France i założyciela fundacji Livestrong, nieuchwytnym, nie jest wyjątkowo pojemne serce czy nogi o mocy lokomotywy. To ogień, który ma w środku. Chcesz rozpalić go w sobie?
Art Streiber - Rodale Images
Lance Armstrong to jeden z najbardziej zawziętych facetów świata. Na czele fundacji Livestrong z równie wielką determinacją i pasją walczy dziś z rakiem, jak kiedyś na rowerze walczył z rywalami na kolarskich trasach. (fot. Art Streiber)

Gram fair. Jeśli nie będę najlepszy, to nie będę oczekiwał, by wszyscy jechali pode mnie. Najważniejsze to być w porządku i postępować z honorem.

Ale co by się stało, gdyby matka i Ulman stwierdzili, że próba powrotu byłaby wielkim błędem? "Dyskutowaliśmy o tym, ale ja nigdy... dobra, nie powiem nigdy, ale może jeden raz na tysiąc zrobiłem inaczej niż mi radzili" - mówi Lance.

REKLAMA

Lojalność to podstawa

Gdy Lance zdecydował się już powrócić do kolarstwa, stanął przed poważnym dylematem. Jego bliski przyjaciel oraz główny trener, Johan Bryuneel, pracował w teamie Astana. A tam jeździł Alberto Contador, triumfator Tour de France z 2007 roku, który - zdaniem samego Lance'a - był wówczas "niewątpliwie największym kolarzem na świecie".

Gdyby Armstrong chciał związać się z jakimkolwiek innym teamem, byłby z pewnością liderem. Ale jeśli chciał dalej pracować z Bryuneelem, po raz pierwszy w życiu stawał przed możliwością degradacji do roli pomagiera.

Wybór Lance'a? Bryuneel!

"Jestem wobec niego tak lojalny, że po prostu nie ma możliwości, bym z nim zadarł lub ścigał się w przeciwnej drużynie" - tłumaczy Armstrong.

"Czy mocne poczucie lojalności nie kłóci się czasem z twoim interesem?" - zapytałem.

"Dotychczas jedno z drugim się uzupełniało. Ale lubię grać fair. Jeżeli nie jestem najlepszy, nie będę oczekiwał, że wszyscy będą się przede mną płaszczyć. Najważniejsze, to być w porządku i postępować honorowo" - odpowiedział Lance.

"Czyli byłeś gotów grać drugie skrzypce i wspierać Contadora?" - powątpiewałem.

"Oczywiście" - zapewnił.

To składa się na największą tajemnicę współczesnego sportu. Jeśli Lance Armstrong rzeczywiście 7 razy wygrał Tour de France bez dopingu, to znaczy, że przez lata nigdy nie zaufał niewłaściwej osobie, nie zatrudnił niewłaściwego asystenta, nie poprosił niewłaściwej osoby, by wyrzuciła zużytą strzykawkę, ani nie zadał niewłaściwemu lekarzowi niewłaściwego pytania.

Jasne, kilku byłych kolegów z zespołu rzucało oskarżenia. Blisko wpadki było w 1999 roku, kiedy próbka jego moczu okazała się trefna, ale wyniku nie uznano z powodu niedających pewności metod badawczych. Nie ma oczywiście gwarancji, że Lance nie używał środków wspomagających. Jednak fakt, że żadna z bliskich mu osób nigdy nie próbowała zarobić, twierdząc, że brał doping, świadczy przynajmniej o niespotykanej lojalności, jaką cieszy się wśród ludzi.

Gra w szachy

Zwycięstwo w Tour de France wymaga godzenia się z wieloma przegranymi. Wyścig trwa 23 dni i jest podzielony na 21 etapów. Podczas jednego ze swych triumfów Lance wygrał etap zaledwie raz, co znaczy, że spędzał całe dnie, oglądając plecy rywali.

"Opowiadam ludziom, że to jest jak partia szachów, a nie warcabów - mówi Korioth. - Pójdziesz na maksa zbyt wcześnie, a będziesz skończony. Chociaż ścigam się od 12 lat, dopiero przed 2 laty zdałem sobie z tego sprawę".

Armstrong odkrył już dawno, że w każdym wyścigu wystarczy tylko przez godzinę jechać na najwyższych obrotach. Przez resztę czasu trzeba planować i równomiernie rozkładać siły.

Korioth opowiada ich ulubiony dowcip - o dwóch bykach stojących na szczycie wzgórza. Jeden pędzi na dół na łeb, na szyję, żeby pierwszy dopaść krowę i ją zapłodnić, drugi statecznie schodzi i oszczędza energię, żeby mieć siłę na seks z wszystkimi.

"Kiedy skończę wyścig na drugim miejscu albo jeszcze niżej, Lance wysyła mi wiadomość: Zaliczyłeś tylko jedną krowę!" - opowiada Korioth.

Takie cierpliwie, długie planowanie stosuje Armstrong także w swojej fundacji Livestrong: "Mamy przed sobą długą drogę i są dni, kiedy myślę, że porwałem się z motyką na słońce. To mnie jednak napędza i nadaje życiu sens".

1 ... 2 3 4 ... 5
STRONA 3 z 5
REKLAMA