W pogoni za Lancem

Próbowały dogonić go setki, jeśli nie tysiące facetów. Bezskutecznie. Ale tym, co czyni Lance'a Armstronga, siedmiokrotnego triumfatora Tour de France i założyciela fundacji Livestrong, nieuchwytnym, nie jest wyjątkowo pojemne serce czy nogi o mocy lokomotywy. To ogień, który ma w środku. Chcesz rozpalić go w sobie?
Art Streiber - Rodale Images
Lance Armstrong to jeden z najbardziej zawziętych facetów świata. Na czele fundacji Livestrong z równie wielką determinacją i pasją walczy dziś z rakiem, jak kiedyś na rowerze walczył z rywalami na kolarskich trasach. (fot. Art Streiber)
Lance lubi budzić niepewność w przeciwnikach mimochodem. Jest bardzo uprzejmy i miły, a potem mówi coś, co przyprawia cię o nieprzyjemny dreszcz.

Armstrong jest tak zdeterminowany w swej walce z tą chorobą, że podjął się zadania niemalże niewyobrażalnego - chce zwalczać każdy rodzaj raka w każdym zakątku świata. Czy ten facet to tylko jedno, wielkie, rozbuchane ego? A może ma jakiś szósty zmysł, który pomaga mu przemieniać jego zabójcze instynkty w zwycięstwa? Zdecydowałem, że nie ma lepszego sposobu, by się o tym przekonać, niż sprawdzić, czy namówię go na pojedynek biegowy.

REKLAMA

Zanim przyjechałem to Teksasu, trenerzy Lance'a stanowczo sprzeciwili się temu pomysłowi, twierdząc, że aż do zakończenia Tour de France nie powinien on ryzykować i biegać. Ale teraz nie było z nami żadnych trenerów. Siedzieliśmy tylko my dwaj na podwórzu jego domu, relaksując się w to jesienne, słoneczne popołudnie.

"Idealny dzień na bieganie" - rzuciłem.

Lance miał już na sobie spodenki, a moje buty leżały w zasięgu ręki, w bagażniku samochodu z wypożyczalni. Lance zarechotał lekceważąco.

"Nie ma takiej możliwości, żebyś wygrał ten zakład" - powiedział.

"Jesteś pewien? Nieźle sobie radzę w terenie" - odparłem.

Lance ucichł na moment.

"Jak szybko biegasz?" - zapytał.

Cichy zdobywca

Później uświadomiłem sobie, że na samym początku popełniłem błąd. I odkryłem jednocześnie, że aby zrozumieć, co siedzi w głowie Lance'a, najlepiej spróbować znaleźć się w jego skórze. Gdy ja go prowokowałem, Lance odpowiadał, kwestionując moją szybkość, co podkopywało moją wiarę w siebie. Gdy w końcu opowiedział coś o sobie, była to opowieść o porażce, jaką poniósł w Nike+ Human Race, 10-km biegu rozgrywanym symultanicznie w różnych miastach całego świata.

"Trenowałem ciężko, zrzuciłem trochę nadwagi, ale w dniu startu było ponad 36 stopni Celsjusza, pełna wilgotność, pagórkowata trasa..." - opowiadał.

Miał zamiar osiągnąć czas poniżej 33 minut, a ledwie udało mu się zejść poniżej 35. Gdy padły te liczby, uświadomiłem sobie, że Lance próbuje mnie onieśmielić, jakby od niechcenia informując, że mimo koszmarnej pogody jest w stanie w upale przebiec kilometr w czasie 3:48.

"Rozmawiałeś z Lance'em? - dziwił się później John Korioth, kolarz i wieloletni przyjaciel Lance'a. - Stary, to było głupie".

Korioth już dawno temu nauczył się od Lance'a, że najlepsza taktyka onieśmielania rywali polega na przyczajeniu się, a później rzuceniu kilku pozornie niewinnych uwag, żeby mieli nad czym się zastanawiać, martwiąc się o końcowy wynik.

"Najlepszym sposobem, żeby zasiać niepewność w głowie innego faceta, jest po prostu nic nie mówić. Myślisz, że Lance to fajny gość, aż do chwili, kiedy Cię rozgryzie i sprawi, że będziesz cierpiał. Wtedy nie jest już taki czarujący" - wytłumaczył mi John.

Krąg zaufania

Wąski krąg najbliższych przyjaciół Armstronga powstał na długo przed sukcesami i nagrodami. Nie są świtą potakiwaczy, tylko systemem, który kontroluje jego ego i mówi mu rzeczy, których on nie chce słyszeć.

"Ludzi, którym mogę zaufać na 100%, jest może około tuzina. Powierzyłbym im swoje życie" - mówi Lance.

Gdy zastanawiał się, czy wrócić do kolarstwa, jeden z pierwszych telefonów wykonał do mamy. Następnie zwrócił się do 31-letniego Douga Ulmana, który trzykrotnie pokonał raka, a teraz, pomimo swojego młodego wieku, jest szefem fundacji Armstronga. Zapytał: "Czy mój powrót do ścigania pomoże naszej fundacji?".

Ulman wspomina: "Powiedziałem, że na pewno tak. Ludzie nie wiedzą, że na raka umiera więcej osób niż z powodu HIV/AIDS, gruźlicy i malarii razem wziętych. Jeżeli uda nam się na tym skupić uwagę świata i przekonać rządzących, że walkę z rakiem powinni uczynić priorytetem, to pewnie będzie najważniejsza rzecz, jaką zrobisz w życiu".

1 2 3 ... 5
STRONA 2 z 5
Zobacz również:
W lecie łatwiej pochwalić się bicepsem czy sześciopakiem, ale najpierw trzeba go mieć. Czy można się wyrzeźbić na słońcu?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA